sobota, 12 listopada 2016

Richard Speck, czyli zbrodnia bez kary

Jak już tu wspominałem, od niedawna ukazuje się u nas miesięcznik – a w najbliższym czasie, jak słyszę, również tygodnik – pod tytułem „Polska bez Cenzury”, no i tak się składa, że ja tam prowadzę tak zwaną „rubrykę kryminalną”, poświęconą mniej lub bardziej znanym przypadkom skrajnego opętania, które w popularnym przekazie funkcjonują jako słynne „crime stories”, lecz my tu wiemy swoje, a ja to „swoje” staram się najlepiej jak potrafię przedstawić tak, by każdy wiedział, że tu naprawdę chodzi o coś więcej. Oto tekst zamieszczony w najnowszym wydaniu „PbC”. Polecam.




Kiedy wspominaliśmy ostatnio człowieka nazwiskiem Martin Bryant, który przed laty na Tasmanii z zimną krwią zamordował 35 osób, a dziś odsiaduje ów przedziwny wyrok 35-krotnego dożywocia, 1035 lat więzienia, oraz dodatkowo zakazu jakiegokolwiek kontaktu ze światem zewnętrznym, dzięki któremu mógłby się choćby dowiedzieć, czy świat nadal o nim wciąż pamięta, niejednemu z nas pewnie przyszła do głowy refleksja odnośnie tego, jaka kara – poza oczywiście karą śmierci – jest w stanie zadośćuczynić, choćby w najbardziej podstawowym wymiarze, a więc ograniczonym do czystej zemsty, ofiarom tych zbrodni i ich bliskim. I owszem, jeśli się dobrze zastanowić, to informacja, że Bryantowi już do końca życia pozostanie tylko słuchanie muzyki, z przerwą na kolejne próby samobójcze, brzmi całkiem nieźle.
Gdyby jednak komuś było tego mało i wciąż twierdził, że bez kary śmierci sprawiedliwości nie ma, może zawsze sobie pomyśleć o owym absolutnie niezwykłym amerykańskim więzieniu znanym pod nazwą ADX Florence, w którym dziś przebywają tak zasłużeni dla Świata Ciemności postacie, jak Larry Hoover z Gangster Disciples, Barry Mills i Tyler Bingham z Aryan Brotherhood, Zacarias Moussaoui, jedyny skazany przed sądem cywilnym organizator ataków z 11 września, Faisal Shahzad, autor próby zamachu na Times Square w roku 2010, Ramzi Yousef, główny animator ataku na World Trade Center w roku 1993, ale również tak znani osobnicy jak Ted Kaczyński, czyli słynny Unabomber, Dzokhar Tsarnaev, autor niesławnego ataku na uczestników maratonu w Bostonie, szef mafijnej rodziny Bonanno, Vincent Basciano, ale też Terry Nichols, odsiadujący 161 wyroków dożywocia współorganizator ataku w Oklahoma City z roku 1995. Sam Timothy McVeigh, główny sprawca ataku, też by tam dziś przebywał, gdyby nie fakt, że w międzyczasie został skazany na karę śmierci i w związku z tym został przeniesiony w miejsce, gdzie czekały na niego już inne przykrości. Ale znajdziemy w ADX również osoby tak szczególne, jak Richard McNair, który wprawdzie zamordował zaledwie dwie osoby, ale pewnie skończyłby w miejscu znacznie mniej spektakularnym niż ADX, gdyby nie fakt, że wcześniej udało mu się aż trzykrotnie uciec z różnych, wcale nie lekkich, ośrodków odosobnienia, czy Robert Hanssen, były agent FBI, który za wydanie Rosjanom kilku amerykańskich szpiegów, otrzymał 15 kolejnych wyroków dożywocia.
