czwartek, 28 kwietnia 2011

Jak zostałem faszystą

O ile się nie mylę, w mojej dotychczasowej karierze publicystycznej, chociaż różnego rodzaju zarzutów pod moim adresem było co nie miara, akurat z oskarżeniem o antysemityzm się nie spotkałem. Również, o ile pamiętam, nawet w moim długim już dość życiu, nie zdarzyło mi się, by ktoś mnie wytargał za uszy z powodu mojej niechęci do Żydów. Czy stało się tak dlatego, że ja Żydów bardzo lubię i daję temu nieustanny wyraz? A może dlatego, że ja tematu tak zwanego żydostwa w ogóle nie poruszam i tym samym nie daję nikomu okazji do ataków? Chyba jednak nie chodzi tu ani o jedno, ani o drugie. A mimo to, fakt pozostaje faktem. Wygląda na to, że do grona żydożerców nie zostałem póki co, przynajmniej oficjalnie, przyjęty. Jest natomiast szansa, że zostanę faszystą.
Czemu więc akurat dziś postanowiłem poruszyć ów intrygujący temat faszyzmu i antysemityzmu? Otóż tylko i wyłącznie ze względu na postać Stefana Bratkowskiego. Czy dlatego że uważam go za Żyda? A może dlatego że podejrzewam go o antysemityzm? Otóż nie. Ja ani nie wiem, czy Bratkowski to Żyd, ani też nie biorę pod uwagę, że z niego jest jakiś paskudny antysemita, natomiast mam podejrzenie – całkowicie irracjonalne naturalnie – że po tym co dziś chcę powiedzieć, jest szansa, że zostanę wreszcie sam zidentyfikowany jako osoba ogarnięta fobią antyżydowską. Dlaczego? No przecież mówię – z powodów całkowicie irracjonalnych. No ale wiem, że mimo to, pewne rzeczy powiedzieć należy.
Otóż Stefana Bratkowskiego nie lubiłem nigdy. Nawet w czasach, kiedy w pewnych środowiskach funkcjonował jako ktoś, kto z komunistami trzyma się na dystans i kogo komuniści też nie darzą jakimś szczególnym zaufaniem. Za co więc nie lubię Bratkowskiego? Oczywiście, na pierwszym miejscu za jego wygląd. Jedni nie lubią ludzi, którzy wyglądają jak Piotr Semka, inni ludzi którzy wyglądają jak Jarosław Kaczyński, inni nie mogą patrzeć na taką powiedzmy Justynę Pochanke, a ja po prostu nie lubię ludzi, którzy wyglądają jak Stefan Bratkowski. Oczywiście, mam też wiele innych powodów, żeby Bratkowskiego nie lubić – z jego wyglądem nie mających już nic wspólnego – a zatem jestem pewien, że gdyby Bratkowski nie wyglądał jak Bratkowski, ale jak na przykład inny Stefan, tyle że Niesiołowski, też bym go nie lubił, tyle że we mnie nie odzywałby się mój wyssany z mlekiem matki antysemityzm, lecz zaledwie, również w tym samym mniej więcej stopniu wysysana, pogarda dla „szpiclów, katów i tchórzy, oni wygrają”. Jednak, jak mówię, na pierwszym miejscu, jeśli idzie o ludzi takich jak Bratkowski, Kuczyński, czy Lityński determinuje mnie to jak oni się na mnie patrzą. Pojawia się w telewizji Bratkowski i zaczyna coś opowiadać. Ja natychmiast zaczynam się irytować, a jeśli ktoś mnie spyta, w czym problem, to najuczciwiej jednak będzie z mojej strony powiedzieć, że nie mogę patrzeć na ten nos i te oczka i słuchać tego skrzekotu. Natomiast to, że ten skrzekot tylko potwierdza słuszność moich emocji, to już sprawa drugorzędna. Nie zmienia to jednak faktu, że dziś jednak będzie o skrzekocie.
