sobota, 18 lutego 2017

Onet przed sądem, a my zaciskamy kciuki. I pięści

Właśnie dotarła do nas wiadomość, że w Krakowie rozpoczął się od dawna wyczekiwany proces w sprawie, jaką, wspomagany prawnie przez Redutę Dobrego Imienia, Onetowi wytoczył wybitny dziennikarz, muzyk, autor, a przy okazji nasz człowiek, Krystian Brodacki. Gdyby ktoś nie pamiętał, albo akurat sprawy nie znał, poszło o to, że w marcu zeszłego roku wspomniany Onet zdecydował się opublikować tekst o tym, że podczas niemieckiej okupacji Polki chętnie świadczyły Niemcom usługi seksualne i stąd część z nas to dzieci hitlerowskich żołnierzy. Aby ową czarną informację uwiarygodnić, Onet zilustrował swój tekst zdjęciem, na którym widać kobiety prowadzone przez niemieckich żołnierzy do lasu, no i tytuł: „Tylko w Onecie: Romans z niemieckim żołnierzem był surowo zakazany, ale w Polsce żyją dzieci będące owocem takich związków”. I oto wspomniany Krystian Brodacki rzucił okiem na wspomniane zdjęcie i w jednej chwili nie dość, że rozpoznał na nim swoją mamę, to jeszcze w sytuacji, gdy ta była prowadzona na rozstrzelanie w niesławnych Palmirach. No i oczywiście podał Onet do sądu, czego efektem jest właśnie rozpoczęta rozprawa.
Ja natomiast mam tu swoją satysfakcję, że to akurat z mojego twitterowego profilu Brodaccy, a konkretnie nasza koleżanka Klara, która swego czasu tu na blogu była bardzo aktywna, dowiedzieli się o tym niebywałym wręcz wybryku Onetu, i prawdopodobnie tylko dzięki temu, sprawa dziś ma swój ciąg dalszy. To również tu na tym blogu, idąc za ciosem, opublikowałem odpowiedni tekst zatytułowany "Onet, czyli Gosia jest już dużą dziewczynką", w którym skomentowałem to co się stało i tym samym, jak nieskromnie sądzę, sprowokowałem Brodackiego do skierowania sprawy do sądu. Przypominam więc tamten tekst i proszę wszystkich, byśmy trzymali kciuki za Krystiana Brodackiego, jego rodzinę i za pamięć o tamtej dzielnej kobiecie, tak okrutnie skrzywdzonej przez tę bandę satanistów.

Parę dobrych lat temu napisałem tekst zatytułowany „O tym, jak Moe Green kupił sobie Onet”, w którym, opierając się na i informacjach z tak zwanych „źródeł dobrze poinformowanych”, chciałem zwrócić uwagę na fakt, że Axel Springer, wyrzucając lekką ręką z kieszeni okrągły miliard złotych na wykupienie projektu kontrolowanego przez bandę bezczelnych gówniarzy, dla których to, kto im płaci, jest rzeczą pozbawioną najmniejszego choćby znaczenia, zrobił najgorszy interes w całej swojej karierze. Mają bowiem Niemcy ten swój Onet, ciągną z niego oczywiście co się da, natomiast o tym, żeby choć przez chwilę poczuć ów urok władzy, mowy być nie może, bo Gosia, Arek, Sławek i Marcin nie pozwolą, by im się Niemcy do zabawy wpieprzali.
A wszystko zaczęło się od tego, że przed Bożym Narodzeniem 2013 roku na głównej stronie wspomnianego Onetu ukazało się zdjęcie przedstawiające hitlerowskich żołnierzy przy świątecznej choince i tekst opowiadający o tym, jak to naziści podobnie do niektórych z nas, również kochali Pana Jezusa. Zdjęcie wywołało pewne poruszenie, a główne ostrze krytyki za uprawianie antypolskiej propagandy zostało skierowane przeciwko niemieckiemu właścicielowi Onetu. Ponieważ ja, jak mówię, miałem informacje, że Niemcy na politykę prowadzoną przez Gosię, Arka, Sławka i Marcina mają mniej więcej taki sam wpływ, jak Moe Green miał na swoje hotele, zanim został zamordowany przez Michaela Corleone, uznałem za stosowne zasugerować, że my nasze pretensję powinniśmy kierować nie do Niemców akurat, tylko właśnie do tej bandy krakowskich japiszonów, których intencje są nam wprawdzie nieznane, ale to oni jak najbardziej postanowili się z nami drażnić.
Minęły trzy lata i oto Onet opublikował coś takiego:


Przyznaję, że nie mam pojęcia, kiedy i jak długo to tam wisiało, czy był jakaś interwencja, czy może wszystko zostało przeprowadzone od początku do końca, faktem jest jednak to, że czy to Gosia, czy też Arek, a może Marcin, lub Sławek uznali, że zrobią na nas odpowiednie wrażenie, publikując zdjęcie polskich kobiet prowadzonych przez niemieckich żołnierzy na śmierć, z sugestią, że one polazły z nimi do tego lasu, żeby sobie poużywać. Nasza koleżanka, Klara Brodacka, komentująca tu swego czasu bardzo często i z prawdziwym talentem, na owym zdjęciu rozpoznała mamę swojego męża, Marię Brodacką, która została rozstrzelana w Palmirach za pomoc Żydom, i potwierdziła, że to właśnie zdjęcie ukazuje ów moment, kiedy teściowa jej jest prowadzona przez Niemca na śmierć. Tymczasem Arek, Marcin, a może Gosia, lub Sławek postanowili nam wytłumaczyć, że to wcale tak nie było, że ten las miał zupełnie inne przeznaczenie, zwłaszcza gdy chodzi o relacje Niemców z polskimi kobietami.
No i tu pojawia się pytanie, czemu oni to robią. Czemu Gosia ze Sławkiem się z nami w taki sposób zabawiają i czemu robią to z takim zaangażowaniem? Bo dlaczego Axel Springer nie interweniuje, to ja już wiem. Gdyby on powywalał tych gówniarzy na zbity pysk i na ich miejscu posadził jakąś Gerdę i Hansa, podniósłby się taki wrzask, że Niemcy nas biją, że firma by się z tego nie podniosła. A więc patrzą tylko jak ci folksdojcze robią sobie jaja i pewnie coś tam z tego próbują dla siebie wyciągnąć. O tak! Tu nie ma najmniejszej wątpliwości. Oni z całą pewnością nie pozwolą sobie na to, żeby jakoś tego uśmiechu losu nie wykorzystać.
A więc wygląda na to, że zostaliśmy otoczeni na czysto. Co więc możemy na tę okoliczność poradzić. Otóż ja nie wiem, jakie są możliwości prawne, gdy chodzi o firmę o takiej pozycji jak Onet, ale moim zdaniem najlepiej by było, gdyby rodzina tej pani na zdjęciu pozwała ich w taki sposób, by oni to poczuli. Zakładam jednak, że to jest sprawa nie do przeprowadzenia. Nie tu w Polsce. W tej sytuacji zatem pozostaje już tylko apelować do polskiego rządu, by problem Onetu załatwił podczas bezpośrednich rozmów z Niemcami. Jestem pewien, że to jest o wiele krótsza piłka, niż się wydaje. Wystarczy przypomnieć sobie, jak zgrabnie podczas bezpośrednich rozmów z kanclerz Merkel Donald Tusk rozegrał dla siebie problem „Faktu”, wyrzucając stamtąd najpierw Warzechę, a chwilę potem samego Jankowskiego. Można podejrzewać, że przynajmniej gdy chodzi o Niemców, to jest zawsze najbardziej skuteczny kierunek. Dla nich wolność mediów to podstawa.

Przy okazji zachęcam wszystkich do odwiedzenia księgarni Coryllusa, gdzie jest do kupienia fascynująca książka Krystiana Brodackiego o Sebastianie Majewskimm, niezwykłym polskim malarzu, dziś już niemal kompletnie zapomnianym. Trzeba to przeczytać, by zobaczyć, jak bardzo niezasłużenie. Tu.

16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. @Jarosław Zolopa
      Obawiam się, że oni się z tego wywiną. No ale może w końcu uda mi się pomylić.

      Usuń
    2. Miło by było, gdybyś się w tej kwestii pomylił.

      Usuń
  2. Ciezko czasami robic swoje i trzymac emocje na wodzy patrzac na to opetanie i demencje. Modlmy sie mocno i intensywnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Camillissima
      Ja już nie umiem zliczyć powodów, dla których warto się modlić.

      Usuń
  3. Proszę o uruchomienie pamięci. Tomasz Wołek, czasopismo Życie" i artykuł "Wakacje z agentem".

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Wakacje_z_agentem

    Takie były nasze sądy. Mam nadzieję, że coś drgnęło. Zobaczymy.
    M.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pokazano kto tu rządzi i pan Wołek zrozumiał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Gemba
      O tak! To na pewno. Wołek z całą pewnością zrozumiał. Jednak przez ewidentny brak elastyczności (a może tylko inteligencji) wciąż się porusza po dnie.

      Usuń
    2. Bo tam jego miejsce. Jego metamorfoza mnie powaliła, nie mogłem zrozumieć jak można tak się upodlić. Ale uświadomiła też, jaką moc miała ciemna strona mocy.
      Miała.:)

      M.

      Usuń
    3. @Gemba
      Moim zdaniem, gdy chodzi o Wołka akurat, jego musieli bardzo mocno postraszyć.

      Usuń
  5. Miejmy nadzieję, że tym razem modlitwa do sędziego Tuleji nie zostanie wysłuchana.

    OdpowiedzUsuń
  6. "Ja natomiast mam tu swoją satysfakcję, że to akurat z mojego twitterowego profilu Brodaccy, a konkretnie nasza koleżanka Klara, która swego czasu tu na blogu była bardzo aktywna, dowiedzieli się o tym niebywałym wręcz wybryku Onetu, i prawdopodobnie tylko dzięki temu, sprawa dziś ma swój ciąg dalszy. To również tu na tym blogu, idąc za ciosem, opublikowałem odpowiedni tekst zatytułowany "Onet, czyli Gosia jest już dużą dziewczynką", w którym skomentowałem to co się stało i tym samym, jak nieskromnie sądzę, sprowokowałem Brodackiego do skierowania sprawy do sądu."
    Należą się podziękowania. Miejmy nadzieje, że po tym pozwie przestaną bezczelnie obrażać Polaków. Czy to w wyniku działania sądu, czy w wyniku działania władz, którzy dzięki temu zainteresują się sprawą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Mateusz G.
      Po samym pozwie, nie. Moim zdaniem dopiero ciężka kara może na nich zrobić wrażenie.

      Usuń
  7. Dlatego wspomniałem o działaniu sądu lub władz.

    OdpowiedzUsuń