Cóż jest takiego szczególnego w owym więzieniu, poza tym, że jest to miejsce o maksymalnie zaostrzonym rygorze? Otóż, wbrew mylnym, choć zrozumiałym pogłoskom, jakoby oni wszyscy byli tam trzymani pod ziemią, więzienie w znacznej swojej części znajduje się ponad powierzchnią ziemi, natomiast niżej, owszem, znajduje się korytarz łączący budynki z głównym wejściem do więzienia. 23 godziny na dobę więźniowie spędzają samotnie w celi i jedynie przez pięć godzin w tygodniu, w towarzystwie minimum trzech strażników, mogą pozwolić sobie na chwilę relaksu. W każdej sali znajdują się wykonane niemal wyłącznie z betonu biurko, stołek oraz łóżko, jak również unieruchamiana w przypadku zatkania toaleta, automatycznie kontrolowany na wypadek zalania prysznic, oraz umywalka bez stanowiącego potencjalne zagrożenie kurka. W niektórych celach mogą znajdować się wykonane z wypolerowanej stali, wtopione w ścianę, lustra. Elektryczne światło włączane i wyłączane jest z zewnątrz. Radio, oraz, w wyjątkowych sytuacjach, czarno-biały telewizor nadają wyłącznie programy o charakterze relaksacyjnym, edukacyjnym i religijnym. Wszystkie cele, dla uniemożliwienia więźniom kontaktu za pomocą alfabetu Morse’a, są idealnie dźwiękoszczelne. Okna o rozmiarach 10 x 120 cm zaprojektowane są w taki sposób, by więźniowie nie byli w stanie określić swojego położenia, a więc jedyny widok, jaki z nich można uzyskać, to niebo, ewentualnie sąsiedni dach. Gimnastykę więźniowie mogą uprawiać w betonowym basenie, również zaprojektowanym tak, by uniemożliwić im rozpoznanie miejsca, w którym się znajdują. Znajdujący się w basenie więzień może zrobić maksymalnie dziesięć kroków w linii prostej i trzydzieści kroków po kwadracie. Więźniowie pozbawieni są kontaktu ze światem zewnętrznym, a jedzenie dostarczane jest im osobiście przez strażnika. Oczywiście, całe więzienie wyposażone jest w system setek kamer i detektorów ruchu, oraz 1400 zdalnie sterowanych stalowych drzwi. Każdy ruch więźnia monitorowany jest 24 godziny na dobę, całość otoczona jest czterometrowym, zakończonym drutem kolczastym murem, oraz patrolowana przez uzbrojonych strażników z psami. W wyjątkowych przypadkach złamania regulaminu, więzień kierowany zostaje do tak zwanego „Punktu Z”, gdzie w całkowicie pozbawionych światła i dźwiękoszczelnych betonowych celach może się zmieścić do 148 więźniów. Obecnie w ADX Florence przebywa 410 osób.
Kiedy w roku Richard Speck w akademiku w Chicago zamordował osiem uczennic szkoły pielęgniarskiej, następnie został skazany na 1200 lat więzienia, by wreszcie, w roku 1991, umrzeć na zawał serca, ADX Florence jeszcze nie zostało wybudowane. Pierwsi lokatorzy pojawili się tam dopiero w roku 1994. Czy gdyby Richard Speck urodził się później i później też dokonał swojej zbrodni, swój wyrok odbywałby w AX, tego oczywiście nie wiadomo, ale wydaje się, że tak by z całą z pewnością było sprawiedliwie. Niewykluczone nawet, że tak by też było sprawiedliwie, nawet gdyby za to co zrobił, otrzymał Speck karę śmierci, której faktycznie przez pewne zawiłości prawne udało mu się uniknąć. Można wręcz powiedzieć, że gdyby owo więzienie miało zostać wybudowane tylko dla jednej osoby, mógłby to z całą pewnością być właśnie Richard Speck.
Urodził się Speck w roku 1941 w wiosce Kirkwood w stanie Illinois, jako siódme z ośmiorga dzieci Benjamina Franklina Specka i Mary Margaret Carbaugh. Speck i młodsza siostra Carolyn byli znacznie młodsi od czterech starszych sióstr i dwóch braci. Ojciec Specka zmarł na atak serca, kiedy ten miał zaledwie 6 lat, natomiast parę lat później, w wypadku samochodowym, zginął jego starszy brat. Po śmierci męża, matka Specka poznała, zakochała się i wreszcie poślubiła handlującego ubezpieczeniami moczymordę nazwiskiem Carl August Rudolph Lindberg, który poza jedną drewnianą nogą mógł się również poszczycić niemal 25 letnią kryminalną przeszłością. Rodzina przeniosła się z dwojgiem dzieci do Dallas w Teksasie, gdzie przez dłuższy czas mieszkali pod różnymi adresami w najbardziej nędznych miejscach. Speck próbował się uczyć, jednak wyniki uzyskiwał tak marne, że przerwał naukę, a w wieku 12 lat, idąc za przykładem ojczyma, zaczął regularnie chlać, co doprowadziło do sytuacji, że w wieku 15 lat był już regularnym alkoholikiem. Po raz pierwszy został aresztowany w wieku 13 lat. W wieku 20 lat poznał 15-letnią Shirley Anette Malone, która po trzech tygodniach znajomości zaszła w ciążę, wyszła za niego za mąż, a następnie urodziła mu córkę. W tym czasie Speck odsiadywał trzytygodniowy wyrok za awantury po pijanemu. W lipcu 1963 roku Speck został skazany na 3 lata więzienia za sfałszownie czeku, napad na sklep spożywczy i kradzież papierosów, piwa i 3 dolarów w gotówce. Po 16 miesiącach został zwolniony warunkowo, już jednak po tygodniu zaatakował kuchennym nożem przypadkową kobietę. Kobieta zaczęła krzyczeć, przestraszony Speck uciekł, jednak po paru dniach został ujęty i skazany na dodatkowe 16 miesięcy więzienia. Trzy miesiące później jednak na skutek błędu urzędniczego został zwolniony. Po wyjściu z więzienia Speck pracował przez trzy miesiące jako kierowca ciężarówki. W tym czasie zaliczył sześć wypadków i ostatecznie, za nie zgłoszenie się któregoś dnia do pracy, został zwolniony. Za radą swojej mamy, która w międzyczasie rozeszła się ze swoim mężem pijakiem, a sam już po rozstaniu z Shirley, związał się Speck z 29-letnią kobietą, byłą zawodową zapaśniczką i barmanką w zaprzyjaźnionym barze. Rok 1966, ostatni rok życia Specka na wolności, zaczął się bardzo niefortunnie. Shirley wniosła o rozwód, co Specka tak zirytowało, że zaatakował nożem nieznanego mężczyznę, jednak wynajętemu przez matkę obrońcy udało się doprowadzić do tego, że Speck został skazany jedynie za zakłócenie spokoju i skazany na grzywnę w wysokości 10 dolarów. Ponieważ odmówił wpłacenia grzywny, poszedł jednak siedzieć na trzy dni. Parę tygodni później Speck najpierw kupił 12-letni samochód, następnie obrabował lokalny sklep spożywczy, kradnąc 70 kartonów papierosów, a potem na parkingu przed tym samym sklepem próbował sprzedawać papierosy z bagażnika swojego nowego samochodu, a na koniec samochód porzucił. Policja samochód zidentyfikowała i wydała nakaz aresztowania Specka. Ponieważ 42 już areszt na terenie Dallas musiał oznaczać kolejny wyrok więzienia, jego młodsza siostra, Carolyn, zawiozła go na dworzec autobusowy w Dallas, skąd Speck udał się z powrotem do Chicago, a następnie do rodzinnego Monmouth. Starszy brat Specka, zatrudniony na miejscu jako stolarz załatwił mu pracę, jednak Speck, dowiedziawszy się, że jego była już żona wyszła ponownie za mąż, ruszył w tak zwane tango, które przerwała interwencja policji i Speck spędził noc w więzieniu za zaatakowanie nożem przypadkowego mężczyzny.
