piątek, 1 kwietnia 2011

O wysokich czołach, oczach ze stali i pokojach bez klamek

Nie wiem, jak to się odbywa dokładnie, natomiast wielokrotnie miałem okazję zauważyć, że tworzenie tzw. gwiazd jednej nocy odbywa się według reguł skoordynowanych. Weźmy taką Marię Czubaszek. Ona była dość mocno popularna w okresie pierwszej świetności radiowej Trójki, a więc gdy wszyscyśmy z prawdziwą przyjemnością słuchali czegoś co się, o ile dobrze pamiętam, nazywało Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy, później jej gwiazda zdecydowanie przycichła, by wreszcie zupełnie zniknąć. I oto którejś soboty wyciągnął ją Robert Mazurek i zrobił z nią wywiad dla Rzeczpospolitej, w którym ona ponownie pokazała się jako osoba dowcipna i inteligentna. Nie minęło parę dni, jak Czubaszek pokazała się w jakimś innym miejscu, potem znów w innym, i wreszcie ktoś ją ściągnął do TVN-u i tam już została.
Oczywiście, ktoś mógłby powiedzieć, że to Mazurek jest owym twórcą królów, jednak, przy całym moim dla niego szacunku, nie sądzę. Już bardziej – zwłaszcza biorąc pod uwagę jego ostatnie wyczyny – sądziłbym, ze on jedynie został wyznaczony na tego, kto ma ten cały proces uruchamiać. No ale kto wie, może i tak to się odbywa, że Mazurek skrobie się po głowie, z kim by tu zrobić wywiad, kto jeszcze nie miał okazji u niego wystąpić, i nagle myśli: „Czubaszek! Dawno jej nie było. Super!”, a na drugi dzień jego koledzy z gazet i z telewizji idą jego śladem i Czubaszek zostaje kolejnym celebrytą. Albo teraz – ostatnio. Siedzi Mazurek sobie przy flaszce, duma, duma – i nagle jest! Jastrun. Bierzemy Jastruna. I w tym momencie, w oparciu o uniwersalnie potwierdzony autorytet Roberta Mazurka, rozpoczyna się czas nadmuchiwania Tomasza Jastruna.
Jednak nie. Tak być nie mogło. Przynajmniej nie jeśli idzie o Jastruna akurat. A to z tego powodu, że rozmowa z nim ukazała się w Rzeczpospolitej w sobotę, natomiast artykuł o jego dziele i myśli już w poniedziałek w Uważam Rze. A to by raczej wskazywało na to, że ta akcja była naprawdę skoordynowana. Ktoś mówi „Teraz Jastrun” i wszystkie koła zaczynają się obracać. Ostatnio jakoś marnie śledzę to co się dzieje w telewizji i w gazetach, więc nie wiem, czy on już pojawił się w programie ‘Babilon’, czy może wystąpił w jakimś innym programie opinii w telewizji TVN24, nie wiem też, czy nie zaczął przypadkiem publikować felietonu w Gazecie Wyborczej, czy może już udzielił wywiadu Tygodnikowi Powszechnemu na temat rocznicy katastrofy Smoleńskiej i sensu utrzymywania żałoby po jej ofiarach. Natomiast widzę i wiem, że jego jest nagle pełno. Za pełno.
Kim jest Tomasz Jastrun? Synem poety, sam też podobno poetą, no i przede wszystkim – z mojego punktu widzenia – kimś, kto w chwilę po śmierci Zbigniewa Herberta publicznie ogłosił, ze Herbert był osobą chorą psychicznie i na dodatek jeszcze tę chorobę nazwał. Mówię „przede wszystkim”, bo mam głębokie przekonanie, że gdyby nie ten jego wyczyn sprzed lat, dziś na dźwięk nazwiska Jastrun, wzruszałbym bezradnie ramionami. Ale też, mówię „przede wszystkim”, bowiem, jak mogę zauważyć dzisiaj, Jastrun nie ma innych zasług, jak tylko literacką umiejętność opisywania innych ludzi z punktu widzenia psychiatrii właśnie. I to nie psychiatrii na poziomie zawodowym, lecz tak, zwyczajnie – jak to bywa w przypadku ludzi na ulicy, którzy widzą kogoś, kogo nie lubią i mówią o nim, że to wariat. On ma tę umiejętność, ale co ciekawe nie ma nic poza tym, nawet poza obszarem tak zwanych zasług. W ogóle, on nie ma nic więcej. Jastrun wyłącznie przygląda się ludziom i mówi, że ten jest psychicznie chory, a tamten już nie. A to by go ustawiało na pozycji jeszcze szczególniejszej, niż wspomnianych ludzi z ulicy. Bo jeśli oni mówią o kimś, że to schizofrenik, paranoik, lub choćby tylko wariat, to robią jeszcze kupę innych rzeczy. Na przykład chodzą na zakupy, pracują, lub wyprowadzają psy na spacer. Jastrun, jak się zdaje, swoją ludzką aktywność ograniczył wyłącznie do wyłapywania ludzi psychicznie chorych i ich publicznej eksterminacji.
