Z woleja w brzuch, czyli jak się gra w lidze sopockiej

Poniższy tekst powstał na zamówienie naszego kumpla Kozika, w oparciu o pewną dużo wcześniejszą – bo jeszcze sprzed dwóch lat – refleksję. Piszę „w oparciu”, ale to nie do końca jest prawda. On jest w dużym stopniu powtórzeniem tego, co już zostało powiedziane przed laty. Jednak ponieważ czas, który minął, wymaga pewnych uzupełnień, przedstawiam go tu w tej właśnie formie. Po co? Dlaczego? Po to, żeby dać Wam coś porządnego do czytania na ten weekend, i żeby to coś miało odpowiednią moc. A dlatego, że to jest, moim zdaniem naprawdę dobry tekst – kto wie, czy nie jeden z lepszych tutaj – a wiem, że wielu z tych co dziś łaskawie zaglądają do tego bloga, tamtych refleksji nie miała okazji czytać. I gdyby tak miało zostać, to by była jakaś strata.
Jest jeszcze tak, że on się ukazał wczoraj w Warszawskiej Gazecie i dostałem za niego sto złotych. Pomyślałem więc przy okazji sobie, że może on się komuś jeszcze spodoba i uda mi się jeszcze na nim trochę pociągnąć, tak by przeżyć kolejnych parę dni. Bardzo więc proszę o uprzejme wsparcie na podany obok numer konta. Przy okazji z przyjemnością informuję wszystkich zainteresowanych, że Warszawska Gazeta się rozwija i wydaje już swoje lokalne wersje w Lublinie, jako Lubelska Gazeta, i od wczoraj w Katowicach, jako Śląska Gazeta. Nie „Nowa Gazeta Śląska” – bo to jest zwykły gorzelikowy syf – ale zwyczajnie Śląska Gazeta. Polecam. To tylko 2 zł.
Ale do rzeczy. Sprawa jest z jednej strony bardzo świeża, a z drugiej już mocno zakurzona. Co w niej świeżego? Oczywiście to, co miało miejsce zaledwie parę dni temu, kiedy to podczas debaty nad odwołaniem minister Ewy Kopacz, po jak najbardziej merytorycznym wystąpieniu Bolesława Piechy, w czasie którego, ten w jednym, wrzuconym zupełnie na marginesie całej wypowiedzi zdaniu, wspomniał coś o kobietach, które, wybierając samochód kierują się kolorem, Donald Tusk wdrapał się na mównicę i powiedział co następuje:
„Treść wniosku Piechy udająca merytoryczną, skłoniła mnie, do zabrania głosu. Po pierwsze gratuluje posłowi wyczucia. Dzień Matki to jest idealny dzień, by sugerować, że kobiety kupują samochody, kierując się tylko ich kolorem. Szczególny to takt, kiedy poseł Piecha występuje z wnioskiem przeciwko minister zdrowia, która jest kobietą. Ale tego typu styl obowiązuje w ugrupowaniu, dla którego wrażliwość wobec kobiet jest przysłowiowa”.
Otóż to jest rzecz nowa. Zakurzone natomiast już bardzo jest to, że jak idzie o tak zwany szacunek dla kobiet i ewentualne przysłowia na ten temat, to Donaldowi Tuskowi najwyraźniej wszystko się we łbie poprzestawiało. Bo jeśli cokolwiek w tym dziwnym świecie jest pewne, to z całą pewnością to, że akurat w kwestii chamstwa, jeśli gdzieś należałoby szukać nauk w wymiarze modelowym, to w dwóch tylko miejscach – w Belwederze i w Urzędzie Rady Ministrów.
A zatem, skoro ktoś ma ochotę mówić o tak zwanym wyczuciu, to przede wszystkim powinien pomyśleć choćby o duńskich kaszalotach i babach przywiązywanych łańcuchem do stołu w kuchni, kiedy panowie udają się na polowanie. Albo ewentualnie, skoro już chce sobie żartować na temat przysłów, to powinien może coś wspomnieć o dwóch posłach Platformy Obywatelskiej, Węgrzynie i Czumie, jak siedzą na herbatce i oglądają na swoich komórkach kotłujące się lesbijki? Można by było pójść z tym wszystkim do Donalda Tuska, zapukać mu w to jego przysłowiowe już czoło, i powiedzieć mu, żeby się jednak opamiętał. No ale, jak wiemy, nie ma jak, a poza tym – nie bardzo też jest po co. Czasy ciężkie i nie ma co się znęcać nad człowiekiem cierpiącym.
