niedziela, 25 września 2011

O Polsce suwerennej i o jej największych skarbach

Konferencja na temat gospodarczej suwerenności, jak odbyła się w Katowicach w minioną sobotę, ma dla mnie dwa wymiary. Pierwszy, całkowicie indywidualny, a drugi – związany z ową publiczną przestrzenią, w jakiej kazano nam zyć. Oba te wymiary łączy osoba prof. Zyty Gilowskiej. Najpierw, bardzo króciutko, opowiem, czym było dla mnie to spotkanie w skali osobistej. Otóż dzień wcześniej, otrzymałem maila od posłanki Prawa i Sprawiedliwości, pani Izabeli Kloc, następującej treści: „Witam Pana serdecznie, chciałabym osobiście zaprosić Pana na jutrzejszą konferencję, pytała mnie o Pana Pani Prof. Zyta Gilowska.” I tyle. Pozdrowienia, numer kontaktowy i to wszystko.
Otóż już wcześniej słyszałem to tu to tam, że Zyta Gilowska zna, czyta i lubi ten blog. I nie muszę udawać, że mnie ta wiadomość nie obeszła. Jeśli bowiem ktoś taki jak Zyta Gilowska czyta ten blog, mam wiele powodów, by, przynajmniej przez pewien czas, spać spokojnie i żyć z uśmiechem na ustach. A jeśli wpadnę w odpowiedni nastrój, to mogę jak najbardziej się z tego powodu odpowiednio – choćby tak jak to robię w tej chwili – nadąć. No ale to wiadomo. Tak już bowiem wszyscy mamy, że lubimy, kiedy to co robimy jest doceniane, a kiedy jest doceniane przez ludzi, których sami podziwiamy i uważamy za wybitnych, to nasza radość jest tym większa. Poszedłem więc na to spotkanie, ładnie wyszykowany i uzbrojony w książkę o liściu z właściwą dedykacją, no i wreszcie profesor Gilowską spotkałem osobiście. Nie będę opowiadał, jak to wszystko wyglądało, bo po pierwsze aż tak bardzo próżny nie jestem, a po drugie nie wiem, czy ona sama by chciała, żebym tu jakoś szczególnie mocno wchodził w szczegóły. Powiem tylko, że ucieszyła się z książki, bo wprawdzie, jak mi powiedziała, właśnie kupiła dwa egzemplarze – dla siebie i siostry, no ale teraz swoją da synowi, a tę ode mnie zachowa dla siebie. Tak to właśnie było. I to jest własnie ów osobisty wymiar, jaki wczorajszy dzień ma dla mnie.
Skoro jednak to już mamy wyjaśnione, chciałbym przejść do podstawowej części dzisiejszych refleksji i opowiedzieć o tym, jak przeżyłem wczorajszą konferencję, jako wydarzenie o randze zdecydowanie ponadosobistej. Otóż tematem spotkania była tak zwana suwerenność, a zorganizowane ono było w sposób standardowy. Na sali siedzieli zaproszeni goście, na scenie przeróżni profesorowie, i po kolei któryś z nich wchodził na mównicę i dzielił się swoimi przemyśleniami na temat najróżniejszych aspektów owej suwerenności. Na chwilę wpadł też Jarosław Kaczyński, by – jako pierwszy patron owej konferencji – wygłosić przemówienie, natomiast poza prezesem Kaczyński, główną postacią spotkania była w sposób naturalny – pani profesor Zyta Gilowska. I muszę powiedzieć, że jeśli od wczoraj, nieustannie słyszę, jak reżimowa propaganda po raz kolejny już dostaje szału z tego powodu, że Zyta Gilowska miała czelność wyjść z domu, czy z pracy, i zabrać głos w sprawach publicznych, z jednej strony oczywiście się martwię, bo tego rodzaju bezczelność Systemu zawsze była dla mnie źródłem zmartwień, a z drugiej strony, się temu wcale nie dziwię, bo doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że akurat Zyta Gilowska jest osobą o takiej wewnętrznej sile i takiej zdolności demonstrowania tej siły na zewnątrz, że każdy jej gest, każde wypowiedziane przez nią słowo, stwarza zagrożenie dla Systemu nieporównywalne z niczym.
Jestem pewien, że wielu z nas miało nie jeden raz okazję słuchać Zyty Gilowskiej, kiedy mówi w telewizji, lub czytać te nieliczne wywiady, jakich ostatnio zgodziła się udzielić, a więc jestem też pewien, że nie muszę tym osobom tłumaczyć, co na przykład mógł mieć na myśli Jarosław Kaczyński, kiedy mówił, że gdyby doszło do debaty między Gilowską a Rostowskim, Rostowski zostałby rozbity w strzępy. Czym innym jest jednak oglądać Zytę Gilowską na ekranie telewizora, lub czytać z nią wywiad w „Uważam Rze”, a czym innym zobaczyć ją i wysłuchać w jej pełnej krasie. Wystąpienie, jakie Gilowska miała na wczorajszej konferencji w Katowicach – króciutkie, bo zaledwie kilkunastominutowe – było czymś tak porażającym, że wszyscy obecni na publiczności i na scenie, włącznie z prezesem Kaczyńskim, oniemieli, a wszystko co miało miejsce wcześniej i co nastąpiło później – włącznie z naprawdę przecież ciekawym wystąpieniem Prezesa – może być już oceniane wyłącznie poza tym kontekstem. Ale mówiąc to co mówię, muszę też dodać, że nie mam również najmniejszej wątpliwości, że każdy – dosłownie każdy – przedstawiciel reżimu który miał okazję brać w tym wydarzeniu udział, musiał umierać ze strachu. Bo dla nikogo nie ulegało wątpliwości, że gdyby na przykład uczynić Zytę Gilowską twarzą tej kampanii, Platforma Obywatelska wyszłaby z tych wyborów z wynikiem w okolicach 5%. I stąd ta dzisiejsza wrzawa.
Jak mówię – to trzeba było przeżyć osobiście, ale skoro jest jak jest, nich nam wystarczą te słowa, tak jak je zarejestrowałem, a dziś tylko we fragmencie przytoczę. Zyta Gilowska mówiła o suwerenności w wymiarze najbardziej podstawowym i najbardziej powszechnym, a więc suwerenności naszej, jako ludzi i obywateli. O tym, jak to kiedyś, jeszcze w wieku XVI pojawiło się to pojęcie i „ujmowało państwo, jako takie, które nie uznaje nikogo wyższego od siebie, oprócz Boga”. I prosiła Gilowska dalej, by mieć ten fakt bardzo na uwadze, pamiętając, że – i tu pierwszy dłuższy cytat – „ten metapolityczny, duchowy wymiar suwerenności był przez wieki bardzo ważny dla Polaków. Był silnie obecny w naszej historii, w naszych działaniach, jeszcze w Drugiej Rzeczpospolitej. Były powszechne hasła haftowane na sztandarach: ‘Bóg i Ojczyzna’. Osobiście uważam, że ten metapolityczny, duchowy wymiar suwerenności jest najważniejszy i że dzisiaj, w tym duchowym wymiarze suwerenności Polska ma największe rezerwy. Tu możemy z bogactwa wielkiego korzystać, i powinniśmy sprawdzać, dlaczego tego nie robimy”.
Jednak to co najważniejsze pojawiło się w drugiej części wykładu Gilowskiej i proszę mi pozwolić zacytować tu już całość. Aż do końca. A było tak:
Nie wolno nam teraz, tak jak za króla Sasa, twierdzić, że jest tylko ‘tu i teraz’. Nie wolno nam tego robić. Dzisiaj nie mamy alibi dla takich bezmyślności i dla takiej nieświadomości. Ale przecież i dzisiaj widzimy państwa, ledwo zipiące, nie potrafiące sobie poradzić, mimo suwerenności, państwa, które swoją suwerenność pozamieniały na sterty długów, i do tego udają – co już jest naprawdę żałosne – że przy pomocy papierków kolorowych, nazywanych pieniędzmi, kupują coś, czego nikt na świecie nie ma, tylko Bóg, czyli, że kupują czas.
Czasu się kupić nie da. Ale my też zaczęliśmy udawać, że kupujemy czas. Nasze państwo też jest bardzo poważnie zadłużone. Tu wchodzą w grę takie liczby, że obywatele myślą sobie: ojej, rozboli mnie głowa, bo ja, przeciętny obywatel mogę sobie tak rozumować, obracam się w kręgu tysiąc, no niech będzie dziesięć tysięcy, dwadzieścia tysięcy – hu, hu, hu! – jakieś takie podają gigantyczne kwoty – od tego głowa boli. Ja jednak proponuję, by przeciętny obywatel wziął jednak kartkę papieru – to nie jest takie trudne, kartkę każdy ma, szkołę podstawową kończyli – napisał sobie liczbę 87, do tego dołożył dziesięć zer, a obok napisał liczbę 38, i do tego dołożył sześć zer. Jak pamięta obywatel z podstawówki, to te zera się tam redukują, i jak sobie to podzieli, to mu wyjdzie, ile jest winien. Bo on nawet tego nie wie. Gdyby on tak sobie to podzielił i dodał do tego kredyt, który wziął na mieszkanie, albo na telewizor, albo na wczasy w Tunezji, popatrzył na niemowlę kwilące w wózeczku – ono nie zapłaci – a on jest per capita, na każdego obywatela, pomyślał, że musi jeszcze pomyśleć o małżonce, o ojcu staruszku – doszedłby do rozumu. Oj, doszedłby do rozumu!
Wystarczy wykonać takie bardzo proste działanie arytmetyczne. Nie trzeba brać oręża, nie trzeba nigdzie biegać – siąść, wziąć kartkę i sobie po prostu podzielić. Myślę, że to byłby jakiś sposób, bo, jak przypuszczam, obywatel się nie orientuje, jak się sprawy mają. Polski suweren się chyba nie orientuje, jak się sprawy mają. Bo niby jak się ma orientować? Z telewizji? Mowy nie ma! Podobno wszędzie jest, panie dzieju, kryzys, ale u nas nie, bo u nas jest, panie dzieju, zielona wyspa. Co nas to obchodzi? Nasza chata z kraja. Niewykluczone, że tak sobie ludziska kombinują. Bardzo źle sobie kombinują. Bardzo źle sobie kombinują, ale kiedyś się wreszcie zorientują. Tylko kiedy? To jest zagadnienie, które sobie dziś stawia dużo mądrych głów w Europie: Ile czasu potrzebuje suweren – współczesny suweren – żeby się zorientować.
Jeden taki suweren, naród węgierski, potrzebował cztery lata, od chwili, kiedy mu rządzący – wprost, niechcąco wprawdzie, ale bardzo wyraźnie – powiedzieli, że, jak najbardziej, kradną, kłamią i oszukują, trudno, nie wyszło im, i od tej chwili, Węgrzy się wprawdzie trochę zdenerwowali, ale naprawdę bardzo, to się zdenerwowali dopiero cztery lata później. No i jest pytanie, czy my będziemy tak długo czekać? Mam nadzieję, że nie, bo tych czterech lat, to chyba jednak Polska nie ma. Jeśli natomiast suweren się zorientuje, a to dla suwerena polskiego jest charakterystyczne – wystarczy bardzo pobieżna i kiepska znajomość historii – jeśli suweren się wreszcie zorientuje, i oby to nastąpiło, to jakoś tak nagle, automatycznie, przekręca się kluczyk z metapolitycznym wektorem suwerenności. Nagle suweren sobie przypomina, że przecież siłą jego przodków – pra, pra, pra, pra, pra – były zawsze takie atrybuty suwerenności, które zawsze bardzo mocno wzmacniały tę suwerenność. To była wiara w Boga, wiara w prawo do własnej ojczyzny, to była wiara w prawo do egzekwowania własnych praw na ziemi ojczystej. Suweren polski, jak już przychodził do rozumu, wierzył w Boga, w Ojczyznę i własne prawa na ojczystej ziemi. Pytanie, kiedy to się stanie teraz? Taki był najważniejszy atrybut suwerenności naszych przodków – Bóg, Ojczyzna i moje w tym miejsce. Moje – obywatela na ziemi. Bo do tego mamy prawo.
Tak Polacy rozumowali. Czy tak chcą rozumować dzisiaj? Obawiam się, że wielu – nie. Nie chcą. Nie da rady, mówią, czasy się zmieniły. Wprawdzie, rzeczywiście, tak kiedyś było, nasi przodkowie walczyli, przelewali krew, wyciskali z siebie, siódme, ósme i dwunaste poty, ale to się zmieniło, i dziś tak być nie musi. Dzisiaj nie musimy się do tego przyznawać. Kochani, nie da rady. Rzeczywistość Was dopadnie. Rzeczywistość Was dopadnie. Przyjdzie, prędzej czy później, i chodzi o to, żeby jak najszybciej przyszła taka chwila, że dużo ludzi w Polsce zrozumie, że te atrybuty suwerenności, które były źródłem siły polskiego narodu – to jest nasze główne dziedzictwo. Nie da się wyprzeć swojego dziedzictwa. Nie da rady! Dziekuję”.
Taka to była właśnie ta mowa. A ja, zamiast tradycyjnego komentarza na sam koniec, opowiem o czymś jeszcze. Jeszcze zanim głos zabrała Zyta Gilowska, swoje wystąpienie miał pan profesor Mariusz Jędrysek z Uniwersytetu Wrocławskiego, i opowiadał nam o tym, jak jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości pojawiła się sprawa łupków gazowych i jak dzielnie i mądrze tamten rząd sprawę tych łupków zaczął prowadzić. I to co prof. Jędrysek nam opowiadał i o tych o łupkach i o tym, w jak dramatycznej sytuacji, znajduje się ten projekt dziś, spadło na nasze biedne głowy, jak tsunami. Na koniec, Profesor podarował Jarosławowi Kaczyńskiemu przyniesiony ze sobą prezent, w postaci zwykłego, niewielkiego kawałka owego łupka. I ja uważam, że Premierowi to się jak najbardziej należało, ale chciałbym, żeby on w wolnej chwili jakoś przełamał go na pół i drugą polówkę dał Zycie Gilowskiej. Jestem pewien, że on nie miałby nic przeciwko temu.