Występ Stefana Bratkowskiego u Piaseckiego w programie ‘Piaskiem po oczach’ oglądałem. I to, muszę przyznać, wbrew radom mojej żony, która w pierwszej chwili, gdy go tylko zobaczyła, zawołała do mnie – oczywiście! – „po cholerę go słuchasz?” Ponieważ jednak cała ta aura – czy, jak to mówią artyści, forma – jaką ludzie typu Stefana Bratkowskiego wokół siebie wytwarzają, uniemożliwiła mi skuteczne wsłuchiwanie się w wypowiadane przez nich słowa, ograniczałem się jedynie do zanotowania tematu wypowiedzi, a więc „faszystowskich źródeł publicznej działalności Jarosława Kaczyńskiego” i już tylko patrzenia. Owszem, bardzo intensywnego, niemniej jednak już tylko patrzenia. Dopiero parę dni temu dowiedziałem się, że Stefan Bratkowski, przedstawiając swoje poglądy na odradzanie się w Polsce hitlerowskiego faszyzmu, kiedy ja nieroztropnie poświęcałem się kontemplowaniu tego nosa i tych oczu, wspomniał i o mnie. A dokładnie o moim artykule zamieszczonym w Warszawskiej Gazecie, zatytułowanym: ‘Rewolucja w końcu nadejdzie’. Obejrzałem więc uważnie rozmowę z Bratkowskim dostępną na youtubie i potwierdzam. To prawda. Bratkowski, dowodząc słuszności swojej tezy co do tego, że Prawo i Sprawiedliwość to partia faszystowska, a Jarosław Kaczyński to drugi Adolf, powołał się też i na mnie, a dokładniej, na mój tekst.
I wszystko właściwie pozostałoby bez większych konsekwencji, gdyby w tym wszystkim jednak nie znalazł się jeden mały problem. Otóż Bratkowski sugeruje, że tekst o mojej nadziei na rewolucję, nie jest mojego autorstwa, ale został napisany i zamieszczony w Warszawskiej Gazecie przez jakichś niezidentyfikowanych pachołków Kaczyńskiego. Dowodem na to ma być to, że on – podobnie zresztą jak pozostałe artykuły w Warszawskiej Gazecie – jest niepodpisany. Brak tego podpisu, zdaniem Bratkowskiego, dowodzi zresztą jeszcze czegoś. Że Prawo i Sprawiedliwość, szczując społeczeństwo przeciwko Polskiemu Państwu, i wzywając do rozlewu krwi, działa z ukrycia, a więc w sposób jednoznaczny już na samym początku ustawia się poza porządkiem prawnym. I choćby z tego powodu, służby specjalne powinny wziąć się za Kaczyńskiego i jego ludzi z całą surowością prawa i niezwłocznie. On o tym braku podpisu mówił zresztą tak, jakby stanowił on wręcz jego obsesję. Nie ma podpisu – idzie faszyzm. A podpisu nie ma! Nigdzie! Wszędzie pełno niepodpisanej, najbardziej krwawej pisowskiej agitacji! Będą nas wieszać, a przyjdzie im to o tyle łatwiej, że jak wiemy, my wszyscy się zawsze i wszędzie podpisujemy.
I oto pojawia się wspomniany problem. Otóż podpis jest. Artykuł, jaki napisałem dla Warszawskiej Gazety, a który Bratkowskiego tak przestraszył, jest oczywiście podpisany. I to nawet nie jako ‘toyah’, ale moim pełnym białoruskim nazwiskiem. Najpierw w zapowiedzi na pierwszej stronie stoi jak byk „Krzysztof Osiejuk”, a później już przy faktycznym tekście powtórzone jest całe moje imię i nazwisko. Co więcej, o ile się orientuję, wszystkie pozostałe teksty, jakie w tym, ale też