Skąd ja to wszystko wiem? O jednym źródle mojej wiedzy wspomniałem. Chodzi o sprawę Herberta. Poza tym ta obsesja została przedstawiona w dwóch wspomnianych też wyżej prasowych relacjach. W wywiadzie Mazurka i w artykule w Uważam Rze. I tam i tu widać wyraźnie, jak bardzo Jastrun jest splątany przez tę swoją psychiatryczną pasję. Ktoś mnie spyta, czemu dziś postanowiłem pisać o Jastrunie, a tym samym dołączyć do grona tych, którzy go dziś wpychają na to podium dla gwiazd? Otóż przyczyna jest prosta. Czytam fragmenty wypowiedzi Jastruna i czuję, jak nigdy być może dotąd, że wreszcie, wręcz fizycznie, znalazłem tego kogoś, kto ustawił pewną bardzo istotną część mojego życia w pozycji, w jakiej ona się dziś znajduje. A mam na myśli konieczność prowadzenia tego bloga również po to, by moja rodzina nie skończyła na ulicy. Czytam fragmenty wypowiedzi Tomasza Jastruna, patrzę na to zdjęcie, na te zimne oczy, na ten szczególny chłód i widzę coś, co postanowiło mnie wyeliminować z tego świata, bo uznało mnie za człowieka psychicznie zdeformowanego. I co swój szczególny plan oparło na bardzo prostym zabiegu – otoczyć mnie takim murem społecznej nienawiści, że ten mur doprowadzi mnie i moją rodzinę do fizycznej eliminacji.
W artykule, na jaki mi zwrócono uwagę w Uważam Rze, jest całe mnóstwo cytatów z wypowiedzi Jastruna. Można powiedzieć, że poza końcową refleksją podsumowującą, on jest złożony wyłącznie z cytatów. Nie mam zamiaru przepisywać choćby części z nich, natomiast chciałbym zwrócić uwagę na to jak Jastrun – wielokrotnie! – opisuje praktykowaną w jego środowisku procedurę niszczenia ludzi o odmiennych poglądach, własnie pod owym psychiatrycznym pretekstem. On ją opisuje nie opierając się na swoich wyobrażeniach, czy marzeniach. On podaje konkretne przykłady i dzieli się z nami swoimi, jeszcze bardziej konkretnymi, refleksjami. A więc okazuje się, że jest jakieś biuro i w tym biurze jest jedna osoba, która miała odwagę przyznać się do tego, że politycznie wspiera projekt o nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Jastrun natychmiast z zimną satysfakcją donosi, jak ta jedna jedyna osoba została natychmiast poddana towarzyskiemu bojkotowi. Później mamy rodzinę, gdzie wszyscy są psychicznie zrównoważeni, z wyjątkiem jednej ciotki, czy mamy, czy babci – i w tym momencie ta jedna osoba, u której Jastrun i jego towarzysze stwierdzili chorobę umysłową, staję się zwykłym śmieciem. Ale nie mamy do czynienia wyłącznie z ludźmi starszymi. Oto jest firma, gdzie jakiś młody człowiek deklaruje poparcie dla PiS-u i wszyscy, jak najbardziej zrozumiale, traktują go jak chorego. Tu z kolei nagle okazuje się, ze jakaś Maryna stała się „pisówką”. „To straszne nieszczęście” – komentuje ten fakt Tomasz Jastrun.
I tak dalej, i tak dalej, przez całą długość tekstu w Uważam Rze. A ja sobie myślę, jak by to było, gdybym to ja znalazł się na miejscu tej Maryny, czy tego dziadka, czy kogokolwiek z tych zdiagnozowanych przez Tomasza Jastruna obłąkańców? I właściwie nie muszę się już dalej zastanawiać. Bo to akurat świetnie wiem. Miałem okazję obserwować odpowiednie procedury na własne oczy parę razy ostatnimi czasy, tuż przed tym zanim straciłem pracę. Tyle że w moim wypadku ludzie, którzy mnie zwalniali, nie mieli w sobie tyle intelektualnej refleksji, co Tomasz Jastrun i jego kulturalni przyjaciele. Oni mnie nie traktowali ze współczuciem, z jakim traktuje się człowieka chorego. Tam decyzje były podejmowane natychmiast i bez dłuższego zastanowienia. To już bardziej przypominało reakcję polsatowskiego jury na piosenkę, jaką im zaśpiewał opisywany to przeze mnie niedawno Piotr Wolwowicz – jeszcze Jeden z tych trędowatych, o których z takim obrzydzeniem mówi nam Tomasz Jastrun. Cztery razy ‘nie’. I rechot.
Ja wiem, że to szaleństwo nienawiści prędzej czy później się skończy. I ono się skończy cichutko, mniej więcej tak, jak to opisywał Gabriel Marcia Marquez w swojej cudownej historii o epidemii, jaka zaatakowała Macondo powszechną utratą pamięci, a o której i ja jakiś czas temu tu przypomniałem. Ludzie wtedy nagle otworzą oczy, i z przeraźliwą dokładnością ujrzą świat, jaki sobie w tym swoim obłąkaniu zbudowali. I spokojnie wrócą do swoich zajęć. A my im ich wszystkie winy przebaczymy. Bo tacy już jesteśmy. Uprzejmi i przebaczający. Obsesyjnie starający się zrozumieć cudze racje, cudze emocje, cudze nieszczęścia. Nie nosimy w sobie ani gniewu ani złości ani chęci robienia krzywdy innym. Zostanie tylko Tomasz Jastrun. Z niego już nic nie będzie. Zostanie sam, jak owi bohaterowie książek Jana Tomasza Grossa, którzy najpierw wypełniali swoje stodoły ludźmi, upychali ich jak bydło, a później jeszcze kolanem dopychali wrota, by wreszcie te stodoły podpalalać i patrzeć z zadumie na czarny dym unoszący się ku niebu. Na chwałę Jezusa Chrystusa. Będzie tam stał, na tym pobojowisku, dokładnie tak jak tamci, w zadumie, ze zmrużonymi w rozkoszy oczami, a przez jego głowę nie przejdzie już ani jedna nowa refleksja. I jedyna różnica między tamtą grossową fikcją, a dzisiejszą jastrunową realnością, będzie właśnie to, że tamto to rzeczywiście była fikcja, a to tutaj jest jak najbardziej żywe i realne.

