wtorek, 8 listopada 2016

O tym jak Niemcy znielubili golonkę

              Od kilku dobrych miesięcy otrzymuję dość regularnie maile od niejakiego Macieja Aleksandra Nowakowskiego, gdzie ów człowiek zabawia się przekręcaniem imienia Toyah tak, by z niego stworzyć formę „toyahuj”. Nowakowski kontaktuje się też ze mną na youtubie pod filmem, na którym moja córka tańczy na swoim weselu. Odnalazł on ów film i postanowił go komentować rzucając pod moim adresem różnego rodzaju obelgi, lub ewentualnie wyśmiewając moje dziecko, że nie umie tańczyć. Właśnie otrzymałem kolejny mail od Nowakowskiego z następująco sformułowanym adresem: „Whoyou, ty stary toyahuju”, oraz rymowanką: „aborcjonista, którego ofiar w szalom24 długa lista=”.
      O Nowakowskim nie wiem nic, poza tym, że to zapewne jeden z czytelników mojego bloga, którzy z jednej strony obsesyjnie mnie nienawidzą, a z drugiej, nie są w stanie beze mnie żyć, i którzy prawdopodobnie będą ze mną tak długo aż któryś z nas umrze. Wnioskując również z zacytowanego powyżej maila, domyślam się, że Nowakowski, nawet jeśli ma do mnie żal o różne rzeczy, to głównie o to, że ja mu podczas naszej wspólnej przygody, jak rozumiem, zabroniłem komentowania na moim blogu, i on ten mój gest przyrównuje do aborcji.
     I tu muszę się z Nowakowskim zgodzić. Od pierwszego dnia, jak zacząłem to miejsce traktować nie jak zabawę, lecz jako coś znacznie, znacznie większego, zrozumiałem, że jeśli nie zaprowadzę tu porządku, owa banda trolli, którzy, jak wiemy, potrafią być prawdziwą zmorą Internetu, mój projekt w jednej chwili zniszczy. A więc zacząłem wszystkich ich stąd wyprowadzać za uszy czwórkami, a niekiedy i dziesiątkami, bez litości, i zasadniczo bez możliwości amnestii. Pozytywny efekt tego posunięcia jest taki, że, owszem, tu panuje atmosfera umożliwiająca rozmowę, natomiast bardzo brzydkim jego odpryskiem stało się to, że oni, widząc, że już sobie tu nie poużywają, obrażają mnie, śląc do mnie, jak Nowakowski, obraźliwe maile, albo prowadzą ów hejt na specjalnie do tego celu stworzonych blogach.
      Jak to wygląda w praktyce, mieliśmy okazję zaobserwować na przykładzie niejakiego Pantryjoty, którego inwencja twórcza oraz zaangażowanie doprowadziło do tego, że skierowany wobec mnie pod hasłem „rzygamy golonką” hejt zinstytucjonalizował się w formie swoistego fan clubu. Dziś jest tak, że ów Pantryjota zamieści w Sieci tekst, dajmy na to, pod tytułem: „Próba przemytu golonki do USA”, lub „Jaka muza pod golonkę”, a wszyscy zainteresowani odbierają to jako sygnał do szyderstw.
      Czy ta sytuacja mnie złości, lub martwi? Oczywiście że nie. Powiedziałbym, że fakt, iż to co ja sobie myślę o świecie, motywuje tak wiele osób aż do takiej aktywności, mi pochlebia. Pewnie wolałbym, żeby oni, skoro już plują, starali się celować tak, by przy okazji nie dostawało się moim dzieciom i żonie, no ale nawet i to, że oni postanowili w końcu pójść ławą, przewracając przy okazji wszystko, co po drodze, świadczy o tym, że ja im nie pozostawiłem wielkiego wyboru, a ta świadomość jest mi miła. Zatem, gdy chodzi o mnie, oni mogą sobie szaleć do woli, zwłaszcza że ja nawet nie mam możliwości się dowiedzieć, ilu ich tak naprawdę jest, kim oni są i gdzie się kręcą.
      Stało się jednak właśnie coś, co sprawiło, że na to, co się wokół mojego bloga dzieje zacząłem patrzeć nieco inaczej i też chyba nieco mniej naiwnie. Oto, jak wiele na to wskazuje, za owym hejtem nie stoi jakiś wariat, którego rozzłościły moje poglądy i sposób, w jaki je przedstawiam, ewentualnie fakt, że wyrzuciłem go z bloga, odbierając mu jednocześnie możliwość popisywania się elokwencją, lecz akcja zorganizowana aż w samych Niemczech. W czym rzecz? Otóż, jak się okazuje, wspomniany wcześniej Pantryjota, od kilku lat występujący tu w Salonie24 również pod takimi nickami jak Ruhla, Duch Azraela, Ojciec Podgrzybek, Orwocolor, Don Kwaczyński, Kultura głupcze, Duby Smoleńskie, Bombastic, czy ostatnio Smoczyca Wawelska i Za uszami, prowadzi również portal o bardzo prostym adresie pantryjota.pl, zorientowany głównie na raportowanie treści zamieszczanych na moim blogu, oraz organizowanie wokół nich bezprzykładnego hejtu. Z tego co widzę, ów Pantryjota zgromadził u siebie część osób, które spotkał jeszcze przed laty tu w Salonie24 i oni wszyscy pomagają mu się tam udzielać, z tym, że oczywiście fuhrerem jest ów Pantryjota plus, jak sam przyznaje, jego wspomniane wyżej wcielenia z Salonu. 
    Ktoś pewnie zapyta, co z tymi Niemcami. Już wyjaśniam. O tym że portal pantryjota.pl to projekt niemiecki i że zdecydowana większość odsłon rejestrowana w Niemczech, informuje nas portal similarweb.com. A zatem, z jednej strony, można wnioskować, że ów hejt spod znaku Golonki, który możemy od czasu do czasu obserwować w Salonie24, to zaledwie jeden, mieszkający w Niemczech ochotnik, z być może paroma współpracownikami, plus kilku frustratów tu w Polsce, takich jak Sowiniec, czy Arthur.king. To natomiast co zwraca uwagę i wydaje się, że wymaga reakcji, to fakt, że ów projekt ma bardzo mocne wsparcie zarówno finansowe, jak i techniczne. Finansowe, bo ja nie jestem w stanie sobie wyobrazić, że owe, jak sam przyznaje Pantryjota, co najmniej 9 osobnych historii na przestrzeni kilku lat, mogło powstawać pro publico bono, z czystej nienawiści do jakiegoś Golonki czy Goryllusa. Techniczne z kolei przez to, że owe profile były tworzone są na różnych komputerach, z wykorzystaniem różnych numerów IP, a dyskusje pod notkami bywa że są prowadzone przez samego Pantryjotę w różnych wcieleniach jednocześnie. Proszę zresztą rzucić okiem na to, co się dzieje aktualnie pod najnowszą notką rzekomego nauczyciela akademickiego, Smoczycy Wawelskiej, gdzie w najlepsze dyskutują owa Smoczyca, Ruhla, Don Kwaczyński oraz Za Uszami – a wszystko to oczywiście Pantryjota.
       A skoro tak, to ja – choć słowo daję, że bardzo niechętnie i z nadzieją, że coś mi się jednak pomyliło – muszę przyjąć, że ktoś w dalekich Niemczech uznał, że nie zaszkodzi wydać parę euro na zbudowanie wokół dwóch popularnych blogerów ściany ciężkiego, wielomiesięcznego hejtu. Po co? Indywidualnie i w lokalnej skali po nic, ale, jak wiemy, prawdziwy sukces można osiągnąć prowadząc drobne akcje na licznych, czasem wręcz nieistotnych frontach. I znów, czy mnie to martwi, czy cieszy? Osobiście oczywiście czuję się zaszczycony, jednak jeśli idzie o wymiar bardziej uniwersalny, robi się trochę głupio, prawda?
       Na koniec jeszcze jedna, moim zdaniem niezwykle ciekawa, refleksja. Otóż, jak wiemy, ten blog prowadzony jest w dwóch miejscach, w Salonie24, oraz na Blogspocie pod adresem toyah.pl, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu, ze względu na zmasowany atak hejtu byłem zmuszony wprowadzić moderację komentarzy, których treść w większości sprowadzała się do wulgarnych obelg i gróźb. Parokrotnie zdejmowałem ową blokadę, licząc na to, że sytuacja się uspokoi, niestety za każdym razem nieskutecznie. I oto niedawno uwolniłem komentarze po raz kolejny i… zrobiło się nagle czysto. Żadnych Ochujuków, żadnych Toyahujów, czasem jakieś pretensje i tyle. Powiem szczerze, że w pierwszej chwili ani nie wiedziałem, co się takiego stało, że ów hejt zniknął, ale też nie próbowałem się nad tym zastanawiać. Dziś podejrzewam, że już wiem. Fundusze zostały ograniczone i przeznaczone na jeden tylko odcinek. „Wyborcza” zwalnia dziennikarzy, zamyka kolejne lokalne oddziały, biznes się orientuje na kina i popcorn, no, a tu jeszcze mój ukochany toyah.pl zostaje puszczony samopas. Jest dobrze. Tylko państwo Janke mają zmartwienie. Inna sprawa, czy o tym wiedzą?