Kilka dni później, w okolicy, gdzie krążył Speck miały miejsce dwa zdarzenia. 65-letnia Virgil Harris zastała w swoim domu obcego mężczyznę, który, grożąc jej nożem, związał ją, zakneblował, a następnie zgwałcił, po czym zabrał jej 2,5 dolara, które chwilę wcześniej zarobiła przy opiece nad dzieckiem. Tydzień później zgłoszono zaginięcie 32-letniej barmanki nazwiskiem Mary Kay Pierce. Tego samego dnia ciało Pierce zostało znalezione w pustej szopie obok baru, w którym pracowała. Stwierdzono, że Pierce zmarła od uderzenia pięścią w brzuch, którego siła śmiertelnie uszkodziła jej wątrobę. Ponieważ Speck uczęszczał do baru i znał dobrze Pierce, policja postanowiła go wstępnie przesłuchać, jednak jedyne co zdecydowała, to poprosić go, by nie opuszczał miasta. Speck jednak już nie czekał na dalszy rozwój wypadków, spakował walizkę i wyjechał do Chicago. W jego mieszkaniu policja znalazła rzeczy należące do pani Harris, oraz parę innych jeszcze, których zaginięcie zostało zgłoszone przy okazji dwóch innych włamań.
19 kwietnia 1966 Speck zameldował się w mieszkaniu jednej ze swoich starszych sióstr, imieniem Martha, w którym mieszkała wraz z mężem i dwiema nastoletnimi córkami. Martha była pielęgniarką na dziecięcym oddziale miejscowego szpitala, jej mąż natomiast pracował na kolei. Kiedy opowiedział im nieprawdopodobną historię o tym, jak to ścigany przez mafię narkotykową, której odmówił współpracy, musi się teraz ukrywać, rodzina go przyjęła, a szwagier, który wcześniej służył w marynarce i wciąż miał tam pewne kontakty załatwił mu pracę na statku. Mimo że aby uzyskać posadę, Speck musiał przedstawić najróżniejsze zaświadczenia, włącznie z odciskami palców, został przyjęty i udał się w swój pierwszy rejs. Z powodu ataku wyrostka robaczkowego, wyprawa okazała się jednak wyjątkowo krótka i Speck został zabrany helikopterem do szpitala na operację. Ze szpitala wrócił do siostry, gdzie spędził jakiś czas, a następnie wrócił na statek. Ponieważ jednak niemal natychmiast wdał się w pijaną awanturę z którymś z oficerów, został odtransportowany na brzeg. Tym razem udał się na wycieczkę do Michigen, gdzie mieszkała pielęgniarką, którą poznał podczas pobytu w szpitalu. Spędził u niej jakiś czas, a potem z 80 dolarami, w które jego nowa znajoma go zaopatrzyła, znów wrócił do Chicago do domu siostry. Szwagier Specka próbował mu pomóc w załatwieniu karty marynarza i stałej pracę, jednak za każdym razem bez efektu. Rodzina nie miała ani siły, ani ochoty dłużej gościć Specka u siebie w domu, ten się stawał coraz bardziej rozgoryczony, no a przez to coraz więcej czasu spędzał na wędrówki po barach i chlaniu.
13 lipca 1966 pił od rana. Pod wieczór sterroryzował przy pomocy noża 53-letnią poznaną w knajpie kobietę, zabrał ją do jej mieszkania, tam ją zgwałcił, zabrał jej 13 dolarów i wrócił pić. Następnie, cały ubrany na czarno udał się do znajdującego się w okolicy budynku, w którym, jak wcześniej usłyszał, pokoje wynajmowały uczennice szkoły pielęgniarskiej. Najpierw, zapewne nie wiedząc, co z nimi zrobić, wszystkie przez kilka godzin więził, a następnie jedną po drugiej albo zasztyletował, albo udusił, ostatnią z nich dodatkowo gwałcąc. Szczęśliwie dziewiąta kobieta ukryła się pod łóżkiem, dzięki temu przeżyła. Nigdy nie ustalono, czy Speck stracił rachubę, czy myślał, że tych uczennic jest tylko osiem, tak czy inaczej, Corazon Amurao przeżyła.