Przy okazji, ponownie dziękuję wszystkim tym, którzy w minionym miesiącu zechcieli nas wesprzeć finansowo. A więc:
Joli z Warszawy
Radkowi ze Szczecina
Jakubowi z Warszawy
Dance z Warszawy
Grzegorzowi z Warszawy
Andrzejowi z Bydgoszczy
Księdzu
Marylce
Cmentarnemu
Joli z Sieprawia
Moim ludziom ze Skoczylasa
Pawłowi z Warszawy
ludziom z ABD z Wrocławia
Pawłowi z Poznania
Edwardowi z Przegędzy
Małgorzacie z Warszawy
Szymonowi z Warszawy
Krystynie z Warszawy
LEMMINGOWI
Arturowi z Warszawy
Jerzemu z Warszawy
Marcinowi z Chełmka
Estebanowi
Braciom Szwedom z Pruszcza
Stanisławowi z Warszawy
Krukowi
Leszkowi z Krakowa
Dorocie z Rzeszowa
Krzysztofowi ze Szczecina
Moim ludziom z Rudy Śląskiej
Jackowi z Oświęcimia
Pawłowi z Kaleja
Ani z Olsztyna
Irkowi z Warszawy
Solidarnym z Melomanów
Edycie z Krakowa
Mojemu człowiekowi z Truskawkowych Pól Na Zawsze
Krystynie z Gdańska
Tomkowi z Pabianic
Kozikowi
Romie (Czy tak może być?)z Poznania
Wiesławie z Wrocławia
Michałowi z Piastowa
Magdzie i Markowi z Białej
Sławkowi też z Gdańska
Michałowi ze Świecia
Jackowi z Warszawy
Hubertowi i Basi
No i jak zwykle paypalowcom: Ewie, Pawłowi i Piotrowi.