Ponieważ jednak opisane sejmowe wydarzenie miało wartość jakoś tam inspirującą, chciałbym przypomnieć jeszcze jedno, a raczej dwa, jeszcze sprzed lat. Własnie a propos wspomnianego na początku kurzu. Otóż, jak może niektórzy z nas wciąż jeszcze pamiętają, pewnego dnia, Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister w Ministerstwie Pracy, urodziła dziecko i kiedy wróciła do pracy w Ministerstwie, dowiedziała się, że minister Fedak odebrała jej ”prowadzenie spraw dotyczących otwartych funduszy emerytalnych, żłobków, domów dziecka i rodzin zastępczych. 2 kwietnia wyszło zarządzenie ministra pracy określające nowy podział ról i obowiązków wiceministrów. Większą część jej obowiązków przejął wiceminister Marek Bucior. Chłoń-Domińczak pozostało koordynowanie działań dotyczących dyskryminacji zawodowej i społecznej, aktywizacja zawodowa ludzi po pięćdziesiątce, a także nadzór nad biblioteką”.
Jeśli ktoś sądzi, że z tej informacji najciekawsze było nazwisko wiceministra Buciora, myli się głęboko. Sprawa była bowiem interesująca w sposób znacznie bardziej wyjątkowy. Nie chodziło mianowicie wcale o Buciora, lecz w pierwszym rzędzie o ową Agnieszkę Chłoń- Domińczak. Ale żeby pojąć całą złożoność opisywanego zdarzenia, należy wrócić do czasów jeszcze bardziej zakurzonych. Otóż w listopadzie jeszcze poprzedniego roku, kiedy pani Domińczak była jeszcze w zaawansowanej ciąży, jej partia wydelegowała ją, żeby przez wiele godzin stała na mównicy, i w imieniu rządu odpowiadała posłom na pytania dotyczące emerytur pomostowych. Jak znam wrażliwość i desperację polityków Platformy Obywatelskiej, plan był taki, że oni każą jej, kobiecie w wyraźnej ciąży, by w ramach walki o uzyskanie lepszej pozycję w klubie, zapieprzała jak każdy posel z ambicjami, a ludzie, jak to ludzie, uznają, że kobieta jest dręczona przez pisowskie wieśniactwo i chamstwo.
W pewnym momencie, minister z Kancelarii Prezydenta, Andrzej Duda, zwrócił uwagę Premierowi, że zmuszanie kobiety z brzuchem do wielogodzinnego wysiłku, tylko po to, żeby uzyskać trochę punktów w sondażach, jest zdecydowanie podłe. I wtedy – jak niektórzy może już sobie przypominają – rozpętało się piekło. Pierwsza zaprotestowała sama pani minister, informując wszystkich, że ona się czuje bardzo dobrze, że już wcześniej dwukrotnie była w ciąży, że dla niej ciąża to chleb powszedni, a Duda to cham i ona nie życzy sobie z jego strony żadnych uwag. Za wypowiedzią Domińczak, ruszył najpierw atak polityczny, potem medialny, i w efekcie zrobił się taki rejwach, ze Duda musiał kobietę przeprosić, a i tak, jeszcze przez całe tygodnie, Platforma Obywatelska i reżimowe media znęcały się nad Dudą za jego zbydlęcenie, a nad wówczas jeszcze zaledwie szykowanym przez System do owego fatalnego lotu. prezydentem Kaczyńskim, że trzyma u siebie taką hołotę.
Oczywiście, pojawiały się – jak zwykłe w podobnych przypadkach – głosy rozsądku, gdzie całą aferę próbowano odpowiednio nazwać i przynajmniej w ten sposób potwierdzić pewne, znane jeszcze sprzed setek lat, standardy, zgodnie z którymi kobieta w ciąży jest w sposób naturalny traktowana z większym szacunkiem, niż człowiek bez żadnych zobowiązań. Generalnie jednak, atak szedł równy, nieprzerwany, i ostatecznie Duda – podobnie jak przed nim Irasiad, wieśmaki, Włoszczowa, Borubar i dziesiątki innych nazw i zdarzeń – dołączył do całej popkulturowej grupy pojęć wyznaczających zbiór, powszechnie określany, jako pisobolszewickie wieśniactwo.