we wszystkich innych wydaniach Warszawskiej Gazety są publikowane – moje i nie moje – są nieodmiennie podpisywane. Albo imieniem i nazwiskiem autora, albo powszechnie znanym blogerskim nickiem. A zatem, kiedy Stefan Bratkowski mówi, że PiS wykorzystuje Warszawską Gazetę do nielegalnej i zakamuflowanej działalności antypaństwowej, jak najbardziej świadomie kłamie. Czemu myślę, że robi to świadomie? Otóż tytuł mojego tekstu przytoczył Bratkowski dosłownie, a więc nie jest tak, że jemu gdzieś ktoś coś powiedział, a on tylko powtarza plotki. On musiał ten tekst osobiście znaleźć, również osobiście przeczytać, a co więcej z całą pewnością musiał widzieć to imię i nazwisko – Krzysztof Osiejuk. Nie ma takiej możliwości, żeby on tego nazwiska nie zauważył. Choćby z czystej ciekawości musiał je zobaczyć. A dziś przyłazi do telewizji i łże jak pies.
Czemu on to robi? Otóż uważam, że za tym stoją dwie przyczyny. Pierwsza ma – ciekawe, że akurat Bratkowski, wróg faszyzmu, tego nie wie – pochodzenie faszystowsko-bolszewickie. Chodzi o to, że jeśli chce się przeprowadzić polityczną akcję eksterminacyjną, czy to w celu fizycznej eliminacji wroga, czy zaledwie jego politycznej neutralizacji, należy przy użyciu usłużnych mediów rozgłosić, że wróg szykuje agresję, a więc wszelkie działania przeciwko niemu stanowić będą jedynie obronę. Ten rodzaj bezczelnego kłamstwa oczywiście istniał już wcześniej, i to niekoniecznie w polityce, ale choćby w środowiskach przestępczych, czy nawet w bardziej prymitywnych relacjach ogólnoludzkich. Na przykład, kiedy mnie ostatnio wyrzucano z pracy, ktoś najpierw – podając się za mojego ucznia – wysłał do moich szefów e-mail, informujący o tym, że ja na prowadzonych przeze mnie lekcjach zachowuję się „w bardzo dziwny sposób”, i w ten sposób dalej można było sprawy prowadzić już prosto. Natomiast faktem jest, że faszyzm i komunizm tę metodę wykorzystały w oficjalnej działalności państwowej. Na tym poziomie jednak istnieje coś, co nadaje tej metodzie pewien rys – owszem, perwersyjnej – ale jednak uczciwości. Kiedy na przykład towarzysze jeszcze w latach późnego PRL-u rozpowiadali na lewo i prawo, że Solidarność będzie ich wieszać, oni nie do końca kłamali. W dużym stopniu, oni w to kłamstwo autentycznie uwierzyli. Najpierw naturalnie je stworzyli, ale w pewnym momencie zaczęli się nim tak nakręcać, że po chwili nie wiedzieli już, czy to jest fakt, czy plotka.
Jak idzie o Bratkowskiego, osobiście uważam, że on świetnie wie, że teksty w Warszawskiej Gazecie są podpisane. On nawet prawdopodobnie wie, że Warszawska Gazeta nie publikuje artykułów nadsyłanych przez Prawo i Sprawiedliwość, lecz przez całkowicie zwykłych ludzi, których łączy tylko to, że źle znoszą obecną władzę. On to wie, ale kłamie z wyrachowywaniem i w pełnym przekonaniu o tym, że to kłamstwo służy sprawie. Z nim tutaj jest trochę tak, jak ze wspomnianym przeze mnie niedawno Sławomirem Nowakiem, który – co ciekawe, też w rozmowie z Piaseckim – powiedział, że Jarosław Kaczyński nie pojechał 18 kwietnia do