sobota, 14 listopada 2015

Salon napada!

Od czasu gdy administracja Salonu 24 usunęła mój tekst przestrzegający przed profanacją Najświętszego Sakramentu, jakiej usiłowali dokonać organizatorzy festiwalu Unsound w dwóch krakowskich kościołach, mam bardzo mocne przekonanie, że owa Administracja to jest z reguły jeden człowiek uzbrojony przez Igora Janke i jego żonę w prawo podejmowania całkowicie arbitralnych decyzji, w szczerym przekonaniu, że ponieważ owe decyzje tak naprawdę mają znaczenie wyłącznie dla osób bezpośrednio zainteresowanych, nikt nie musi się z niczego i przed nikim tłumaczyć. W końcu nie oszukujmy się. Wedle rankingu prowadzonego przez portal alexa.com, monitorujący aktywność portali internetowych od Wenezueli po Chiny, Salon24 w samej Polsce zajmuje dopiero pozycję 538, a to nam mówi tyle tylko, że to miejsce, które zarówno Coryllus, jak i ja zaszczycamy swoją obecnością, to jest czarna i głęboka nisza, którą nie tylko świat, ale nawet prowincjonalna Polska ma głęboko w nosie.
Skąd ja wiem, że decyzje administracji Salonu24 to decyzje jednego człowieka, odpowiadającego jedynie przed sobą i pozbawionego jakiejkolwiek kontroli z zewnątrz, którego nazwiska Igor Janke prawdopodobnie nawet nie pamięta? Otóż właśnie owa decyzja, by w odpowiedzi na jeden idiotyczny, pozbawiony jakiejkolwiek mocy prawnej, ale również elementarnej powagi, mail jakiegoś bałwana grożący Salonowi sprawą sądową, mój tekst usunąć kazała mi podejrzewać, że za tym nie stał jakikolwiek system, lecz jeden kompletnie pusty łeb jakiegoś durnia. Podejrzenie to jeszcze bardziej się umocniło, kiedy ten głupek zaczął do mnie słać prywatne maile, tłumacząc mi, że to, co on zrobił, wcale nie wynikało ze strachu przed konsekwencjami prawnymi, ale wynikało z czystego oburzenia faktem, że ja oskarżyłem bez żadnych podstaw Davida Tibeta, gorliwego chrześcijanina, o satanistyczne praktyki, co naruszyło dobre imię Salonu24. Tym bardziej utrzymało mnie w tym przekonaniu to, że ów – anonimowy oczywiście – administrator jednoznacznie i stanowczo zażądał ode mnie, bym pod żadnym pozorem, w jakiejkolwiek formie i w jakimkolwiek miejscu nie ujawniał treści jego maili. Czytałem bowiem kolejne przysyłane do mnie na mój prywatny adres mailowy wiadomości od tego dziwnego człowieka i nabierałem coraz większego przekonania, że za nimi nie może stać nic innego jak tylko jakieś prywatne szaleństwo i nieujawnione do końca kompleksy. A Igor Janke akurat pewnie siedzi w jakiejś warszawskiej knajpie, wpieprza z kumplami sushi i ma wszystko w nosie. Tak to właśnie moim zdaniem wygląda.
Nie pamiętam dokładnie, o której godzinie dzisiejsza notka Coryllusa została przez administrację Salonu24 usunięta, a jego blog zwinięty, natomiast wiem, że to miało miejsce praktycznie w jednej chwili po jej opublikowaniu. Biorąc więc pod uwagę szybkość reakcji, oraz niewątpliwą rangę tego typu decyzji – przepraszam bardzo, ale nie zwija się ot tak sobie bloga, który w praktyce generuje połowę odsłon portalu, a przede wszystkim zapewnia mu jako taką rozpoznawalność – muszę uznać, że z jednej strony, za tym posunięciem stoi jedna pusta myśl jednego durnia, a z drugiej, kompletne bezhołowie w zarządzaniu portalem. Sposób, w jaki została usunięta dzisiejsza notka Coryllusa, a przy okazji ukryty cały blog, świadczy o tym, że właściciele Platformy stracili kompletnie kontrolę nad interesem. I ja już właściwie widzę tylko dwie możliwości rozwoju sytuacji: albo Igor Janke się opamięta i w jednej chwili wyrzuci z pracy tylu bałwanów, ilu w obecnej sytuacji wypada wyrzucić, by interes zaczął normalnie działać, albo zwiną też mój blog. Z uzasadnieniem, że oto właśnie złamałem szósty punkt regulaminu, pozycja pierwsza i druga. Stoję gotowy i aż się nie mogę doczekać.

Przypominam, że nasze książki można kupować w księgarni na stronie www.coryllus.pl i tego nie zmieni nic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.