Książki niezmiennie można kupować w księgarni pod adresem www.coryllus.pl. Zapraszam

5 komentarzy:

  1. Panie toyah! Znów Pan ogłasza, że poza Panem ze swoją rodziną, jakimiś "blogami" i chyba niejakim coryllusem nie ma żadnych innych ludzi na świecie.
    A ja zauważyłem, że jest co najmniej jeszcze jeden człowiek!
    "Zgadnij, kotku, kto to taki?"
    Andrzej Przytuła ze Skierniewic

    OdpowiedzUsuń
  2. @Andrzej Przytuła
    Czy mogę Panu w jakikolwiek sposób pomóc, czy wystarczy, że pozwolę Panu komentować na tym blogu?

    OdpowiedzUsuń
  3. Panie Krzysztofie, pozwolę sobie na taki drobny komentarz. Wierzę, że są czytelnicy tego bloga, którzy odnoszą się do niego życzliwie i chętnie go czytają chociaż rzadko zamieszczają swoje komentarze. Sam się do nich zaliczam. Pozdrawiam serdecznie i proszę o trzymanie poziomu.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Józef Bąk
    Nie mam wyjścia. W momencie gdy obniżę poziom, mogę zacząć umierać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj Toyah,

    ja również należę do "czytających", lecz "nie komentujących".

    pozdrawiam serdecznie,
    Margherita

    OdpowiedzUsuń