piątek, 22 kwietnia 2011

Miłość już obfajdali, teraz się wzięli za Ducha

Od czasu gdy kardynał Nycz i paru innych biskupów naszego Kościoła ogłosiło koniec żałoby, aktywność po stronie osob tego końca tak cierpliwie wyczekujących wzrosła natychmiast. Nie ma właściwie dnia, by kolejny polityk czy dziennikarz, czy jakiś wynajęty specjalista od komentowania spraw ważnych nie powiedział, jak to naprawdę było z tym Lechem Kaczyńskim. Nagle głos zabrała prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz i oświadczyła co następuje: „Myślę, że będziemy mniej delikatni w ocenie, chociażby prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego”.
Moim zdaniem oświadczenie to jest o tyle ciekawe, że, jak wiemy ludzie i środowiska, o których Gronkiewicz mówi, używając zaimka ‘my’, mają naprawdę mnóstwo okazji i powodów, by mówić jak najbardziej niedelikatnie o wielu osobach. Mogą niedelikatnie mówić o Kaczyńskim, który, w odróżnieniu od swego brata jakoś wciąż im jakoś umyka, o Brudzińskim, o Rymkiewiczu, o Gazecie Polskiej, o Kempie, o agencie Tomku, o Janie Pospieszalskim, a nawet – jeśli tylko znajdą odpowiedni powód – choćby i o mnie. Tymczasem z jakiegoś powodu, ta szczególna kobieta uznała za stosowne z całej tej plejady wrogów ludu, wymienić akurat nieżyjącego już Lecha Kaczyńskiego. Że to o nim właśnie, ona i jej środowisko będą mówić niedelikatnie. Ciekawe dlaczego?
Czytam już kolejny raz te jej cudownie czarne słowa, i zastanawiam się jak owa niedelikatność może jej i jej partyjnych towarzyszy wykonaniu wyglądać. Pamiętamy wszyscy bardzo dobrze, że od czasu, gdy biedne ciało Prezydenta zostało zabrane z tamtej zatrutej ziemi i sprowadzone do Kraju, słyszeliśmy mnóstwo najróżniejszych opinii, wygłaszanych jak najbardziej publicznie, nie przez pijanych swoim szaleństwem internautów, lecz przez osoby bardzo, ale to bardzo publiczne. A więc przede wszystkim dziesiątki, jeśli nie setki razy, słyszeliśmy opinię, ze za katastrofę smoleńską, w tym oczywiście za śmierć 95 niewinnych osób, ponosi właśnie Lech Kaczyński. W każdy możliwy sposób: że był pijany, że wpadł w złość, że ogarnęło go szaleństwo władzy, a nawet że w ogóle przyszło mu do głowy lecieć do Smoleńska. Słyszeliśmy – już po jego tragicznej śmierci – całą masę głosów sugerujących, że on tak naprawdę, nawet jeśli sobie na swój los nie zasłużył, to nie ma najmniejszego powodu, by się nad tą śmiercią aż tak bardzo pochylać. I w tej atmosferze mijał cały boży rok. I ja mam dziś rozumieć, że niedelikatnie dopiero będzie?
A w jakiż to sposób Hanna Gronkiewicz-Waltz zamierza uświetnić ten pożałobny już zgiełk? Czy ci, o których ona mówi „my” będą nam organizować jakieś debaty panelowe z udziałem wybranych mędrców, którzy nas uświadomią, co to był za szubrawiec z tego Kaczyńskiego? A może owi „my” nie tylko będą gadać, ale może też te swoje pogawędki zilustrują jakimiś mniej delikatnymi performansami? Znamy już kilka takich, co doprawdy potrafiły zrobić wrażenie. Ale rozumiem, że teraz będzie dla odmienny niedelikatnie. Czyli jak? Czy Młodzi Demokraci w Krakowie zorganizują jakieś zawody wokół Wawelu, gdzie trzeba będzie pluć na odległość, albo szczać do celu? A może zaprzyjaźnieni dziennikarze z TVN24 uruchomią nowy show, którego celem będzie opowiedzenie najlepszego dowcipu o Lechu i Marii Kaczyńskich? Przyznaję, że nie mam bladego pojęcia, jak może wyglądać Platforma Obywatelska w wydaniu nie-delikatnym? Ale oczywiście potrafię się tu maksymalnie otworzyć.
Wciąż jednak najbardziej się zastanawiam, czemu Lech Kaczyński? Dlaczego oni się uczepili właśnie jego? Czy to możliwe, że oni wiedzą, że w ostatecznym rozrachunku to o niego tu chodzi? Że ów wiatr można poskromić wyłącznie niszcząc pamięć tego jednego człowieka. Że bez tego nic już się im się nigdy nie uda? Chyba jednak tak. Ale jeśli rzeczywiście tak jest, to nie mam wątpliwości, że stan w jakim oni się znaleźli jest nie do pozazdroszczenia. W niedawnym wpisie na blogu opisałem tę sytuację bardzo brzydkim tytułem, o miłości, która zrobiła kupę. Dziś myślę sobie, że, skoro Gronkiewicz-Waltz informuje mnie, że delikatnie już było, to ja nie mam nic przeciwko temu, żeby się z nią zgodzić. I bardzo chętnie przyłączę się do tych zawodów na obniżanie poziomu delikatności. Na początek może poinformuję panią prezydent, że moim zdaniem sfajdana miłość, to jeszcze nic takiego. Gorszy od niej jest z pewnością sfajdany Duch Święty. Obfajdać Ducha Świętego, to dopiero wyczyn! Nie ma się co zatem dziwić, że właśnie ktoś taki jak Hanna Gronkiewicz-Waltz wpadła w związku z tym wypadkiem w tak podniosły nastrój.