14 komentarzy:

  1. W tej próbie szkicu postaci byłego konsula RP w Szwecji zabrakło kilku istotnych informacji. Pan Jastrun dla nas,ciemnych i zaściankowych przełamywał erotyczne tabu zamieszczając w kolorowych piśmidłach felietony pod znaczącą nazwą Gra wstępna. Ciekawy jest mesydż jaki puszcza w wywiadzie z Mazurkiem, że trenował kiedyś boks. Chętnie bym to sprawdził.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. @ toyah
    mnie uderzylo, jak bardzo ten newsweekowy jazgot Jastruna wypruty jest z tresci, konkretow. Tam sa wylacznie nieopanowane, czarne emocje. On jest jeszcze gorszy od Niesiolowskiego

    OdpowiedzUsuń
  3. @Marcin
    Niestety, tak jak mówiłem, na temat Jastruna mam wiedzę minimalną.

    OdpowiedzUsuń
  4. @tadeusz1965
    Od Niesiołowskiego? Myślę, że on jest gorszy nawet od siebie.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ toyah
    czesto jest tak, ze szalency najwieksze zagrozenie stwarzaja sami sobie

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah

    Jakiś czas temu zwróciłem Ci uwagę na Jastruna. Jakoś to przeszło. Widocznie miałeś za mało wiedzy o nim.
    Tak jest, jak tu koledzy piszą - "on jest gorszy od Niesiołowskiego". To prawda. Takie niezgłębione pokłady jadu zdarzają się rzadko. Co gorsza, facet z silnym kompleksem swojego ojca, jest mocno usadowiony w warszawskim establishmencie. To powoduje, że jest bardzo szkodliwy.

    Do tej pory był raczej w drugim szeregu michnikowych bojowników. Lecz widocznie takie dla nich czasy nastały, że trzeba sięgnąć i po niego.

    Ciężko; robaki wyłażą spod kamieni.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jastrun jest gdzieś od półtora roku gwiazdą publicystyki Polskiego Radia. Jedynki i chyba Trójki też. Czubaszek nigdy z Trójki nie wyszła. Z tego wynikałoby, że to radio jest rezerwuarem takich gwiazd dla innych mediów.
    Ale jest jeszcze inna możliwość doboru. Mazurek czy jakiś inny ważny pan ma zgromadzone portfolia śpiochów i dokonuje wyboru wedle kryterium urody. Na ogół po rusku rozumianej (urodnyj znaczy potworny). Jakby spojrzeć na całą tę galerię naszych ulubieńców, to przecież w większości jakieś Quasimoda. A w kupie modele dla Breugla Ale nie możemy im tego wypominać, bo może dusze maja piękne.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah

    http://www.youtube.com/watch?v=iQd5UQm4EC8&feature=related

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah
    myślę, ze Marylka i Marcin podali (może mimowolnie)całkiem ciekawy trop, łączący chyba Mazurka z Jastrunem:
    Mazurek: Jako pierwszy polski dziennikarz przeprowadził wywiad z mieszkającym w Szwecji sędzią stalinowskim Stefanem Michnikiem oraz byłym szefem kancelarii Bieruta Kazimierzem Mijalem
    Jastrun: był dyrektorem Instytutu Polskiego w Sztokholmie oraz attache kulturalnym w Szwecji

    no i jeszcze pewien wywiad Mazurka z Żarynem:
    http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/88892,zaryn-kurtyka-mnie-zwolnil-by-ratowac-ipn.html

    OdpowiedzUsuń
  10. @Marylka
    Znam. Bardzo dobre.

    OdpowiedzUsuń
  11. @raven59
    Pamiętam tę rozmowę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. @kazef
    Nie myślałam, że coś mnie jeszcze może tak zszokować. Nagroda za Katastrofę. Dance macabre na rocznicę.

    OdpowiedzUsuń
  14. @kazef
    Mnie akurat zastanawia to, dlaczego ja o tych premiach nic nie słyszałem. Pisała o tym Wyborcza, pisał SE, domyślam się, że było o tym w Onecie i na WP, a ja jakoś o tym nie słyszałem. Na ogół się starannie wszystkiemu przysłuchuję, a tego nie usłyszałem.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.