Kiedy podłość czuje ulgę

Od śmierci Osamy bin Ladena upłynęło już trochę czasu, a w dzisiejszych czasach, czas, jak wiemy, potrafi znacznie więcej niż przed laty. W związku z tym, istnieje zawsze niebezpieczeństwo, że przez to, że okres między samym zdarzeniem, a refleksją na jego temat jest tak długi, świat tak zawirowuje, że żadne słowo z owych refleksji nie jest już ani aktualne, ani nawet szczególnie ciekawe. W przypadku bin Ladena, mogło się okazać na przykład, że Osama wcale jednak nie zginął, lecz, wręcz przeciwnie, ma się świetnie, a Biały Dom jednak znalazł ten już prawdziwy akt urodzenia, bez błędów i nieścisłości. Cokolwiek jednak się stało, czy za moment się stanie, nic nie jest w stanie zakłócić naszej pamięci o tym, że kiedy w tamten poniedziałkowy poranek dotarła do nas informacja o tym, że bin Laden zakończył swoją dziesięcioletnią karierę, jako Wróg Publiczny nr2 – zaraz po Jarosławie Kaczyńskim – nasza polityczna elita z emocji aż zakrztusiła się poranną kawką. A to poruszenie, bez względu na dalszy rozwój wypadków, przejdzie do historii. Takiej niedużej, wręcz maleńkiej historii naszego opętania, a więc zawsze parę słów na ten temat warto powiedzieć.
Poruszony, jak wielu z nas, wiadomością o śmierci Osamy bin Ladena, zabrał głos również pan premier Tusk, i ogłosił co następuje: „Śmierć Osamy bin Ladena nie powinna być powodem radości. Ale wszyscy odczuwamy ulgę. Nie tylko dla tego, że nie ma już na świecie tego, kto kojarzy się z najbardziej okrutną formą terroryzmu, jaki zawisł nad światem w XX i XXI wieku. Wszyscy odczuliśmy ulgę,(...) bo zatriumfowała sprawiedliwość. Dobro nigdy nie może być bezbronne, a zło nigdy nie może być bezkarne”. Jakoś tak.
Deklaracja ta zrobiła na mnie wrażenie z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że z jej treści wynika niezbicie, że piarowscy doradcy pana premiera wciąż są przy nim. Mimo ciężkich czasów i wszelkich znaków na niebie i ziemi, że interes pod nazwą Platforma Obywatelska powoli się zwija, przynajmniej jeden z nich wciąż tkwi na posterunku. Dlaczego tak myślę? Otóż kiedy z samego rana najpierw przewodniczący Buzek, następnie minister Sikorski, a między nimi jeszcze jakiś bardziej podrzędny poseł PO oświadczyli, że zabójstwo bin Ladena ich nastroiło bardzo pozytywnie, można było sądzić, że tam już panuje kompletny chaos. Tymczasem, jak wiele razy wcześniej, po nich pojawił się pan premier i wszystkich przyjaciół Platformy uspokoił. Faszyzm nie przejdzie.
Drugi powód, dla którego moim zdaniem warto zwrócić uwagę na słowa Premiera, jest już związany ze sprawami bardziej uniwersalnymi, i jeśli dotyczącymi Platformy Obywatelskiej, to wyłącznie mimochodem. Wspomniałem już o tym na blogu, a tu tylko powtórzę, że pragnienie sprawiedliwości jest nieustannie związane z pragnieniem odpowiedniej kary. A pragnienie kary, zawsze wiąże się za praktycznym wymiarem tej kary. A zatem nie jest tak, że my sobie tylko tak od czasu do czasu o tym prawie, sprawiedliwości i o karze wspomnimy, a jak przyjdzie co do czego, to już nam w głowie zostaję wyłącznie jakaś kompletnie pokręcona paplanina o wybaczeniu i miłowaniu wroga, autoryzowana rzekomą nauką Jezusa. Jest bowiem tak, że w momencie gdy zło zostaje ukarane, dobry człowiek czuje radość, satysfakcję i wdzięczność w stosunku do tego, kto ową karę na złoczyńcę spuścił. Oczywiście, są ludzie, którzy albo sami są źli, i ich prawo i sprawiedliwość nie interesuje, albo nawet jeśli osobiście źli nie są, są tak pochłonięci robieniem interesów, że gotowi są przystać na wszystko, co im w tych interesach pomoże. Większość jednak reaguje w sposób naturalny. Ten jest dobry, tamten zły i zły ma zawsze przegrać. I tak jest dobrze.
Tu jednak nas interesują ci pierwsi, a więc źli. Czynią oni to swoje zło i jednocześnie stają na głowie, by nikomu do głowy nie przyszło, by ich za to zło ukarać. A więc wiją się, kręcą, wyślizgują – wszystko po to, by pokazać światu, że oni wcale nie są źli i pełni nienawiści, ale wręcz przeciwnie, że wszystko co robią wynika z ich miłości do człowieka i pragnienia harmonii. Donald Tusk, a raczej ci, co nim sterują, pokazali doskonale na czym ten plan polega. Otóż oni się nie cieszą, że bin Laden nie żyje. W życiu. Cieszyć się, że ktoś umarł, lub tej śmierci mu życzyć, mogą tylko tamci. Oni. Nie my. Czy Donald Tusk się cieszy ze śmierci bin Ladena? Oczywiście, że nie. On tylko czuje ulgę. W jaki sposób ta śmierć mu ulżyła? Oczywiście w żaden. Od tej śmierci świat nie stał się ani bezpieczniejszy, ani bardziej przyjazny. Jeśli ktoś – oczywiście że nie on – czuje ulgę, to wyłącznie dlatego, że przez tę śmierć zeszło z niego to napięcie, jakie powstaje, gdy okazuje się, że zło zostało jednak pokarane. Tusk zresztą o tym mówi, tyle że oczywiście musi się parszywie zastrzec, że się nie cieszy. On? W życiu. On czuje tylko ulgę. Lub pozytywne wibracje.
Jestem dziś pewien, jak nigdy wcześniej, że on również nie cieszył się, kiedy się dowiedział, że zginął Lech Kaczyński. Ani on, ani Komorowski, ani Schetyna, ani cała ta banda „dobrych ludzi i przykładnych chrześcijan” zaledwie pragnących sprawiedliwości. Oni tylko odczuli ulgę. Oni zaledwie poszli zrobić kupę. Tam nie było radości. Tylko ów słodki powiew spokoju. I tak samo jest na każdej innej płaszczyźnie, na której operuje ta banda ruskich żuli. Oni nigdy nikogo nie obrażali. Zaledwie wyrażali opinię. Nigdy na nikogo nie szczuli. Jedynie dzielili się swoimi spostrzeżeniami z opinią publiczną. Im nigdy, przenigdy się nie zdarzyło, by kogoś nienawidzić – w końcu nienawiść jest taka okropna i taka faszystowska. Oni wyłącznie napominali tych, co zło czynią. Nigdy nie kłamali. Co najwyżej żartowali. Czy którykolwiek z nich kiedykolwiek i komukolwiek uczynił jakąś krzywdę? Nigdy i nikomu. Może to coś czasem wyglądało jak krzywda, ale w rzeczywistości było wyłącznie dobrem, które zostało opacznie zrozumiane. I dziś jest podobnie. Oni się nie cieszą. Oni czują ulgę.
Żyję już na tym świecie wystarczająco długo, by wiedzieć, że nie ma tak złego człowieka, który by nie potrafił w sobie znaleźć jakiegoś usprawiedliwienia dla swojej podłości. I wiem też, ze nie ma człowieka tak podłego, by nie umiał zawsze w ten sposób się przedstawić – i w ten sposób przedstawić innych – by wyszło na to, że on nie dość, że nie jest człowiekiem złym, to wręcz odwrotnie – kimś bardzo na wszelkie zło wyczulonym. Ale też nie ma takiego wroga Chrześcijaństwa, który nie znałby na wyrywki wszystkich czterech Ewangelii, homilii Jana Pawła II, treści jego encyklik, czy rozważań najróżniejszych świętych. Zwłaszcza tych ich fragmentów, które dotyczą jednego tematu: miłości i przebaczenia. Uważajmy na fałszywych proroków. Jeśli przyjdzie do nas ktoś kto w pierwszych słowach zacznie nam tłumaczyć, jak zła jest nienawiść i jak dobry jest Pan, miejmy na niego oko. Bo kiedy już nam odpowiednio zawróci w głowie, w kolejnym kroku naśle na nas sforę wściekłych psów, by nas pożarły, a następnie wezwie kolejną, by się za nas pomodliła.

