sobota, 15 maja 2010

Boni na prezydenta!



Zgodnie z moimi podejrzeniami z wczoraj, Bronisław Komorowski nie jest w stanie zawalczyć już choćby o jeden dzień. Ten dziwny człowiek najwyraźniej ma w sobie coś takiego, co go ubezwłasnowolnia wewnętrznie w sposób absolutnie dramatyczny. Przez te dwadzieścia lat II RP mieliśmy naprawdę okazję poznać dziwadła według wszelkich dostępnych standardów nie do pobicia. I w szeregach Unii Demokratycznej czy później Unii Wolności, i w rejonach zbliżonych do postkomunistów, i w najbardziej egzotycznych miejscach opanowanych przez jakieś niedobitki okresu przejściowego od do, można było spotkać okazy naprawdę wyjątkowe. Nawet w dzisiejszej Platformie Obywatelskiej są i byli ludzie, którzy potrafili zrobić autentyczne wrażenie. Dziś wygląda na to żadna z tych osob nie jest w stanie konkurować z kimś takim jak Bronisław Komorowski.
Czemu ta sytuacja mnie aż tak zajmuje? Otóż chodzi wyłącznie o względy ambicjonalne. Ja mam mianowicie dość wysokie mniemanie o swoich talentach, że tak to nazwę, komentatorskich. Wydaje mi się, że dość dobrze się orientuje w tym, kim kto jest, i czego po każdym z nich można się spodziewać. Uważam, że mój instynkt polityczny, przez te minione dwadzieścia la – by już nie wspominać o tym, co było wcześniej – do tego stopnia mnie nie zawiódł, że, gdyby mi przyszło stanąć naprzeciwko dowolnego eksperta z dziedziny polityki, poradziłbym sobie znakomicie. Gdyby tylko nikt nie kazał mi wchodzić w sferę związaną choćby z naukami ekonomicznymi, to zawsze i wszędzie miałbym wszelkie podstawy, żeby się czuć swobodnie i pewnie. Bronisław Komorowski stanowi dla mnie powód do wstydu i ciężki wyrzut sumienia. Bo nie da się ukryć, że podczas gdy zawsze sądziłem, że on jest takim przeciętnym bylekim pętającym się między przeróżnymi politycznymi projektami typkiem z kominiarskim wąsikiem, kimś, kogo ewentualnie można do czegoś drobnego od czasu do czasu użyć, on stanowi zjawisko całkowicie nadzwyczajne.
Weźmy Donalda Tuska. Ja zawsze – wbrew głosom ludzi, jak się okazuje mądrzejszych od siebie – sądziłem, że on jest durniem nad durnie. Że Donald Tusk jest kimś, kogo koledzy z partii, jeśli traktują z jakimś szacunkiem, to wyłącznie dlatego, że ktoś im kazał, lub dlatego, że coś akurat planują i uważają, że należy akurat Tuskowi nie podskakiwać. Że Donald Tusk jest człowiekiem o formacie zbliżonym do Sławomira Nowaka, czy jakiegoś Krzysztofa Bieleckiego, a tu się okazuje, że jak go postawić przy Komorowskim – to dopiero wtedy widać jaki to z niego charyzmatyczny przywódca. Nagle widać jak na dłoni, że jeśli naprzeciwko Bronisława Komorowskiego postawi się kogokolwiek – nawet Stefana Niesiołowskiego, czy Julię Piterę – to nie można przestać się zastanawiać, dlaczego to nie ich Platforma wysunęła, by walczyli o fotel prezydenta, tylko akurat kogoś tak beznadziejnego. I ta myśl mnie naprawdę dręczy. Czemu ja go tak nie doceniałem?
Napisałem tu kiedyś tekst, którego jedynym celem było wdeptanie w ziemię ministra Boniego. Za jego agenturalność, za jego bylejakość, za jego kompletnie idiotyczny wywiad jakiego przed laty udzielił Igorowi Janke. Przez całe lata, Michał Boni był dla mnie postacią tak okropnie do niczego, kimś tak tragicznie skończonym, że wszelkie uwagi – nawet płynące ze strony zmarłego Prezydenta – że z Bonim jako jednym z nielicznych z tamtej strony, można poważnie rozmawiać, zbywałem wzruszeniem ramion. Kiedy dziś obserwuję Bronisława Komorowskiego, a na jego tle właśnie Boniego, który, jak się okazuje, jako jedyny – absolutnie jedyny polityk Platformy Obywatelskiej – jest w stanie przynajmniej udawać powagę, myślę sobie, że gdyby jakimś cudem to Michał Boni – z tym całym swoim przeróżnym bagażem – miał kandydować do tego urzędu, sytuacja byłaby przynajmniej jakoś tam zrozumiała. Przecież to jest różnica jak między niebem a Ziemią.
