niedziela, 12 lutego 2012

O trefnej ofierze w koszernym kanale

Jak już tu parokrotnie podkreślałem, współczesne polskie kino interesuje mnie dokładnie tak samo jak współczesna polska literatura, czy współczesna polska rozrywka, a więc w ogóle. Zero. Kiedy się dowiaduję, że oto na ekrany kin wchodzi film, który stanowi najzabawniejszą komedię od czasu nawet nie „Testosteronu”, ale „Samych swoich”, wzruszam ramionami. Kiedy czytam, że oto reżyser słynnego „Dnia świra” nakręcił film jeszcze lepszy i jeszcze mądrzejszy od tamtego, wiem, że on prawdopodobnie nakręcił film od oryginału – co wydawałoby się niemożliwe – jeszcze gorszy i jeszcze głupszy, i to wcale nie dlatego, że tamten był taki wybitny, ale dlatego, że zło i głupota mają to do siebie, że się lubią wzajemnie napędzać. I stamtąd już dobrego wyjścia nie ma.
Ale jest jeszcze gorzej. Kiedy słyszę, że nasi faktycznie najwybitniejsi artyści kina, czyli Andrzej Wajda czy Agnieszka Holland, pracują nad nowym filmem, dzięki któremu, on powtórzy artystyczny sukces „Brzeziny”, a ona „Aktorów prowincjonalnych”, wiem, że to nieprawda. To znaczy, prawdą jest być może to, że pracują, natomiast nie ma takiej możliwości, by oni powtórzyli jakikolwiek swój wcześniejszy sukces. Z tej to mianowicie prostej przyczyny, że oni od lat już nie są artystami, lecz wyłącznie emisariuszami wielkich politycznych interesów w sferze tzw. kultury. A więc ludźmi, którym talent i artystyczna wyobraźnia nie są do niczego potrzebne, bo każdy swój ruch i każdą swoją myśl mają starannie zaprojektowane w jakimś tam ichniejszym ministerstwie planowania. Konsekwentnie więc, kiedy przeczytałem kilka poważnych recenzji najnowszego filmu Agnieszki Holland „Ciemność”, z których wszystkie jednym głosem ogłosiły, że oto powstał film znacznie lepszy zarówno od „Pianisty” Polańskiego, jak i „Listy Schindlera” Spielberga, wiedziałem, że to musi być jakaś gigantyczna bzdura. Agnieszka Holland nie jest w stanie, nie dość, że nakręcić filmu lepszego od tamtych dwóch, to nawet filmu dobrego. A to z wyżej przedstawionego względu – Spielberg i Polański, co by o nich nie mówić, to jednak artyści, natomiast Holland jest dziś wyłącznie człowiekiem do wynajęcia i politycznym celebrytą. Trochę tak, jak, przy całym szacunku, zmarła niedawno Wisława Szymborska.
Nie poszedłem więc do kina na najnowszy film Agnieszki Holland. Ryzyko, że cała ta eskapada skończy się tak, że ja po kilkunastu minutach będę musiał wyjść z kina, i w ten sposób stracę swoje 20 złotych, było zbyt pewne, a poza tym ja – już nawet choćby z tych entuzjastycznych recenzji – wiedziałem, co tam na mnie czeka. Mianowicie opowieść o tym, jak to pewien lwowski kanalarz, cynicznie, z rządzy zysku i za ciężkie pieniądze, opiekował się grupą kilkunastu Żydów, ukrywających się przed Niemcami w kanałach, ale przez ten swój kontakt z ludzkim nieszczęściem, przeżył oczyszczenie, i ostatecznie postanowił, że on od nich nie będzie brał pieniędzy i będzie ich chronił za darmo. Ale nie tylko o tym. Opowieść bowiem też o tym, jak to pewien Polak udowodnił sobie i światu, że człowiek swoją wielkość nosi w sobie, i to wbrew wychowaniu, wbrew środowisku, i wbrew kulturowej determinacji. Jak to niejaki Socha – Polak i katolik – pokazał sobie i nam, że są wartości większe niż wiara, ojczyzna i służba narodowemu dziedzictwu. Że można osiągnąć zbawienie, nawet gdy się jest już tylko tym jedynym sprawiedliwym. Ja nie muszę słuchać co mi ma do powiedzenia Agnieszka Holland, by umieć ocenić prawdziwość tej historii.
Muszę jednak przyznać, że w zdarzeniu tak właśnie pokazanym jest coś co może uwieść. Bo czyż nie jest tak, że powinniśmy pomagać ludziom z dobroci serca, a nie dla własnej korzyści? Czy może to nieprawda, że wystarczy choć odrobina tej dobroci, choćby jeden jej podmuch, by człowiek stał się lepszy. Czy wreszcie nie jest czymś oczywistym, że ów Socha, lwowski kanalarz, źle robił, chroniąc tych Żydów, bo widział w tym swój interes, natomiast postąpił dobrze, chroniąc ich, kiedy tego interesu już nie było? No i najważniejsze – czy to jednak nie szlachetne ze strony Agnieszki Holland, Żydówki i osoby, dla której polskość nie przedstawia przecież większej wartości, że ona postanowiła spopularyzować w świecie postać dobrego i szlachetnego Polaka? Nawet jeśli on tę swoją dobroć i szlachetność otrzymał niejako w darze od znajdujących się na jego łasce i niełasce Żydów? Przecież tu naprawdę jedyne co nas może jeszcze interesować, to to, czy ten film jest zwyczajnie dobrze nakręcony i zagrany.
Otóż nie. Sprawa wygląda zupełnie inaczej. A ja to wiem, bo naprawdę bardzo się postarałem, by poznać historię przedstawioną w filmie „Ciemność” z relacji o wiele bardziej bezpośrednich, niż tej, jaka mi została dostarczona przez reżimową reżyser i zaprzyjaźnionych z nią recenzentów. Przeczytałem mianowicie książkę autorstwa Roberta Marshalla „W kanałach Lwowa”, na podstawie której to podobno Holland nakręciła swój film, ale też wysłuchałem niemal półgodzinnej relacji Krystyny Chigier, dziś już jedynej żyjącej bohaterki tamtych czasów, gdzie ona przedstawia to co wie i pamięta. I jeśli dziś zestawiam te dwie opowieści i to, co słyszę o filmie Holland od osob, które zaryzykowały i ten bilet jednak kupiły, to wniosek nasuwa mi się jeden. Ona miała temat wielki – można powiedzieć, że największy – i go najbezczelniej w świecie zmarnowała, wyłącznie dlatego, że jej interes, a interes prawdy, to są dwa zupełnie inne interesy. Ciekawe jest też to, że nawet w nocie z tyłu okładki wspomnianej książki Marshalla jest napisane, że Socha z początku pomagał żydowskim rodzinom „cynicznie” i „z rządzy zysku”, podczas gdy prawda jest taka – i, co ciekawe, ona w książce jest przedstawiona jednoznacznie – że on najpierw im pomagał niemal całkowicie za darmo, wręcz ofiarując im swój czas, zdrowie, siły i wreszcie życie, natomiast pod koniec, dodatkowo jeszcze – oprócz tego wszystkiego –zwyczajnie ich utrzymywał za swoje ciężko w najcięższych czasach zarobione pieniądze. W tej książce jest to przedstawione wyraźnie jak byk, z buchalteryjną wręcz precyzją, i to samo też zaświadcza we wspomnianym dokumencie Krystyna Chigier.
Jak więc było? Otóż Socha miał w pewnym momencie na utrzymaniu 21 osób i przez 14 miesięcy, za pieniądze, które najpierw dostawał od nich, a później swoje własne, kupował im żywność, i tę żywność przynosił im niemal w zębach. A należy pamiętać, że to nie było tak, ze on szedł do sklepu, kupował co trzeba, pakował towar do reklamówek, i całość dostarczał na miejsce. W ten sposób ów proceder, owszem, przedstawia w swoim filmie Holland. Jednak tu była okupacja. W rzeczywistości było dużo, dużo trudniej. To była nędza, pieniądz praktycznie nie istniał, większość handlu odbywała się w drodze wymiany, lub handlu całkowicie pokątnego, a na każdym rogu stał jakiś Niemiec. To była okupacja, i nie było tak, że Socha zachodził do sklepu i kupował towar dla ponad dwudziestu osób za pieniądze, których sam nie był w stanie zarobić, i niczym nie ryzykował. Dostarczanie przez ponad rok pożywienia dla tylu ludzi, w dodatku ludzi, których, w ówczesnej sytuacji, utrzymywanie przy życiu było aktem całkowicie nielegalnym, a wręcz kryminalnym, równało się szaleństwu. W swojej książce, Robert Marshall przedstawia bardzo solidne, boi żydowskie, wyliczenia, pokazujące, jakie tam wchodziły w grę pieniądze. Socha, jako kanalarz, mógł zarabiać około 150 zł. miesięcznie. Od Chigiera dostawał dziennie 500 zł., a więc możnaby było sądzić, że dziennie on i jego dwaj koledzy, z którymi działał na rzecz ukrywających się Żydów, otrzymywali wysokość swoich miesięcznych zarobków. Jednak wedle szacunków przedstawionych przez dr. Bullena z Imperial War Museum w Londynie, uwzględniających polityczne i gospodarcze realia okupowanego Lwowa, w ostatecznym rozrachunku, on i obaj koledzy kanalarze, na tym „biznesie” mogli zarobić nie więcej niż bochenek chleba dziennie.
A teraz rzućmy okiem, jak owo dostarczanie pożywienia wyglądało. Marshall opisuje je tak:
Socha zajmował się oficjalnie utrzymywaniem w dobrym stanie lwowskich kanałów Kowalow, który był jego przełożonym, sprawdzał ich stan z ulicy. Do włazu spuszczano mała lampę naftową z przyczepionym do niej lusterkiem, dzięki któremu można było z góry obserwować płomień. Jeśli stał się on niebieski, oznaczało to, że kanałach pojawił się metan i należy zachować ostrożność. Następnie do kanału schodził Stefek Wróblewski i czekał, aż koledzy podadzą mu torby, w których znajdował się chleb i ziemniaki”. Sam Chigier tak opisywał przybycie Sochy i pozostałych:„Słyszeliśmy, jak zaczynają pełznąć w wodzie i błocie, na pół godziny przed ich przybyciem. Przeciskali się kilometr rurą o grubości czterdziestu centymetrów, trzymając torby pod pachą i lampy w zębach. Kiedy w końcu pojawiali się u nas, byli zziajani i wyczerpani”.
W swojej wypowiedzi dla TVP, Krystyna Chigier opowiada, że kiedy Socha wychodził z domu do pracy, jego żona przygotowywała mu kanapki. I on przychodził do nich z tymi kanapkami i każdą z nich zawsze dzielił na pół, by podzielić się z ukrywającymi się w kanałach dziećmi. Dziś pani Chigier mówi, że ona do dziś pamięta smak tamtych kanapek. Ale mówi coś jeszcze. Otóż, jak sobie można wyobrazić, w tych kanałach wszędzie żerowały wszy i wszelkie inne robactwo. I Socha regularnie zabierał od ukrywających się tam Żydów brudne, zawszone i zarobaczone ubranie, pakował je do worków, następnie w zębach wynosił je na zewnątrz, zanosił do domu, gdzie jego żona wszystko wygotowywała, prała i suszyła, a następnie Socha wkładał to z powrotem do worków i, znów w zębach, „swoim”, jak ich nazywał, Żydom, odnosił. I to wszystko za wspomniany wcześniej bochenek chleba.
Czy on to może robił ze złością? Czy on może narzekał na swój los? Czy może on dawał Żydom odczuć, że przez nich musi się męczyć. Wedle relacji Krystyny Chigier – nigdy. On zawsze był radosny i uśmiechnięty. Ona wciąż wspomina ten jego uśmiech, te białe zęby i tę radość. Natomiast Marshall pisze o jednym przypadku, kiedy Socha wpadł w marny nastrój. Otóż któregoś dnia Żydzi postanowili mu powiedzieć, że to co oni za swoje pieniądze dostają, to za mało. Że warunki, w jakich oni muszą żyć, są niedobre, żarcie złe, i że, ogólnie rzecz biorąc, oni nie dostają tego, za co płacą. To wtedy zobaczyli przed sobą Sochę, wcześniej „zawsze uśmiechniętego, przynoszącego im spokój i nadzieję”, po raz pierwszy i jedyny, „pełnego goryczy i wzruszonego do łez”. I, jak pisze Marshall, to od tego czasu można było zauważyć, że Socha stracił dla tego co robił entuzjazm. A mimo to, swoje zadanie wypełnił do końca. Zawsze z tym uśmiechem i radością.
W końcu przyszedł dzień, kiedy skończyły się pieniądze. I wiadomo było, że jeśli Socha i jego koledzy kanalarze mają dalej robić to co robią, to już tylko na własny koszt i na własne ryzyko. I to właśnie wtedy, Socha zaczął sam utrzymywać ukrywających się w kanale Żydów. Od tego momentu on tam przychodził już nie za darmo, ale w istocie za ciężkie pieniądze i ciężkie ryzyko. Tyle że jedno i drugie swoje! Swojej żony i swoich dzieci!!! Ale mamy coś jeszcze. Otóż, wedle relacji Marshalla, kiedy obaj jego koledzy zostawili go samego, po paru dniach, najpierw jeden, a potem też drugi, pojawili się znowu. I Sosze pomagali. Nawet bez obietnicy tego marnego bochenka.
Co z tego mamy w filmie Agnieszki Holland? Jak mówię, ja go nie widziałem i oglądać nie zamierzam, natomiast rozmawiałem z ludźmi, którzy, owszem, widzieli, więc wiedzą. I z wszystkich relacji jakie udało mi się zebrać – i to bez względu na to, czy to od osób, którym się film podobał, czy którzy uważają go za byle jaki – wynika, że z tego co zostało przedstawione wyżej, nie ma praktycznie niczego. Jest oczywiście Socha, są Żydzi, którym on pomaga, natomiast ile razy pytałem o to, czy o tamto, dowiadywałem się, że nie – tego akurat nie ma. Natomiast, owszem, tam co kilka minut ktoś się z kimś jak najbardziej – a jakże! – pieprzy, a z nad kanału nieustannie – a jakże! – słychać odgłosy Mszy Świętej akurat odprawianej w kościele, który, tak się złożyło, stał sobie nad tym kanałem.
To akurat też jest typowe. Krystyna Chigier, owszem, wspomina o tym, że nad nimi był kościół, natomiast ani jednym słowem nie skarży się, że oni musieli słuchać kościelnych pieśni. Jedyne odgłosy, jakie relacjonuje, to głosy bawiących się dzieci i ciągle zapewnienia Sochy, że i ona któregoś dnia będzie się mogła z nimi bawić. Oczywiście, Agnieszce Holland te dzieci są do niczego potrzebne. Natomiast ona musi mieć ten kościół. Jako symbol, ale przede wszystkim efekt. I to jest bardzo typowe. Przede wszystkim to, że z tak pięknej historii, nie zostało praktycznie nic. Że ona, w jakże typowy sposób, wszystko od początku do końca zmarnowała. Ale coś jeszcze. Że to najprawdopodobniej było przez Holland zamierzone. Jej akurat, prawdziwa historia Leopolda Sochy i jego dwóch kolegów, lwowskich kanalarzy, ani tak naprawdę nie zainteresowała, ani też zainteresować nie mogła. W końcu ani to jej życie, ani jej biznes. Dla niej, ciekawe i inspirujące w niej było tylko to co mogło służyć jej antypolskim wyobrażeniom. No i oczywiście ten seks. Gdyby ktoś się znudził.

