niedziela, 24 kwietnia 2011

O przyjemności brania w pysk

Najpierw obiecałem, a później starałem się owej obietnicy dotrzymać, że przez przynajmniej te dwa dni świąteczne, ten blog pozwoli nam odetchnąć od codziennych złorzeczeń. Wygląda jednak na to, że – podobnie zresztą, jak w ogóle idzie o nasz stosunek do tak zwanej tradycji i najprostszego obyczaju – czymś takim jak Święta Wielkanocne przejmujemy się już tylko my. Wczoraj, jakaś paniusia w programie Drugie Śniadanie Mistrzów zakomunikowała, że ją z Polski nie wypędził stan wojenny, więc i nie wypędzi Jarosław Kaczyński, a chwilę później prowadzący program Marcin Meller zareklamował nam specjalny program internetowy, który pozwala blokować wszelkie nazwy zawierające słowa ‘Smoleńsk’, ‘katastrofa’ i ‘prawda’, i ta informacja bardzo wszystkich zgromadzonych rozbawiła. Dziś z kolei, wystarczy choćby zajrzeć na dwa główne portale internetowe, a więc Wirtualną Polskę i Onet, by zobaczyć, że tematem tego świętego dnia stało się to, co o Jarosławie Kaczyńskim powiedział pisarz Stasiuk (nie żartuję – chodzi o opinię pisarza Stasiuka), a co ochoczo zrelacjonował tygodnik ‘Wprost’. A zatem, jak widzimy, po raz kolejny potwierdziła się zapowiedź naszych biskupów co do końca żałoby. A skoro tak, cóż nam pozostaje? Walczymy. Choćby i w cieniu. Proszę posłuchać.