Fakt napisał, że Jarosław Kaczyński ostatnio schudł z tego smutku jedenaście kilo. Ja oczywiście normalnie takich – ale też wielu innych – informacji nie mam. Naturalnie oglądam go w telewizji codziennie, przy tej czy innej okazji, wbrew temu, co uparcie powtarzają wszystkie media, że Kaczyński się nie pokazuje publicznie, i widzę, że on schudł. Co więcej, świetnie wiem, jako to się stało, że on tak schudł. Wiem też, że nawet w miesiąc można schudnąć jedenaście kilo, jak się człowiek zaprze. Ale kiedy się chudnie ze smutku, to żartów nie ma. Domyślam się jednocześnie, że ktoś taki jak Bronisław Komorowski ma w tej kwestii mnóstwo przeróżnych informacji z pierwszej – czy powiedzmy choćby drugiej – ręki. I oczywiście absolutnie nie przeszkadza mu to, by publicznie, z podniesionym łbem, podkręconym wąsikiem i wysuniętym do przodu sygnetem ogłosić, że ludzie w wieku Kaczyńskiego się nie zmieniają. I oczywiście jest to odzywka tak porażająca, że można tylko ubolewać, że żaden dziennikarz nie pomyślał, żeby się zapytać Komorowskiego, dlaczego dla takiego Putina zachciał on w tej mierze zrobić tak uprzejmy wyjątek.
Bo jest coś szczególnego w Bronisławie Komorowskim. Każdy dzień przynosi kolejne informację świadczące w sposób absolutnie jednoznaczny, że z nim coś jest nie tak. Niektórzy mówią, że ona ma coś za uszami. Że Komorowski to jest ktoś o wiele bardziej znaczący, niż nam się wydaję. Nie sądzę. Uważam, że nawet by być zwykłym TW, jak wspomniany już Michał Boni, czy jakiś Maleszka, czy co poniektóry Arcypasterz, trzeba coś w sobie mieć. Coś co człowieka wyróżnia spośród reszty jednak na korzyść. Trzeba mieć to coś, co nawet największy potwór zauważy i uzna, że tak – tego bierzemy. Kto by natomiast chciał do czegokolwiek wziąć Komorowskiego? Poza może polowaniem. Nie żartujmy, proszę.
Wczoraj na samym początku rozmowy jaką Piasecki przeprowadził z Komorowskim – swoją drogą chyba kolejna ocenzurowana rozmowa TVN24, po słynnym już wywiadzie z Rokitą – Piasecki zapowiedział program tak „Bronisław Komorowski – marszałek Sejmu, pełniący obowiązki prezydenta RP, kandydat na to stanowisko”, na co Komorowski mu przerwał i oświadczył co następuje; „Chciałem sprostować. Nie jestem prezydentem, ale tylko osobą pełniącą obowiązki prezydenta”. Piasecki zdębiał i wykrzyknął, że on przecież wyraźnie to własnie powiedział. Komorowski aż przysiadł. Zamknął się i wszystko wróciło do normy. Przynajmniej na chwilę.
Pamiętam jak wszyscy śmialiśmy się z billboardów, które pokryły Polskę w roku 2005 z twarzą Donalda Tuska i tytułem Prezydent Tusk. Po tych pięciu latach, historia wraca w postaci kpiny. Zamiast prawdziwego polityka z krwi i kości, przywódcy pełną gębą, pojawia się człowiek, który według wszelkich prawdopodobieństw jest – jak to mówią prości Polacy – chory na głowę. To nie może być nic innego. W przypadku Tuska, cokolwiek by nie mówić o pomysłowości jego sztabowców, to był jakiś pomysł wyborczy. Hasło. Okrzyk. Podnieta. Komorowski nie korzysta tu z pomocy doradców. On najzwyczajniej w świecie słyszy głosy. On już po prostu zwyczajnie słyszy głosy. Nam pozostaje mieć już tylko nadzieję, że już wkrótce nawet najwięksi przeciwnicy Jarosława Kaczyńskiego, ludzie którzy go nienawidzą do końca i na zawsze, zorientują się, że to nie tak miało być. Że coś tu jednak nie wyszło. I że jeśli nawet ryzykować, to lepiej robić to na gruncie jako tako przynajmniej znanym. A nie rzucać się głową prosto w czarną dziurę. Albo w brązową, jak to wesoło określają Amerykanie.

6 komentarzy:

  1. a czy nie dopuszcza Pan do siebie myśli, że Komorowski dostał od tego, co ja na swój prywatny użytek nazywam "ten co to ponoć nie istnieje", czyli tzw. układu, zapewnienie: "wygrasz, nawet jak przegrasz to wygrasz"? I dlatego zachowuje się tak jak widzimy i słyszymy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie. Nie biorę tego pod uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  3. ... no to jest Pan optymistą.
    W przeciwieństwie do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Może i tak. Może to optymizm. A może tylko wiara.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szanowny Panie,

    Czytam Pana od niedawna i w wielu się z Panem zgadzam ale zaczynam odnosić wrażenie, że dzisiaj Panu trochę nerwy puściły. Nie przystoi aby schodzić do tego poziomu.
    Życzę miłej Niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  6. Toyah prosze - Napisz do mnie na adres
    yolanta.szaniawska@sympatico.ca

    Chce Ci cos pokazac - no...przedstawic sie.
    Dlaczego?
    Bo Cie lubie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.