Sprawa ministra Dudy była tym bardziej ciekawa i szokująca, że zdobyła swoją popularność właściwie krótko przed pojawieniem się w publicznej świadomości wspominanego wcześniej już tu posła Węgrzyna – człowieka, który publicznie zasugerował posłance PiS-u Marzenie Wrobel, żeby udała się do porno-klubu i „poćwiczyła na rurce”. Bo nie da się ukryć, że sytuacja, w której jeden polityk zostaje przez skorumpowane media wdeptany w ziemię tylko za to, że zwrócił uwagę na szczególną potrzebę szacunku wobec kobiety w ciąży, a taki sam polityk – tyle że ze wspieranej przez media partii – nie ponosi praktycznie jakichkolwiek konsekwencji swojego chamstwa, a wręcz przeciwnie – w sposób bardzo dyskretny, przez wielu komentatorów traktowany jest z sympatią, jest w sposób naturalny tak kuriozalna, że nawet szczególna natura projektu, który aktualnie rządzi naszym krajem, nie pozwala spokojnie obserwować tego, co się dzieje.
I oto, po kolejnych paru miesiącach, wszyscy mieliśmy się okazję dowiedzieć, że ta sama kobieta, która jeszcze kilka miesięcy temu, dała się w tak głupi sposób wykorzystać do walki z najbardziej łagodną i piękną tradycją, i wraz ze swoimi politycznymi przyjaciółmi tak fatalnie się zapisała w politycznej pamięci, zostaje bez jakiejkolwiek dyskusji przez tych swoich kumpli skreślona. A jej szefowa, minister Fedak, o której naprawdę nie trzeba wiedzieć już dokładnie nic, jeśli tylko mamy w pamięci to jedno ujęcie jeszcze z okresu, gdy Donald Tusk wygłaszał swoje expose, a ona siedziała w rządowym boksie i zachowywała się, jakby się najadła czegoś super egzotycznego, informuje świat, że niech się Domińczak tak nie unosi, bo jak już narodziła te dzieci, to powinna się nimi zajmować. Więc dziś też ja, oczywiście, bez najmniejszego kłopotu mógłbym się wdrapać na zwykły dla mnie poziom złośliwości i powiedzieć pani minister Domińczak, że skoro kiedyś sama tak sprytnie zauważyła, że ciąża to nie choroba, niech nie oczekuje teraz, że ktoś ją będzie traktował specjalnie, tylko dlatego, że urodziła kolejne dziecko.
Mógłbym też powiedzieć – już może bardziej politycznie – że nikt nie kazał pani minister wchodzić w biznesy z bandą ruskich buców, użyczając im na ich potrzeby swojego macierzyństwa, i wierzyć jednocześnie, że oni będą na tyle lojalni, żeby to jej poświęcenie kiedykolwiek docenić. Mógłbym w końcu zapytać – również bardzo złośliwie – czy, kiedy dziś pani minister Domińczak ogląda siebie na tak chętnie przed laty publikowanych w codziennych gazetach zdjęciach, gdzie – tak niezwykle ważna i przebojowa – stoi w Sejmie, a obok niej Tusk, Schetyna i Pawlak robią jej wodę z mózgu, czuje dumę, czy wstyd. Ale nic z tego. Bo tu nie o nią chodzi. Jak idzie o panią Domińczak, to ja mam jedno życzenie. Żeby jej dzieci były zdrowe i wyrosły na mądrych i dobrych Polaków. Tu sprawa rozgrywa się wokół czegoś znacznie ważniejszego. Jak zwykle chodzi o Polskę.
No i niestety, siłą rzeczy, o Donalda Tuska, który po tych wszystkich naszych wspólnych doświadczeniach ma czelność stawać na sejmowej trybunie i, choćby tylko potencjalnie, przed całym narodem pleść jakieś dyrdymały na temat Dnia Matki. On, którego cała dotychczasowa działalność, ale też i środowisko w jakim się obraca, każą podejrzewać, że gdyby nagle miało się okazać, że on swoją żonę przy każdej okazji leje po pysku za to, że mu nie wyprała skarpetek, nikomu nawet nie powinna się unieść ze zdziwienia brew. Po raz nie wiadomo już który, okazuje się bowiem, że Platforma Obywatelska to projekt i zbiór osób całkowicie przypadkowy. Przypadkowy w tym sensie, w jakim przypadkowe jest to, że ktoś na przykład szedł sobie ulicą, znalazł pięć złotych, za te pięć złotych kupił sobie ciastko, tym ciastkiem się zadławił i – jeszcze zanim się skończył cieszyć, jakiego to ma farta – umarł.
Dlaczego ta myśl o przypadkowości tego czegoś, naszła mnie najpierw akurat przy okazji pani Domińczak, a dziś przy okazji tego dzisiejszego szczególnego popisu bezhołowia w wykonaniu naszego premiera? Oczywiście, w dużym stopniu dlatego, że zawsze jest ta kropla, która przelewa czarę. I w tym wypadku, tą kroplą okazała się być ta właśnie jedna i druga historia. Ale chodzi też o coś innego. Otóż nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że gdyby to premier Kaczyński – którego dziś Donald Tusk ma czelność kojarzyć z przysłowiowym brakiem szacunku dla kobiet – został skonfrontowany z opisaną sytuacją, on by po prostu minister Fedak wywalił na zbity pysk, jeszcze zanim zdążyłaby powiedzieć te słowa o tym, czym się mają zajmować młode matki. Dlaczego by tak postąpił? Przede wszystkim wcale nie dlatego, że nie jest – w odróżnieniu od premiera Tuska – dupkiem, który nie umie podjąć decyzji, o ile Boni mu nie powie, że komputer i sondaże wyraziły zgodę. On by zareagował jak człowiek, właśnie dlatego, że jest człowiekiem i reprezentuje projekt, który jest oparty na najbardziej ludzkich zasadach, a prowadzony jest przez ludzi – owszem – ambitnych, czasem wyrachowanych, niekiedy bezwzględnych, ale ludzi, którzy chcą mieć władzę, po to żeby prowadzić politykę, a nie ‘robić’ w polityce po to, żeby mieć władzę.
Kiedy patrzę na naszą polityczną scenę, jak się na przestrzeni minionych dwudziestu lat rozwinęła, widzę oczywiście wielu bardzo zdolnych ludzi, z którymi w wielu wypadkach się nie zgadzałem, których w wielu wypadkach wręcz nie znosiłem, ale którzy – byłem o tym przekonany – robili dokładnie to, do czego zostali stworzeni. Ale też przez te wszystkie lata, musiałem się męczyć obecnością tych, którzy wprawdzie już szczęśliwie dawno zniknęli z publicznej świadomości, ale przez pewien czas naprawdę tu byli i naprawdę zachowywali się, jakby mieli tu już pozostać na zawsze. A w rzeczywistości byli niczym innym, jak tylko bandą zupełnie właśnie przypadkowych pasażerów na gapę. Ludzi bez jakichkolwiek talentów, jakichkolwiek pasji, jakiegokolwiek choćby osobistego, czy zbiorowego uroku. I dlatego przegrali. I dlatego właśnie już nigdy nie będziemy musieli oglądać tych ich strasznie mądrych min i wysłuchiwać ich niezwykle interesujących analiz i pouczeń. Bo – dokładnie tak jak to się dzieje w każdej innej dziedzinie życia – w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko to, co w sposób autentyczny było wielkie.
Jeśli idzie o mnie, to – owszem – każdy nowy dowód na nieuchronny koniec tego nieszczęścia, które nas dręczy od niemal już czterech lat, jest mi bardzo miły. Jednak jestem pewien, że w gruncie rzeczy żadne dowody nie są nam potrzebne. Na poziomie idei, wystarczy zauważyć, że jest pewien stopień szaleństwa, którego natura nie zniesie. Natomiast, jak idzie o fakty, wystarczy jeszcze raz zapoznać się z przypadkiem – niedawno mieliśmy okazję go sobie przypomnieć – Antoniego Mężydły, któremu jakiś czas temu – to też już tylko kurz – Jan Maria Rokita gotów był budować łuk tryumfalny, czy tej niemal tak samo już zakurzonej pani, która tak nieroztropnie zaszła w ciążę. No i dzisiejszego, zawsze świeżego – bo ruskie wynalazki nigdy nie przestają błyszczeć – Donalda Tuska.