10 komentarzy:

  1. @toyah
    Nie toyah;u nie sprowokujesz mnie dzisiaj!
    Obiecuję jedynie, że będę się za nią modlić jak za innych szubrawców, za tych co krzyczeli "na Krzyż", jak i za tych co krzyczeli "precz z krzyżem".

    Wszelkich błogosławionych łask płynących ze Zmartwychwstania Pańskiego dla Ciebie i całej Twojej Rodziny,
    dla wszystkich tu komentujących, jak i tych tylko czytających,
    zwłaszcza za tych, którzy błądzą, oni potrzebują najbardziej naszej modlitwy.

    Wytrwałości w poszukiwaniu doskonałości.

    Niech Was Bóg błogosławi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze jedno - ja nawet złożyłem dziś życzenia urodzinowe Tuskowi, fakt, ze adekwatne do tego na co zapracował..

    OdpowiedzUsuń
  3. Toyahu bądź dobrej myśli, akurat tego "wiatru" nikt z Jego stworzeń nie może poskromić, ani zniweczyć, podobnie w najbliższej perspektywie wymazać z ludzkiej pamięci to, co stało się i nadal bardzo boli, a tym bardziej zneutralizować to, co aktualnie dzieje się
    I to ich najbardziej irytuje i inspiruje, wręcz doprowadza, do demonicznego strachu i szaleństwa tzn. zachowań nie tylko cynicznych, szyderczych, podłych, nikczemnych, lecz również irracjonalnych, czy absurdalnych.
    Okazuje się, że w w wielu mediach już nie jest najważniejsza oglądalność, klikalność tzn. rachunek ekonomiczny - zysk, lecz poprawność polityczna, służalczość i dyspozycyjność wobec władców, którzy definitywnie zaprzedali duszę szatanowi - Złemu Duchowi.

    OdpowiedzUsuń
  4. @All
    Niech dobry Bóg i wielkanocne światło rozproszy nasze mroczne odczucia, czy wątpliwości i obawy, a w naszych i ich umysłach i sercach zmartwychwstaje wiara, nadzieja i miłość w prawdzie.
    Życzę Gospodarzowi i Jego rodzinie, oraz wszystkim Jego gościom pożądanej i koniecznej roztropności, odwagi, wytrwałości, konsekwencji, a nawet determinacji w dążeniu, do wielkości, doskonałości i świętości.
    Szczęść Boże!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj. Dzisiaj umiera najtwardszy facet na świecie. Dzisiaj umiera największy wojownik, jakiego ten łez padół widział.

    Nie potrafię nic szczególnego teraz powiedzieć, bo co niby można. Chyba tylko to.

    Ojcze nasz, któryś jest w niebie,
    święć się imię Twoje;
    przyjdź Królestwo Twoje;
    bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi.
    Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj;
    i odpuść nam nasze winy,
    jako i my odpuszczamy naszym winowajcom;
    i nie wódź nas na pokuszenie,
    ale nas zbaw ode Złego.

    OdpowiedzUsuń
  6. @raven59
    To dobrze, że Cię nie sprowokowałem. Niech dziś to zostanie tylko ze mną.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Zibik
    Miejmy nadzieję, że on rzeczywiście nie przestanie wiać.

    OdpowiedzUsuń
  8. @tayfal
    O, jesteś! I to jeszcze jak! Dobrze. Dobrze Cię ty znów mieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Krzysiu, ja tu zawsze jestem. Nawet jak romaitości mnie rozpylają. Jak nie tu, to gdzie?

    OdpowiedzUsuń
  10. @tayfal
    Rozumiem, że wciąż Ci się podoba. Super!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.