Krakowa, bo mu się nie chciało. I powtarzał to kłamstwo dalej, mimo nawet tego, że Piasecki wyraźnie mu zwrócił uwagę na fakt, że nieobecność Kaczyńskiego na Wawelu była spowodowana nie jego lenistwem, lecz chorobą mamy. Nowak, moim zdaniem, też świetnie wiedział, że pani Kaczyńska była w szpitalu, i to z tego powodu Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili wyjazd do Krakowa musiał odwołać, ale kłamał, bo uznał, że tak trzeba. Czemu? Żeby rozpuścić pogłoskę, że Jarosław Kaczyński tak naprawdę ma w nosie swojego zmarłego brata, ale chodzi mu wyłącznie o władzę. I w tym momencie nie mamy już do czynienia tylko z faszystowsko-bolszewickim propagandowym terrorem, gdzie, jak mówię, niekiedy ów ideologiczny obłęd zaczyna tworzyć fakty. Tu dochodzimy do pewnego bardzo szczególnego przekonania, że kłamać można, bo tylko frajer nie kłamie, jeśli jest interes do zrobienia, albo że normalny człowiek nie może się nazywać Osiejuk, a jeśli tak się nazywa, to musi być prowokatorem. Najlepiej faszystowskim.
Czy ja zatem sugeruję, że Sławomir Nowak, to nie jest zwykły skurwysyn, tylko coś więcej? Ależ skąd! Ja nie mam najmniejszych podstaw, żeby mieć przekonanie, że on jest jakoś wyjątkowo skomplikowany. Owszem, biorę to pod uwagę, bo to by mi wiele wyjaśniało – no a przede wszystkim, z całą pewnością porządkowałoby moje emocje – ale żeby się tej myśli jakoś szczególnie czepiać – to w żadnym wypadku. Zresztą, jak idzie o Stefana Bratkowskiego, też nie mam pewności i też biorę pod uwagę, że on pozostaje zagadką. Mimo tego jak wygląda i jak się zachowuje, może się okazać, że czegoś jednak wciąż o nim nie wiem… Ale poza tym – diabli go wiedzą. Może się nawet okazać na przykład, że on jest takim samym kanciarzem jak wielu jego kumpli, tyle że jego skomplikowane peerelowskie losy zniekształciły mu twarz i całą sylwetkę do tego stopnia, że się upodobnił – tak jak czasami pies się upodabnia do właściciela – do tych, którzy go to tu to tam ze sobą prowadzili. Bez względu jednak, co takim Nowakiem i Bratkowskim kręci, nie zmienia to faktu, że ich nie lubię. I tak już zostanie. Najwyżej będę musiał się jeszcze trochę pozastanawiać, i w końcu coś tam sobie wymyślę.
No i wreszcie, już na sam koniec, jest jeszcze coś, co musi zostać powiedziane. Ktoś mi bowiem może zarzucić, że to co ja wyprawiam w tym tekście, to absolutna przesada. Że mi można było wybaczyć wiele, ale tym razem mnie poniosło. Z tymi Żydami i w ogóle. Biorę to pod uwagę, a mimo to, jakoś nie czuje specjalnych wyrzutów sumienia. Bo choćbym się dziś stoczył maksymalnie, jeszcze pozostało mi bardzo daleko do stanu, gdzie z czystego wyrachowania, prawdziwego polskiego patriotę, człowieka dobrego i oddanego ludziom i Polsce, kogoś kto całe swoje życie poświecił Ojczyźnie – i to w dodatku w czasie, kiedy dotknęło go nieszczęście nie do opisania – porównuje się do Hitlera. I w dodatku robi się to nie po to, żeby mu dokuczyć, ale żeby go zabić. Ot tak.
PS. Z tym zabijaniem, panie Bratkowski, niech się Pan tak nie podnieca. To była przenośnia.