Po trzech latach funkcjonowania w polskim zyciu publicznym projektu o nazwie Platforma Obywatelska, wydaje się, że już nie ma ludzi, którzy nie wiedzieliby, że to co się dzieje stanowi najbardziej wyrazisty i jednoznaczny przykład porażki, w dodatku porażki na najwyższym poziomie kompromitacji. Wydaje się, że nawet jeśli weźmiemy do swoich badań grupę wyborców, których jedynym źródłem informacji jest telewizja TVN24 i Gazeta Wyborcza – efekt będzie identyczny, a mianowicie deklarowana świadomość, że to z czym mamy do czynienia od trzech i pół roku, to czysta porażka. Oczywiście, musimy przy tym brać pod uwagę, że ta reguła ma – jak niemal każda – swoje wyjątki, a więc, że gdzieś, w najbardziej egzotycznych kieszeniach współczesnej Polski są ludzie, którzy zarówno premiera Donalda Tuska, jak i reprezentowaną przez niego partię uparcie uwielbiają. Sam na przykład znam pewna młodą osobę, która twierdzi – i chyba robi to bez żadnej ironii – że kiedy widzi, lub choćby tylko słyszy Donalda Tuska, to ogarnia ją wręcz boski spokój. No ale, zgódźmy się, że to jest przypadek ekstremalny.
Problem się zaczyna dopiero wówczas, gdy okaże się, że znaczna część z osob bardzo niezadowolonych z polityki naszego rządu, z pracy jego ministrów i ze skutków, jakie ta praca przynosi, są jednocześnie głęboko przekonani, że to wszystko jest wyłączna winą Prawa i Sprawiedliwości i osobiście Jarosława Kaczyńskiego. Mało tego. Problem się pojawia, gdy się okazuje, że znaczna część z tych osob uważa, że dziś władzę w Polsce sprawuje właśnie PiS z Kaczyńskim, natomiast Tusk i jego ludzie, to zaledwie stłamszona grupa opozycjonistów. Ktoś powie, że ja sobie tu urządzam kpiny. Wcale nie. Jestem przekonany, ze gdyby największe ośrodki badania opinii publicznej zechciały przeprowadzić badanie na temat świadomości Polaków odnośnie tego, kto dziś w Kraju trzyma władzę, bardzo znaczny procent – nie wiem, czy 20, czy może nawet 30 – odpowiedziałoby, że PiS. Powiem więcej. Z moich – dość pobieżnych, przyznaję – obserwacji wynika, że są w Polsce ludzie, którzy uważają, że Jarosław Kaczyński jest dziś i premierem i prezydentem.
Z czego to szaleństwo wynika? Otóż niewątpliwie, jest ono skutkiem celowo prowadzonej polityki informacyjnej, której celem jest nie informowanie, lecz doprowadzenie jak największej grupy społecznej do stanu kompletnego zidiocenia i utrzymanie ich w tym stanie przez możliwie długi czas. Jakiś czas temu wspominałem na swoim blogu sytuację z pociągu, którą opowiedziały mi moje dzieci. Otóż jechały sobie one w przedziale z dwiema paniami, bardzo zaangażowanymi w komentowanie naszej ‘posmoleńskiej’ sytuacji. I w pewnym momencie jedna z nich zaczęła bardzo się oburzać na „tego Arabskiego”, który podobno „przygotował całą tę wizytę i w ten sposób doprowadził do katastrofy”. I na to druga pani powiedziała coś mniej więcej takiego: „Ale czego się pani dziwi? Takich to miał współpracowników ten Kaczor”.
Ja tu opowiadam o zwykłych ludziach. Weźmy jednak niedawny program Tomasza Sekielskiego „Czarno na białym”, czy jakoś tak. Sekielski poświecił go w całości omówieniu kilku głośnych przypadków, kiedy to polskie państwo zrujnowało interesy najbardziej energicznych i biznesowo utalentowanych ludzi. Każdy z tych przypadków stanowił wręcz modelowy przykład choroby, która toczy od dziesięcioleci nasze państwo i z którą to chorobą dotychczas chęć skutecznej walki ogłosił Jarosław Kaczyński. Mówimy tu o chorobie nie ograniczającej się do paru niekompetentnych urzędników, nie do kilku niefortunnych decyzji i nieszczęśliwych pomyłek, ale o prawdziwej zarazie, która opanowała same szczyty władzy. Tymczasem sposób w jaki telewizja TVN24 przedstawiła problem, w efekcie umożliwił jeden przekaz: wszystkiemu winni są urzędnicy, których za tymi ich biurkami posadził PiS, a Platforma Obywatelska, razem z serdecznie zaangażowanym w sprawę Januszem Palikotem, niestety, mimo naprawdę dobrych chęci, nie dała rady ich usunąć.
Oczywiście, wszyscy ci, którzy potrafią słuchać przekazywanych im informacji ze zrozumieniem, a obraz który do nich dochodzi rozpoznawać bez większych uprzedzeń, doskonale mogli się zorientować, choćby z nie tak przecież głęboko ukrytych znaków, kto tu jest naprawdę zły. Ale bądźmy uczciwi. Telewizja to nie jest wynalazek dla ludzi myślących. A zatem, musimy przyjąć niemal jako pewnik, że ze wspomnianej audycji Tomasza Sekielskiego, znaczna część widzów zrozumiała znów tylko jedno: Jaka to szkoda, że wciąż rządzi ten PiS. Nie ma co gadać. Dopóki Kaczyński będzie premierem, z tego kraju nic nie będzie. Czy to jest ich wina. Oczywiście, trochę tak, ale nie przede wszystkim. Po drugiej stronie tego planu stoją bowiem prawdziwi zawodowcy.
Co się stało, że ogarnęły mnie dziś tego rodzaju refleksje? Otóż właśnie odebrałem dwie kolejne, ściśle ze sobą powiązane, informacje. Pierwsza z nich to taka, że jakiś warszawski sąd wydał wyrok, zgodnie z którym niejaki Alan Szwejkowski ma otrzymać od władz miasta 15,5 tys. złotych w ramach odszkodowania za poniesione krzywdy. O jakie krzywdy chodzi? Otóż krótko mówiąc, ów Alan kilka lat temu był uczniem jednego z warszawskich liceów i decyzją nauczycielki otrzymał obniżoną ocenę z przedmiotu. Ponieważ Alan uznał, że on akurat zasłużył na ocenę wyższą, zorganizował szkolny bunt przeciwko nauczycielowi. Nie wiem dokładnie, w jaki sposób ten protest przebiegał, jednak efekt jego był taki, że nauczycielka postanowiła odejść ze szkoły. W reakcji na ten przerzucony protest, większość zbuntowanej młodzieży zreflektowała się, nauczycielkę przeprosiła, z pretensji się wycofała i na placu boju pozostał sam Alan, który – jak sam później twierdził – został następnie ze strony poddany takiej presji, że nie mogąc się już spokojnie uczyć, musiał zmienić szkołę. No i wtedy ktoś mu doradził, żeby podał swoją byłą szkolę do sądu, co on uczynił, i jak się dziś okazuje – w pełni skutecznie. Władze miasta – jako tzw. organ prowadzący – mają mu za jego bolesne krzywdy zalecić te 15 kawałków.
I to jest news pierwszy. Drugi natomiast jest taki, że Katarzyna Hall, minister edukacji w rządzie Donalda Tuska, poproszona przez Monikę Olejnik o komentarz w tej sprawie, powiedziała najpierw co następuje: „Tryumf edukacji obywatelskiej, uważam”, a następnie, dociskana przez rozdziawioną i porażoną tym przypadkiem opętania dziennikarkę, wyjaśniła już bardziej dokładnie swoją pozycję: „To jest porażka szkoły, jeżeli nie umiano normalnie w szkole tego rozwiązać. […] Jeżeli nauczycielka mu coś głupio wyjaśniała, to jest jej problem”.
Czemu ja się tym tak przejmuję? Otóż, jak niektórzy wiedzą, sam jestem nauczycielem, i robotę tę znam dość dobrze. Wiem więc też, że szkoła to jest takie miejsce, gdzie konflikt między nauczycielem i uczniem jest wręcz naturalny. Na ogół sytuacja jest do opanowania, a więc uczniowie mają się uczyć i w ogóle starać, nauczyciele mają tę naukę i starania oceniać, a uczniowie – mimo że są często z tych ocen niezadowoleni – jakoś je przyjmują, i złorzecząc pod nosem brną dalej. Zdarza się też niestety tak – szczególnie w ostatnich latach – że pewien typ ucznia, jak to określa minister Hall, „obywatelsko wyedukowanego” postanawia szkole pokazać, że dotychczasowy system jest niesprawiedliwy i że ten stan można próbować zmienić. Najczęściej jego postawa sprowadza się do tego, ze on się z nauczycielem kłóci, nasyła na nauczyciela swoich – równie jak on – świadomych swoich praw rodziców, a niekiedy ze swoimi pretensjami udaje się do Dyrekcji, czy niekiedy nawet do Kuratorium. O co najczęściej chodzi? Zawsze o to samo. A więc o ocenę z przedmiotu, lub ze sprawowania. Czasem o jakąś karę dyscyplinującą. Tak czy inaczej, chodzi niezmiennie o to, że szkoła dla dziecka okazała się niedobra i niesprawiedliwa. Że kogoś kto jest mądry, grzeczny i zdolny nie doceniła.
Jak na ten typ postępowania reaguje szkoła? Najczęściej niestety wpada w panikę. I to od poziomu samego nauczyciela a kończąc na Dyrekcji. Dlaczego tak się dzieje? Z dwóch powodów. Przede wszystkim dlatego, że naprzeciwko siebie ma osobnika, czy grupę osob absolutnie wyjątkowo zdeterminowanych – a więc już na samym początku znacznie od szkoły silniejszych – a poza tym z tej przyczyny, że szkoła zawsze nastawiona jest przede wszystkim na jedno, czyli na tak zwany święty spokój. Kto na tej sytuacji cierpi najbardziej? Oczywiście nauczyciel, który nagle znajduje się w kleszczach między obrażonym uczniem, jego wściekłym ojcem, a dyrektorem, który wciąż powtarza tylko jedno: „A nie można mu było jednak dać tej piątki?” I dobrze jest, gdy na tym się wszystko kończy. Zawsze można w końcu wymusić tę zmianę oceny i wszystko załagodzić. Gorzej, jeśli konflikt już osiąga poziom taki, że po jednej stronie jest szkoła, a po drugiej Kuratorium, czy wręcz sąd. Dlaczego gorzej? Otóż powód jest prosty. Dlatego, że szkoła wtedy już nie ma żadnych szans. Bo na swoją obronę ma tylko coś, co się nazywa Tradycją, Obyczajem, czy Prawem, a z drugiej strony poddana jest atakowi ze strony ludzi – właśnie tak, ludzi – dla których szkoła jako taka zawsze była wrogiem i utrapieniem, a sam nauczyciel wyłącznie durniem, którego należy tępić. Kogo mam na mysli, mrowiąc o ludziach? Wszystkich, a więc urzędników, sędziów, dziennikarzy, polityków i tak zwaną opinię publiczną.
I oto w tej sytuacji, kiedy można by się było spodziewać, że ktoś, kto reprezentuje właśnie szkołę, a więc i jej dyrekcję i nauczycieli, ale przecież też i uczniów, którzy jednak na coś z jej strony liczyli i nadal liczą, a więc minister edukacji, w sytuacji tak ciężkiego konfliktu, stanie po stronie tej właśnie szkoły, okazuje się, że ten właśnie minister nagle przyłącza się do tego chóru zakompleksionych baranów, i cieszy się, że oto państwo pokazało swojej szkole, że jest zbędna i nic nie warta i niech spieprza.
A to akurat już jest problem. Bo oto, mimo że myśmy od dawna wiedzieli, że polskie państwo, pod władzą Platformy Obywatelskiej powoli staje się żałosna fikcją, i że każde pojedyncze działanie tego rządu zmierza do jednego – żeby to państwo sprowadzić do pozycji nikomu niepotrzebnego śmiecia, dzieje się jakoś tak, że kiedy minister rządu, i to w dodatku – wszystko, proszę zwrócić uwagę, piszemy z dużej litery – Minister Edukacji Narodowej zupełnie oficjalnie oświadcza, że nauczyciele to durnie, a więc uczniowie mogą sobie z nimi robić co im się podoba, to sytuacja robi się niezwykle szczególna. Edukacja, a więc w pewnym sensie podstawa wszystkiego co stanowi o naszej przyszłości, w oczach naszego państwa zostaje przez to państwo wykpiona i wdeptana w ziemię. Nie wiem. Może przemawia przeze mnie i całe moje nauczycielskie doświadczenie, wszystkie te lata, z jednej strony przemęczone, choć z drugiej tak bardzo szczęśliwe, może w tym co piszę dźwięczy jakiś paskudny kompleks, ale kiedy Minister Edukacji Narodowej, w konflikcie między nauczycielem, który, jak wszystko wskazuje, nie miał na sercu nic nagannego, a uczniem, który zwyczajnie – jeszcze jeden z tysiąca uczniów każdego dnia, który był niezadowolony z oceny, ale za to miał poczucie, że żyje w nowych czasach, gdzie wszyscy mają równe prawa – się obraził na nauczyciela, staje po stronie ucznia, a przeciwko zaszczutemu w gruncie rzeczy nauczycielowi, to ja mam poczucie, że upadku państwa nie można było wyrazić lepiej.
I wreszcie coś, z pewnego punktu widzenia, najważniejszego, a więc to, co zostaje na drugim końcu tego nieszczęścia. Społeczeństwo. Jest bowiem tak, że rząd Platformy Obywatelskiej, w sposób jednoznaczny i jak najbardziej bezczelnie oczywisty, w każdym swoim działaniu występuje przeciwko obywatelowi. Nie ma gestu, nie ma słowa, nie ma nawet najdrobniejszego projektu, który w ten czy inny sposobu nie byłby skierowany przeciwko obywatelowi. Dosłownie wszystko, co oni robią jest robione przeciwko nam. I oto, mamy biednych nauczycieli. Oszalałych z tej bezsensownej pracy, a jednocześnie jakimś niezrozumiałym zupełnie odruchem trzymającym się tego poczucia, że chyba tu jednak chodzi o coś więcej, niż codzienne przyjście do pracy i odbębnienie kolejnego dnia w szkole. Nauczycieli durnych pewnie niejednokrotnie bardziej niż ci, których oni uczą, ale starających się za ten psi grosz robić, co do nich należy. Nauczycieli zaczynających i kończących dzień, z jednej strony w nadziei, że może tym razem coś się z tego gówna uda wykroić, a z drugiej w obawie, że i dziś nie dadzą rady. Nauczycieli wreszcie, wciąż próbujących znaleźć drogę wyjścia z tego splątania, a jednocześnie skonfrontowanych z tak zwanym nowym pokoleniem, świadomym swoich praw i nie znającym sprzeciwu. I na to wszystko przychodzi nasza władza i mówi nauczycielom, żeby się zamknęli, bo ich czas już dawno minął. I kiedy to wszystko jest tak bardzo oczywiste i tak bardzo jednoznaczne i tak bardzo wręcz krzyczy prosząc o uwagę, nie ma takiej siły, która by kazała tym własnie biednym nauczycielom zrozumieć, że to nie Kaczyński za tym wszystkim stoi. Chce się wyć.
Patrzę dziś na tą przedziwną – naprawdę nie umiem znaleźć innego słowa, by ją określić – kobietę i tracę dech w piersiach. Katarzyna Hall. Kobieta, która najdoskonalej jak tylko było można stała się symbolem tego raka, który od trzech już ponad lat niszczy naszą Polskę. I myślę sobie, że za wiele trzeba będzie odpowiedzieć. Oczywiście, przede wszystkim za smoleńską zbrodnię. To po pierwsze. Ale za to, co oni zrobili z polską szkołą, za to, jak oni okazali dla tej szkoły swój szacunek i zrozumienie, za to, jak oni zrobili wszystko, żeby tę szkołę ośmieszyć i zdeptać, niech zdychają dokładnie tak samo, jak tamci. I niech tu nie będzie przebaczenia.