Jeśli komuś ten tekst dał odrobinę satysfakcji, bardzo proszę wpłacić mi na podany obok numer konta cokolwiek. Będę wdzięczny. Poza tym, przypominam, że jest też do kupienia książka ze starymi felietonami z tego bloga. Wcale nie doraźnymi, które dziś nie mają żadnego znaczenia. Wybór był tak zrobiony, by, nawet po latach, każdy kto je czyta, miał z nich odpowiednią porcję satysfakcji. Zachęcam. Książka jest do kupienia tuż obok, na blogu. A poza tym, w Poznaniu, w Warszawie, i w Katowicach – odpowiednio u Karmelitów na ulicy Działowej, w Alei KEN w sklepie Foto-Mag i na ulicy 3 maja w księgarni „Wolne Słowo”. Dziękuję.

25 komentarzy:

  1. Ja rowniez filmu nie widzialam (jeszcze nie mialam mozliwosci), ogladalam natomiast wypowiedz Dziewczynki w Zielonym Sweterku i, o ile dobrze pamietam, ona film widziala i nie wyrazila zdziwienia ta realizacja. Dlaczego?
    Blondynka

    OdpowiedzUsuń
  2. @Blondynka
    "O ile dobrze pamiętasz"? To w końcu, jak to jest? Pamiętasz, czy nie pamiętasz?
    No i sprawa podstawowa. Skąd ja mam wiedzieć, dlaczego Chigier nie zdziwiła się filmem Holland? Może z tych samych powodów, co ja. A może z jakichś innych. Nie oszukuj się. To że jesteś blondynką, wszystkiego nie usprawiedliwia.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Zawsze podziwiam z zazdrością, jak Anglicy czy Amerykanie pieczołowicie, wiernie (a niekiedy aż ckliwie), robią filmy o swoich bohaterach. A że im tego bohaterstwa wciąż widocznie mało, tworzą fikcyjne historie o bohaterstwie. I tam aż się roi od scen, które się nawet nie umywają do tego, co wiemy o naszych bohaterach. Polska historia, dalsza i bliższa, to niewyczerpane źródło dla literatury i filmu. Tylko jak tego się tknie filmowiec, z prawdy zostaje co najwyżej trochę seksu, o którym wprawdzie w źródłach nic nie ma, no ale wiadomo, że to robią wszyscy i w filmie powinien on zająć odpowiedni procent czasu.
    Po tym co napisałeś, i obejrzeniu zalinkowanego przez Ciebie dokumentu, muszę to powiedzieć: Holland to wstrętny kurwiszon.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Blondie

    Jako człowiek z natury zły i podejrzliwy, sądzę, że pani Krystyna pewnie coś podpisała i wzięła jakieś pieniądze, a teraz o tym filmie może, w myśl kontraktu, mówić jak o zmarłym, albo dobrze, albo wcale. Bo jeśli czyjeś wspomnienia jawnie się chce wykorzystać do szerzenia kłamstwa, to warto się jakoś z ich autorem wcześniej dogadać, albo chociaż z jego strony zabezpieczyć. Więc stawiam na pieniądze. Może być?

    OdpowiedzUsuń
  5. @Marylka
    Nie ona jedna. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
  6. @redpill:
    Dzieki za wyjasnienie! Wciaz zapominam, ze pieniadze sporo tlumacza.

    @toyah:
    I kto to mowi o zapominaniu!

    Blondynka

    OdpowiedzUsuń
  7. @Blondynka
    Ależ ja nie mam do Ciebie pretensji o to, że czegoś nie pamiętasz. Ja mam z Tobą taki problem, że Tu operujesz na poziomie. gdzie nie jest ważne, co się mówi, ale jak. A ja ten typ uniwersyteckiej retoryki bardzo źle znoszę.

    OdpowiedzUsuń
  8. @redpill
    Nie musi chodzić o pieniądze. Ludzie często (jeśli nie zawsze) plują sobie w brodę, że się przyłożyli do powstania jakiegoś filmu, ale walka z filmowcami jest ponad siły normalnego człowieka. Przede wszystkim normalny człowiek nie przebije się przez media. Sama miałam z czymś takim do czynienia.
    Jedyną, która zawalczyła serio, była śp. Anna Walentynowicz.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Marylka

    Albo była na liście płac i wtedy sprawa jest prosta, albo nie była i wtedy można szukać innych wyjaśnień. Moim zdaniem przed zrobieniem filmu zapłacili jej za użycie wizerunku i wspomnień, musiała podpisać kontrakt, więc teraz nie może się wycofać. Tak się robi w tej branży, to podstawówka.

    OdpowiedzUsuń
  10. @toyah:
    zapewniam, ze zarowno to CO mowie jak i to JAK jest dla mnie wazne (kolejnosc nieprzypadkowa)
    Myslalam, ze tym co pisza blogi, zalezy aby ci co je czytaja wyrazili swoja opinie. Mylilam sie. Za cale cierpienie jakie sprawilam przepraszam. Z komentarzy znikam ale pewnie od czasu do czasu cos tu poczytam
    Blondynka

    OdpowiedzUsuń
  11. @Blondynka
    Owszem. Zależy. Jak natomiast idzie o Ciebie, nie przypominam sobie, byś wyraziła opinię. Jakąkolwiek. Choćby raz. I oto poszło. Właśnie o to.

