Żyjemy za tysiące, zwyciężamy za friko

Przy okazji parlamentarnej kampanii, która tak na marginesie jeszcze się nawet nie zaczęła, odebrałem parę głosów zdecydowanie w temacie, sugerujących, że ja z całą pewnością wydaję na nią ciężkie pieniądze, a jeśli nie, to powinienem. Bo tak już jest, że bez pieniędzy, nie ma o czym myśleć. Otóż pragnę oświadczyć, nie po raz pierwszy zresztą, że , jak idzie o mnie akurat, to mój budżet kampanijny wynosi niecałe 150 zł., i, co interesujące, mam bardzo silne przekonanie, że to może wystarczyć. W jaki sposób, zaraz opowiem, natomiast najpierw parę bardzo ciekawych historii.
Otóż, jak się okazuje, każdy kandydat do Sejmu czy Senatu, odpowiednio do miejsca, jakie mu przypadło na liście, otrzymuje talk zwane limity wydatków. Najwięcej na kampanię może wydać kandydat zajmujący miejsce pierwsze, nieco mniej paru kolejnych – i co ciekawe, numer ostatni – a reszta, co łaska. W moim wypadku owa łaska wynosi 2 tys. zł. A więc, gdybym ja miał do wydania dwa tysiące złotych, to mogę je wydać na plakaty, ulotki, a nawet na przejazdy tramwajem do jakiegoś miejsca, gdzie mogę stanąć sobie na krzesełku i pokrzyczeć. Tyle że każda złotówka powyżej tego byłaby już nielegalna. W tej sytuacji, nie ulega wątpliwości, że gdybym ja miał nadzieję, że tylko oblepienie miasta wyborczymi bilbordami, lub kolorowymi plakatami pokazującymi moją śliczną twarz, w towarzystwie informacji, na przykład, że ja posadzę Jaruzelskiego do więzienia, lub wybuduję sto nowych przedszkoli, lub choćby tylko to, że będę wiernie służył śląskim nauczycielom, może mi zagwarantować wyborczy sukces, to z tymi dwoma patykami mógłbym spokojnie się z tej kampanii wycofać.
Swoją drogą, z tymi pieniędzmi May bardzo ciekawą sprawę. Bo przepisy są tak sztywne, że nie dość, że nie wolno wydać grosza ponad to, co zostało ograniczone limitem, to jeszcze nikt nie może finansować tej kampanii za kandydata, a już z całą pewnością, nie przy pomocy jakiejś niezbadanej gotówki. Co gorsza, jeśli ktoś liczy na to, że ktoś mu wydrukuje jakieś plakaty na przykład za darmo, to może się obejść smakiem. Tak się też nie da. Za wszystko trzeba płacić, wszystkie pieniądze wydane na kampanię mają pochodzić z funduszu Komitetu Wyborczego, i niech Bóg broni kogoś, kto tę zasadę złamie. Tymczasem ja już chyba od początku września obserwuję, jak praktycznie na każdym katowickim drzewie, na każdym słupie, przy każdej ulicy i w każdej dzielnicy mojego miasta, wiszą duże kolorowe tablice ze zdjęciem jakiejś laluni z Platformy Obywatelskiej, która na tej liście dzierży pozycję numer 10. Do końca kampanii jeszcze spokojnie cztery tygodnie, a więc wszystko trwać będzie dużo ponad miesiąc, a ja się zastanawiam, czy ona to robi za te 2 tys. zł. czy może Platforma pozwoliła swoim „dziesiątkom” wydać znacznie więcej, niż nam nasza partia, a ona jest tylko głupia, sądząc, że przy pomocy tej buzi wszystkich rozwali, czy może tu się dzieją jakieś inne, bardziej jeszcze ciekawe rzeczy.
Ale oczywiście nie jest to w żaden sposób mój interes i moje zmartwienie, więc potraktujmy to jako, choćby i niepotrzebną, dygresję. Opowiem teraz coś innego. Jako kandydat numer 21 z Katowic i okolic, poszedłem sobie mianowicie na spotkanie poświęcone kwestii tych finansów i stało się cos niezwykłego. Otóż, kiedy obecni na spotkaniu kandydaci dowiedzieli się, jak paskudnie małe są te limity, wśród zebranych podniósł się szmer. I, powiem uczciwie, że nawet nie największy w okolicach tych smutnych 2 tysięcy, ale bardziej w rejonach tych wyższych. Szefował nam wszystkim nasz poseł Szarama, który kandyduje w tym roku z Katowic z ”jedynki” – przy okazji serdecznie polecam – i kiedy w końcu ja, z oczywistym wstydem, zakomunikowałem, że osobiście wydaję poniżej 150 zł., większość się roześmiała, a Poseł zwrócił się do mnie z, partyjnym, choć przyjaznym, napomnieniem, przestrzegając mnie przed próbowaniem czegoś sprytnego, w tym sensie, że ja deklaruję te 150, a tak naprawdę chcę zrobić sobie kampanię za grube tysiące. Bo tak nie wolno i za to mogę polecieć. Proszę sobie wyobrazić, że niemal żadna z zebranych osób nie mogła uwierzyć, że ja chcę się obejść z tą mikroskopijna sumką.
A zatem wstałem i wyjaśniłem. I jest tak, że skoro powiedziałem to im, to równie dobrze mogę to powiedzieć tu na blogu, zwłaszcza że nie ujawniam żadnej tajemnicy, a poza tym, nawet jeśli komuś ta informacja może służyć do jakiś niecnych celów, to nie umiem sobie wyobrazić, jakie to mogą być cele, a tym bardziej, jaka może być ich skuteczność. A zatem plan mam taki, by pójść do punktu ksero z karteczką wielkości A4 na której będzie napisane „Posłuchaj to do Ciebie”, pod spodem www.toyah.pl, a jeszcze niżej „Komitet Wyborczy Prawa i Sprawiedliwości”, zamówić druk takich właśnie treści w liczbie jednego tysiąca egzemplarzy w trzech kolorach, a następnie oblepiać nimi przez dwa tygodnie gdzie się da miasto. Wszystko to w nadziei, że jakaś w miarę znaczna liczba osób zainteresuje się tymi obrazkami, wejdzie na ten blog i zapozna się z tym, co tu się dzieje. Tymczasem, przez te dwa tygodnie, plus kolejny tydzień – o którym za chwilę – tu na blogu będą się ukazywały teksty z tych trzech już ponad lat, o charakterze bardziej programowym, poprzedzone zwięzłą informacją na temat samego kandydata. I tyle. Ostatni tydzień natomiast, to będą te same kartki w trzech kolorach, tyle że już z normalną informacją wyborczą, a więc nazwiskiem, numerem listy i całą resztą. No i wtedy zobaczymy, jak będzie.
Kiedy o tym planie poinformowałem moich partyjnych kumpli, parę osób mruknęło, że to dobry pomysł, ale reszta, włącznie z posłem Szaramą, zachowała się, jakby chciała powiedzieć: „Walcz pan zdrów”, i mnie odpowiednio spuściła. A ja sobie myślę, że faktycznie spróbuję powalczyć i rzeczywiście zobaczymy. Jednego jestem w tym wszystkim pewien. Większość pieniędzy wydanych na kampanie wyborcze – czy to tę, czy jakiekolwiek inne – jest wyrzuconych w błoto. I nie chodzi mi o to, że ja, jako jedyny, wiem, jak reagują ludzie i co na nich działa najlepiej. Wiem jednak jedno – ja mogę powiesić na mieście setki pięknych, kolorowych billboardów, na których będę tkwił wraz z moją piękną żoną i jeszcze piękniejszymi dziećmi, i w ogóle najpiękniejszym z nich wszystkich psem, a to i tak dla zwykłego wyborcy nie będzie miało żadnego znaczenia. Bo i tak, każdy – niemal każdy – kto chce głosować w tych wyborach na Prawo i Sprawiedliwość, zagłosuje na Wojciecha Szaramę. I kropka. A reszta się będzie biła… no właśnie. Jak? Tego już nie wie nikt.
Po co ja to wszystko dziś, jeszcze niemal tydzień przed rozpoczęciem kampanii, piszę? Z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że ja bardzo nie chcę, żeby ktoś myślał, że pieniądze, jakie przychodzą do mnie a konto prowadzenia tego błoga, idą na tę kampanię, a tego że ktoś tak może pomyśleć się bardzo boję. Jest tak, że gdyby nawet komuś przyszło do głowy mi tu przysłać jaką grubszą forsę, to kampania będzie ostatnim celem, na jakie ja ją przeznaczę. Ona pójdzie nażycie i spłatę kredytów. Jest jednak jeszcze coś. Otóż dziś się ukazał pierwszy numer od dawna zapowiadanego dziennika wydawanego przez grupę Sakiewicza. Kupiłem sobie go i mam taką oto refleksję. Wszystko to, co dotychczas powiedziałem brzydkiego na temat „Warszawskiej Gazety” – a przy okazji jej dwóch lokalnych wydań – cofam ostatecznie. Jak idzie o traktowanie ludzi – wyborców Prawa i Sprawiedliwości i szczerych Polaków – Sakiewicza nie przebije nikt. Cokolwiek by powiedzieć o tym, co wyprawia redaktor Piotr Bachurski, on przynajmniej udostępnia łamy swojej gazety na teksty pisane poważnie, z troską i przeznaczone dla ludzi, od których można oczekiwać, że są w stanie przeczytać jedno bardziej złożone zdanie. A zatem, Bachurski sprzedaję tę swoją gazetę, pełną, moim zdaniem idiotyzmów na poziomie głowy Tuska wystającej z kibla, ale za to nie mówi im jednocześnie czegoś w stylu: „Słuchajcie, durnie, tu macie wszystko wyłożone kawa na ławę. Starajcie się to pojąć”. Co do Sakiewicza, owszem. To jest jego plan. I to jest jego spojrzenie. Sakiewicz wywalił ciężkie pieniądze na swój dziennik i skierował go do tych, których uważa za bałwanów. A jako ekstra bonus dał im zapowiedź „ekskluzywnego” wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim i obietnicę, że felietonistą gazety będzie niejaki „Staruch” – polski kibic i patriota. Jak idzie o resztę – przekaz sformułował równie jasny. Reszta niech czyta „Rzeczpospolitą” i „Uważam Rze”. Bardzo dziękuję. Nie skorzystam. Zostanę tutaj. Bo tu się ludzie szanują. Nawet jeśli się nie oszczędzają, to się szanują. A ponieważ kampania – każda kampania – wymaga szacunku, będzie prowadzona właśnie tutaj. I to chciałem dziś zakomunikować.
A przy okazji, bardzo proszę – już tradycyjnie – o kupowanie książki o liściu i dobre wpłaty na podany obok numer konta. A ja wezmę z tego 150 zł. i spróbuję wejść do Sejmu.

Komentarze

  1. sORKI, TOYAH, ALE NIE ROZUMIEM: masz 2 tyś ale chcesz wydać jedynie 150? Czyli generalnie masz w dupie czy dostaniesz się do sejmu czy nie? Bo, przepraszam, za pozostałe 1850zł można jeszcze powalczyć z plakatami (pomysł bardzo dobry- może w drugim secie mógłby być większy format)

    OdpowiedzUsuń
  2. Toyah nie napisał, że ma 2 tysiące, tylko, że może wydać dwa tysiące. Komitety mają ustawowy limit wydatków i trzeba ten limit jakoś między kandydatów rozdzielić. Ale o kasę muszą się sami postara

    OdpowiedzUsuń
  3. @xe
    Masz rację. Nic nie rozumiesz. Ja nie mam 2 tys. Ja nawet nie mam 150.

    OdpowiedzUsuń
  4. tak,tak MOŻE WYDAC DWA TYŚIĄCE -zrozumiałem. Jednocześnie się zastrzega , że nie wyda więcej niż 150. Do sejmu.
    To się zapytam: toyah- czy Ty chcesz być w sejmie? Kto Ci wyciął taki numer??

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    21 to dobra liczba, Twój pomysł na kampanię wydaje się jeszcze lepszy.

    Powiedz, czy można Ci jakoś pomóc w blogosferze - posty, linki...?

    Zazwyczaj listę "ciągnie" jedynka - reszta jest już wynikiem różnych preferencji, bardzo różnych.

    OdpowiedzUsuń
  6. @xe
    Ja myślałem, że Ty tępiejesz tyko jak się pojawia problem Ukrainy - taki kompleks - ale tu wychodzi na to, że Ty w ogóle trzymasz się raczej tej głupszy strony.

    OdpowiedzUsuń
  7. @toyah - a Tobie co?
    zadałem Ci proste pytanie bo mnie krew zalewa jak facet startuje na posła i robi miny...
    ale jak chcesz to się(i mnie też, a co tam tyle Twojego) obrażaj zamiast rzeczowo odpowiedzieć..

    ps
    wstawkę o Ukrainie miłosiernie pominę

    OdpowiedzUsuń
  8. @raven59
    Nie mam pojęcia, co można zrobić. To są Katowice i obrzeża. Teren dla PiS-u raczej marny. Myślę, że aby w ogóle marzyć o zwycięstwie, trzeba zdobyć co najmniej jakieś 5 tys. głosów. Ten blog na to może nie wystarczyć. To wciąż chyba nie są czasy dla internetu.
    Zobaczymy jak zadziałają te plakaty. Ale to będzie pierwsza kampania praktycznie tylko w internecie.

    OdpowiedzUsuń
  9. @xe
    Wiesz co? To zróbmy tak. Ty mi wyślesz na to konto obok jakieś 10 tys., a ja z tego wpłacę te dwa patyki na fundusz kampanijny i wydrukujemy za to parędziesiąt dużych plakatów z jakimś fajnym hasłem. Dobra?

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah
    Istniejesz w blogosferze - sądzę, że oprócz rozklejanych ulotek, trzeba by chyba jeszcze uderzyć szerzej w internecie, może zacznij od uzupełnienia danych na stronie:
    http://wybierzpis.org.pl/kandydaci/slaskie/okreg,31.html#712-krzysztof-osiejuk
    Na razie tylko Szarama ma tam wpis o sobie.
    Napisz tam, że Ty to "Toyah" itp. Jakaś fotka - jak do dowodu.
    Może trzeba by pomyśleć o "promowaniu" na różnych portalach.
    Niestety chyba Naszej Klasy, Facebook'a i Twittera, nie da się uniknąć.
    No i jest jeszcze Wykop.pl.
    Wszędzie tam sympatycy tego bloga mogliby Cię promować.
    Wszędzie musisz łączyć Twojego nick'a z Twoim imieniem i nazwiskiem - "Toyah" to Twoja główna siła!

    A na koniec - trzeba będzie zorganizować parę autobusów i przyjechać z zaświadczeniami ;-))

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah..proszę cię
    --------------------

    powtórzę: ktokolwiek chce startować w wyborach do Sejmu, czyli chce rządzić naszym krajem powinien (wg mnie)zachować się godnie, z męstwem. Po komunie i neokomunie nie spodziewam się niczego- niech sobie wybierają najpiękniejszych i najpopularniejszych - ale po prawicy jednak ciągle mam nadzieję na normalność. Kiedy mówisz: -nie mam kasy, wydrukuję za 150 trochę plakatów- może mnie wybiorą- stary, brzmisz jakbyś startował do trójki klasowej , wytypowany w dodatku przez panią wychowawczynię. Dlatego zapytałem się zupełnie serio: jeżeli ktoś Cię wrobił w "te wybory" - a Ty nie masz na to ani ochoty ani kasy, to jest to jakaś chora sytuacja -i może jest ktoś inny kto to bardziej czuje? Raven pisze o "różnych preferencjach"..na miły Bóg. To jest publiczny blog. ...

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah
    nic nie napisałem o "codziennym GaPol'u".
    Niestety wrażenie nie najlepsze, spodziewałem się czegoś na poziomie "Naszego Dziennika" a dostałem "Super Express" czy "Fakt".
    Cholera wie może tam jest ta nisza w którą trzeba wejść?
    Konkurencji GieWu nie zrobi a powinno to być takim zamiarem, ale na to trzeba dużo kasy...
    A oni chyba za dużo nie mają.

    OdpowiedzUsuń
  13. @raven
    "NDz" jest poważną gazetą, zrobienie drugiej poważnej gazety prawicowej mogłoby doprowadzić do "konfliktu". Mimo wszystko , też się rozczarowałem widokiem tej dzisiejszej gazety. Bliżej jej do "Pinezek" niż "GP". Ale to dopiero początek, więc ducha nie gaśmy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. @Toyah
    Nie widziałam tej gazety, ale nie spodziewałam się, żeby mogli stworzyć coś sensownego. Tak jak zniszczyli Nowe Państwo - pismo, które miało lepsze i gorsze okresy, ale utrzymywało poważny charakter. Oni zrobili z tego chałturę.

    OdpowiedzUsuń
  15. @raven59
    Dobre pomysły! No i każdy z nas może na różnych stronach, przy okazji i bez okazji, promować Toyaha.

    OdpowiedzUsuń
  16. a ja nie sądzę żeby "toyah" miał być siłą napędową kampanii. Owszem jako dodatek, uzupełniający profil -tak. Ale p. Osiejuk musi zaistnieć realnie. Ponieważ tu jawi się bardzo kulturalnie i ekstrawagancko - może w ten deseń powinien się pokoazać "ludowi"? Jaki taki powiedzmy, "arystokrata"? Żeby zostać zauważonym możnaby przeprowadzić taki uliczny happening przed budynkiem telewizji, gazet lokalnych, w centrum handlowym, koło dworca, - po prostu elegancko opowiedzieć ludziom o sobie i o tym dlaczego "ja jestem tym, który będzie lepszy od tamtego który już był". Fajnie byłoby mieć jakąś oprawę muzyczną (na żywo) : w Katowicach jest Wyższa Szkoła Muzyczna, na pewno ktoś zgodziłby się za darmo wystąpić (skrzypce, saksofon, gitara) - a jak nie to szukać w parafiach. Na początek kampanię proponowałbym zacząć od parafii - tam jest nasz elektorat i to dodałoby "ducha" do pójścia dalej ,w mniej przyjazny świat. Czasu bardzo mało. 30 dni, cztery niedziele.

    OdpowiedzUsuń
  17. @raven59
    Przepraszam, ze adresuję Cię, zbiorowym "Wy", ale Twój komentarz jest bardzo typowy. Otóż Wy strasznie mało wiecie. Nawet kampania w Internecie ma bardzo ścisłe ograniczenia. A co do tej strony, zapewniam Cię, że ja już tam odpowiednie informacje (ze zdjęciem) przesłałem zanim Ty o tym pomyślałeś. A że ich tam jeszcze nie ma - to co ja za to mogę?

    OdpowiedzUsuń
  18. @xe
    Ja się domyślam, że Ty się spytałeś o t "wrabianie" jak najbardziej serio. Stąd moja reakcja. I dalej już mi się nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  19. @raven59
    To w ogóle nie jest kwestia kasy. To kwestia szacunku dla człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Marylka
    A ja mogę tylko powtórzyć. To jest kwestia szacunku do człowieka. Obawiam się, że Sakiewicz ze swoimi paniami w ten sposób oceniają nasz poziom.
    Otóż to jest porażka. Bo nawet to, że oni chcą zrobić swoim felietonistą tego "starucha" z Legii, im nie pomoże. Co by mówić o kibicach, oni wiedzą co to szacunek.

    OdpowiedzUsuń
  21. @toyah
    jak tobie "się nie chce" - to mi już też się odechciało...

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah
    fakt, że na temat kulisów kampanii wiem tyle co nic.
    To co piszę o pomocy odnosi się do działań tych, którzy są po za Twoim okręgiem wyborczym a mogą choćby wspomagać odnajdywanie i promowanie Twojego bloga w sieci. Do wcześniej wymienionych muszę dołożyć S24 i NE...

    Jeżeli chodzi o zdjęcie i info to tak sobie pomyślałem, że tak wiele zależy od "mocy przerobowych informatyków".

    "GaPol codzienny" - upieram się, ze to chyba jednak kwestia niszy rynkowej, brak szacunku dla człowieka to drugie...

    OdpowiedzUsuń
  23. @Toyah
    Jakie ograniczenia? Na przykład ja nie mogę napisać o Tobie na jakimś blogowisku?

    OdpowiedzUsuń
  24. @Marylka
    Ależ jak najbardziej. Możesz pisać co chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  25. Słuchaj, Toyah. A po co Ty idziesz na tego posła?? Piszesz tu bloga. Jest ciekawie, bywa sympatycznie i irytująco. Elvis śpiewał fantastyczne rock 'n rolle a jego filmy to badziew. Jeszcze do tego pomysł na kampanie masz ryzykowny...

    OdpowiedzUsuń
  26. @zawiślak
    No tak. To jest autentyczny dylemat. Jednak myślałem o tym dużo i wymyśliłem sobie, że wystartuje. Choćby po to, żeby mieć okazję powiedzieć parę rzeczy bardziej publicznie.

    OdpowiedzUsuń
  27. No dobra. A ciągnąc temat dalej, powiedz, czy nie obawiasz się o swoją "zdolność koalicyjną" wewnątrz partii?? Z twoim temperamentem może być z tym kłopot. W parlamencie nawet Antek, Bender i Girzyński muszą miarkować...

    OdpowiedzUsuń
  28. @zawiślak
    O rany, musisz być jakąś wielką szychą! Z "Antkiem" pewnie bywacie u siebie w domu?

    OdpowiedzUsuń
  29. Wyluzuj, Marylka. To poseł-instytucja, któremu kibicuję od dawna. Moje spoufalenie wynika wyłącznie z sympatii jaka darzę byłego ministra.

    OdpowiedzUsuń
  30. @zawiślak
    OK, zawiślak. Wyluzowuję.

    OdpowiedzUsuń
  31. @zawiślak.
    Owszem. Obawiam się. Wielu rzeczy związanych z tą właśnie kwestią się obawiam.

    OdpowiedzUsuń
  32. Witam wszystkich.

    Na kampaniach wyborczych się nie znam, ale swoje trzy grosze dodaję - najwyżej jeszcze bardziej zirytuję gospodarza ;)

    Pomysł z prostymi plakatami podoba mi się - może pozytywnie zadziałać odejście od wyborczej sztampy. W tej poetyce pasowałyby tzw. wlepki lub napisy od szablonów, ale nie wiem czy to legalne, a tym bardziej nie znam się na tym od strony technicznej. Mam nadzieję, że 150 zł wystarczy na plakaty, bo musi być ich dużo, pewnie będą zrywane. A teraz najważniejsze. Uważam Rze na czas przedwyborczy powinna zostać przeredagowana prawa kolumna bloga. Ktoś, kto trafi tu pierwszy raz chyba powinien od razu dowiedzieć się, że chodzi o wybory i że artykuły od dnia tego i tego do końca kampanii są specjalnie dla niego wybranymi artykułami programowymi. Osoby wchodzące tu z wyborczego plakatu, niekoniecznie będą akurat teraz kupować książkę lub delektować się "poezją przenikliwie konfesyjną". Stali bywalcy zrozumieją, że zmiana ma charakter tymczasowy, wyborczy.

    Życzę Autorowi sukcesu - sądząc z lektury bloga, mógłby być sumieniem tego Sejmu i to niezależnie od końcowego wyniku wyborów. Jako aktywny poseł mógłby wiele zdziałać dla propagowania prawdy w życiu publicznym.

    OdpowiedzUsuń
  33. z tej mąki nie będzie chleba.