23 komentarze:

  1. @ toyah

    Piaseckiemu rzadko zdarza sie temperowac zapedy swoich rozmowcow z "wlasciwego" obozu. Tym razem jednak trudno bylo mu ukryc oslupienie. Bratkowski przekroczyl nawet TVN-owska granice bredzenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bratkowski jdnak wie co mowi, bo ma wlasne doswiadczenie z publikowaniem tekstow podsylanych przez kogos innego.
    Jak podaje net Bratkowski prowadzi spolecznie wlasny portal publicystyczny. udalem sie wiec na ten jego portal i co tam widze pod wizerumnkiem Papieza? Azrael, wpis z tego bloga na onecie. Najpierw sprawdzilem, jak zwykle na wiki co to znaczy azrael, a po tem juz z wlasciwym nasrawieniem otworzylem jego bloga na onecie. Przedostatni wpis jest szczytwm beszczelnosci, nawoluje ni mniej ni wiecej do zniszczenia PiSu poprzez aparat panstwowy za pomoca sily. Na szczescie nawer komentarze na onecie nie byly mowiac bardzo lagodnie przychylne, mozna powiedziec ze dostal op...
    Tylko ze nie to mnie zdziwilo na blogu azraela, zdziwil mnie maly szczegol mianowicie czas publikacji tego posta. A byl to czas dokladnej okraglej godziny, chyba 20:00. Sam wiem ze moje teksty maja zawsze jakis tam czas przypadkowy a tu 00, wiec patrze dalej i faktycznie u tego azraela wiecej jak polowa wpisow ma okagle czasy.
    Co z tego wynika, ano tylko to ze teksty nie zostly opublikowane zaraz po napisaniu, tylko zostal zaprogramowany czas ich publikacji. Ale jest tez taka mozliwosc ze tekst nie zostal wcale napisany przez tego azraela tylko jemu go ktos ppodeslal do opublikoania i dla tego ten okragly czas publikacji. Druga mozliwosc wydaje mi sie byc bardziej prawdopodobna, zwazywszy na propagandowa tresc.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ps
    Sory za pisownie, ale to nie moj sprzet.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest wiele słów-kluczy za pomocą których "dobrzy ludzie" zamykają "niedobrych ludzi" w takich, czy innych celach.

    Ciekawe, że akurat ostatnio co raz słychać "faszyzm" tu "faszyzm" tam, "faszystą" ten, czy tamten.

    Właściwie dlaczego fałszyści uparli się akurat na ten "faszyzm" w odniesieniu do PiS, Jarosława, czy choćby skromnego toyaha?

    Niewykluczone, że to już drugi etap wciskania dziecka w brzuch. Jakiś czas temu fałszyści obsrywali, że to niby socjaliści są socjalnie nastawieni. Przeszło jakoś bez większego efektu. Ale zgodnie ze spiżowymi naukami ich mistrza dr Goebelsa, coś tam "przylgło".

    Gdy więc na ostrzu polskich spraw bieżących pojawiła się kwestia dalszego trwania i tożsamości narodu, to nienawidzący go fałszyści natychmiast znaleźli skojarzenie.

    Cóż, każdy sądzi według siebie. Fałszyści też.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Tadeusz1965
    On ostatnio coraz częściej wpada w osłupienie. Też dziwne, że mu to aż tak dużo czasu zajęło.

    OdpowiedzUsuń
  6. @PLK
    Azrael to bloger. Kiedyś nawet miałem z nim przyjemność. On musi być psychiczny.

    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    To stary numer z tymi faszystami. Za PRL-u ambitniejsze dzieci z podstawówek lubiły pisać w ankietach: "Nienawidzę głupoty i faszyzmu". Dziś ten poziom osiągnęli ich rodzice.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah, orjan

    W "Archipelagu GUłag" Sołżenicyn pisze, że, po II Wojnie Światowej, gdy do łagru przywożono transport więźniów politycznych, osadzone tam męty wszelkiej maści (tzw. pospolitacy) wołały "faszyści jadą!".
    Tak to sobie wymyśliła tam i wtedy ta knajacka zgraja.

    I czy ten skromny przykład nie jest adekwatny do tu i teraz?

    OdpowiedzUsuń
  9. @Kozik
    Dobrze że to opowiedziałeś. Cały czas mi chodziło coś tego typu po głowie i teraz już wiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Kozik

    Czyli: niedaleko pada jajko od kury.

