poniedziałek, 3 maja 2010

O ogniu, łkaniu w kominie, jednym pijaczku i dwóch kibolach



Zgodnie z tradycją, która w ostatnich dniach zdaje na tym blogu dość dobrze egzamin, chciałem przypomnieć jeszcze jeden tekst sprzed wielu miesięcy. Robię to z dwóch powodów. Pierwszy jest ściśle tradycyjny, a mianowicie związany z czasami, które wszyscy przeżywamy i które, moim najszczerszym zdaniem, wymagają świadectwa. Drugi z kolei jest już bardziej osobisty. Chodzi bowiem o to, że mój serdeczny kolega Michał Dembiński, którego blog można podziwiać na stronie www.jeziorki.blogspot.com, w reakcji na mój wpis o Polakach i nie-Polakach zamieścił notkę u siebie, gdzie w pewnym momencie – w całkowicie dobrej wierze – użył pojęcia, które jest mi wyjątkowo niesympatyczne, a mianowicie „krakowski intelektualista”. Kiedy przeczytałem jego refleksje, w mojej głowie tak się zakotłowało, że najpierw przemknęły mi przez myśl dziesiątki najprzeróżniejszych komentarzy, by wreszcie zatrzymać się na tym starym tekście. Jest bowiem tak, że nie widzę lepszego sposobu, by zareagować na tak niezwykłą bzdurę, jak argument w postaci tego podziału na „krakowskich intelektualistów” i „tępych chamów wyrzucających swoje stare lodówki do pobliskich lasów”, jak przy pomocy tego właśnie tekstu. Przeczytaj go, proszę i staraj się zrozumieć, o co mi chodzi. W tych szczególnych dniach może to być znacznie ważniejsze, niż się nam obu wydaje.
Pewnego razu, jechałem z najmłodszą Toyahówną pociągiem z Katowic do Warszawy. Było to kilka lat temu, więc i ja i ona byliśmy odrobinę młodsi, co akurat w jej wypadku ma tu pewne znaczenie. W przedziale z nami siedziało dwóch Belgów, z których jeden patrzył przez okno, a drugi oglądał film na laptopie, jakiś pan, który czytał Najwyższy Czas, inny pan, który sobie spał i dwóch absolutnie modelowych, łysych kiboli. I to nie kiboli na miarę rządu pana premiera Donalda Tuska. To byli kibole jak najbardziej klasyczni, takich których można zobaczyć na zdjęciach policyjnych podczas tłumienia boiskowych ekscesów. Ja kompletnie do dziś nie mam pojęcia, co oni robili w pociągu typu IC – w końcu nie takim znów tanim. Podejrzewam, że jechali bez biletów. Wyglądali zresztą na takich, którzy nie kupują biletów nigdzie i pod żadnym pozorem.
Jechali więc sobie kibole z nami w przedziale i zachowywali się jak najbardziej sportowo. Czyli pili piwo z puszek, omawiali ostatnie pojedynki z policją i jak najbardziej przeklinali. Przeklinali na poziomie absolutnie najwyższym, bez jakichkolwiek ograniczeń i bez jakiegokolwiek poczucia, że może nie są sami. Jeden z nich machał przy tym ręką, nieustannie zasłaniając panu z UPR-u poszczególne strony NC. Siedzieliśmy sobie z nimi w tym eleganckim przedziale, a ja miałem nadzieję podwójną. Przede wszystkim liczyłem na to, że oni pewnie wysiądą w Zawierciu, a – na wypadek gdyby jednak wybierali się do stolicy – że nie dojdzie do aktów przemocy. Przyznaję, cholera, że się normalnie bałem. Kiedy minęliśmy to Zawiercie, a im ani w głowie było wysiadać, zebrałem się w sobie, nachyliłem się grzecznie do tego łysego naprzeciwko mnie i grzecznie powiedziałem: „Bardzo przepraszam… ale widzi pan… małe dziecko… nie wypada tak przy niej…” Kibola jakby poraził prąd. Opluł się piwem, zaczął gwałtownie przepraszać, drapać się nerwowo po łysej pale i w końcu wydusił jedno prawie pełne zdanie: „Znowu nie takie małe, to prawie pannica”. Tak powiedział. Następnie przez chyba pięć minut obaj w ciszy żłopali te piwa, a później z tego napięcia wstali i się przenieśli do innej części pociągu.
Dziś, kiedy to wspominam, pragnę przede wszystkim przeprosić moja córkę za to, że jej narobiłem publicznie wstydu (co mi natychmiast nie omieszkała wypomnieć - „Mi to, jeśli chcesz wiedzieć w ogóle nie przeszkadzało”), ale jednocześnie muszę jej powiedzieć, żeby znowu się tak nie nadymała, bo i tak się bardzo ograniczyłem. Początkowo bardzo chciałem kibolowi powiedzieć, że to co on robi to grzech. I że Pan Jezus jest bardzo zawiedziony. To by jej dopiero było wstyd.
I proszę się ze mnie nie śmiać. Ja ten tekst mam bardzo skutecznie przećwiczony. Kiedyś, jeszcze dawniej, w pewien Wielki Piątek szedłem sobie pod moim domem i napotkałem na mej drodze człowieka bardzo, bardzo pijanego. Taki klasyczny ‘dziad’, jakby to określił pan Prezydent. Szedł sobie więc ten dziad, pijaniusieńki jak nie wiem co i wrzeszczał z wściekłością na cały świat, klął, pluł, bluzgał. A ja zatrzymałem się i powiedziałem: „Panie, przecież to Wielki Piątek! Jak pan może? Jakiż to straszny grzech. Chrystus umiera na krzyżu, a pan w takim stanie. I jeszcze te słowa”. Efekt był dokładnie ten sam, co kilka lat później, w Intercity z Katowic do Warszawy. Powiem tylko, ze do dziś mam wyrzuty sumienia, ze może powinienem był być bardziej delikatny. Powtarzałem jednak ten numer jeszcze parę razy, zawsze z identycznym skutkiem.