    Dzisiaj mamy walkę Polaka-katolika z Ukraińcem. I tak w metaforze bokserskiej chciałbym tylko powiedzieć, że kim innym jest komentator a kim innym zawodnik. Toyah jest bardzo ciekawym komentatorem , natomiast zawodnikiem wydaje się być beznadziejnym. To, że toyah pewne rzeczy widzi z boku i potrafi o nich opowiedzieć nie znaczy , że będzie umiał o nie walczyć. Jego zdolność bojowa z tego co tu czytam (być może jest on prawdziwym lwem a nam tu tylko tak śćiemnia i udaje leniwego baranka) jest minimalna. Jeżeli to ma być to "odświeżenie" PiSu , no to budujmy tę Polskę i czekajmy na walec..

    A teraz do Was szanowni kibice:
    Jakie cechy u toyaha sprawiają , że uważacie iż będzie dobrym posłem , odpornym na stres, szantaż i prowokację? Bo z tego co tu toyah opowiedział wynika, że ma raczej luźny stosunek do bycia posłem. Przywoływane są tu sceny z Ojca chrzestnego - przypomnijcie sobie początek...

    OdpowiedzUsuń
  34. @xe
    Z całym szacunkiem, ale myślę, że trafiłeś kulą w płot. Autor stracił stałą stabilną pracę (szkoła) plus dobrą pracę dodatkową (kursy) tylko dlatego, że nie wyparł się i nie porzucił pisania bloga. Gdyby połowa z nas miała taki charakter, to Polska byłaby zupełnie innym krajem. Ale większość woli potakiwać władzy, tłumacząc sobie, że trzeba jakoś żyć, utrzymać rodzinę, spłacić kredyty.

    OdpowiedzUsuń
  35. @filozof grecki
    No nie. To by była za duża cena. Ten blog jest, ze tak nieskromnie się wyrażę, dobrem wspólnym. Informacja o moim kandydowaniu i cała reszta, będzie umieszczona we wstępie do każdego kolejnego wpisu.
    To że przez te trzy tygodnie ograniczę wstawianie nowych tekstów, to i tak pewnie dla niektórych zbyt dużo.

    OdpowiedzUsuń
  36. @xe
    1.Cechy? To tylko nasze wyobrażenia. Co do ilu kandydatów na posłów\senatorów RP masz rękojmię cnót, które wymieniłeś zwracając się do "kibiców"?? Bo ja w KP PIS dałbym sobie grabę obciąć za 2-3 osoby! I co? Muszę z tym żyć!
    A na ilu ludzie się zawiedli! Już nie wspominam takich Poncyliuszów, Migalskich i innych kabotynów. Ale weź takiego posła Mężydło, nierzadko tu przywoływanego.
    Co do kandydata-autora to jeżeli dostanie się do sejmu będzie to dla mnie zaskoczenie. I piszę to beż złośliwości. Mnie irytuje nieco, że nie mówi tu o swoim programie wyborczym.
    2. Ni cholery nie mogę sobie przypomnieć początku Och.

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja się o bezkompromisowość Toyah'a bym się nie obawiał.
    Ci którzy wątpią niech przypomną sobie sytuację z wyborów (bodajże parlamentarnych) gdy Toyah próbował wspomóc kampanię wyborczą i to jak został potraktowany przez Kluzik-Roztkowską i Poncyliusza.
    Gdy opisał to na blogu - gromy spadły na głowę Toyaha ze strony niektórych komentatorów i innych "wrażliwców".
    I co stało się po pewnym czasie?
    Gdzie są teraz Kluzikowa i Poncek?
    A gdzie jest Toyah?

    Zaprawdę powiadam Wam nie obawiam się o Jego bezkompromisowość.

    To co pisze Toyah wystarcza mi więcej niż nie jeden 200-stronicowy program wyborczy.
    Ważne jest jednak żeby trafiło to do wyborców w Jego okręgu wyborczym

    OdpowiedzUsuń
  38. No więc też się włączę, trochę późno, ale lepiej niż wcale.