Tradycyjnie, proszę wszystkich, którzy jakoś dają radę, o wspieranie finansowe tego bloga. Jak już się wcześniej skarżyłem, ledwo ciągniemy.

Komentarze

  1. Toyahu!

    To, że poczuli ulgę, to jasne było już kilka dni po Katastrofie. Myślę jednak, że to nie było jedyne uczucie. Wydaje mi się, że jednak niektórzy z nich przerazili się, że sprawy zaszły aż tak daleko. Że przegięli pałę. Żeby więc wyjść ze wszystkiego obronną ręką (i zagłuszyć pojękiwanie strzępów sumienia) dopiero po Tragedii pokazali nam, jaką piekielną nawalankę mogą stworzyć.

    Dziś mamy 13 miesięcy od tego straszliwego dnia. Radio mi mówi, że na Krakowskim Przedmieściu jakieś palikotowe przydupasy zbierają podpisy pod apelem o delegalizację PiS.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    Jak to miło! Już się bałem, że ten blog przestał istnieć.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah

    Jak spojrzałem na godzinę opublikowania wpisu, podobne obawy zaczęły miotać i mną.

    Oby jednak istnieć nie przestał.

    OdpowiedzUsuń
  4. @toyah
    Chciałem coś napisac, bo faktycznie zrobiła sie posucha jak na pustyni. Ale co tu dodać? Faktycznie poczuli ulgę, to było widac na twarzach, w gestach. Juz pierwszego dnia po katastrofie.
    Oni sa nałogowcami - potrzebują co chwile poczuć taką ulgę.
    Bez tego zżera ich strach. W końcu ich dopadnie.
    Pamietam, jak napisałeś w pierwszych dniach po Smoleńsku, że Wałęsa - wychowany na wsi - wiedział jak sie zachować, że go to ruszyło. Ja się z tym nie zgadzałem. On zaraz po katastrofie gadał językiem ruskiej propagandy i od początku mówił o potrzebie upublicznienia ostatniej rozmowy braci itp.
    Dziś jak o tym myśle, to przyznaje, ze nie wiem. Nei wiem, jakie odruchy ma LW w tej sprawie, czy sobie może na nie pozwolić. albo inaczej - czy pozwola mu na nie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Toyahu!

    Po prostu są kłopoty z zalogowaniem u Ciebie.
    Wczoraj, podczas logowania system poprosił o uzupełnienie danych, m.in. o numer telefonu (sic!). A na koniec wcięło cały wpis, który nie był nadmiernie długi.

    Trochę tak wygląda, jakby ktoś manipulował przy Twoim blogu.
    Może brygady Sikorskiego już się uaktywniły?
    A wtedy Ty niewątpliwie byłbyś na celowniku.

    OdpowiedzUsuń
  6. @jazgdyni
    Potwierdzam, u mnie też przy logowaniu pojawiło się pytanie o numer telefonu, ale jakoś to ominąłem.

    OdpowiedzUsuń
  7. @all

    to tylko wujek gógle próbuje więcej danych podstępem wyciągnąć... :)
    Chłopcy sikorskiego mogą co najwyżej kupić na ruskim allegro bazę maili
    i numerów kart. i to ile są jako tako rozgarnięci...

    pozdrawiam
    a telefonu nie podawać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. @jazgdyni
    Ale, jak widzę, już jest dobrze.
    Nie podawać numeru telefonu!

    OdpowiedzUsuń
  9. @kazef
    Ten blog jest na googlu. To oni coś kombinują. Sikorski nie ma tu nic do gadania.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Cmentarny Dech
    No własnie. To google.

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah
    O Sikorskim nie ja pisałem :)
    pozdr.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?