środa, 19 października 2016

Za co Kamil Durczok nie lubi Ślązaków?

       Z prawdziwym wstydem i żalem stwierdzam, że mimo iż nie było to w żaden sposób moją intencją, pisząc przedwczoraj o nowym medialnym przedsięwzięciu Kamila Durczoka, zrobiłem Durczokowi reklamę i efekt jest taki, że dziś już nawet ja poczułem się zmuszony do tego, by zajrzeć do portalu silesion.pl. A było tak, że ledwo opublikowałem tu na blogu swój tekst o tym, jak to gwiazdy naszego dziennikarstwa, nie potrafią pojąć, że w świadomości przeciętnego obywatela są nikim, córka moja znalazła na Facebooku informację o tym, że Durczok na swoim portalu właśnie, zamieścił tekst o tym, jak jakaś miejscowa żulownia chciała mu nakłaść po – jak głosi zresztą tytuł tekstu – „ryju”, z odpowiednim obok tego komentarzem, że Katowice to dżungla, gdzie porządny człowiek nie zna ani dnia ani godziny, na policję nie ma co liczyć, władze miasta wszystko mają w nosie, a Durczok jutro kupuje gaz i groźnego psa, którego będzie prowadzał bez kagańca i niech mu tylko straż miejska spróbuje coś powiedzieć. Ponieważ do swojego maila dziecko moje dołączyło właściwy link, kliknąłem w niego, no i w jednej chwili oczywiście znalazłem się na portalu silesion.pl.
        Jak mówię, jest mi z tego powodu wstyd i głupio, a mimo to uważam, że w sumie – i to w najgorszym wypadku – bilans wychodzi na zero, a to z tego względu, że po przeczytaniu tego, co Durczok ma światu do powiedzenia, moja wiedza na temat towarzystwa, jakiego ów człowiek jest reprezentantem, jest znacznie większa, niż dotychczas, a, jak wiemy, dodatkowa wiedza nigdy nie zaszkodzi.
       Opowiem krótko może, co, wedle bardzo dokładnej relacji Durczoka, przytrafiło mu się w tych dniach. Snuł się oto Durczok po okolicy katowickiego rynku, kiedy nagle trafił na dziewczynę z wózkiem i dwóch żuli. Jeden z żuli, najwidoczniej ojciec dziecka w wózku, zachowywał się wobec dziewczyny bardzo agresywnie, w związku z czym Durczok postanowił zareagować i w efekcie mało co nie dostał po wspomnianym „ryju”. Wciąż wedle relacji samego Durczoka, kolega żula rozpoznał jednak słynnego dziennikarza i starając się załagodzić sytuację tłumaczył Durczokowi: „Panie Kamilu, to jego baba, łon jom może prać wiela chce”. Ponieważ żul był mocno czymś uwalony, informacja, że ma do czynienia z gwiazdą mediów, nie zrobiła na nim jakiegokolwiek wrażenia i dalej machał Durczokowi pięściami przed „ryjem”. W związku z tym, jedną ręką osłaniając się przed żulem, drugą zadzwonił Durczok na policję, policja po pięciu minutach pojawiła się na miejscu, a ponieważ towarzystwo w międzyczasie poszło zgodnie dalej chlać, funkcjonariuszom nie pozostało nic innego, jak spisać Durczoka i wrócić do poważniejszych zajęć.
        O co więc chodzi? Jeśli ktoś chce poznać szczegóły, polecam tekst Durczoka tutaj: https://silesion.pl/po-ryju. Ja natomiast pozwolę sobie już tylko na komentarz. Otóż, zakładając, że Durczok nie łże, z tego co zrozumiałem – a on faktycznych powodów swojego zdenerwowania nie jest nawet w stanie ukryć – on dostał cholery głównie z tego powodu, że, poza kolegą żula, nikt Durczoka tam nie rozpoznał: ani żul, ani jego dziewczyna, ani zgromadzeni pod Teatrem Śląskim ludzie, ani przyjmująca zgłoszenie kobieta, ani też policjanci, którzy przyjechali z interwencją. Co jeszcze bardziej z punktu widzenia Durczoka wstrząsające, to fakt, że wszystko to miało miejsce pod owym potężnym billboardem, na którym twarz Durczoka patrzy na każdego jak orwellowski Wielki Brat. A i to nie pomogło.