Na koniec, tradycyjnie, proszę wszystkich, którym powyższy tekst jakoś ubarwił ten dzień, o kupowanie mojej książki, no i o – w miarę możności – wspomaganie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

43 komentarze:

  1. To wystąpienie jest naprawdę mocne, robi wrażenie, nie ma co. Skojarzyła mi się nawet jakaś taka siła amerykańskich mówców. Teraz sobie można porównać do wystąpień tamtych, Tuska, Komorowskiego itd. Jaka to jest marność, jakieś zupełne frazesy, zupełnie o niczym.
    Pani Gilowska jak najszybciej powinna wstąpić do Prawa i Sprawiedliwości, koniecznie.

    P.S. Gratulacje dla Ciebie Toyahu. Twój kolejny sukces. Mógłbyś jednak coś nie co zdradzić, jak to było, co pani Zyta Ci powiedziała. Dla nas to jest ważne podobnie jak dla Ciebie, też to przeżywamy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Zyto, a jak się ma obniżanie podatków i podnoszenie wydatków w tym samym czasie i jak to wpłynęło na finanse publiczne w kolejnych latach?

    Polityka gospodarcza PiSu polegająca na stymulowaniu gospodarki pędzącej jak lokomotywa to nie tylko było myślenie "tu i teraz", ale właśnie lekkomyślność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałem słowa pani Gilowskiej po czym przeczytałem komentarz Studenta SGH i ręce mi opadły.
    Bo nie wiem już czy warto Studentowi tłumaczyć, że właśnie działania pani Gilowskiej pozwoliły jakoś przejść Polsce ten pierwszy etap kryzysu w miarę spokojnie, o czym pisało już wielu ekonomistów, co zresztą pośrednio przyznawał nawet minister Rostowski; czy też potraktować ten komentarz Studenta SGH jako zwykłe kolejne mędzenie niezłomnego przeciwnika PiS z "prezesem Kaczyńskim" na czele. (ciekawe, że Mazowiecki cały czas jest tytułowany przez mainstreem premierem a nie na przykład emerytem)
    Więc nie wiem jak potraktować Studenta. Bo albo on jest niedoinformowany albo jest zwykłą internetową marudą delikatnie mówiąc.
    Inaczej mówiąc - przepaść między intelektualnym przesłaniem pani profesor Zyty Gilowskiej a ujadaniem Studenta jest czymś co trudno strawić.
    Rzadko się tutaj odzywam, jeszcze rzadziej komukolwiek coś wytykam, ale tym razem nerwy mi puściły.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Ulver
    Ogólnie rzecz ujmując, ładnie się wyraziła na temat tych tekstów.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Profesor!
    Gdyby Pani nie kojarzyła, Student SGH to człowiek, który uważa, że banki w Polsce nie udzielają kredytów bez zaświadczeń, i że nie ma takiej potrzeby, by ludzi dodatkowo ostrzegać przed braniem kredytów, na które ich nie stać, ponieważ oni wszystko co trzeba już mają napisane w umowie.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Student SGH
    Zapewniam Pana, że wiele banków w Polsce nie udziela kredytów ludziom, którzy pieniędzy potrzebują, ale ludziom, którzy bez pieniędzy mogą się jedynie powiesić. Albo podpalić. Zapewniam Pana również, że to iż Pan tego nie wie, świadczy o Panu jak najgorzej i praktycznie eliminuje Pana z tej dyskusji.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Student SGH
    Swoją drogą, to że Pan się do Zyty Gilowskiej zwraca per "Pani Zyto", również świadczy o tym, że jest Pan oderwany od rzeczywistości.
    Mam tylko nadzieję, że to jest jedynie dowód Pańskiego braku szacunku (zdarza się), a nie kindersztuby, i że gdyby Pan miał do czynienia z Rostowskim, to nie mówiłby Pan do niego "Panie Jacku".

    OdpowiedzUsuń
  8. @ toyah
    jak sadzę, "student SGH" nie należy studentów najpilniejszych, o ile w ogóle coś studiuje. A to "Pani Zyto" demaskuje go jako młokosa. Pamiętam przypadek młodej dziennikarki, która rozmawiając z Pendereckim, zwracała się do niego per "panie Krzysztofie" :)

    OdpowiedzUsuń
  9. @Toyah

    Zazdroszczę Ci.
    Być obdarzony sympatią kogoś takiego, jak Pani prof. Zyta Gilowska to jest naprawdę coś.

    Non plus ultra.

    OdpowiedzUsuń
  10. @tadeusz1965
    On już skończył studia i pracuje w banku. To zresztą by go tłumaczyło. Oni wszystkich traktują, jak potencjalnych klientów. Wiesz, o co chodzi. 'Pani Zyto, mamy dla pani fajną ofertę.

    OdpowiedzUsuń
  11. @jazgdyni
    No. Dlatego się chwalę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiedziałem, że się Szanowni Państwo Czyetelnicy i Szanowny Pan Gospodarz wściekną. Tak generalnie to chciałem sprawdzić reakcję czytelników, na reakcję Pani profesor specjalnie nie liczę, bo na pewno jest bardzo zapracowana i się byle gówniarzem nie będzie przejmować i mu tłumaczyć podstaw ekonomii. W końcu każde dziecko wie, że jak się obniża podatki i podwyższa wydatki to deficyt budżetowy maleje.

    @Jan
    Opinie ekonomistów z czasem się zmieniały, to części było tak z powodów politycznych. Faktem jest, że obniżki podatków stymulowały gospodarkę, ale dla finansów publicznych już tak dobre nie były, bo większa podstawa opodatkowania będąca wynikiem większej konsumpcji i inwestycji nie rekompensuje niższych wpływów związanych z obniżeniem stopy opodatkowania. Po prostu czubek krzywej Laffera znajduje się przy znacznie wyższej stopie opodatkowania niż te, które mamy w Polsce.

    Rozważna polityka podatkowa powinna polegać na obniżaniu podatków i / lub zwiększaniu wydatków kiedy gospodarka spowalnia, a obniżaniu wydatków, ewentualnie podwyższaniu podatków, gdy gospodarka jest w fazie ekspancji. Taka polityki łagodziłaby naturalne wahania cyklu koniunkturalnego, a tu nie, Pani minister robiła na odwrót. Pani Gilowska nie wykorzystała doskonałego momentu na obniżenie długu publicznego Polski i przy całej nieudolności obecnie rządzących gdyby w latach 2005-2007 nie prowadzono tej nierozważnej polityki, wzrost gospodarczy w kryzysie byłby pełnie o jakieś 1 punkt procentowy niższy, ale dług publiczny teraz byłby o jakieś 100 miliardów złotych niższy.

    Czemu w Polsce solidarnej podatki najbardziej obniżono najbogatszych i dobrze zarabiającym, a około 80% Polaków o jeden punkt procentowy? Jak to się ma do twierdzenia "prezesa Kaczyńskiego", że to bogatsi powinni zapłacić za kryzys?

    @Toyah
    Jakbym się zwracał do Pana Rostowskiego to bym brał przykład z tego jak się zwracał do doktora habilitowanego Balcerowicza w czasie debaty o OFE w marcu tego roku :)

    @Wszyscy
    To moje schamienie to też efekt pracy w banku

    OdpowiedzUsuń
  13. @Student SGH

    Czy na SGH jeszcze wykładają jakieś strzępy logiki?

    Bo, bez względu na kierunek możliwej odpowiedzi na Twoje pytania, każda będzie oczywiście miażdżąca dla tandemu Tusk-Rostowski.

    Jeśli "pani Zyta" jako MinFin postępowała słusznie, to "Donek z Wincentem" niesłusznie odmówili kontynuacji, i fałszywie ją krytykowali*/.

    Jeśli zaś postępowała niesłusznie, to okazali się niemocą i partactwem przez 4 lata nie potrafiąc zrekompensować domniemanych niesłuszności.

    Argumentu niespodziewanego kryzysu nie przyjmuję, bo tylko debilny ekonomista nie brał jego ewentualności go pod uwagę.

    Dzisiaj, w ekonomii potrzeby jest program numer 7 na liście:

    NIE KRADNIJ!

    Przekaż to przykazanie komu tam trzeba.


    ---------------
    */ mam problem natury logicznej: czy oczywistego dyletanta można krytykować za niesłuszną krytykę?

    OdpowiedzUsuń
  14. @Student SGH
    To też jest Pański problem. Że tego typu nauki, jak Pan przyznaje, pobiera Pan od Rostowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Toyah
    Jeszcze nie doczytałem do końca ale znalazłem wystąpienie Pani Zyty Gilowskiej i Jarosława Kaczyńskiego -
    http://www.youtube.com/watch?v=CbaqtsoehSU&feature=player_detailpage

    czytam dalej.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Toyah
    Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wróciłam i mogę znów tu być, z Tobą i Wszystkimi. Jeden tylko Student sprawia wrażenie, jakby uchodziła z niego dusza. Jak z reszty Europy.
    Pani Zyta Gilowska to wspaniała dama, piekielnie błyskotliwa i niesamowicie mądra. A mądry człowiek prędzej czy później musi znaleźć Twój blog.

    OdpowiedzUsuń
  17. @raven59
    Super!!! Jesteś niezastąpiony. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Toyah
    Zajrzałam na tamtą stronę z rankingiem wyborczym i przyszło mi do głowy, że może tak właśnie będą wyglądać wybory? Im głośniej psy będą ujadać, tym więcej głosów na naszych będzie przybywać.

    OdpowiedzUsuń
  19. Witam Was po małej przerwie.

    Z tym studentem to dziwna sprawa ja nie będąc ekonomistą tłumaczyłem mu kiedyś jak kapitalne znaczenie maiło zniesienie przez PIS podatku od darowizn dla 1 grupy. Pisałem o przepływie rodzinnego kapitału, o możliwości zrodzenia się klasy średniej. Ale nic - tak jakby paznokciem po betonie...
    Czasami myślę, że tzw Polska Ekonomia już nie istnieje. A Prof. Gilowska to Ostatni Mohikanin...

    Chociaż słuchając ostatnio Prof. Ryby miałem wrażenie jakby się coś zmieniało...

    Może tak ma być by zostały mam tylko lasy i ziemia, Bóg i wiara...
    Byśmy nie mieli już wymówki i nikt nie mówił, że nie zdawał sobie sprawy, nie wiedział i w ogóle nie teges...

    OdpowiedzUsuń
  20. @Marylka
    Na mnie to też zrobiło wrażenie. Tych komentarzy tam naprawdę bylo dużo, ale i tak nie byli w stanie nadążyć za głosami.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Cmentarny Dech
    Musisz sobie obejrzeć ten link, który podał nam raven59.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah
    Przy okazji spojrzałam na głosy na kandydatów z innych partii. Nędza, z wyjątkiem oczywiście SLD. Tylko że Ciebie nie przebijają nawet towarzysze Stryjak i Fiutek razem wzięci. A przecież to niewątpliwie najlepsi, sądząc z nazwisk, synowie tej ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Cmentarny Dech
    Tylko ile nam zostało tej ziemi, i ile zostanie tych lasów?
    Tyle co kutrów rybackich?

    OdpowiedzUsuń
  24. @Marylka
    Palikot też ma dużo. No ale oni chyba są dość dobrze zorganizowani. Trochę tak jak kiedyś korwinowcy.

    OdpowiedzUsuń
  25. @ toyah
    Każdy oferent, który dzwoniąc do mnie, zwraca się per "panie Tadeuszu", ma z miejsca przerąbane. Życzę powodzenia w wyborach. Nawet jeśli przegramy, to ten nowy Sejm ma szansę być lepszym od dotychczasowych.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Toyah
    Przeczytałem, obejrzałem, pozazdrościłem!

    Takie spotkanie z taką osobą potrafi porządnie naładować akumulatory - to widać wyraźnie po samej treści Twojego wpisu.
    To dobrze, przed Tobą dwa tygodnie ostrego finiszu, pełne akumulatory bardzo Ci się przydadzą.

    Pani Zycie Gilowskiej kadzić nie będę, ponieważ domyślam się że - mimo wyraźnej (uzasadnionej) pewności siebie - jest osobą skromną. Po prostu creme de la creme.

    PS. o studencie nie wspomnę - lemingami szkoda się zajmować.
    Jeżeli ktoś jeszcze w tej chwili posiada taki światopogląd to jest po prostu sobie winien. Niech żyje w swoim świecie - tylko rzeczywistość prędzej cy później go dopadnie...

    OdpowiedzUsuń
  27. @raven59
    Wszystko święta racja.

    OdpowiedzUsuń
  28. Przemówienia świetne, ale mam małą uwagę. Toyah nie wiem jakie masz przebicie w władzach PIS, ale jedna uwaga. Takie przemówienia a realizacja na poziomie amatorskich zdjęć z komórki. Tak nie można!

    Czemu PIS nie stworzy jakieś komórki medialnej. Kurwa mać wystarczy 50 tys na sprzęt (2 bilbordy jedynek).

    Chciałby tego linka podesłać znajomym, a oni po 10 sek. z uśmiechem "co to za niezależna produkcyjka?".

    Oczywiście moje zastrzeżenie i złość nie jest skierowana do autora relacji. Nie wiem kto w PIS odpowiada za media, ale może warto zrobić tam jakiś ferment. Nie mamy TV, nie mamy anteny, to chociaż niech robią to na poziomie profesjonalnym... ! (Dźwięk, statyw, dobry kadr). Dystrybucja (INTERNET własny kanał google-
    dodać napisy w angielskim i mamy produkcję o międzynarodowym zasięgu.

    Nie wiem czy to ten pieprzony postmodernizm tak nas zamroczył. Nawet relacja z Takiego Spotkania powinna być zrealizowana z szacunkiem do sztuki, a zwłaszcza Gości.

    (Na plazmie widzę relację, ale gdzie sygnał się podział?) do archiwum by rozliczyć dofinansowanie?)

    OdpowiedzUsuń
  29. @toyah; @raven59; @Cmentarny Dech i in.

    Mój ulubiony Student SGH jest tutaj pożyteczny, bo prowokuje do komentarzy; trollem w żadnym przypadku nie jest. Ot, na przykład, nawet mnie obudził z wakacyjnego letargu. Gorzej, gdy Student próbuje odpowiadać na pytania, lub wyjaśniać jakieś sprawy. Wtedy budzi zakłopotanie, bo ustawił się w pozycjach odmawiających dyskusji na wskazywane tematy.

    Polega to na tym, że jego świat pojęć i rozpoznań merytorycznych jest światem osobnym, odmawiającym uwzględnienia kategorii i kryteriów rozpoznawczych u dyskutantów. W takiej sytuacji pożyteczna dyskusja jest niemożliwa na konkretne tematy, a produkuje wyłącznie konflikt.

    Należałoby najpierw uzgodnić (jak w brydżu) jakiś wspólny język i wspólne, a obiektywne kryteria dochodzenia oraz oceny ustaleń.

    Studenta najwyraźniej zafascynował świat samych narzędzi. Do niego sprowadził zarówno ekonomię, bankowość i - w rezultacie – swoje know-how rozpoznawania życia społecznego oraz polityki. Przypomina w tym chłopców, którzy rzucają kamieniami przed siebie konkurując, czyj dalej doleci, jednak bez zastanowienia po co i bez pewności, że ktoś tam głowy, albo szyby nie wystawi.

    Podobnie Student, który w oglądanym obszarze usuwa ze swojego rozumowania pytania „co się właściwie dzieje”. On, niczym chłopiec patrzący na ten kamień i jego lot, widzi bowiem tylko swoje narzędzia. Patrzy na SWAPY z kanciapy (intelektualnej) i na LIBORY z obory (moralnej).

    Kanciapę już wyjaśniłem, natomiast patrzenie z obory polega na tym, że nie istnieją oceny, ani preferencje wyborów dokonywane w oderwaniu od stosowania podstawy moralnej / niemoralnej. Właśnie krowa patrzy z obory bez preferencji, czyli indyferentnie. Wszystko wskazuje, że nasz Student podobnie. Jak dotąd brak bowiem danych w wypowiedziach Studenta, by posądzić go o jakąkolwiek postawę moralną.

    Student jest indyferentny i wydaje mu się, że na tym zyskuje a będzie tak mógł zawsze. Na pewno nie! Na tę jego niepełnosprawność intelektualną wielokrotnie, w właściwą sobie przenikliwością zwracał uwagę Toyah. Nie trzeba być bowiem fachowcem od LIBORÓW, żeby dostrzec oborę! NB.: ta przenikliwość całkowicie wystarczy za kwalifikacje Toyaha na posła, gdyby oczywiście brakowało innych, a nie brakuje.

    Co do świata ekonomii i szerzej, co do świata idei, w tym tak pełzających jak „pijary”, to trzeba poszukać porównań w handlu; wszak chodzi o wymianę. Otóż jedną z nieomylnych reakcji zwykłego handlu na pogorszenie się warunków działania jest dokonywanie tzw. „podmiany asortymentowej”. Np., zamiast czekolady - wyrób czekoladopodobny, albo jakiś ciernik a la łosoś.
    To właśnie nastąpiło w obecnym świecie ekonomii i stamtąd przeniosło się do innych nauk społecznych, w końcu do obecnej polityki. Jest to:

    podmiana asortymentowa dobrego towaru na byle jaki szajs.

    Czyż nie taką właśnie podmianę wybraliśmy np. w 2007? Raz wystarczy!

    Student tego nie widzi, bo go fascynują narzędzia, zwłaszcza te obecne w warsztatach bankowych. Że one same są szajsem, o tym bezspornie przesądza fakt, iż to właśnie one poprowadziły do obecnego kryzysu i właśnie one niezdolne są z niego wyprowadzić a przeszkadzają narzędziom mającym potencjał naprawczy.

    Bieżący kryzys jest bowiem wyłącznie finansowy, a nie gospodarczy a jego rozsadnikiem są właśnie OBORY podziwiane przez Studenta lgnącego do uprawianej tam szajs-gnozy.

    OdpowiedzUsuń
  30. @orjan
    Pełna zgoda. To jest czysta rozpacz. Brak słów.
    We władzach Partii nie mam jakichkolwiek wpływów. Ja nawet nie jestem marnym działaczem. Zaledwie członkiem. Ze względu na osobę Jarosława Kaczyńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Student SGH
    On mieszka, o ile się nie mylę, na granicy Warszawa-Piaseczno. Jak nasz kumpel Michał Dembiński. To teren w dużym stopniu skażony.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Orjan
    //Dzisiaj, w ekonomii potrzeby jest program numer 7 na liście:

    NIE KRADNIJ!//

    "Yes't ! Yes't ! Yes't ! Jest program PO !!!"

    OdpowiedzUsuń
  33. @Cmentarny Dech
    //Takie przemówienia a realizacja na poziomie amatorskich zdjęć z komórki. Tak nie można!//

    Niestety wczoraj byłem w stanie dotrzeć tylko do takiej relacji - kręcił to "z ręki" prawdopodobnie autor umieszczony na wstępie filmiku.

    OdpowiedzUsuń
  34. @toyah
    //To teren w dużym stopniu skażony.//

    Tak to teren dużej lemingozy..

    OdpowiedzUsuń
  35. @raven59

    Liczby nie są przypadkowe, są zawsze znaczące tyle przynajmniej wyjaśnia postępawa nauka numerologii.

    Ja tam wprawdzie takie naukie odrzucam, ale to na nic, bo i tak pozostaje bardziej umocowana reguła, że:

    "nie ma przypadków, są tylko znaki"

    Np. 7-ka dla PO.

    OdpowiedzUsuń
  36. @Toyah, Cmentarny Dech

    "Nie wiem kto w PIS odpowiada za media, ale może warto zrobić tam jakiś ferment. Nie mamy TV, nie mamy anteny, to chociaż niech robią to na poziomie profesjonalnym... ! (Dźwięk, statyw, dobry kadr)."

    Moze to jest jakis pomysl...
    Z okregu gliwickiego do Sejmu startuje pani Anna Krupka. W swoim bio napisala "Jestem redaktorem naczelnym serwisu internetowego PiS. Mam zaszczyt współpracować z premierem Jarosławem Kaczyńskim."

    http://wybierzpis.org.pl/kandydaci/slaskie/okreg,29.html#661-anna-krupka

    e-mail: anna.krupka@gmail.com

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  37. @Marylka

    Wręcz przeciwnie, dusza we mnie rozkwita jak czytam jak się wściekacie. Gdyby nie ja byłyby tutaj same peany na cześć czcigodnego kandydata na posła i gospodarza. O Pani Zycie Gilowskiej mam nieco inne zdanie, natomiast zaciekawiło mnie Twoje zdanie: A mądry człowiek prędzej czy później musi znaleźć Twój blog. - w końcu też jakoś znalazłem ten blog...

    Poza tym, niezależnie od ujadania wcale się nie zdziwię, jeśli PiS wygra wybory. Prawdopodobieństwo moim zdaniem wynosi jakieś 35%, 45% daję na scenariusz, że PO wygra o mniej niż 5 punktów procentowych, a 20%, że przewaga PO będzie większa niż 20 punktów proc. Mniejsza jednak o cyferki. Bardziej martwi mnie to, że niezależnie od wyniku będzie awantura. Jak sprawdzi się scenariusz, któremu daję 35% szans będzie awantura, że Polacy są głupi, że tak się nie da i szczerze mówiąc wcale się bym nie zdziwił jakby po kilku miesiącach były powtórne wybory, bo PiS nie byłoby w stanie samodzielnie rządzić, mimo że Naród tak wybrał. Jak PO wygra minimalnie będą z pewnością oskarżenia, że wybory były sfałszowane. Jak wygra znacznie znowu będzie gadka o "froncie obrony przestępców"...

    @Cmentarny Dech
    Z tym studentem to dziwna sprawa ja nie będąc ekonomistą tłumaczyłem mu kiedyś jak kapitalne znaczenie maiło zniesienie przez PIS podatku od darowizn dla 1 grupy. Pisałem o przepływie rodzinnego kapitału, o możliwości zrodzenia się klasy średniej. Ale nic - tak jakby paznokciem po betonie...

    Pamiętam!
    Pierwsza sprawa: to że zrezygnowano z podatku spadkowego w pierwszym pokrewieństwie miało 2 niebagatelne znaczenia.

    Pierwsze - uczyło kultury podatkowej, ludzie wychodzili z szarej strefy, nabierali zaufania do własnego państwa.
    Drugie - wpuszczało do obrotu kapitał który z lokat przepłynął do inwestycji.


    Co ma zniesienie podatku od spadków dla np. dzieci z uczeniem kultury podatkowej? W jaki sposób wpuszczało się do obrotu kapitał? Napisałeś dwa zdania, z których nic nie wynika. A moja argumentacja była wyłożona tutaj. I jeszcze może ilustruję ją dwoma przykładami.
    1. Kilka miesięcy temu rodzice przekazali mi jako darowiznę samochód. Jako dziecko zamożnych rodziców dostałem za darmo zabawkę, podczas gdy mój rówieśnik gdyby chciał kupić taki samochód musiałby najpierw zarobić i zaoszczędzić kwotę potrzebną do jego zakupu, lub nie daj Boże pożyczyć ją w banku, a potem jeszcze zapłacić podatek 2%.
    2. Bogaci rodzice mojej koleżanki kupili dla niej kilka lat temu mieszkanie za gotówkę i niedawno podarowali je jej jako darowiznę. Dziewczyna nie musiała na nie pracować, ani jak wielu jej rówieśników brać kredytu hipotecznego na kilkadziesiąt lat. Oboje wzbogaciliśmy nie podejmując żadnej pracy i nie podzieliliśmy się z biedniejszą częścią społeczeństwa naszym bogactwem. To ma być Polska solidarna???

    @raven59
    cieszę się, że nie popsułem Ci humoru

    @orjan
    No widzisz, zauważyłeś, że tam gdzie pojawia się Student jest coś więcej niż monotonne pochwały...

    Dobra wiadomość jest taka, że aż do wyborów nie będę się odzywać, ewentualnie coś odpowiem w tym wątku. A jeśli będzie okazja, to z przyjemnością pogratuluję Gospodarzowi zdobycia mandatu poselskiego.

    @toyah
    Ma Pan rację, kawałek za granicą Warszawy mieszkam, jakieś 3 kilometry od naszego wspólnego znajomego. A w mojej komisji wyborczej w wyborach 21 października 2007 roku 81% głosów zdobyła PO - to nie tylko gorzej jak Ursynów, to gorzej jak Czarnobyl.

    OdpowiedzUsuń
  38. @Sagittarius
    Nie chce mi się z Krupką gadać. Nie żebym coś do niej miał. Ale jakoś mi się nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  39. @Student SGH

    Zarozumialstwo powinno mieć jakieś podstawy. Inaczej jest śmieszne.

    Ja odpowiadam na Twoje komentarze, bo pod pozorem merytoryki obniżają poziom tego blogu a to mi się akurat nie podoba.

    OdpowiedzUsuń
  40. @student SGH
    zazwyczaj mi dopisuje
    ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  41. @ Toyah

    Ten namiar byl skierowany bardziej do Cmentarnego D...
    Ja doskonale rozumiem, ze Ty teraz nie masz na to czasu.

    OdpowiedzUsuń
  42. @Sagittarius
    Myślałem, że do mnie też. W sumie, czas bym jakoś znalazł, bo poza tym blogiem kampanii nie prowadzę.
    Po prostu mi się nie chce.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.