Ale do czego zmierzam? Do tego mianowicie, że dobrzy ludzie grzechu się boją. Dobrzy ludzie nie chcą być źli. Dobrzy ludzie czują ten wiatr nawet w czasie największego upadku. I myślę sobie, ze można by było właściwie tu skończyć. Jest wystarczająco mocno. Więc jeśli komuś już wystarczy, to się nie obrażę. Róbcie to co macie i tak zaplanowane. Ale ja jednak troszkę jeszcze poopowiadam, bo w sumie piszę to w bardzo mocno zdefiniowanym celu.
Napisałem już dziś w którymś z komentarzy, że bardzo mi się podoba tekst pewnej piosenki Skaldów (był kiedyś taki popularny zespól – bardzo dobry). Początek leci tak: „Oj dana, dana, nie ma szatana, a świat realny jest poznawalny. Oj dana!” Ale najlepsze jest później: „Życie jest formą istnienia białka, ale w kominie coś czasem załka.” Chodzi mi właśnie o ten komin. Ja jestem absolutnie przekonany, że coś takiego jak lęk i podziw dla Najwyższego jest zupełnie autentycznym i wręcz przyrodzonym stanem każdego ludzkiego bytu. Jestem pewien, że każdy człowiek, choćby niewiadomo jak był przekonany o tym, że nie ma nic, w najgłębszych pokładach swojego serca wie, że to nieprawda. Wie że są sytuacje, kiedy żartów nie ma. Sytuacje wobec których nawet on zaczyna drżeć.
To jest moim zdaniem reguła. Oczywiście, od reguły – jak mówią ludzie uczeni – są wyjątki, więc zakładam, że i od tej reguły są wyjątki. Zakładam więc też, że może i kilka dzisiejszych komentarzy, jakie pojawiły się pod moim poprzednim wpisem były wklepane przez owe wyjątkowe zupełnie umysły i serca. Przez ludzi, którzy, gdyby ich spotkał taki atak, jaki z mojej strony spotkał tych dwóch młodocianych bandytów i tego biednego pijaczka, po prostu najpierw by opluli mnie, a następnie najbliższy mijany kościół. Inna sprawa, że ja nie od dziś mam głębokie przekonanie, że jeśli już na kogoś mogę liczyć, to bardziej na tego dziada i tego łysola, niż na wykształconego absolwenta wydziału prawa na którejś z renomowanych polskich uczelni. Dlaczego? Dlatego, proszę sobie wyobrazić, że ich umysły może i są zatrute, ale przynajmniej zatrute ekologicznym i czystym gnojem, niż wysoko oczyszczoną kokainą, albo czymś podobnym (jak ktoś chce się obrazić, to uprzedzam – to tutaj to była czysta figura retoryczna).
Jestem pewien bowiem, że ludzie potrafią być bardzo mężni, bardzo silni i bardzo szlachetni. Potrafią też jednak upadać, a kiedy już upadną, to potrafią jeszcze się potoczyć, czasem bardzo daleko, w bardzo nieprzyjemną ciemność. A kiedy upadną, niektórzy z nich potrafią się podnieść, czasem bardzo wczesne, ale czasem dopiero na samym, samiusieńkim końcu. A jak już się podniosą, to często o wiele wyżej niż ktokolwiek z nas. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że przez całe ich życie, tli się w nich to poczucie, że jednak świat realny nie jest do końca poznawalny. A ten ogień potrafi i palić i oświetlać drogę, jak nic innego.
I powtarzam raz jeszcze. Wolę tych meneli i tych bandytów o wiele bardziej, niż wielu z tych, którzy, przynajmniej we własnym mniemaniu, złapali prawdziwą tajemnicę za największy palec u nogi. Wolę te dzieci, rozkołysane wewnętrznym przekonaniem że Boga nie ma, a już że na pewno nie ma Szatana, od tych wszystkich którzy mówią to samo i zachowują się dokładnie tak samo, jak te dzieci, tyle że jeszcze na przykład z prawdziwa pasją zaczytują się w horoskopach i wierzą autentycznie i głęboko, że jeśli puścić porządną rakietę w sylwestrową noc, to następny rok będzie lepszy.
Wolę tych którzy w życiu nie zajdą do kościoła, bo ksiądz to pijak, a pani z plebanii to jego kochanka, ale jak zagrzmi, to robią znak krzyża, niż tamtych, którzy uważają, że to całe gadanie o dzieciach z Fatimy, to idiotyzm, oszustwo i że jeśli nawet coś tam się działo, to można to bardzo ładnie i naukowo wyjaśnić, natomiast wieczorem, jak wrócą z pracy, to pieczołowicie wycinają z gazet wszystkie możliwe informacje na temat tych wszystkich niewyjaśnionych przypadków lądowania na Ziemi pojazdów kosmicznych.
W moim wpisie, do którego się tu wciąż odwołuję, wyraziłem satysfakcję z tego powodu, że mój Kościół jest tak cierpliwy i tak kochający. Że nikogo nie odrzuca i że jest zawsze gotowy na przyjęcie tych, którzy nagle zostali porażeni tym światłem. Ale tu już zbliżam się bardzo niebezpiecznie do najbardziej oczywistych oczywistości, że zacytuję klasyka, więc najlepiej już skończę..
Taka to jest ta refleksja. A na sam już koniec, powiem i Tobie i każdemu, kto może chcieć jeszcze czytać te końcowe zdania, że nie ulega dla mnie wątpliwości, że gdyby w tym pociągu, który pojawił się na początku, siedziało dwóch „krakowskich intelektualistów” i sobie na przykład żartowali na skądinąd znany temat „zimnego Lecha i krwawej Mary” – jak to ostatnio właśnie mają w zwyczaju „krakowscy intelektualiści” - a ja bym ich poprosił, żeby przestali, to oni na sto procent by nie przestali. Nie przestaliby ani gdybym ich poprosił, ani gdybym im groził, ani gdybym powoływał się na wartości humanistyczne i wartości chrześcijańskie. Nie przestaliby. Jedyne co by zrobili, to podnieśli na nas najpierw zdziwione, a później już tylko pełne pogardy spojrzenia i robiliby swoje. W tej sytuacji, zapewniam Cię, że dla nich byłoby znacznie lepiej, gdyby pojechali do pobliskiego lasu i wywalili tam z obelżywym słowem na ustach swoją starą lodówkę.

10 komentarzy:

  1. Może źle wybrałem miasto 'Kraków' :-)

    Dobra odpowiedź. Podoba mi się tekst: "Wolę tych którzy w życiu nie zajdą do kościoła, bo ksiądz to pijak, a pani z plebanii to jego kochanka, ale jak zagrzmi, to robią znak krzyża, niż tamtych, którzy uważają, że to całe gadanie o dzieciach z Fatimy, to idiotyzm..."

    A więc jest jednak nadzieja. Zgadzamy się. I właśnie podobało mi się program IPN - te wyjazdy po Polsce powiatowej, aby uświadomić naród, czym naród jest.

    Potrzebna jest edukacja. Po drodze z Grójca do Końskich mijałem wiaty autobusowe sprejowane przez lokalnych huliganów. Kiedy został klub sportowy Legia założony? Według nieuków wiejskich mieszkających wzdłuż Drogi Wojewódzkiej 728, odpowiedż brzmi '1906', '1910', lub nawet '1926'.

    Edukacja, edukacja i edukacja! (c. T. Blair, 1997).

    Tylko kto ma ich edukować? Wykstałciuchy czy koledzy z innych partii? Czas na wspólny wysiłek.

    OdpowiedzUsuń
  2. to chyba do mnie3 maja 2010 23:06

    cholera - skąd ty to wszystko wiesz?
    skąd ty to wszystko możesz wiedzieć!
    zaczynam się bać

    OdpowiedzUsuń
  3. Toyahu drogi!

    Znakomity pomysł z przypominaniem starych wpisów.
    Jako że na S24 trafiłem ok. rok temu, wiele mi umknęło a nie zdążyłem przewertować Twojego całego archiwum.