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałem se spokojnie Twój tekst i pozwoliłem sobie obejrzeć na youtube'ie Piaseckiego. Słucham i słucham (2gą część jak się okazało) i po pewnym czasie słyszę jak mi nagle wychodzi z ust ' YOU F**KING BASTARD, YOU F**KING BASTARD!!!' A Piaseckiego, który spokojnie z Bratkowskim 'polemizuje' trzeba podziwić bo normalny człowiek albo by go za gardło złapał albo normalnie sobie wyszedł. UNBELIEVABLE jak niektórzy potrafią kłamać, manipulować i truć. O Kaczyńskim, o PiS'ie, o Mediach itd, itd. JA PI***OLE! Sorki ale poprostu ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah

    A to mi miło mi :)

    Popatrzyłem sobie na tego Bratkowskiego na YouTube.
    I mam refleksję, cóż poradzić, optymistyczną. Jeśli oni na pierwszy front wysyłają taki garnitur, to ich statek tonie. Jednak do wyborów jeszcze kilka miesięcy i nie wiadomo, czy te bratkowskie to nie jest tylko taka forpoczta rzucona na pożarcie, działa najcięższe czekają na wytoczenie. Co to za działa, jestem ciekaw? Bo Kuce, Wajdy, Palikoty i Niesioły to już zbyt prymitywne i przewidywalne. Bratkowscy, nałęcze i lityńskie mamy na załączonym obrazku. Nowaku i reszta, szkoda gadać.

    I jeszcze jedna refleksja: to tworzenie obrazów faszystowskiego wroga, cała ta retoryka, to żywcem wzięte z historii sowieckiej propagandy (tak, Orjanie, niedaleko pada jajko). I teraz jeszcze nachalnie narzuca się obrazek słynnego uścisku premierów z 10.04.
    I ten Turowski, i to całe upokorzenie, które znosimy od roku.

    Więc jak można nie zgodzić się z tezą o rosyjsko-niemieckim kondominium?

    Ale KGB (czy jak to tam się teraz nazywa) widzi tych bratkowskich i nowaków, to dno i przygotowują plan B. Z której więc strony nas teraz podejdą? Myślę, że poznamy odpowiedź najdalej w ciągu miesiąca.

    A nazwiska Twojego ów honorowy (he,he) przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich nie podał może też i z takiego powodu, że dostrzegł pióro nieporównywalnie bardziej lotne od piór swoich kolegów ze stowarzyszenia i zwyczajnie nie chce robić Ci reklamy, jako człowiek było nie było piszący rozumie, że tu już nie ma żartów. Do tej pory myślał biedaczysko, że mistrzem po przeciwnej stronie jest Lisicki.

    OdpowiedzUsuń
  13. @toyah

    Podjąłeś się karkołomnego zadania dociekania źródeł zwawirowań osobowości Stefana Bratkowskiego.
    Twój tekst czyta sie niczym bibułę - choć na razie jeszcze SB (Stefan Bratkowski) nie ściga "wrogów ustroju".
    Obchodzisz obiekt wokoło, z dołu i z góry, z ukosa, z bliska i daleka, ze szkiełkiem w oku i lupą w ręku.

    I nic. Ciekawie napisane studium, ale Bratkowski wymyka się rozsądnemu rozumieniu. Może za mały to człek, żeby go zobaczyć? Może jego postać to w gruncie rzeczy egzystencjalna pustka? Niewarta badań i zachodu?

    Od 1989 r. Bratkowskiemu niejednokrotnie wszyscy (czytaj: ludzie o poglądach prawicowych) i wszystko kojarzyło sie z faszyzmem i wodzem III Rzeszy. Nie skąpił takich porównań Cejrowskiemu, Chrzanowskiemu, Olszewskiemu i innym. Nawet CBA pod kierownictwem Michała Kamińskiego potrafił zdemaskować jako urząd podobny do hitlerowskiej policji politycznej.

    Bratkowski był jednym z pierwszych, którzy tuż po katastrofie smoleńskiej przestraszyli się "wybuchu współczucia" i tłumu na Krakowskim Przedmieściu. Grzmiał w pierwszej linii przeciwników pochówku na Wawelu obok Wajdy i Hartmana.