      Durczok oczywiście stara się nam wmówić, że wcale nie chodzi o żadne kompleksy i tak naprawdę jego rozżalenie jest wyłącznie wynikiem tego, że najpierw kobieta, z którą on rozmawiał przez telefon, zamiast od razu wysyłać patrol, zadawała mu masę głupich pytań, w tym owo kompletnie absurdalne, czy potrzebna jest pomoc medyczna, a potem już przybyła na miejsce policjantka miała czelność prosić go o dowód.
      Po przeczytaniu tekstu Durczoka, ja już wiem, jaki za tym wszystkim stoi intelekt. Sposób, w jaki Durczok relacjonuje owo zdarzenie, świadczy o tym, że mamy do czynienia z klasycznym ćwierćinteligentem. No bo przepraszam bardzo, ale co trzeba mieć w głowie, aby wzywając policję do zdarzenia, zamiast powiedzieć spokojnie co, gdzie jak, pieprzyć coś o palmach, które ktoś kiedyś wywoził? Co trzeba mieć w głowie, żeby dostawać cholery na policjantkę, która słysząc o groźbie pobicia, pyta, czy potrzebna jest pomoc medyczna? Co trzeba mieć wreszcie w głowie, żeby kląć na policję za to, że patrol zjawił się na miejscu zdarzenia dopiero po pięciu minutach? To wszystko świadczy o Durczoku jak najgorszej, natomiast ja nie mam najmniejszej wątpliwości, że ktoś choćby i nawet tak głupi jak on, nie może nie rozumieć, że policja musi spisać dane osoby zgłaszającej zdarzenie. Jest dla mnie oczywiste, że podczas gdy w tym zamieszaniu on faktycznie mógł stracić głowę, to jednak w momencie gdy policjantka poprosiła go o dowód, on już tylko walczył z pokusą, by na nią wrzasnąć: „Czy nie widzisz, głupia cipo, kto jest na tym billboardzie?”
       A więc wiedzę, jaką wyniosłem z tekstu Durczoka, uważam za cenną w tym sensie, że nie wierzę, by Durczok był z nich najgorszy. Po przeczytaniu owej relacji, myślę sobie, że on jest zaledwie jednym z wielu, i wbrew temu, co się niektórym może wydawać, to nie Semka zajmuje tu miejsce pierwsze. Ale jest jeszcze coś, co mnie bardzo ubawiło i jednocześnie ucieszyło. Otóż, jak pewnie większość z nas zauważyła, ta hołota, która tak zalazła za skórę Durczokowi, nie pochodzi ani z Sosnowca, ani z Będzina, ani nawet nie z Żywca. To jest jak najbardziej sól tej ziemi. A w tej zatem sytuacji, ja mam do Durczoka już tylko jedno pytanie: „Nie sądzi Pan, Redaktorze, że gdyby tak ich wszystkich stąd pogonić, albo przynajmniej pozamykać, nasze miasto by wypiękniało?”
Przypominam, że moje książki są do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl. Polecam gorąco.

4 komentarze:

  1. Ogólnie ma Pan rację,ale z tą "głupią cipą" to Pan przesadził a w tekście Durczoka tego nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyobraziłem sobie sytuację na policyjnej dyspozytorni, już po tym incydencie. Zażenowaną policjantkę zagaduje kolega:
    -kto dzwonił?
    -Rushmore

    OdpowiedzUsuń
  3. @Piotr Bernatowicz
    Przecież nie napisałem, że jest.

    OdpowiedzUsuń