    1) raven59 podał kilka dobrych rad szczególnie konkret z uzupełnieniem info na stronie wybierzpis.org.pl
    2) filozof grecki odnośnie prawej kolumny. Bezwzględnie powinno być wykonane, żadne to poświęcenie i nikomu ze stałych bywalców nie przeszkodzi
    3) Zawiślak: - Słuchaj, Toyah. A po co Ty idziesz na tego posła?? Dobre pytanie. Toyah winien zacząć konkretnie opowiadać co zamierza robić jako poseł. Przecież nie będzie pisał bloga za poselską dietę. Toyahu, czym się będziesz chciał zajmować w Sejmie? Kulturą? Religią? polityką zagraniczną? Będziesz zgłaszał akces do komisji? Jakich? Jak spożytkujesz pieniądze podatników na Ciebie wydane dla dobra Polski? Gdybym Cię wybierał chciałbym to wiedzieć. Co zrobisz dla Katowic? Mimo, że czytam Twój blog od zdaje się 2 lat dosyć często i wydaje się znam Cię, o tym jakim będziesz posłem nie wiem kompletnie NIC. Tylko tyle, że będziesz prawdopodobnie uczciwy. To chyba mało.
    4) wracając do kampanii prosić o rady i słuchać rad. Fachowców wśród czytelników mozesz mieć ukrytych sporo. Moze napisz ekstra notkę i wywołaj dyskusję?
    5) ile osób zainteresowanych wywieszoną na ulicy kartką z adresem toyah.pl zapamięta ten adres? Ile osób wejdzie na tego bloga? Procenty czy promile? Internetu z reguły NIE reklamuje się ani w realu ani w prasie czy telewizji. Zainwestowane pieniądze muszą być ogromne, skutek nieproporcjonalny (nie dysponuję jednak dokładnymi danymi). Internet z pewnością skutecznie reklamuje się w internecie (łatwa droga do kliku).
    6) a więc skuteczna kampania internetowa. Pomysły. Pomóżcie Toyahowi. Raven już coś podsunął. Zmobilizujesz toyahu sektę dzieciaków korwinistów? Czujesz się w tym dobrze? Ja wątpię. Jakieś inne dodatkowe pomysły? Kto to będzie robił?
    7) Target. Kluczowy problem. Kto jest Toyahu Twoim docelowym wyborcą? Tylko nie odpowiadaj internauta ;) Konkretna, max. zawężona grupa. Mężczyzna? Kobieta? Wiek, wykształcenie, upodobania, hobby, etc, etc. Bez określenia targetu nic nie zdziałasz. Będziesz błądził po omacku. I wszyscy Twoi przyjaciele również.
    8) Wykorzystanie przyjaciół w necie i w realu. Może Przemo da ci po znajomosci koncert? Może ktoś pomoze ci go zorganizować?

    To wszystko tak na szybko. Jeśli cała energia Toyaha i energia skupiona na tym blogu nie pójcie już od teraz w 101% w kierunku wygrania wyborów (niekoniecznie w postaci widocznej kampanii) - nie ma szans. Szkoda czasu. Tak to widzę. Mam nadzieję, ze nikogo nie uraziłem.

    pozdrawiam wszystkich
    a.

    OdpowiedzUsuń
  39. @raven59
    O to właśnie chodzi. Że nic nie wiadomo. Śląsk jest całkowicie nieprzewidywalny.

    OdpowiedzUsuń
  40. Co prawda późno, ale jeszcze swoje pięć groszy...
    Niezły pomysł na "Niepoprawnych": http://niepoprawni.pl/blog/394/przedwyborcza-akcja-swiadomy-wybor
    Już Cię "zgłosiłam", Toyahu!

    OdpowiedzUsuń
  41. @goldenfeeder
    Pewnie że lepiej.
    A więc po kolei.
    1. Już to wyjaśniałem. Ja nie administruję tą stroną. A moje dane im dawno wysłałem. W sumie, widząc jak to wygląda, mogliście się domyślić.
    2. Też to wyjaśniałem. Wszystkie potrzebne informacje będą zamieszczone że wstępie do każdego nowego wpisu. Tak będzie znacznie czytelniej.
    3. Jako poseł, będę wiernie realizował program PiS-u. Na każdym poziomie. To oczywiście mało, ale, wbrew pozorom, wcale nie aż tak mało. Szczególnie gdy całe to gadanie o tym co zrobisz dla swojego miasta, to fikcja.
    5. Nie nam pojęcia. Podobnie jak nie na pojęcia nikt.
    7. To jest ten sam target, do którego kierowany jest ten blog.
    Między innymi internauci.
    8. Na ławce w parku?


    Dziękuję za wszelką pomoc.

    OdpowiedzUsuń
  42. Ad 8) Na przykład w pubach. Całkowicie za free i z korzyścią dla wszystkich stron. Wieczorem napiszę ci jak.

    OdpowiedzUsuń
  43. @Eliza
    Jak zgłosiłaś Toyaha, jeśli tam nie opublikowano jeszcze listy z jego okręgu?

    Szukałam, czy jest następna lista i znalazłam (tam tez nie ma tego okręgu)- pod wpisem redakcyjnym z datą 13 września 2011... Nawet zajrzałam do kalendarza, czy nie przespałam dwóch dni. Może Niepoprawni mają własny czas?

    OdpowiedzUsuń
  44. @goldenfeeder
    Każda czynność związana z wyborami musi być rozliczona finansowo, a więc jego bilet na pociąg, jedzenie, występ, nocleg. Wszystko z moich pieniędzy bezgotówkowo. Nic nie może też być za darmo.
    A ja w tej chwili nawet nie mam na te plakaty.
    No i jeszcze jedno - o tym była już mowa - o ile głosów w tym pubie walczymy?

    OdpowiedzUsuń
  45. Toyahu, a gdybyś na przykład znalazł z 5-6 pubów, gdzie tak na lekki ścisk wejdzie po 50 ludzi, puby gdzie bywają studenci, ale nie tylko. Przy uniwerku, przy miasteczku studenckim (jest takie w Katowicach?) i gdzieś normalnie w mieście. Bierzesz z sobą kilka płyt Gintrowskiego (koniecznie jedną również z Kaczmarskim na okładce) no i przekonujesz właściciela, że im Gintrowski zrobi mały koncercik wtedy i wtedy za free, ty postarasz się sprawę rozreklamować. Oczywiście nie mam pojęcia, czy twój kolega Gintrowski zechce zagrać dla ciebie, ale załóżmy że go też jakoś nakłonisz. Właściciel pubu powinien się zgodzić, bo mu zagwarantujesz komplet klientów (piwa) na wieczór. Przemysław sprzeda w ten wieczór kilkanaście swoich płyt, a ty pozyskasz, być może kilkudziesięciu wyborców w jeden wieczór. Jak to odpowiednio podczas koncertu rozegracie, Przemo cos zagai o tobie, ty rozdasz swoje ulotki, może powiesz parę słów (masz przeciesz gadane) to może i zdobędziesz parę młodych energicznych przyjacół co ci pociągną kampanię wśród swoich i na inne sposoby, które tylko oni znają. Jak zrobicie z tego bunt przeciw obecnej władzy (nie wiem jak tam z prawami autorskimi do starych piosenek) to młodzi na to pójdą. Wiem, że czasu mało, ale ja bym w taki właśnie sposób miedzy innymi spróbował. Piszesz, że ma byc wszystko rozliczone finansowo i nic za darmo. No to ci wystawi Przemo fakturkę, albo właściciel pubu, jeden z drugim. Każdy ci to zrobi z ogromną chęcią, bo ma zysk, dodawszy sobie troszke kosztów. A że musisz wpłacić realnie te 2 tysiące wcześniej do kasy komitetu? No to rób zrzutę tutaj na blogu, albo bardziej dyskretnie, rzecz jasna że to pożyczka. Kto cię czyta, ten wie że nie kłamiesz. Nawet jak mój pomysł z pubami jest zły lub nierealny, to są przecież inne pomysły które ktoś ci podpowie, albo sam je wymyślisz. Te 2 tysiące wpłacić powinieneś musowo. Wykorzystasz czy nie - oddasz. Źle piszę?

    OdpowiedzUsuń
  46. @goldenfeeder
    Przykro mi. To wszystko jest całkowicie nierealne, ze wszystkich stron. Kiedyś sobie o tym solidnie pogadamy.

    OdpowiedzUsuń
  47. Skoro tak twierdzisz, nie upieram się. Pewnie mój obraz Polski już mocno się rozjechał. Szkoda, naprawdę myślałem że to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  48. @goldenfeeder
    Jak mówię, z każdej możliwej strony.

    OdpowiedzUsuń
  49. Pomysł goldenfeedera - abstahując od Gintrowskiego - jest o tyle dobry, że zachęca do walki. Internet to tylko dodatek po całym dniu roboty w realu z ludźmi.Żeby gdziekolwiek występować trzeba mieć zgodę, pozwolenie -(podobnie z wieszaniem plakatów-poza drobnymi wyjątkami) kogotam, więc najpierw trzeba sobie zrobić PLAN (gdzie, kiedy) - masz plan? Dotrzeć do rad osiedlowych, pytać się-ustawiać ich w sytuacji w której muszą dać odpowiedź: jeżeli Cię nie będą chcieli to też jest konkretne info, -wierz mi : oni na pewno wolą sytuację w której nikt ich o nic nie pyta. Więc zrób im na złość i każ się opowiedzieć.Przemowy w pubach , trochę mi się kojarzą z Adolfem, który ponoć też zaczynał od piwiarni :), - ale nie czepiam się bo przypuszaczam o co chodzi goldenowi: o , RUCHY, CZWŁOWIEKU- RUCHY!!! Kolejny dzień - to jeden dzień mniej. Co zrobiłeś wczoraj? Wczoraj mogłeś umówić się z kilkoma proboszaczmi co do swoich wystąpień w tym/przyszłym tygodniu. Pamiętaj o tym , że w parafiach też ludzie się wahają- Twoja kampania nawet jeśli Tobie bezpośrednio nie pomoże to pomoże PiSowi. Ludziom trzeba powiedzieć , żeby koniecznie poszli zagłosować, żeby dobrze to zrobili, i żeby zachęcili swoich bliskich i znajomych. To oczywistości - ale trzeba je utrwalać jak obce słówka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?