    Mam takie wrażenie, że inżynierowie dusz od dawna wiedzą to o czym piszesz, stąd usilne zabiegi w tworzeniu rzesz "krakowskich intelektualistów" (niech mi Kraków wybaczy, to wcale nie chodzi o Kraków). Właściwie kolejnych "mirrorów", wszystkich tych młodych, wykształconych, z wielkich miast.

    I tylko pytanie jest takie: czy do 20.06 odbudują to co stracili po Katastrofie? Najgorsze jest to, że nie jestem wcale pewien, czy w ogóle coś stracili z tych swoich intelektualnych rzesz.

    Próbowałem ostatnio bardzo spokojnie i merytorycznie rozmawiać z ludźmi tak właśnie uformowanymi przez, powiedzmy, centralę zła.
    Byłem cholernie merytoryczny: przykłady, cytaty, linki, zero epitetów, pełne zrozumienie.
    Nawet pozwalałem sobie na przejawy poczucia humoru, lecz, cholera, betoniarstwo tak się napuszyło, że nic z tego.
    Dowiedziałem się w zamian, że jestem nachalnym agitatorem, paranoikiem i takie tam...
    Spasowałem więc, przynajmniej na jakiś czas. Wolę spędzać więcej czasu tam gdzie piszesz. Więcej czasu, to także lektura cennych komentarzy a i czasem pozwalam sobie dorzucić swoje 0,03 pln.

    Niedawno zmieniłem operatora komórkowego. I ten nowy powitał mnie hasłem "Razem lepiej". Ja wiem, że ten operator to taki sam krwiopijca jak pozostali ale zrobiło mi się miło :)

    Razem lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szanownu Toyahu,

    jak to dobrze, że istniejesz i piszesz tak wyważone felietony. Jak również dobrze się stało, że skończyłeś swoje rozmyślania,
    w sposób, w jaki skończyłes. Właśnie ten opis dwóch „krakowskich intelektualistów”, i ich prawdopodobne zachowanie, oddaje ducha czasu w jakim przyszło nam zyć. Jeśli pozwolisz, dodam kilka spostrzeżeń od siebie. Otóż jakiś czas temu, wymyśliłem termin na określenie „krakowskich intelektualistów” ( oczywiście nie chodzi tutaj tylko o Kraków)
    - jako inteligentni inaczej. W odróżnieniu
    od tych synów narodu polskiego, którzy zostali zamordowani 70 lat temu w Katyniu. To był prawdziwy kwiat polskiej inteligencji.

    Przeciez, gdyby oni wrócili do kraju, albo jeszcze inaczej,
    - gdyby Stalin nie "wbił nam noża w plecy"
    17 września 1939 roku
    - gdyby nie bylo sfałszowanych wyborów
    po wojnie,
    - gdyby nie było sowieckiej okupacji przez następne 45 lat
    (oczywiście to nie bylo to samo co niemiecka okupacja)

    Polska w tej chwili wyglądałaby zupełnie inaczej.
    A przecież, to nie tylko był symboliczny Katyń, wywieziono na wschód około 150 tys. naszych rodaków.

    Toyahu jeśli pozwolisz, jeszcze dwa słowa do twojego kolegi

    @Michael Dembinski

    Czy to naprawdę jest ważne aby wiedzieć, kiedy powstał WKS Legia? Szczególnie po ostatnich aferach korupcyjnych? A przeciez to dotyczy nie tylko Legii. Ja ostatnio przestałem się interesować polską piłką nożną.... no może za wyjątkiem Lecha Poznań. A propos tych przystankow autobusowych, "graficiarze" tworzą wszędzie, poza Polską również, może
    warto by było pomyśleć o miejscach pracy dla tych młodych ludzi.
    Zdaje się, ze to Jurek Owsiak powiedział: "Róbta
    co chceta", więc oni to robią.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Oczywiście, że trzeba ich edukować. Problem jest tylko taki, że nie tylko ich. Powiem więcej, oni akurat są dość dobrze wyuczalni.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myslę że nie tylko ja. Nie trzeba się bać.

    OdpowiedzUsuń
  7. No ładnie Ci poiwiedział. Razem lepiej. Bo to jest fakt. Razem jest rzeczywiście lepiej. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  8. Sagittarius!
    Dziękuję Ci za dobre słowa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Znakomity tekst,dobrze ze przypomniany.
    To "chamstwo elitarne" prezentuje swoje
    cechy i umiejetnosci we wpisach pod Pana
    tekstami. Zwykly menel czy "dziad", na
    zwrocona uwage czasem odpowie .."aaaa to
    przepraszam"..."Intelektualista" nigdy nie
    przeprosi.
    Pana teksty czyta moja rodzina, znajomi.
    One sa bardzo potrzebne
    Pozdrawiam sedecznie
    anden

    OdpowiedzUsuń
  10. anden,
    Polecam się na przyszłość i życzę Wam wszystkim wszystkiego dobrego.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.