    OdpowiedzUsuń
  12. @toyah

    Jestem w podobnej do Ciebie sytuacji, tzn. filmu nie widziałam i oglądać nie mam zamiaru głównie dlatego, że dla mnie wszystkie filmy Holland to straszne nudziarstwa.
    A jeżeli występuje połączenie Holland i temat żydowski, to w zasadzie wiadomo, czego można się spodziewać. Żydzi zawsze są ci dobrzy i prześladowani (nie wiadomo przez kogo bardziej, czy przez bezosobowych i bezpaństwowych nazistów, czy przez Polaków- antysemitów). Jak już się znajdą jacyś Polacy, którzy Żydom pomagają, to nigdy nie robią tego z odruchu serca, ale wyłącznie z żądzy zysku. Z tego, co piszesz, ten znany schemat jest w filmie podtrzymany. A to, że prawda dla tej kobiety się nie liczy, wiemy wszyscy doskonale.
    No i jeszcze ten seks. Wszyscy, którzy widzieli film, są zniesmaczeni taką potężną dawką seksu w brudzie i smrodzie. Nie wiadomo dokładnie, czemu to służy.
    A najgorsze jest to, że szkoły już się szykują, żeby zabierać dzieci na film "oskarowy".

    OdpowiedzUsuń
  13. @Marion
    Jak to, czemu to służy? Zawsze temu samemu. Zwiększeniu frekwencji.

    OdpowiedzUsuń
  14. @toyah

    Nie wierzę we frekwencję, oglądalność, klikalność jako cele pokazywania obsceny i patologii. Bardziej mi tu pasuje deprawacja.

    OdpowiedzUsuń
  15. Film nakręcony przez Żydów, o Żydach, dla Żydów i trochę też dla gojów. Ciekawe, ze recenzje w Internecie były zróżnicowane, inaczej niż w przypadku np. Oporu (laurki dla bandytów Bielskich). Współczuć należy tym, co poszli do kina.

    OdpowiedzUsuń
  16. @redpill
    Przyznaję, że zbyt szybko zrzuciłem to na frekwencję. Chyba masz rację.

    OdpowiedzUsuń
  17. @toyah

    Kto normalny chce oglądać seks w kanałach?

    OdpowiedzUsuń
  18. @Marion
    Chciałem powiedzieć, że młodzież, ale sam przecież tu niedawno pisałem, że ona seks ma w nosie. Może więc to jest dla znajomych Agnieszki Holland. Może oni lubią sobie popatrzeć?
    Nie. Redpill ma rację. To jest zwykła deprawacja. Ot tak.

    OdpowiedzUsuń
  19. @toyah

    Masz rację, części młodzieży seks nie interesuje, a jak kogoś interesuje, to w sieci znajdzie dziesięć razy ciekawsze kawałki.

    Moim zdaniem to jest czysty nihilizm. Chodzi o pokazanie ludzkiego zbydlęcenia. Jedni koncentrują się na przetrwaniu i kopulowaniu, a drudzy chcą zarobić na ich nieszczęściu. W tym świecie nie ma żadnych wyższych uczuć ani wartości.
    W zasadzie ciekawi mnie tylko jedno, czy Socha bądź jego koledzy też uprawiają seks z jakąś młodą Żydówką?

    OdpowiedzUsuń
  20. @Marion
    Z tego co wiem, do tego się jednak nie posunęła.

    OdpowiedzUsuń
  21. @toyah

    No to mnie zaskoczyłeś. Obstawiałam, że jakaś śliczna dziewczyna z kanałów wpadła mu w oko i nie omieszkał wykorzystać sytuacji. To by było w stylu Holland.
    A tu jednak jakieś hamulce zadziałały. Może za względu na panią, która jest naocznym świadkiem tamtych wydarzeń.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Marion
    Ja myślę, że dla niej zrobienie z Sochy cynicznego chytruska było głównym zadaniem. Ten seks by ją tylko uniewiarygodnił. Nawet gdyby tłumaczyła, że chciała go w ten sposób uczłowieczyć.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Toyah

    To co nieco, co widziałem pani Holland, to zazwyczaj pokraczna polskość, a z drugiej strony często tragiczne, bohaterskie żydostwo.

    Ona nie celuje w polskiego widza, tylko we władców szołbiznesu, czyli panów Goldwinów, Mayerów i ich współbratymców.

    OdpowiedzUsuń
  24. @toyah (6:29)
    Nie zgadzam się z tobą, że Krystyna Chigier chciałaby coś takiego zrobić. Ze wspomnianego przez ciebie filmu (wypowiedzi K Ch) wynika, że w dla niej Socha pozostał aniołem.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Gall
    A co ja napisałem, że Chigier chciała zrobić?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.