Komentarze

  1. Ok sam mnie Pan zmusił do zaśmiecenia konkretnymi linkami, proszę uprzejmie

    http://wpolityce.pl/view/12938/Jerzy_Polaczek_ujawnia_plany_szefa_rzadu___Lednica___nowy_pomysl_Premiera_Donalda_na_weekend__.html

    http://wpolityce.pl/view/12951/Premier_jednak_nie_wybiera_sie_na_Spotkanie_Mlodych_do_Lednicy__Dementi_Pawla_Grasia.html

    ale znając Nycza i Capinosa prędzej czy później premier i tak nam spektakularnie wniebowstąpi a wtedy autor na pewno nie omieszka tego aktu uwiecznić piórem. (Chyba się stałem fanatykiem tego tekstu, no niech On już powstanie!) Czuję się świetnie i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. @piotrgiz
    Ależ Panie Piotrze! Z Pana jest taki artysta, że nawet jakby Pan tu pluł, albo - przepraszam - charkał, to tego nie dałoby się nazwać zaśmiecaniem.
    Natomiast Pańska sugestia, że jeśli Donald Tusk pojedzie jutro na spotkanie z ojcem Górą, to ja o tym napiszę tekst, stanowi chyba jakąś prowokację.
    No i jeszcze muszę o coś spytać. Pan tak dziś krąży między moim blogiem, wypowiedziami ministra Poloczka, i oświadczeniami Pawła Grasia na Twitterze. To jest naprawdę szczyt tego co Pan sobie wymyślił na dzisiejszą sobotę?

    OdpowiedzUsuń
  3. Za uznanie dziękuję proszę się jednak nadmiernie nie droczyć, za pięknie dzisiaj na to. Zaś skoro nie śmiecę to tu puenta

    http://wpolityce.pl/view/12953/Rzecznikowi_rzadu_pod_rozwage____Co_napisalem___to_napisalem__Zdania_nie_zmieniam_.html

    cóż za symetria! no i wygląda na to, że w pośle Polaczku znalazłem kompana piromana.
    Od siebie dodam (bo wiem, że Pan na to łasy), że najbardziej Pana lubię w zderzaniu sacrum z profanum. A Pana "dziwnym człowiekiem" co to stoi jak wszyscy klęczą, delektuję się do dziś. Po prostu chce więcej, czy to źle?

    OdpowiedzUsuń
  4. @piotrgiz
    I tak wciąż nie pojmuję, jak można interesować się tym, co mówi poseł Poloczek.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah

    Jak to dobrze cię mieć, a z kolei to, że masz taki właśnie ogląd świata.
    Życie się toczy błyskawicznie, wiele spraw umyka. Każdy chyba potrzebuje takiej kolby czarnoksiężnika, która wygotuje odpady i pozostaje sam ekstrakt.

    Pozdrawiam tym razem z Morza Irlandzkiego (jutro Liverpool)

    OdpowiedzUsuń
  6. @jazgdyni
    I jak tam jest? Wieje, czy jest spokojnie?

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah

    Wiało przy Szetlandach, a tu jest milutko i słonecznie.
    Natomiast największy shuttle-tanker świata, świeżo z Korei, sprawia mi sporo kłopotów.
    Moi Norwegowie byli dziś na granicy paniki, jak ster wysiadł.
    Ale cóż, tak po polsku daliśmy sobie radę.

    OdpowiedzUsuń
  8. @jazgdyni
    Ja myślałem, że Koreańczycy dopiero mają te tankowce budować.

    OdpowiedzUsuń
  9. Opisane sytuacje to rzeczywiście przejawy buraczanego chamstwa. Ono jednak w przypadku danych osób nie dziwi, bo każdy element ich postaw o takiej "opcji" ostrzega.

    Gdybym miał wskazać pewien uniwersalny znak ostrzegawczy, to zwróciłbym uwagę na coś, co w świecie zwierzęcym nazywa się "napuszaniem". Według manifestowanego w body language napuszania łatwo odróżnić funkcjonariuszy PO nawet przy ściszonym dźwięku.

    Napuszanie może wydawać się być związanym z "puchem", ale ja myślę, że raczej z "pustką". Przynajmniej w tych przejawach.

    Ichnim wirtuozem użytkowego (okazjonalnego) napuszania się jest oczywiście sam Tusk. Ciekawe zresztą, że nikt nie zwraca uwagi na zadziwiające podobieństwo póz z niektórymi pozami Mussoliniego.

    Oczywiście takie podobieństwo jest zewnętrzne i wyłącznie przypadkowe a w ogóle Mussolini to straszny cham i jak on w ogóle śmie tak się upodobniać. Z tym, że i tak nigdy nie osiągnął zbliżonego stopnia kurtuazji wobec kobiet.

    Ale ja się rozpisuję, choć chciałem o czymś innym. Mianowicie o nieobecności naszych bojowniczek o prawa jak najbardziej kobiet. Czekam co najmniej od środy i nic. Też pustka, gdy przychodzi co do czego.

    OdpowiedzUsuń
  10. @orjan
    W ogóle jest pusto. Mówią nam, że pisobolszewia siedzi domach i gnije. A tu wygląda na to, ze grill skwierczy pełną parą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznaję, dziś grillowałem ;) Alinka zamarynowała karkówkę przemistrzowsko.

    Przytaczasz tu, Toyahu, ten tekst co to go niedawno pozwoliłem sobie przypomnieć. Tekst, faktycznie, pierwsza klasa. Napisany w czerwcu 2009 i już wtedy nazwałeś ich ruskimi bucami a to jeszcze wtedy nie było tak powszechne.

    A na zamówienie... W temacie zamówienia to ja ostatnio rozmarzyłem się, że powstanie naprawdę poważny tekst o Lennonie i całym tym lewactwie z nim związanym...

    Ukłony!

    OdpowiedzUsuń
  12. @Kozik
    A cóż Ci ten Lennon tak zalazł za skórę? Przecież z niego dziś się już nawet komuniści śmieją.

    OdpowiedzUsuń
  13. Toyahu, widziałeś film "Bank Job"? Tam jest taki jeden bardzo szczególny moment ze zdjęciem Lennona. Ja tego dzisiaj nie opowiem ale jutro to nawet dam odpowiedni link do jutuba.
    Może się i śmieją z niego ci komuniści ale cały czas takie bardzo głodne kawałki jak "Imagine" mieszają ludziom w głowach.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Kozik
    Ależ naturalnie. To wybitny film. Lennon tam faktycznie robi wrażenie. On się kumplował z tym mordercą tak że aż się kurzyło.

    OdpowiedzUsuń
  15. Właśnie dziś przymierzałem się do kolejnego seansu Bank job. Nie do końca się udało, bo Alinka chciała koniecznie zobaczyć zaległy finał "Must br the music" (tak, tak, właśnie tego gdzie tak fatalnie potraktowano tego chłopca co śpiewał tą piosenkę Rosiewicza). No więc dzisiaj mamy tutaj "Must be the music" na Ipla. To nawet można oglądać z zainteresowaniem, jeśli się pominie autopromocyjne elukubracje jurorów.

    No ale odeszliśmy od tematu daleko. Więc wróćmy do wpisu i do tego zdania z pointy: Jeśli idzie o mnie, to – owszem – każdy nowy dowód na nieuchronny koniec tego nieszczęścia, które nas dręczy od niemal już czterech lat, jest mi bardzo miły. Jeśli idzie o mnie to, naturalnie, tak samo. Wspominałem niedawno o tej ulotce na słupie z napisem "Tusk, ty matole, twój rząd obalą kibole" alors: kolejny dowód na zasadność naszego optymizmu. Pozwoliłem sobie nawet na motywie tej obszarpanej ulotki ze słupa oświetleniowego skrobnąć wpis (tu, na Blogspocie) i tam jest to zdjęcie co obiecałem.

    OdpowiedzUsuń
  16. @toyah

    Tekst z gatunku "czytać i powtarzać", których sporo się u Ciebie pojawiło.
    To jest i powinna być pomocna ściąga dla wszystkich polityków PiS zapraszanych do mediów. Powinni oni na okrągło przypominać wszystkie opisane przez Ciebie przykłady platformianego traktowania kobiet, a na temat wykorzystania kobiety w ciąży mówić w szczególności.
    Pod postacią Twojego tekstu dostają gotowy zestaw argumentów i dowodów na platformowe buractwo. Mocnych, trafiających do każdego wyborcy. Wróć... do każdego człowieka.

    Tylko dlaczego do cholery, oni nie potrafią właśnie w ten sposób reagować na narrację tuskoidów (polityków PO i hordy dziennikarskiej) i dają się spychać do obrony?

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Kozik
    Ja sobie myślę, że z zainteresowaniem można oglądać wszystko. W końcu za każdym z tych programów stoi sztab specjalistów, których zadaniem jest jedno - zrobić tak, by było interesująco.
    Niemniej - nieustające wyrazy szacunku dla pani Kozikowej.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Kazef
    Nie potrafią, bo nie nie mają czasu się interesować. Dzień jest za krótki, spraw za dużo, a więc każdy z nich ma przygotowany najwyżej jeden greps dziennie.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Kazef
    Cytuję: "Tylko dlaczego do cholery, oni nie potrafią właśnie w ten sposób reagować na narrację tuskoidów (polityków PO i hordy dziennikarskiej) i dają się spychać do obrony?"
    To chyba nie jest sprawa umiejętności, czy zdolności,lecz dobrego (właściwego) wychowania, świadomego wyboru i kultury osobistej.
    Na podstawie własnych obserwacji i dotychczasowych doświadczeń sądzę, że w przypadku ludzi przede wszystkim wychowanych i właściwie ukształtowanych. Naturalną reakcją na to, co - jak zwykle wyjątkowo trafnie i sugestywnie ukazuje Toyah i inne różne formy nie tylko głupoty, chamstwa tj. owego "buractwa", lecz również cynizmu, podłości i nikczemności jest postawa i zachowanie diametralnie inne, niż "napuszanie się."
    Przecież to nie jest walka, ani rywalizacja, lecz konfrontacja, której wyrazem są jednostronne uprzedzenia, a potem demoniczna wrogość, agresja wobec ludzi dość przyzwoicie wychowanych, a tym bardziej naprawdę prawych i sprawiedliwych.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Zibik

    No pewnie. Już kiedyś, tutaj, ktoś użył takiej alegorii, że gdy zza węgła na siebie wpadają żul i człowiek wychowany, to na glebę pierwszy leci ten wychowany, choćby był silniejszy i sprawniejszy.

    Potem się odwraca.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Orjan
    Dobrze kiedy sytuacja się zmienia, a zajmowane stanowiska, pozycje, role się odwracają.
    Jednak sprawa staje się skomplikowana i brzemienna w skutkach, kiedy "żule" znajdują uznanie u większości i przejmują władzę w państwie. Ponadto zbyt długo stanowią struktury władzy i zajmują lukratywne posady albo dominują w społeczeństwie, czy w danym środowisku, bo są nie tylko inteligentni, cynicznymi, bezwzględni, wyrachowani, lecz również politykierami, lewakami, czy libertynami albo profesjonalistami, graczami, pozerami, skutecznymi oszustami, karierowiczami, uzurpatorami i co najgorsze protegowanymi nie tylko wybranych możnowładców świata, lecz również duchownych - hierarchów Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Zibik

    Ale tu się już mylisz, bo o trzymaniu władzy nie decydują zdolności żuli, lecz zaniedbania wyborców.

    Tyle tylko, że wyjść z zaniedbań jest coraz trudniej, bo w miarę trwania zaniedbań żule umacniają się.

    Czym? Poczuciem bezkarności.

    Tak było i będzie za każdym razem.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Orjan
    W życiu codziennym ,także w sferze publicznej - w dyskusji na forum wg. mnie przede wszystkim liczy się nie to, co jest mówione (pisane), lecz jak.
    Owszem "bezkarność", także pobłażliwość wobec złoczyńców, czy tolerowanie, a tym bardziej akceptowanie ich zła jest błędem i źródłem ich bezprawia, także wszelkich krzywd i cierpienia, oraz ewentualnych zagrożeń.
    Ponieważ ofiary aktu przemocy, czy dowolnego oszustwa, także publicznego zniesławiania bardzo często zamiast buntować się tkwią jedynie w udręce milczenia.
    Ps. Proponuję Tobie zamiast doszukiwania się pomyłek, raczej bardziej uważnie czytać, przecież napisałem: "znajdują uznanie u większości i protektorów". Dlatego to nie jest wyłącznie ich zasługa, lecz również udział innych. Natomiast tzw. "zdolności żuli", czy ich sposoby, umiejętności są zwykle pozornie dobre, a nawet bardzo atrakcyjne, lecz wyrafinowane i zakamuflowane, a artykułowane na samym końcu w różnych umowach. Jednak wiążące, a nawet ubezwłasnowolniające, a w przypadku zgłaszanych później zastrzeżeń dowiadujemy się "sam(a) tego chciałaś".
    Metodą skutecznej obrony, przeciwdziałania tzn. odkrywania, że "coś jest nie tak" wg. mnie może być ograniczone zaufanie, czy nauka na błędach innych lub uważne słuchanie, obserwowanie lub czytanie tekstów Toyaha, także poznawanie i wnikliwe analizowanie historii powstania i działalności założycieli danej organizacji, czy partii, bądź twórców inicjatywy.

    OdpowiedzUsuń
  24. @toyah
    Tusk należy oczywiście to tych ludzi, którzy widzą rzeczywiste lub urojone źdźbło trawy w oczach innych a w swoim nie dostrzegają belki.
    Ciekawe, ze zaraz po dniu Matki w którym to zbeształ Piechę, sam walnął tekst świadczący o daleko posuniętym seksizmie z jego strony.
    Piszę tu o jego rozkojarzeniu i głupawym tekście po zadaniu przez dziennikarkę pytania o tym czy przygotowania do polskiej prezydencji w Unii są dopięte na ostatni guzik.
    Zachowanie myślę, że adekwatne do tego co swojego czasu zrobili Czuma i Węgrzyn. Już się zastanawiałem czy ze strony sądu koleżeńskiego PO nie będzie wniosku o usunięcie Tuska z partii albo przynajmniej z klubu poselskiego. A tu nic. W mediach też potraktowano to jako dobry żart o którym szybko zapomniano, feministki też specjalnie się nie żołądkowały.
    A dzielny premier aby tą "niezręczność" przykryć zaatakował Kamińskiego i Kaczyńskiego jakie to oni mają kłamliwe oczy.
    Biedne te kobiety w PO, nie wiedzą bowiem, że każda z nich traktowana jest instrumentalnie, tak jak ta Chłoń-Domińczak, dogorywająca Pitera - jedyna baba która miała kiedyś jaja (zanim wstąpiła do PO - bo tam dała się wykastrować), wkrótce przyjdzie czas na Kidawę-Błońską.
    I co im pozostanie - taniec na rurze, czy igraszki w oglądaniu których gustuje Czuma do spółki z Węgrzynem. Do nich przyłączy się niedługo Donald Tusk, który nie za bardzo ma już siły biegać za piłką, przechodząc kryzys wieku średniego a z powodu zjadających go nerwów nie potrafiący się już nawet skupić.
    Kłopoty ze stadionami, autostrad nie będzie, wszystko się sypie...

    A na jesieni wszyscy urządzą mu "jesień średniowiecza".

    Zostanie mu guzik, pętelka i rura, no w najlepszym wypadku betonowa prycza.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Zibik

    Akurat obchodziliśmy rocznicę wyborów z 4.06. One dobitnie pokazały, co jest możliwe przy morale społecznym.

    To samo niedawno zobaczyliśmy na Węgrzech.

    Musi dojść do odpowiedniej świadomości społecznej. To jest klucz. Oczywiście żule będą przeciwdziałać, nakręcać afery, bajery. Od tego są kim są. Jeśli ludziom takie prymitywne igrzyska wystarczają zamiast chleba i godności, to - jak mawiał Gomułka - z próżnego i Salamon nie naleje.

    Jesteśmy w takim momencie, że nikt nie ma już prawa samym zaufaniem tłumaczyć dalszego popierania szulerni żulerni. Już z każdego miejsca widać, kto jest kto i co jest co. Kto to poprze, ten wie co poprze.

    OdpowiedzUsuń
  26. @raven59
    Dziś pojawiła się informacja, że jakiś były minister w rządzie Mubaraka został skazany na 30 lat ciężkich robót. W pierwszej chwili, pomyślałem sobie, że to jest coś. Teraz jednak myślę, że ja bym jednak Tuska chętniej widział na tej rurze w jakimś porno klubie, jako tancerza.

    OdpowiedzUsuń
  27. @toyah
    Jesteś okrutny - wiesz, że tak podstarzały facet na rurze mógłby tańczyć jedynie w klubie dla gejów, jako satyr...

    OdpowiedzUsuń
  28. @raven59
    Podstarzałym gejom mógłby się spodobać.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?