Dwa dni później Richard Speck został rozpoznany przez włóczęgę nazwiskiem Claude Lunsford, z którym cały dzień pił na schodach okolicznej nory funkcjonującej jako hotel. Na początku policja zlekceważyła doniesienie, jednak po tym jak Speck próbował popełnić samobójstwo, został zabrany do szpitala i tam opatrujący go lekarz zauważył jego słynny tatuaż z napisem „Narodziłem się by zbudować piekło”, zawiadomił policję i wtedy wreszcie Speck po raz ostatni w życiu trafił do aresztu. Warto jeszcze wspomnieć, że ze względu na toczącą się wówczas bardzo gorącą debatę w sprawie konstytucyjnych praw osób zatrzymanych i obowiązku czytania im ich praw, policja przez trzy tygodnie bała się przesłuchać Specka, żeby się nie okazało, że trzeba go będzie nagle wypuścić. Ostatecznie, jak już wspomniałem, Speck został skazany na 1200 lat więzienia i został umieszczony w więzieniu Stateville w stanie Illinois, gdzie po 25 latach odsiadki zmarł na zawał serca.
Ktoś może się zaciekawić, jak to się stało, że w tak bezpiecznym miejscu, jak więzienie, ktoś jednocześnie tak mężny, jak Speck, mógł umrzeć na zawał. Otóż rozwiązania tej zagadki dostarcza nam słynny wywiad, jaki z Richardem Speckiem przeprowadził wybitny amerykański dziennikarz Bob Greene. Otóż wedle słów samego Specka, jemu w więzieniu rzeczywiście nie było tak bardzo źle, natomiast przez wszystkie te lata miał on niczym nieograniczony dostęp do alkoholu i narkotyków. Oddajmy więc na sam koniec głos bohaterowi naszej historii:
Wciąż przynoszą mi do celi listy od kobiet, co mnie chcą poznać, odwiedzić, a niekiedy nawet się ze mną żenić. Niektóre przysyłają zdjęcia, niektóre są naprawdę ładne. Z nimi musi być coś nie tak. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego. Daję te zdjęcia kumplom. Trzymają mnie tu osobno. Chcieli, żebym pracował w szklarni, a to znaczy, że musiałbym wstawać o 4 rano. Nie lubię wstawać tak wcześnie. Wystarczy że śniadanie podają o 6. Najpierw więc schodzę na śniadanie, a potem już tu z dwoma jeszcze kumplami siedzę zamknięty cały dzień. Mamy kolorowy telewizor. Lubię Clinta Eastwooda, Charlesa Bronsona. Wczoraj puścili ‘Siłę Magnum’. Eastwood jest okay. Super gra. Uwielbiam też bimber, no i amfę. Marihuany nie palę. Kiedyś żarłem barbiturany, ale dałem sobie spokój. One są dobre, jak jesteś młody. Ja na to jestem za stary. Ale pamiętam jak kiedyś przemyciliśmy do celi super bimber. No więc, mamy w celi bardzo drogi i dobry sprzęt stereo, no i przypadkiem wylałem siedem litrów bimbru na kasety, które pożyczyłem od pewnego czarnego kolesia. Bimber je dosłownie zeżarł. No ale lubię pić. Co wieczór piję tak długo aż stracę przytomność”.
Niezwykły jest ten wywiad. Siedzą naprzeciwko siebie, dziennikarz i Speck, Greene pyta go, dlaczego zgodził się na rozmowę, a ten mu odpowiada: „Lubię cię czytać, stary”, no i rozmawia z Greenem o życiu za kratami, o marzeniach, o świecie, a nawet, jak słyszeliśmy, o filmach Clinta Eastwooda i w pewnym momencie nawet jesteśmy gotowi uznać, że to więzienie uczyniło z niego choć trochę człowieka, gdyby nie jeden szczegół. Kiedy już rozmowa dobiega końca, mówi Speck coś takiego: „Chciałbym stąd wyjść i żyć jak zwykły, nikomu nieznany Richard Speck, ale wiem, że to niemożliwe. Wyjdę i niech tylko jakiś jełop spróbuje ze mną zadrzeć, znów tu wrócę”.
Dziś już wiemy, że i nie wyjdzie i nie wróci i w ogóle już więcej nic nie powie. Pozostaje tylko żal tych ośmiu biednych dziewcząt i wciąż powracająca myśl, że jaka szkoda, że nikomu wcześniej nie przyszło do głowy wybudować coś takiego jak ADX Florence.

Gdyby ktoś nie wiedział, w najbliższy czwartek o godzinie 18.00 na Uniwersytecie Opolskim będę się spotykał z czytelnikami. Ktokolwiek może, niech wpadnie. Zapraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz