poniedziałek, 14 listopada 2016

Gdy zło zwariowało

Tyle ostatnio było do powiedzenia, że cotygodniowy felieton do „Warszawskiej gazety” musiał swoje odczekać. Mam nadzieję, że warto było.

Każdy z nas, kto choćby liznął tak zwanego Internetu, wie, do jakich wynaturzeń tam dochodzi. Wydaje się, że szczególność owego miejsca najlepiej została przedstawiona w satyrycznym rysunku, gdzie widzimy siedzące przed ekranem komputera dwa psy, z których jeden do drugiego mówi: „To co mi się w tym Internecie podoba najbardziej, to to, że nikt nie wie, że jestem psem”. Tam oczywiście, może bardziej, niż o słynne internetowe chamstwo, chodziło o niezwykłą wprost tego miejsca anonimowość, ale nie oszukujmy się – to że tam, jak nigdzie pewnie na świecie, każdy z nas może pokazać to, co w nim najczarniejsze, i w dodatku robić to całkowicie bezkarnie, wynika właśnie z owej anonimowości.
A zatem, jak już wspomniałem, każdy z nas, jeśli tylko zdarzyło mu się spędzić choć odrobinę czasu na takich internetowych portalach jak Facebook, Twitter, Onet, wyborcza.pl czy TVN24, miał wielokrotnie okazję się przekonać, że bywa ostro. To do czego są zdolni zwykle zupełnie normalni ludzie, gdy tylko nabiorą pewności, że ich twarzy nikt nie widzi, odbiera dech w piersiach. Ostatnio jednak okazuje się, że są wśród nas i tacy, którym brak anonimowości w najmniejszym stopniu nie przeszkadza w tym, by otwarcie ujawnić najbardziej mroczne pokłady swojej duszy, a, co ciekawe, wśród nich nie znajdujemy tylko jakichś Nowaków, czy Piotrowskich, ale osoby z pierwszych stron gazet.
Oto zupełnie niedawno, w reakcji na to, że telewizja TVP Info zatrudniła u siebie jako politycznego komentatora byłą kandydatkę w wyborach prezydenckich Magdalenę Ogórek, znany nam aż nazbyt dobrze Tomasz Lis na swoim profilu na Twitterze najpierw napisał, że „Ogórek wylizuje TVP na czysto”, a najwidoczniej uznając, że to wciąż mało, wspólnie z innym komentatorem ogłosił, że wspomniana Ogóek powinna się zatrudnić w burdelu, tyle że wcześniej musi sobie poprawić biust.
Ktoś powie, że List to wariat i nie trzeba sobie nim zawracać głowy. No a skoro tak, to zapomnijmy o Lisie i posłuchajmy europejskiego posła z ramienia PO, Jacka Protasiewicza i jego uwagi wobec jednego z komentatorów, że ten się „nawąchał kleju i w spędza czas na zabawianiu się z kozą”. Mało? Proszę bardzo, oto na Facebooku były poseł i lider KPN Krzysztof Król napisał otwartym tekstem, że polscy narodowcy to „naziolskie debilki”, które mogą najwyżej rzucać kurzymi jajkami, bo „swoich nie mają”. Jeszcze trochę? Proszę. Oto przed nami były dziennikarz Polskiego Radia, Przemysław Szubartowicz, który autorowi niniejszego felietonu zasugerował, że mu może „nasikać na głowę”, bo on jest Guliwerem, a reszta to Liliputy.
Wrażenie że dzieje się w Polsce coś bardzo szczególnego nie opuszcza mnie od pewnego już czasu. Ostatnio jednak widzę, że owe zmiany część z nas doprowadzają do autentycznej utraty zmysłów. A skoro tak, to wypada stwierdzić, że wszystko idzie w bardzo dobrym kierunku. Cieszmy się.

Książki niezmiennie są do kupienia w księgarni na stronie www.coryllus.pl, natomiast w tym tygodniu mamy atrakcję dodatkową, mianowicie już w najbliższy czwartek o godzinie 18 na Uniwersytecie Opolskim będę opowiadał o Zycie Gilowskiej, takiej, jaką miałem zaszczyt znać. Oczywiście będą też książki i okazja do pogadania. Zapraszam wszystkich.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz