Podziękowania znad krawędzi

Jak już wcześniej o tym wspominałem, wydanie przeze mnie książki, wbrew oczekiwaniom, finansowo mnie raczej położyło, niż wzmocniło. Wygląda na to, że wielu z tych, którzy mnie z gorącym sercem namawiali do jej wydania, robiło to zdecydowanie bardziej z myślą o innych, a nie o sobie. Bardzo to jest ciekawe.
Nie ulega jednak przy tym wątpliwości, że sam okres wakacji jest trudny dla wszystkich. Obserwowałem to z bólem przez cały miniony miesiąc. Tym bardziej dziękuję wszystkim tym, którzy mimo naprawdę trudnych dni, zechcieli się podzielić tym co mają, a często – mój Boże, jak to często dobrze widać! – nawet tym, czego nie mają. Dziękuję bardzo i proszę o nas nie zapominać. Za każdy gest solidarności, dziękuję:


Michałowi ze Świecia
Władkowi z Krakowa
Jackowi z Nowego Dworu
Marylce
Jackowi z Oświęcimia
Krzysztofowi z Gdańska
Jakubowi z Warszawy
Dance z Warszawy
Joli z Warszawy
Szymonowi z Warszawy
Piotrowi z Warszawy
Markowi z Lublina
Krzysztofowi ze Szczecina
Edwardowi z Przegędzy
Henrykowi ze Skawiny
Michałowi z Warszawy
LEMMINGOWI
Krzysztofowi z Gdańska
Annie z Olsztyna
Jackowi z Oświęcimia
Juliuszowi z Warszawy
Wojtkowi z Tychów
Kozikowi
Januszowi z Gdyni
Dorocie z Gdyni
Wojtkowi z Zakrzówka
Piotrowi z Krakowa
Wieśkowi Bóg wie skąd
Lechowi z Redy
Łukaszowi z Jeleniej Góry
Moim Ludziom ze Szczytna
Arturowi z Warszawy
Pawłowi z Poznania
Moim Ludziom z Ulicy Białej
Izie z Melomanów
Romie z Poznania
Mariuszowi z Ostródy
Wieczorkom zza miedzy
Grabarzowi
Szwedom
Krystynie z Gdańska
Jackowi z Warszawy
Michałowi z Piastowa
Pawłowi z Warszawy
Zdzichowi z Poznania
Janinie z Gniezna
Joli z Sieprawia

No i, naturalnie paypalowiczom – Ewie, Piotrowi i Kazikowi z dalekiej Ameryki.

Zaciskam zęby, pozostaję na miejscu, no i jeszcze raz proszę o pamięć. A jak kto jeszcze nie ma, zachęcam do kupowania książki.

Komentarze

  1. Życzę Panu i Pan rodzinie wszystkiego najlepszego. Pana książkę biorę ze sobą nad morze, bo dopiero teraz we wrześniu mogę jechać na mój krótki urlop. Zaszyjemy się z mężem na kilka dni na Helu. Pokój zamówiłam sobie przez Internet, i już teraz wyobrażam sobie, że te helskie foki i mewy są ode mnie na wyciągnięcie ręki.
    Proszę nie poddawać się czarnym myślom. Jeśli jest Pan anglistą, to jest Pan na pewno b. poszukiwanym specjalistą. Ja kocham ten język, ale nigdy nie nauczyłam się go przezwoicie. Właściwie bez wstydu piszę sobie w tym języku wyłącznie emaile do jednego z moich amerykańskich przyjaciół. Nawet osiągam w tym pewną płynność, bo kocham słowniki, więc jakoś łatam moje braki słownikowe, a w kwestii konstrukcji zdań, to mnie "niesie" składnia rodzima (polska), co tu dużo gadać, cudownie potoczysta. Ale to jest jednak broken English, i ja jestem tego świadoma.
    Zatem jasnych myśli życzę, jeśli nawet sytuacja im nie sprzyja.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. @jel
    Przede wszystkim, jestem pewien, że gdyby wielu przekonanych o swojej świetnej znajomości języka posiadało choćby jeden procent tej skromności, którą Pani posiada, byłoby bardzo dobrze. Poznałem Panią na anglojęzycznym blogu Michała Dembińskiego i nie zauważyłem, żeby miała Pani jakiekolwiek kłopoty z językiem.
    Co do mnie, to musi Pani wiedzieć, że ja jestem anglistą z wilczym biletem, który sobie załatwiłem, prowadząc ten blog. A to mnie ustawia w takiej sytuacji, w jakiej jest przeciętny geograf lub biolog.
    Poza tym, proszę pamiętać, że Katowice to jednak nie Warszawa.
    Zazdroszczę Pani tego Helu. To jest niemal najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Mam nadzieję, że książka będzie jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za te słowa, b. dla mnie miłe. Ja jednak pozostanę przy własnej ocenie moich anglistycznych umiejętności. Znam dobrze wszystkie swoje braki i słabe punkty, ale nie rezygnuję z pracy nad sobą w tej materii. Zresztą każdy język obcy to jest to przede wszystkim ciężka praca, no i pasja rzecz jasna.
    Przykro mi słyszeć o Pana wilczym bilecie. Ja Katowic ogóle nie znam i nigdy tu niestety nie byłam. Jeżeli chodzi o Warszawę, to uważam, że jest tu jak wszędzie, czyli okropna drożyzna i wiele osób jest bezrobotnych, albo żyje na granicy ubóstwa. Oczywiście jest wiele miejsc pracy (szczególnie w sektorze usług), ale też i wielu chętnych, i to są kandydaci z całego niemal Mazowsza. To w ogóle robi się miasto napływowe i niestety zanika tak charakterystyczny dla niego w przeszłości duch wspólnotowy.
    Blog Michała Dembińskiego jest rzeczywiście wart uwagi i nierzadko na niego zaglądam. Michał Dembiński pisze po angielsku, a ponadto z niesłychaną konsekwencją i niespożytą energią rejestruje różne sprawy naszego miasta. By the way, on byłby jego najlepszym rzecznikiem prasowym.:)
    Poza tym podoba mi się jego myślenie o tym, że w stolicy należy inwestować w ścieżki rowerowe i w ogóle - transport publiczny, i że jest to jedyny sposób (poza budową obwodnic, rzecz jasna), żeby uwolnić miasto od koszmarnych codziennych korków i smogu spalin.
    Na Hel jadę pierwszy raz w życiu. Nie byłam nad morzem od czasów, kiedy moja córka była dziewczynką, a zatem wiele, wiele lat temu.
    Jeśli Pan pisze, że to "niemal najpiękniejsze miejsce na Ziemi", to tym bardziej cieszę się na tę podróż.
    Dopiero teraz zwróciłam uwagę na stylizację tytułu tego postu. Film dobrze pamiętam (Postcards from the edge). Obie aktorki kocham.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah

    W tym moim poszarpanym życiu nie zdążyłem jeszcze kupić Twojej książki. Kupię ją teraz, jak wrócę do domu. Mam już wszystkie Coryllusa.

    A jak by można jeszcze uzyskać dedykację, to bedzie pełnia szczęścia.

    Pozdrawiam mając Pentland za oknem.

    OdpowiedzUsuń
  5. @jel
    To jest podstawa - znać swoje ograniczenia. Strasznie rzadka umiejętność. Tym lepiej to o Pani świadczy.
    A Hel jeszcze raz polecam. Mam nadzieję, że będziecie mieli piękna pogodę.

    OdpowiedzUsuń
  6. @jazgdyni
    Nie martw się. Nie Ty jeden.
    Co do autografu, bardzo chętnie. Przy najbliższej okazji.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?