Tekst jednocześnie do czytania w Warszawskiej Gazecie. Polecam.

38 komentarzy:

  1. I pomyśle,że dla takich ludzi ŚP Prezydent Lech Kaczyński "naraził się" młodym twórcom ustawy lustracyjnej.Trudno sobie wyobrazic gorszy sposób "odwdzięczenia się" za Jego delikatnośc.
    Mimo wszystko: te Dni niech będą dla nas Nadzieją.Jak w pieśni zmartwychwstał Pan nasz i nadzieja!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj,
    wiem, że nie jestem tu mile widzianym komentującym gościem, ale postanowiłam się odezwać, ponieważ Twój dzisiejszy wpis dotyczy nie odczuć, a faktów.

    Historię Alana Szwajkowskiego znam dość dobrze. Czy w Twoim postrzeganiu sprawy zmieni coś fakt, że Alan zakwestionował system obniżania ocen przedmiotowych z powodu nieobecności na lekcjach? Zarówno nieusprawiedliwionych jak i usprawiedliwionych? Każda nieobecność oznaczała minus w rubryczce przedmiotowej, trzy minusy sumowały się w jedynkę. Czy grzechem było napisanie przez Alana petycji zwracającej uwagę na tę praktykę? Czy nauczycielka WOSu powinna obrażać się na 50 uczniów, którzy petycję podpisali? Czy nie była to świetna okazja do nauczenia dzieci rozwiązywania konfliktów?

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy wiez, że Alan zdecydował się na naukę w tej szkole, gdyż edukacja jest jego priorytetem? Czy wiesz, że już przed napisaniem petycji był laureatem olimpiady? Czy wiesz, że kuratorium nakazało nauczycielce zaprzestać praktyki niezgodnej z prawem oświatowym? Czy wiesz, że Alan oskarżany był o chęć uśmiercenia renomowanego liceum, gdyż w miarę, jak konflikt narastał, obrażeni na młodzież byli nie tylko nauczycielka WOSu i jej mąż-nauczyciel; wręcz całe grono zagroziło odejściem? Czy wiesz, że został zdradzony niemal przez wszystkich, konformistycznie wystraszonych wizją niezdania matury?

    Przyznajesz, że nie wnikałeś w temat, a jednocześnie przypisujesz chłopakowi i Hallowej godzenie w dobre imię Szkoły i twierdzisz, że ich działania świadczą o upadku państwa? I dziś, zwłaszcza dziś, Ty – Katolik, życzysz tej Hallowej, żeby „zdychała tak samo jak tamci” i żądasz „nieprzebaczania”? Nie rozumiem. Nie rozumiem; Ty zarzucasz innym – w tym mnie – tworzenie przemysłu pogardy i nienawiści?

    Pokój Tobie, toyah. Pokój.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Beata
    Nie gniewaj się, ale to, że dla Allana "edukacja była priorytetem", i że Allan, był laureatem olimpiady, i to że Kuratorium na żądanie Allana kazało nauczycielce "zaprzestać praktyki niezgodnej z prawem oświatowym", ma dla mojej oceny opisanej sytuacji znaczenie zerowe.
    Natomiast to co się dla mnie tu liczy, to fakt, że polskie państwo najpierw cały system edukacji w Polsce doprowadziło do ruiny, a kiedy uznało, że nie jest w stanie dalej się o niego troszczyć, uznało, że w tej sytuacji, niech się nim zajmą uczniowie z ambicjami i urzędnicy ze szkolnymi fobiami.

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah

    Absolutnie nie gniewam się; lubię poznawać zdanie Innych. I, oczywiście, mam ogrom zastrzeżeń do polityki oświatowej. Jako były nauczyciel i matka. Ale swój generalizujący wywód oparłeś na tym konkretnym przykładzie. A w tym przypadku, tego właśnie ambitnego chłopaka, władze nie mogły zrobić nic innego w obliczu nieuprawnionej praktyki i braku mediacyjnej reakcji ze strony Dyrekcji szkoły.

    Przepraszam, jeżeli przesadziłam w drugiej części wczorajszej wypowiedzi. Ale miałam wrażenie, że coś Cię zaślepia. Coś, moim zdaniem, bardzo złego. Niedobrego nie dla innych, a dla Ciebie. I niech to odejdzie, toyah.

    OdpowiedzUsuń
  6. @beata (cz.I)

    Piszesz tak: …wiem, że nie jestem tu mile widzianym komentującym gościem… (dzieląc sie publicznie swoimi odczuciami, rojeniami, i nieśmiałymi domysłami) a dalej kontynuujesz mówiąc do toyaha tak: …postanowiłam się odezwać, ponieważ Twój dzisiejszy wpis dotyczy nie odczuć, a faktów.

    Uhm, no. I beg to differ.

    Beato, opisane przez toyaha Zdarzenie jest jedynie kanwą dla rozważań o tym, co rozgrywane jest obecnie z państwem polskim, i z jego obywatelami — z nami. Jego symptomatyczność, wymowność owego Zdarzenia nie sprowadza się do chłopaka z pretensjami, do jego koleżanek, czy podpisów zbieranych w liceum nr. ileśtam. Chodzi o proces dużo szerszy niż ten, który rozegrał się: zaczynając od klasy pełnej uczniów, poprzez rodziców, nauczycieli, kuratorium (o ile w międzyczasie go cichcem nie zlikwidowali) aż do sądów powszechnych, tajnych, skorupkowych. Co ja mówię! Do sądów. Do samej Pani Minister!

    Brak tu jeszcze putina-dusiciela (Tusk w objęciach P.) i obrazek byłby pełny. Ale może TAM nie interesują się warszawskimi liceami; nie tak otwarcie.

    (...)

    Jest wojna. Nie każdy ją widzi; ale też nie każdy zauważył we Wrześniu że "jakaś wojna" wybuchła. Dzień jak co dzień, dzień za dniem, żyć trzeba, itp. To, co nam dziś z perspektywy historycy wmawiają, czyli powszechną świadomość zdarzeń, NIGDY NIE MIAŁO MIEJSCA. Popatrz: La "drôle de guerre" débute le 1er septembre 1939 lorsque l'armée allemande envahit la Pologne…. Mais oui. Naturellement, pojawiła się "jakaś wojna", której PRAWIE NIKT nie odczuwał. Czyli tak, jak dziś. Prawie tak, jak u Ciebie w domu.

    Bardzo mi się nie spodobał Twój omijający istotę rzeczy komentarz do toyaha. Nie mówię "atakujący go" bo nie wiem, jak on sam to odbierze, gdy w trzech kolejnych komentarzach mówisz mu, że "coś go zaślepia". Natomiast proponuję Tobie refleksję nad czasami nieodległymi aż tak bardzo, takim okresem w historii najnowszej gdy mądrali "wprowadzających pokój" było pełno na każdym rogu, i w każdej knajpie, i w każdej redakcji pisemka pełnego redaktorów szepczących trwożnie "psst - między nami mówiąc, to ja Uważam Rze jest dobrze, jeszcze tylko odrobina pokoju na świecie więcej, i już będzie anielsko".

    ...part II follows suit...

    OdpowiedzUsuń
  7. @beata (cz.II)

    Beato, czy już teraz jest tak, że gdy wejdziesz między rozmawiających, to oni omiatają wzrokiem pomieszczenie, chowają ostre przedmioty, i zmieniają temat na - powiedzmy - przepis na szarlotkę?

    Nie życzę Ci tego. Niemniej jednak w środku wojny rozmawia się o taktyce i o strategii. Nigdy o jakimś zwolenniku plusików za nieobecność na lekcji. W tym sensie, jeśli nie chcesz, by towarzyszyły Ci zatroskane spojrzenia gdy wejdziesz do pokoju gdzie rozmawia się poważnie, to skup się proszę na rzeczywistości.

    Tak, na tej, która nas otacza, gdziekolwiek mieszkamy, a więc i Ciebie też. Nawet gdybyś mieszkała w USA, Australii czy Argentynie. Nie widzieć wojny jest wielce atrakcyjną postawą życiową przede wszystkim tam. Od roku jest tak także i w Polsce; a dzieje się tak tubalnie, z nagłośnieniem, z całym gwałtem czynionym na ludziach (pod pozorem obrony instytucji) i na instytucjach (pod pozorem obrony ludzi). Nie dziwi mnie więc wcale, że wielu nie potrafi się w tym kociokwiku połapać.

    A, i jeszcze jedno. Lubimy "być poinformowani" oraz "wiedzieć, co się dzieje" lub, jak to uczyniłaś w komentarzu toyahowi "dostarczać niewiedzącym masy relewantnych niesłychanie faktów, sprawdzonych i stuprocentowo rzetelnie podanych". Yes, by Jove. Lubimy to!

    Jest tylko jeden problem - jesteś 20 lat za murzynami. Czasy się zmieniły. W tej wojnie nie da się wbijać chorągiewek w schowaną za tapczanem mapkę na podstawie nocnego nasłuchu BBC podającej położenia wojsk na frontach i inne "sprawdzone" fakty. No-no. Teraz trzeba się orientować BEZ nasłuchu; omijając starannie BBC. Czasy się zmieniły.

    Dziś fronty przebiagają zupełnie gdzie indziej, nie przez Kursk, Wiaźmę, Smoleńsk geograficzny. Już nie, i nigdy więcej nie będą tamtędy przebiegać. Nikt więcej nie wyśle jeźdźców nad Berezynę, ani armat. Za to kreatywne rozwijanie pomysłu "całe getto warszawskie pracuje dla Wehrmachtu - wszyscy Żydzi za Führerem, do ostatniego tchnienia!" (to akurat fakt - z getta pochodziły mundury, wyposażenie, części zamienne do wspomnianych armat - produkcja szła pełną parą, aż do upadłego Żydzi finansowali i wspierali wojnę Niemców) fascynuje dzisiejszych frontmenów. Jak tu najskładniej, najtaniej spowodować, by udało się zaprząc pdbitych przed swój wóz? Aby się sami zaprzęgli, i jeszcze przy tym poganiali. I do ataku! Czyż nie jest miłe, demokratyczne i humanistyczne obserwować jak oni sami, niepilnowani (dziś już nie ma getta) wypruwają sobie żyły dla zwycięstwa Tych Właściwych, dowodzących na froncie?

    Poszukaj tego frontu, Beato. Pamiętając przy szukaniu o tych zaczadzonych Francuzach, dla których wojna była ongiś tylko "dziwnym, pociesznym, śmiesznym, księżycowym pojęciem". Takim samym, jakim tocząca się wojna jest dziś dla wielu Amerykanów - czy bardzo wielu Polaków. Bo ona "ich nie dotyczy", bo oni są prawi, wierzący, i miłujący pokój.

    Oraz fakty. Prawie zapomniałbym! Oni wszyscy niesłychanie miłują FAKTY.


    ***

    OdpowiedzUsuń
  8. Zmartwychwstał Pan i żyje dziś, Blaskiem jaśnieje noc!
    Nie umrę, nie, lecz będę żył,
    Bóg okazał swą moc. Cieszmy się z Nim. ALLELUJA!


    sł. i muz. Marcin Gajda

    .

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie bede sie odnosic do tego w jaki sposob autor opisal cale wydarzenie,bo kazdy ma prawo do wlasneego spojrzenia na wydarzenie i na roznicy tych spojrzen zasadza sie cala rozmowa.
    Jest za to dla mnie bardzo nieprzyjemnym zgrzytem,ze autor w dniu Zmartwychwstania Panskiego wybral sie ,zeby napisac o tym,ze "niech zdychaja jak tamci" i ze nie bedzei zadnego przebaczenia.
    Jest wrecz niemozliwe,zeby przyjac to za dobry znak pokoju,i to w takim dniu!
    To charakterystyczne jest dla poganstwa,zeby wysylac w strone ludzi zlorzeczenia i jeszcze je zwielokrotniac.Lepiej w tych dniach wypelnic sie dobrym nastawieniem i pozytywnymi myslami,bo po swietach jest wiele innych okazji zeby wyrazic swoja postawe zaangazowanego publicysty.I bo ja wiem,czy akurat w takich slowach.??

    Ps. a obecny stan oswiaty i wychowania jest efektem wspolpracy dokladnie wszystkich kolejnych rzadow z ich kolejnymi ministrami.I to od dekad calych, a nie ostatnich czasow min.Hall.

    OdpowiedzUsuń
  10. cz.III, dopisana po namyśle

    Wiktorio, Chrystus jest pogromcą Złego. Chcesz widzieć w Zmartwychwstaniu "znak pokoju"? Proszę, rób tak, ja nie walczę z Tobą.

    Jest jednak!

    Jest jednak silniejszy ode mnie, o którym wierni śpiewają od wczorajszego ranka w hymnie dziękczynnym a napominającym sumienia: ZWYCIĘZCA śmierci, piekła, i szatana!

    ZWYCIĘZCA. ŻOŁNIERZ. WOJOWNIK.

    Oczywiście nie czytałaś tego, co Don Paddington nam na przestrogę, i ku pokrzepieniu - nie czytałaś w Słowniku pojęć, jaki Wielebny Don Paddington zamieścił tu gościnnie u toyaha (cofnij się o notkę, lub dwie, a znajdziesz, i może zechcesz przeczytać).

    Albowiem gdybyś czytała, to przecież nie bez zrozumienia. Nie heretycko i po łebkach, ale z duchem i sercem otwartym na prawdę byś czytała, czyż nie? Wybacz, nie mnie drobnemu rozwijać znakomity wykład księdza Paddingtona, w tym właśnie słowniku zawarty. Mogę jednak napisać dwa słowa o tym ostatnim zwycięstwie, i o tym jak ja je rozumiem. Dlaczego o "tym ostatnim" tylko? Otóż zarówno śmierć jak i piekło to są kategorie zbyt abstrakcyjne dla żyjących, tu na ziemi, abym o nich rozprawiał. Natomiast o tym ostatnim zwycięstwie (nad szatanem) mogę opowiedzieć. Każdy z nas uważa się pokątnie za extra specjalistę od Dobrego i Złego, napomina dzieci i ustawia staruszków, wlepia mandaty i dyktuje innym co wolno, nakazuje i zabrania, łaje i pogania — czemu więc nie miałbym i ja uderzyć w tę szczerbę, w tem wyłom?

    Podaję Ci ufnie pod rozwagę moją wizję dobrego i złego, wizję dotyczącą w szczególności złego przez duże "Z" - szatana.

    Zmartwychwstanie Chrystusa jest klęską Złego. Bez zabójstwa (Złego) nie byłoby zmartwychwstania! Prężny i potężny Szatan uniemożliwiłby to. Albo on panuje, albo Zbawiciel. Dopiero gdy go zniszczyć, unicestwić pokonać, dopiero wtedy ten najsłabszy ze słabych, tak słabiutki, że całe życie z niego już wyszło, może znów otworzyć oczy, odetchnąć, wstać. Ośmieszany, wyszydzany, pobity, krzyżem poniżony, zamęczony. Najsłabszy ze słabych. Tam już nikt nie przypuszczał, że może być inaczej. To tak wygodnie przyjmować, logicznie uzasadniać, że taki ciąg zdarzeń jest nieodwracakny. Że silniejszy zawsze "wygrywa", że człowiek uśmiechnięty jest automatycznie "dobry", że oferta ze sklepu jest dla Ciebie "korzystna".

    Wiktorio, tu nie ma miejsca na udawanki: chcesz Chrystusa? Naucz się zabijać, pokonywać, zwycięźać Zło. Nie umiesz tego, nie potrafisz, trwożysz się, uciekasz sprzed Grobu Pańskiego, tak jak wielu innych przed Tobą?

    No cóż. Nie mnie rozsądzać. To przynajmniej zechciej raz powiedzieć odważnie za toyahem: niech zdychają.

    (part IV follows...)

    OdpowiedzUsuń
  11. cz.IV, ostatnia

    Inaczej, wybacz, nie uwierzę Ci nie tylko w to, że przeczytałaś SŁOWNIK DON PADDINGTONA, lecz i w to, że w ogóle rozumiesz (lub choćby czujesz) czym jest wiara w Boga. Mówiąc mniej górnolotnie: bez stanowczego poparcia życzenia śmierci dla wszystkich wcieleń szatana (to właśnie oznacza wg mnie toyahowe "niech zdychają") nie można o sobie mówić jako o człowieku który chce dobra dla bliźnich. Albo pokoju dla nich. Albo ulżenia im w chorobie.

    W chorobie? To taki przykład. Mój przykład.

    Albowiem śmierć jest zbyt abstrakcyjną kategorią, dla znakomitej większości z nas... a z chorymi się spotykamy w życiu, one time or another. I wtedy chcemy być dla nich DOBRZY. Więc prędzej trafię do Ciebie z tą alegorią "pomocy choremu", której udziela człowiek prawy i waleczny lub fałszywy i uległy, niż z obrazem Zbawiciela, który tak niewielu pojmuje.

    No więc, czy jesteś fałszywa i uległa wobec zła, podporządkowująca się przepisom i nakazom administracyjnym, zagłuszająca to poddaństwo kakofonią "pozytywnych myśli", czekającą na kolejną instrukcję zawierającą obowiązkową dawkę "dobrego nastawienia" (lub dowolnej innej SOMY, narkotyku dla duszy) czy też raczej jesteś gotowa zadźgać szatana gdy ten nieostroźnie podejdzie do Walecznej Wiktorii?

    Chrystus jest nie dla grzecznych. Nie dla idących szeroką, wygodną drogą. Nie dla "posiadających dobre intencje" którymi...

    No właśnie.

    Zmartwychwstanie jest tylko dla tych, którzy walczyli. Inni - niech zdychają.

    .

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też jestem wstrząśnięta słowami "niech zdychają", ale niestety jest to typowy styl dla ludzi tak chorych z nienawiści jak Toyah, nawet, a może zwłaszcza wtedy kiedy podają sie za chrześcijan. A najdziwniejsze jest to, że nei zdjaą sobie z tego sprawy i wszystkie swoje toksyczne emocje przypisują innym zwłaszcza tak zwanemu Systemowi.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Beata, Wiktoria, B.G.
    Swoje grzechy znam bardzo dobrze, natomiast nie bardzo rozumiem, dlaczego w moje piersi biją się ludzie, którzy nie dość, że do Kościoła chodzą dwa razy do roku - na Pasterkę i poświęcić jajka - to jeszcze od rana do wieczora żyją jednym pragnieniem - by Jarosław Kaczyński zdechł w męczarniach.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Yagotta B. Kidding
    Dziękuję Ci za wszystkie, także gorzkie i ironiczne, słowa skierowane do mnie. Zapewne jestem i 40 za i nie na tyle bystra, żeby wywnioskować z Twojej wypowiedzi, o jakiej WOJNIE mówisz. Czy możesz łopatologicznie zdefiniować wroga?

    Różnimy się, to jasne. Ale walka i życzenie śmierci w moim kanonie nie zmieszczą się. Nie dlatego, że zapełniony jest przepisami na szarlotkę lub obawami o ostracyzm towarzyski. Zarzuciłeś mi rozmiłowanie w faktach; pozwoliłam sobie na sprzedanie znanych mnie, nie toyahowi, szczegółów, moim zdaniem zmieniających ogląd sytuacji – przyczynku generalnych rozważań. A istotą rzeczy nie był dla mnie wywód Autora na temat ruiny polskiego szkolnictwa a właśnie front pieczołowicie budowany w sercu toyaha. Emocja.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Yagotta B. Kidding
    Powyższe napisałam jeszcze przed przeczytaniem cz. IV i V. Twoje ODWAŻNE powtórzenie „niech zdychają” dotyczy wcieleń szatana w ciała opętanych? Zaiste wielkim jesteś strategiem i taktykiem, jeżeli ze 100% pewnością potrafisz wskazać tych, których należy zegzorcyzmować skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. @toyah
    Nie wiem, kogo masz na myśli pisząc "od rana do wieczora żyją jednym pragnieniem - by Jarosław Kaczyński zdechł w męczarniach". Na pewno nie mnie. I, jak widzę, nie Wiktorię i W.G.
    Totalnie inaczej postrzegamy osobę Jarosława Kaczyńskiego, ale nigdy, przenigdy, przez myśl nie przeszłoby mi życzyć mu śmierci. Ani nikomu innemu. Nawet temu, jak usiłował tłumaczyć to YBK, opętanemu przez ciemne moce, które zabić trzeba w imię racji wyższych.

    Pozwoliłam sobie szczerze życzyć Tobie, by opuściło Cię to jedno uczucie, które zobaczyłam w Twoich literach. Poczułam zapach nienawiści, toyah.

    OdpowiedzUsuń
  17. toyah,
    nie pisze o twoich grzechach,i nie chce ich poznac.Sama mam swoje i wystarczy.
    Napisalam o tym co mnie uderzylo w calym wpisie,bo do przedstawienia sprawy, jak wspomnialam,nie odnosze sie,bo kazdy ma swoj sposob widzenia swiata.
    Napisanie o zdychaniu i nieprzebaczaniu w dniu Wielkiej Nocy jest dla mnie wstrzasajace.
    Piszesz i postepujesz jak chcesz ,mnie nic do tego.Ale skoro upubliczniasz swoje mysli,to tez i dostajesz zwrotne informacje z tej publicznej przestrzeni.
    Nie ma sie co zaslaniac tymi ,ktorzy chodza do Kosciola dwa razy do roku i dysza pragnieniem,zeby Kaczynski zdechl .To sa rownie wstrzasajace zdania,ale czyja to jest w koncu odpowiedzialnosc?? Twoja?
    Nie wiem kto sie tam w Twoje piersi bije,ale jesli, to swietnie wiesz jak sie bronic,czyz nie?Wiec nie moga Ci zrobic krzywdy.
    Nie lubie Kaczorow i w ogole wszystkich politykow niezaleznie od nazwiska.Oni dla mnie wszyscy sa dokladnie tym samym tylko roznica retoryki.Ale wystarczy tego zla ,ktorego sa przyczyna.Nie chce wiecej tego zla wciskajacego sie pod postacia poganskich zlorzeczen.

    OdpowiedzUsuń
  18. Obie Miłe Panie!Może opiszecie swoje reakcje w momencie; gdy Oalikot obiecał "wypatroszy Jarosława". jaka byla Wasza reakcja i odpowiedź na śmiech znajomych? Czekam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Rzeczywiście słowa "niech zdychają" są bezwzględne, wymowne, drastyczne i mogą szokować, a nawet być złorzeczeniem.
    Proszę jednak zauważyć, dostrzec i uwzględnić w ocenie ich roli i znaczenia zasadniczą różnicę, kiedy uwzględniamy również postawę (intencje)i czyny ich autora tj. wroga, kata, krzywdziciela lub ich ofiary.
    Kto bardziej jest uprawniony ich używać?

    OdpowiedzUsuń
  20. @kryska
    Służę: o tych słowach Janusza Palikota dowiedziałam się dopiero z Pani tekstu. Reakcji znajomych nie mogłam więc obserwować, nie przypuszczam, żeby u kogokolwiek wypowiedź mogła wywołać coś innego niż zażenowanie.
    Sprawdziłam w googlach; nawet kontekst żenująco nieśmiesznego dla mnie programu Sz.M. nie jest żadnym usprawiedliwieniem tego żałosnego dowcipu. Wciąż jednak czuję różnicę między "wypatroszyć wilka" a "niech zdychają tak jak tamci". Poza tym, Pani odwołanie do Janusza Palikota akurat nie jest chyba najszczęśliwsze...

    @Zibik
    nikt.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Beata
    Dobra. Skoro tak się przejęłaś, tamto cofam. Spróbuję bardziej pobożnie.

    "Boże, zetrzyj im zęby w paszczy;
    Panie, połam zęby lwiątkom!
    Niech się rozejdą jak spływające wody,
    niech zwiędną jak trawa na drodze.
    Niech przeminą jak ślimak, co na drodze się rozpływa,
    jak płód poroniony, co nie widział słońca.
    Zanim ich ciernie w krzak się rozrosną,
    niech powiew burzy go porwie, póki jest zielony.
    Sprawiedliwy się cieszy, kiedy widzi karę,
    myje swoje nogi we krwi niegodziwca.
    A ludzie powiedzą: 'Uczciwy ma nagrodę;
    doprawdy, jest Bóg, co sądzi na ziemi'".

    OdpowiedzUsuń
  22. @beata

    A co Pani czuje, gdy czyta Pani takie słowa Palikota, wypowiedziane tuż po rocznicy katastrofy smoleńskiej:

    "Na przestrzeni tych wszystkich miesięcy mieliśmy takie bezwzględne rozpamiętywanie każdego faktu. I tak dowiadywaliśmy się, że mama Kaczyńskiego się źle czuje, a to, że zięć z bratanicą coś tam. To są wszystko na zimno kalkulowane polityczne zagrania.
    Część ludzi traktuje to jako prawdziwe stany emocjonalne, a część z nich uwierzyła, że jest to prawdziwa droga polityczna. I szef PiS wierzy, że w końcu jego strategia go dokądś doprowadzi. Myślę, że wielkim marzeniem Jarosława Kaczyńskiego jest to, żeby teraz on zginął. I w skutek jakichś zamieszek fanatyk czy szaleniec go zabił. Wtedy cała ta rodzina, formacja przechodzi na pozycję taką jak Chrystus, czyli że ofiara jest tak duża, że nikt już o tym nie dyskutuje. I te zaczepki, te prowokacje w końcu doprowadzą do tego, ze ktoś rzuci się na Kaczyńskiego."

    http://www.polskatimes.pl/fakty/polityka/392517,palikot-kaczynski-marzy-o-tym-by-zginac-z-rak-fanatyka,id,t.html?cookie=1#material_3

    OdpowiedzUsuń
  23. A co mi tam. Nie jestem nauczycielem, ale pomogę w zbożnym trudzie.

    Niech zatem będzie pobożnie:

    "Niechaj jego synowie będą sierotami,
    a jego żona niech zostanie wdową.
    Niech jego dzieci wciąż się tułają i żebrzą,
    i niech zostaną wygnane z rumowisk!
    Niechaj lichwiarz czyha na całą jego posiadłość,
    a obcy niech rozdrapią owoc jego pracy!
    Niechaj nikt nie okaże mu życzliwości,
    niech nikt się nie zlituje nad jego dziećmi!
    Niech jego potomstwo ulegnie zatracie;
    niech w drugim pokoleniu zaginie ich imię!
    Niech Pan zapamięta winę jego ojców,
    niech grzech jego matki nie będzie zgładzony."

    I jeszcze to, spod tego samego rylca:

    "Szczęśliwy, kto ci odpłaci za zło, które mi wyrządziłaś!
    Szczęśliwy, kto schwyci i rozbije o skałę twoje dzieci."


    Psalmista (on to bowiem niewątpliwie) wyraża się nieco kwieciściej niż Szanowny Gospodarz, ale cóż poradzić, to już taka specifica wczesnosemickiej poetyki. Nie wszyscy tak umieją.

    OdpowiedzUsuń
  24. @toyah
    Po Starym pojawił się Nowy Testament. A Ofiara złożona została z miłości, zgodnie z nowym przykazaniem.

    Zmiana literek ani na jotę nie zmienia sensu przekazanej przez Ciebie emocji. Przyjmuję z pokorą.

    OdpowiedzUsuń
  25. @kazef
    Czy słowa tak nieszanowanego przez PIS i jego wyborców polityka mają usprawiedliwiać życzenie śmierci, które wyraża toyah?

    Znów: na szybko odnoszę się do po raz pierwszy widzianej wypowiedzi. Nie utożsamiam się ze słowami wypowiadanymi przez polityków. Przypuszczam, że dzielę z Januszem Palikotem pogląd o politycznym wykorzystywaniu katastrofy smoleńskiej. Także wydarzenia na KP (miesięcznice, "obrona" krzyża), Wawel oraz nazywanie ofiar tragicznego wypadku "poległymi" uważam za próbę budowania mitu Lecha Kaczyńskiego. Tu kończę zbieżność: na dedukcję, że Jarosław Kaczyński chciałby zostać męczennikiem, nie poważę się. Podsuwanie fanatykom i szaleńcom pomysłu nastawania na czyjekolwiek życie, zwłaszcza po zamordowaniu Marka Rosiaka, uważam za skandalicznie bezmyślne.

    OdpowiedzUsuń
  26. @beata

    Szanowna Pani,

    słowami posła z Biłgoraja zajmuje się już prokuratura, która rozpatrzy, czy było to podżeganie do zbrodni.
    Głęboko mnie Pani rozczarowała swoim zestawem poglądów. Widzę tu logiczne rozdarcie i trudno wytłumaczalną niespójność.
    Skoro Pani z takimi poglądami ma dobre samopoczucie i jeszcze próbuje pouczać innych to gratuluję dobrego mniemania o sobie i nie kontynuuję już dysputy. Doszliśmy do granicy, poza która nie wybiegam.

    OdpowiedzUsuń
  27. @beata
    Zgoda nikt nie jest uprawniony publicznie i bezkarnie złorzeczyć, ani ignorować nakazu miłości, a tym bardziej Jego słów:"Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią (Łk23,34). Jednak proszę nie sugerować, że nie wiedzą co czynią, ani nie usiłować zrównywać, czy nie utożsamiać wszystkich postaw i zachowań, w tym wypowiedzi publicznych osób prawych i sprawiedliwych z ich nie oponentami, czy przeciwnikami, a współczesnymi największymi zdrajcami i wrogami Narodu polskiego, którzy uznają i stosują jedną zasadę - cel tzn. dominacja i zachowanie władzy w RP ma uświęcać wszystkie praktyki, metody i stosowane środki.
    Ponadto proszę w tym gronie nie forsować znanej i skompromitowanej już tezy, że konfrontacja ludzi o radykalnie odmiennych wierzeniach, przekonaniach, usposobieniach, intencjach i dokonaniach jest tylko sporem ideowym, czy polemiką lub kolejną walką światopoglądową, czy tzw. wojną polsko-polską.

    OdpowiedzUsuń
  28. @don esteban
    No właśnie. A oni na mnie krzyczą i palcami mnie wytykają, bo ja powiedziałem "niech zdycha".

    OdpowiedzUsuń
  29. @kazef
    Rozumiem, odezwę się już ostatni raz. Ja tę granicę staram się przekraczać, pouczanie nie leży w mojej naturze. Trudno każdą frazę zaczynać od "moim zdaniem i wyłącznie moim".

    Czy Pana info o zajęciu się prokuratury słowami posła z Biłgoraja sugeruje, że Gospodarz bloga dopuścił się czynu karalnego?

    OdpowiedzUsuń
  30. @beata
    Rozumiem, że płacz i zgrzytanie zębów też unieważniłaś. Ale trudno. Skoro Ty jesteś tak pełna jezusowej miłości, rozumianej jako głupkowaty uśmiech Buddy, musi zostać jak jest. Ty się za Złego będziesz modlić, a ja będę na niego szedł z widłami.

    OdpowiedzUsuń
  31. @beata
    Właśnie przeczytałem odpowiedź, jakiej udzieliłaś Kazefowi. Cofam wszystko, co wcześniej do Ciebie posłałem. Gdybym mógł, to bym w ogóle zapomniał, że kiedykolwiek z Tobą rozmawiałem. Niestety, to już pozostanie moim grzechem.

    OdpowiedzUsuń
  32. @toyah
    jażeli za grzech poczytujesz sobie rozmowę ze mną - proszę o wybaczenie.
    Nie czekam już na słowo, tyko na widły.
    Pokój z Tobą, toyah.

    OdpowiedzUsuń
  33. @beata
    Nie wierzę Ci. Uważam, że od początku kłamiesz.

    OdpowiedzUsuń
  34. @ Toyah:
    Nikt nie życzy Jarosławowi Kaczyńskiemu, żeby "zdechł w męczarniach". Ja zreszta nie życzę tego nikomu. Takiego języka używają tylko pisowcy.

    OdpowiedzUsuń
  35. @W.G.
    http://palikot.blog.onet.pl/Choinka,2,ID414534815,n

    Nie żebym się jakoś chciał usprawiedliwiać. W życiu! Jedynie Cię edukuję.

    OdpowiedzUsuń
  36. Po pierwsze nikt przy zdrowych zmysłach nie traktuje Palikota poważnie, ani tym bardziej się z nim nie identyfikuje. Osobiście w ogóle go nie słucham, bo szkoda mi na to czasu. A po drugie, konsekwentne stosowanie zasady "oko za oko, ząb za ząb" doprowadziłoby tylko do tego, że wszyscy byliby ślepi i bezzębni i jaki to by miało sens?

    OdpowiedzUsuń
  37. @W.G.
    Zacząłeś komentować na tym blogu, bo zirytował Cię mój wybuch w postaci klątwy: 'Niech zdychają!' Ja oczywiście zdaje sobie sprawę w tego, że mój styl publicystyczny jest bardzo wyrazisty, niemniej to jest wciąż retoryka w rodzaju 'Niech ich piekło pochłonie!' czy 'Niech ich cholera zadusi!' - język polski jest tu wyjątkowo barwny. I teraz jest tak, że ja Ci pokazuję ten komiks, wymyślony przez jakiegoś artystę, umieszczony przez Palikota na jego blogu, i do dziś tam do obejrzenia. Ten komiks! I Ty mi na to mówisz, że Palikot to nikt, a moje teksty w stosunku do tego co on robi, to realizacja zasady 'oko za oko'??? Nie wierzę, że nie widzisz tu żadnej niestosowności.

    OdpowiedzUsuń
  38. @Toyah
    Zrozumiałam nawiązanie do Palikota jako deklarację: "Skoro on przekracza wszelkie granice, to ja też nie muszę ich przestrzegać." i uważam, że takie rozumowanie prowadzi tylko do nakręcania spirali nienawiści. Jako osoba stojąca z boku i nie identyfikująca się ani z PISem, ani z Platformą (ani, nawiasem mówiąc z żadną partią polityczną) obserwuję ten styl debaty z przerażeniem. Ale skoro poczuł się Pan dotkniety moimi uwagami, to nie będę więcej komentować. Sorry. No offense meant.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.