piątek, 11 kwietnia 2008

Doda u Zanussiego, Zanussi u Olejnik, Olejnik u Dody

Mija absolutnie fantastyczny dzień. Tak fantastyczny, że można pomyśleć, że taki dzień bezwzględnie musi zwiastować nadejście czegoś superważnego. Na pewno ważniejszego niż wizyta w Sejmie pedalskiego małżeństwa, a może nawet ważniejszego, niż kolejna edycja Tańca z gwiazdami.
Więc przede wszystkim okazało się, że w artystycznym życiu Dody Elektrody pojawił się reżyser Zanussi, i młoda para postanowiła uczcić to wydarzenie występując w programie telewizyjnym Moniki Olejnik. Kto nie widział, powinien żałować, bo Doda wyglądała prześlicznie, miała bardzo ładną bluzeczkę i fajowe rękawiczki, a reżyser Zanussi, jak zawsze porażał elokwencją i ogólnym wdziękiem.
ównie fascynująca była sama wymiana zdań: Doda piszczała, że Zanussi jest kochany, Zanussi mruczał, że pani Doda jest świetna; Doda mówiła, że minister Szczygło to śmigło, a pani Olejnik prosiła, żeby nie mówić do niej "Moniczko", bo ona woli "Moniko".
Miało być cielę z trzema głowami, a tu nagle wpadł deser. Sądziłem, że już nic się nie zdarzy, bo przecież, jak na jeden zwykły czwartek, dostaliśmy i tak za wiele, gdy do red. Rymanowskiego przyszli zaproszeni państwo religijni eksperci i opowiedzieli, jak są okropnie zdenerwowani taką to możliwością, że w Gdańsku arcybiskupa Gocłowskiego zastąpi arcybiskup Głódź.
Sprawa była o tyle dziwna, że nie padła sugestia ani na temat komunistycznej przeszłości arcybiskupa, ani o jego skłonnościach pedofilskich, a poza tym dotychczas wydawało się, że papieskimi nominacjami, czy też odwołaniami raczej lubią się niepokoić słuchacze Radia Maryja, a tu wychodzi na to, że zaangażowana część Kościoła obejmuje znacznie szersze spektrum.
Również i tym razem, krótki raport dla tych, którzy z jakiegoś powodu przegapili ów wieczór w TVN24. Wprawdzie nie było transparentów i haseł, do czego przyzwyczaiły nas panie od Ojca Rydzyka, ale za to pojawił się Lech Wałęsa. Były prezydent mówił króciutko i zapowiedział, że obawia się, że Gdańsk może spłynąć ludzkim gniewem. Był też, a jakże, redaktor Szostkiewicz i ogólnie narzekał. Niestety z nim akurat mam kłopot. Otóż nie wiem zbyt dokładnie, na co narzekał, bo od czasu, gdy po wyborze Benedykta, publicznie w telewizji powiedział, że wybrali starca, bo ma być na krótko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, kiedy tylko pan redaktor zaczyna mówić, tracę uwagę i tylko wypatruję z tyłu redaktorskiej czupryny ogonka, no i nie mogę się skupić.
Po nim wystąpił krótko, jak zwykle w nastroju pogrzebowym, red. Gowin, a tuż po nim redaktor Terlikowski zafrasowany wyraził opinię tak pokrętną, że nawet red. Rymanowski nie za bardzo załapał. Jedyny jasny fragment wypowiedzi Terlikowskiego głosił, że wierni mają prawo dyskutować, więc on dyskutuje, ale za moment znów pojawił się Gowin, z klasyczną buzią w ciup, i wyraził żal, że Kościół w Polsce jest tchórzliwy i zniewolony, ale on ma dobrze, bo jest z Krakowa.
Z reporterskiej uczciwości muszę wspomnieć, że był jeszcze poseł Kurski, ale on akurat zaprezentował się bardzo nieciekawie.
W sumie szkoda. Może lepiej było zaprosić posła Jacka do Olejnik, a Dodę z Zanussim przesunąć do dyskusji o Głódziu. Red. Olejnik miała by frajdę tłukąc się intelektualnie z panem posłem, widzowie mieliby satysfakcję patrząc, jak zielony bucik pani redaktor wgniata w ziemię bullteriera z PiS-u , no a my moglibyśmy się dowiedzieć, co o planowanej nominacji arcybiskupa Głodzia myślą znana artystka estradowa i były reżyser. Rymanowski też miałby lepiej, bo i goście zacni i temat piękny, a światło rozumu, postępu i miłości zajaśniałoby takim blaskiem, że starczyłoby może nawet i nadchodzący weekend.
Zacząłem od podejrzeń, że nad Polskę nadciąga coś superinteresującego. Więc mam apel do salonowiczów. Napiszcie, stanie się coś? Czy to tylko TVN24 przeżywa chwilowe intelektualne załamanie? Czyżby redaktorom wymieniono chipy, albo coś w tę stronę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.