Jak się należało spodziewać, wczorajszy mój tekst na temat humanistycznego dobroczynienia, choć pewne zainteresowanie, owszem, wzbudził, ze szczególnym zrozumieniem się nie spotkał. Większość reakcji skupiała się albo wokół pobożnych życzeń, by po odejściu Jerzego Owsiaka powstało coś naprawdę uczciwego, albo zwykłej radości, że nawet jeśli powstanie znów coś na kształt WOŚP-u, to przynajmniej będzie nasz, prawicowy, WOŚP, a nie to lewackie nieszczęście w czerwonych spodniach i okularach. Niemal nikt nie zdawał się pojmować całego sedna poruszonej kwestii, a mianowicie wydawałoby się oczywistego faktu, że nigdy w dziejach świata, wszelkie filantropie ponosiły i musiały ponieść klęskę. Gwoździem do trumny muszę jednak nazwać dziesiejsze wystąpienie na platformie X znanego z internetowych nauk jezuity Łukasza Sośniaka, który, owszem, słusznie zauważył, że z ewentualnego upadku Jerzego Owsiaka nie ma się co cieszyć, jednak z tym zastrzeżeniem, że jak pisze Ojciec, WOŚP „przez lata nie tylko zbierała pieniądze, ale uwrażliwiała na pomaganie”.
Odpisałem ojcu Sośniakowi, że, jako osoba wykształcona, powinien znać Łukaszowy fragment o grzesznym trąbieniu, ale ponieważ nie był on chętny, by mi wyjaśnić zawiłości Ewangelii, uznałem, że może przydałoby się nie tylko jemu, ale kto wie, czy nie wielu z nas, opowiedzieć o różnicy między pojęciami humanitas i charistas. Proszę więc posłuchać.
Z powszechnie znanym wyznaniem rzymskiego cesarza Juliana Apostaty, że „nie ma dobroczynności poza Kościołem” – jakże słusznym z perspektywy czasów – wiąże się pewne nieporozumienie. Otóż Julian, jak mówią fakty, nie wypowiedział swoich słów jako pochwały Kościoła, lecz skargi na rozpowszechnioną wówczas jak najbardziej pogańską filantropię, która w porównaniu z Chrystusową charytatywnością robiła na masach bardzo marne wrażenie. Julian Apostata bowiem, jak wskazuje jego przydomek, nawrócony poganin, miał pełną świadomość, że chrześcijanie, czy, jak ich nazywał, Galelijczycy, opiekują się nie tylko tymi, którzy dzielą ich wiarę, ale również poganami i miejscową biedotą, przez co wiara Jezusowa staje się coraz bardziej popularna wśród ludzi porzucających pogańskie kulty, tym samym naraża na problemy religijny system Rzymu.
W przedchrześcijańskim Rzymie pomoc publiczna była skierowana wyłącznie w stronę pełnoprawnych obywateli, zasadniczo po to by nie wszczynali buntów, podczas gdy chrześcijanie pomagali wszystkim cierpiącym, i to wyłącznie z dobroci swych serc. I to w efekcie doprowadziło do tego, że w końcu to Kościół, a nie państwo stał się szafarzem społecznej opieki. W świecie pogańskim opieka medyczna była wyłącznie prywatna, a przez to w sposób naturalny droga; i to Kościół właśnie stworzył wzór dla dzisiejszej publicznej służby zdrowia i to Kościół właśnie, o czym wielu zdaje się nie mieć pojęcia, zbudował pierwsze szpitale. Jeśli w tym momencie ktoś się zastanawia, dlaczego państwo rzymskie w ogóle na to pozwoliło, odpowiedź jest prosta: w obawie bowiem przed utratą władzy. A ona była w pewnym momencie już na tyle realna, że Rzym dopuścił zmiany, które stanowią centrum naszej dzisiejszej cywilizacji, nie bez przyczyny określanej jako chrześcijańska: nie dość że wdowy i sieroty zaczęli być ewidencjonowani, podobnie jak osoby porzucone i kalekie, to niewolnicy przestali być traktowani jak pozbawione duszy przedmioty, a ludzi zmarli w wyniku chorób i wojen zaczęli nagle być zwyczajnie chowani jak Boże dzieci.
Julian to wszystko widział, a jako ktoś kto zdążył poznać w życiu chrześcijaństwo, również rozumiał i stąd w pewnym momencie uznał, że jako przedstawiciel państwa traci grunt pod nogami i wypowiedział swoją słynną sentencję, że dobroczynność jako projekt państwowy tak naprawdę nie istnieje. Ale w tym momencie warto wspomnieć o czymś jeszcze ciekawszym być może. Otóż kiedy po latach cesarz umierał w wyniku ran poniesionych podczas bitwy, miał w pewnym momencie włożyć rękę do jednej z ran, wyrzucić w niebo garść własnej krwi i wypowiedzieć swoje jeszcze bardziej pamiętne słowa „Galilaee vicisti!” przyznając tym samym zwycięstwo Jezusowi. Ów śmiertelny okrzyk został wprawdzie natychmiast zakwestionowany przez pogańskich historyków, natomiast jak najbardziej przyjęty przez tradycję Kościoła i dziś powszechnie traktowany jako autentyczne wyznanie Wiary przez człowieka kończącego swój nędzny ziemski żywot. A ja nie widzę powodu by wierzyć, że owa proklamacja Chrystusa Zwyciężającego musiała mieć miejsce. W końcu, całym swoim życiem Apostata pokazywał, że może i popełniał tragiczne błędy, to nie był na tyle głupi, by nawet przed śmiercią nie zauważyć prawdy.
Jakakolwiek jednak owa prawda jest, faktem też jest to, że Julian Apostata był ostatnim pogańskim władcą Rzymu. Po jego śmierci Europa, a za nią świat cały, zaczęły opierać swój rozwój na chrześcijaństwie i dopiero współczesne czasy zapragnęły wrócić pod skrzydła tzw. humanizmu, gdzie już nie tylko współcześni niewolnicy nie mają duszy, ale skórą i kośćmi jedynie są wszyscy pozostali ludzie, z tą różnicą, że owa skóra i pokrywające je kości w przypadku niektórych są znacznie lepiej zadbane i obwieszone piękniejszymi ozdobami. Mówię o czasach, które wszyscy bardzo dobrze rozpoznajemy i na które wielu z nas patrzy z coraz większym przerażeniem: czasy nowego i nowoczesnego pogaństwa. A to są też czasy, gdzie w powszechnej perspektywie dawny podział między pogańską filantropią, czyli tzw. humanitas, a chrześcijańskim charitas powoli zanika, na korzyść niestety tego pierwszego.
A ja już tylko mam nadzieję, że te moje dzisiejsze refleksje pomogą zwrócić uwagę, na coś co próbowałem opowiedzieć we wczorajszym wpisie, a co najwidoczniej nie tylko my tutaj, ale i wielu duchownych zdaje się albo zapominać, albo czego zwyczajnie nie chce wiedzieć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.