    Lubi cytować Dedeciusa. W jednym z felietonów dał takie z niego wyimki:
    - „język wnosi pokój lub niepokój w społeczeństwo”
    - „społeczeństwo jest pudłem rezonansowym języka”.

    Wszystko na to wskazuje, że swoimi wypowiedziami Bratkowski chce wnieść niepokój w społeczeństwo i liczy na szeroki rezonans.

    Przeliczy się.
    Za mały jest, zbyt zacietrzewiony.
    Przelicytował.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. @adthelad
    Właśnie tu jest sedno problemu. Moi dziadkowie nie patrzyliby jak im ręce opadają, tylko wzruszyliby i powiedzieli: 'Co się dziwisz? Popatrz na niego'.
    A my próbujemy mieszać w czymś, co już jest dawno pomieszane.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Kozik
    No tak. tyle że nie rozumiem czemu no nie mógł powiedzieć czegoś w stylu: 'Nie wymienię jego nazwiska, bo na to nie zasługuje'. Albo jakoś tak. Inna sprawa, że wtedy by musiał przyznać, że ja istnieję. Choćby bez twarzy. Bez nazwiska. Ale istnieję. I to by było pocieszające. Świadomość, że moje istnienie go kłuje. Strasznie.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Kazef
    No wiesz. Aż tak dobrze nie jest. Zgubiłem Twój mail. Napisz do mnie, to Ci powiem coś ciekawego. Przepraszam wszystkich, ale nawet ten blog na swoje ograniczenia.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah i Wszyscy
    Ledwie parę dni mnie nie było, a tu dziewięć wpisów czeka do przeczytania i Bóg wie ile komentarzy. Jakby powiedziała jakaś krewna Bratkowskiego czy Kuczyńskiego - "cafnę się w przód" o te 9 miejsc i wrócę.
    Tylko się chciałam przywitać.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Marylka
    Dziewięć! Jezus Maria! Nie wiedziałem, że mnie aż tak nosi.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Toyah
    Oj, naczytałam się. Wielką moc mają Twoje słowa, jeśli zlatują się na ich dźwięk wzburzone duszyczki, którymi nic z tamtych strasznych rzeczy dotąd nie potrafiło nawet odrobinę wstrząsnąć. I pouczają, że duży krzyż, jak ten na Krakowskim Przedmieściu, jest gorszy od małego, najlepiej ukrytego pod koszulą, żeby nie było ostentacji. To ci sami, których gorszy widok Męki Pańskiej w filmie Gibsona, bo taka krwawa, że psuje apetyt przy kolacji przed telewizorem. I taka ostentacyjna.
    A Bratkowski, cóż. Jedna z uwiędłych sław dziennikarskich. Brakuje im żołnierzy, oj brakuje! I język tych, których wywlekają z rezerwy na front, też nieświeży. Jak słusznie tu inni zauważyli, wciąż czerpią obelgi z arsenału sowieckiego.
    Dręczy mnie takie pytanie. Dlaczego do żadnego z programów publicystycznych w telewizji nie zaproszą jednocześnie np. Bratkowskiego, Kuczyńskiego, Lityńskiego i Michnika? Ja też jestem wrażliwa na urodę i głos, i dlatego bardzo bym chciała popatrzeć na takie widowisko.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Marylka
    Wszystkich jednocześnie? No tak. To byłaby prawdziwa klasyka. Inna sprawa, że ja Michnika nie zniósłbym nawet jako żartu.

    OdpowiedzUsuń
  21. Toyahu


    Świetny tekst, jak zawsze.

    Jak się patrzy na tych utrwalaczy władzy ludowo- różowej, to się flaki przewracają.



    Pozdr.
    -------------------
    GW nie kupuję.
    TVN nie oglądam.
    TOK FM nie słucham.
    Na Rysiów, Zbysiów i Mira nie głosuję.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Przemo
    Dziękuję. Bądź zdrów.

    OdpowiedzUsuń
  23. stary temat, przereklamowany, jak te wszystkie dowcipy, lubię, nie lubię...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.