sobota, 1 maja 2021

O skutecznym propagandy sposobie

      Nie bardzo wiem, czy miałem dotychczas okazję zwracać na to uwagę, ale jedną z rzeczy, która sprawia, że gdybym miał dziś jakąkolwiek inną możliwość na to by głosować na coś przynajmniej równie pewnego jak Prawo i Sprawiedliwość, to zrobiłbym to bez najmniejszego wahania, jest obsada programów informacyjnych publicznej telewizji. Chodzi o to, że sytuacja w której, w ramach państwowej propagandy, wręcz do porzygania jesteśmy karmieni komentarzami albo któregoś z barci Karnowskich, albo Tomasza Sakiewicza, albo ewentualnie Wojciecha Wybranowskiego, dla w miarę przytomnego odbiorcy jest zwyczajnie nie do wytrzymania. Praktycznie od samego początku jak PiS przejął publiczne media, zastanawiam się nad owym fenomenem, i nie potrafię znaleźć odpowiedzi, jak to się stało, że tych troje się tam się na tyle skutecznie zagnieździło, że owo zagnieżdżenie robi wrażenie autentycznej uzurpacji. I oto proszę sobie wyobrazić parę dni temu na portalu wpolityce.pl, prowadzonym oczywiście przez środowisko braci Karnowskich trafiłem na następujący tekst. Oto anonsowana wielkim czerwonym tytułem „nasz wywiad” ukazała się na owym portalu rozmowa z posłem Konfederacji Dobromirem Sośnierzem, gdzie ów Sośnierz tłumaczy się z wypowiedzi Janusza Korwina Mikke, w której ten stwierdził, że Adolf Hitler nie miał pojęcia o wszystkich nieszczęściach, jakie spadły na świat w latach 1939-45. Jak sobie Sośnierz radzi z tym problemem, nie jest tu dla nas w żaden sposób istotne, zwłaszcza że odpowiedź na to każdy w miarę inteligentny obserwator politycznej sceny wie znakomicie. To natomiast co nas dziś interesuje to fakt, że owa rozmowa – zaznaczam, że anonsowana przez portal zapowiedzią „nasz wywiad”, jest w całości przepisana z rozmowy jaką z Sośnierzem kilka dni wcześniej w telewizji TVPInfo przeprowadził Adrian Klarenbach. Tak się składa, że oglądałem ową oryginalną rozmowę i teraz gdy czytam tekst na portalu Karnowskich, nie mogę nie zauważyć, że to jest tekst dokładnie, słowo w słowo, przepisany z ekranu telewizora.

       Oczywiście, pierwsze co mi w tym momencie przychodzi do głowy, to myśl, że ten rodzaj bezczelności, nawet w tych „okolicznościach przyrody”, które wspólnie przeżywamy, jest czymś zupełnie niewyobrażalnym. Ja na przykład nie jestem sobie w stanie wyobrazić, by taki „Newsweek” przedrukował którąś z rozmów nadawanych przez TVN24 w ramach projektu „Fakty po Faktach” i zaanonsował ją jako swoją. Karnowscy to zrobili, a co ciekawe, z tego co zdążyłem zaobserwować, nikt na to nawet nie mrugnął okiem.

       I ten rodzaj zepsucia jest oczywiście dla nas wszystkich absolutnie wstrząsający, ja natomiast staram się w tym wszystkim, jak zawsze zresztą, znaleźć jakiś sens, i dochodzę do wniosku że to co się dzieje to przede wszystkim dowód na to, że ów propagandowy front, jaki dziś stworzył rząd, by bronić Polski przed atakiem, było nie było, kosmitów, zaczyna się koncentrować w jednym zjednoczonym projekcie, który powinien już za chwilę stworzyć taką siłę, że stanie się zwyczajnie nie do pokonania. Zaczynam mianowicie podejrzewać, że cały system państwowej propagandy tworzony przez Jarosława Kaczyńskiego i jego Prawo i Sprawiedliwość, coraz bardziej zaczyna przypominać swego rodzaju konsorcjum, której każda część współtworzy idealną całość.

         Czy to mnie cieszy, czy martwi? Otóż z czysto ludzkiego punktu widzenia jestem szczerze powiedziawszy załamany, zwłaszcza gdy widzę, jak bardzo głowni aktorzy owego projektu to banda kompletnych idiotów, w dodatku zepsutych do szpiku kości. Z drugiej jednak strony mam świadomość, że jesteśmy dziś – a mam tu na myśli cały świat – w trakcie cywilizacyjnej wojny, gdzie o braniu jeńców nikt nawet nie myśli, a to prowadzi do sytuacji gdzie zasada kto pierwszy ten lepszy, to pierwsza i praktycznie jedyna broń. W tak zwanym cywilizowanym świecie, jak wiemy, jest mnóstwo nadawców, którzy z jednej strony starają się robić wrażenie różnorodności, a tak naprawdę tworzą jeden wspólny przekaz. Jaki jest więc sens podtrzymywać owo złudzenie pluralizmu? Czy nie lepiej zjednoczyć siły i zupełnie uczciwie przyznać, że skoro mamy wojnę, to mamy wojnę i kropka?

         Jak pewnie część z nas wie, Daniel Obajtek odkupił od Niemców całą regionalną prasę, która dotychczas praktycznie w całości miała za zadanie realizować politykę najlepiej chyba wyrażoną pod hasłem „Jebać PiS”. W jednym ze swoich wstępnych oświadczeń prezes Obajtek zapewnił, że projekt który on tworzy będzie stanowił przykład całkowicie obiektywnego dziennikarstwa, no i że oczywiście żadne zmiany w obsadzie redakcji nie są planowane. I oto już chwilę później, jak słyszymy, szefem całego nowego projektu została – nie przesłyszeliśmy się – Dorota Kania i w jednej chwili zmieniła wymieniła katowickiego „Dziennika Zachodniego”. Sprawa w jednej niemal chwili wywołała autentyczną wściekłość tak zwanych „elit”, ja natomiast, mając świadomość zasług, jakie ów „Dziennik Zachodni” ma od lat dla niszczenia tego co tworzy polski sukces, uważam że gdy chodzi o niszczenie tego zła, niech oni biorą nawet Kanię. Kto wie, czy tak się właśnie nie kształtuje cały ten układ, że nikt go nie będzie w stanie zniszczyć równie skutecznie, jak ludzie wywodzący się z tego samego kulturowego źródła.

      Powtórzę więc może tylko to, że mamy wojnę i o braniu jeńców nie ma mowy.

     



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.