środa, 4 listopada 2015

SGH, czyi jest zajebiście

Zapewne część z nas pamięta, jak jeszcze przed laty na tym blogu dość często komentował pewien kolega podpisujący się nickiem student SGH. Mimo że jego sympatie krążyły zdecydowanie wokół władzy, i w dużym skróci robił wrażenie klasycznego – przepraszam, nie lubię używać tego słowa, ale nic lepszego nie przychodzi mi do głowy – tak zwanego „leminga”, głównie przez to, że starał się być zawsze uprzejmy i merytoryczny, mieliśmy do niego pewien szacunek i myślę, że on to doceniał i może też dlatego właśnie przez dłuższy czas nas odwiedzał i chciał z nami rozmawiać. Czy ja osobiście miałem poczucie zdobywania jakichś intelektualnych korzyści przez to, że on tu z nami spędzał czas i dzielił się refleksjami, nie sądzę. Wydaje mi się, że było raczej odwrotnie. Jemu, jako komuś z tamtej strony, nasze towarzystwo zdecydowanie bardziej służyło. Ludzi z jego poglądami my bowiem akurat nie musieliśmy jakoś szczególnie mocno szukać, natomiast dla niego z całą pewnością ktoś taki jak my stanowiliśmy oczywistą egzotykę.
Natomiast jest coś, co z tamtego czasu zapamiętałem do dziś, a mianowicie fakt, że bycie studentem SGH, to jest coś, czym się należy chwalić. I chwalić się nawet nie tym „studentem”, bo, jak wiemy, studentem, a nawet profesorem, na którego wykłady dany student uczęszcza, może być każdy idiota, ale ową Szkołą Główną Handlową. To wtedy właśnie się dowiedziałem, że SGH to poważna marka, jeden z najbardziej cenionych uniwersytetów ekonomicznych w Europie, szkoła, która wśród swoich absolwentów ma takich mistrzów polskiej ekonomii, jak Dariusz Rosati, Janusz Piechociński, Adam Bielan, Grzegorz Kołodko, Stanisław Kluza, Józef Oleksy, Bolesław Bierut, czy ostatnio prawdziwa gwiazda, Ryszard Petru. No a w tej sytuacji, trudno naprawdę było się dziwić naszemu koledze studentowi SGH, że zakładając konto na blogspocie postanowił nas wszystkich poinformować, że nie wypadł sroce spod ogona.
Dziś już, po tych wszystkich latach, student SGH przede wszystkim z całą pewnością nie jest studentem i zapewne pracuje w którymś z banków, i choć mam wrażenie, że do końca się z nami nie rozstał, to u nas już nie komentuje. Jest też jednak możliwe, że, owszem, na ten blog już dawno machnął ręką, a kto wie, czy nie jest jednym z posłów partii Ryszarda Petru. W końcu, gdy chodzi o osoby otwarte i ambitne, wszystko jest możliwe.
Natomiast parę dni temu na portalu wpolityce.pl, na który dość regularnie zaglądam, trafiłem na informację, która mocno wstrząsnęła moją opinią na temat SGH i reputacji, jaką ona się, jak słyszę, cieszy w Europie. Oto, jak się okazuje, dla dzisiejszych studentów uczelni – przypomnijmy, osób najlepszych z najlepszych – jej przyszłych absolwentów, a w dalszej perspektywie, tych, którzy obejmą funkcje menedżerów, a kto wie, czy nie ministrów, w murach uczelni zorganizowano trening, który polegał na tym, że wszyscy po kolei mieli się walili się po pyskach. Studenci SGH stali w kółku, jeden obok drugiego i po kolei każdy z nich strzelał sąsiada z całej siły w mordę, a całością dyrygował pomysłodawca eventu, człowiek nazwiskiem Julian Chwalewski z ksywą Proud. Popatrzmy może przez chwilę na owego Chwalewskiego. Jeśli ktoś myśli, że to jest jakiś kołcz-idiota, którego władze SGH zatrudniły, żeby wypełnić jakieś swoje lewe zobowiązania, jest w wielkim błędzie. Chwalewski to, gdy chodzi o branżę, prawdziwa gwiazda, osobisty kołcz Jarosława Kuźniara, ktoś kto się przedstawia jako Europejski Trener Rozwoju Osobistego i można podejrzewać, że z punktu widzenia SGH, która go zatrudniła, ktoś zwyczajnie najlepszy. W końcu reputacja zobowiązuje.
Otóż stali czytelnicy tego bloga z całą pewnością wyczuli we wcześniejszej części tej notki pewną nutkę ironii. Chodzi bowiem o to, że nawet jeśli ja przyjmuje do wiadomości fakt, że warszawska Szkoła Główna Handlowa to uczelnia z tradycją i pewną pozycją, choćby i w wymiarze międzynarodowym, a jej studenci to faktycznie śmietanka polskich liceów ogólnokształcących, nie zmienia to faktu, że ja do tego środowiska mam dokładnie tyle samo szacunku, ale też naturalnej zupełnie pogardy, co do osiedlowego gimnazjum w Katowicach-Ligocie, w którym kiedyś miałem okazję przez cały rok uczyć i już nie mogę się doczekać aż nowa władza, zamiast tych byków z kuratorami i nadzorem policyjnym, wpuści tam ponownie małe dzieci. Dla mnie więc to, co robił nasz kolega student SGH, a więc chwalenie się tym, że się jest studentem SGH – ale także chwalenie się, że się jest studentem Oxfordu, czy London School of Economics – jest idiotyzmem wołającym o pomstę do nieba. Natomiast muszę przyznać, że numer z tym Chwalewskim, to jest coś, czego nawet ja się nie spodziewałem. To jest coś, co, jeśli zakładać – a powodów, by tego nie robić, nie widzę – że Chwalewski nie jest tu ani jedyny, ani nawet nie koniecznie najważniejszy – budzi autentyczny strach. I prawdę powiedziawszy, ja nawet nie mam siły, by te refleksje zamknąć jakąś mocną pointą. Zacytuję więc może na koniec samego Mistrza, autoryzowanego kołcza studentów SGH: „Zajebiście! Kto zauważył, o co kaman?”



Jeśli ktoś nie wie, już w piątek w Katowicach rozpoczynają się targi książki, na których razem z Coryllusem przez trzy dni będziemy się spotykać z Czytelnikami i sprzedawać książki. Wszystkich serdecznie zapraszam do Centrum Kongresowego na stoisko nr 23.

7 komentarzy:

  1. Panie Krzysztofie! Miło mi, że Pan mnie wspomniał. A pamięta Pan, jak Pan był zaskoczony, jak Panu powiedziałem, że większość mojej rodziny, zarówno ze strony matki jak i ojca, głosuje na PiS?

    Konto na blogspocie było kilkanaście miesięcy przed tym, jak na Pana blogu zacząłem komentować.

    Tak, pracuję w którymś z banków.

    Posłem Nowoczesnej nie jestem i z polityką nic wspólnego mieć nie zamierzam, ale na nich głosowałem. Ktoś w końcu musi pilnować interesu banksterów...

    SGH zaczęła się staczać jeszcze za czasów moich studiów (zapewne ktoś z Czytelników napisze, że jestem tego dowodem, więc jak napisze, a ja to uprzedzę, to będzie miał mniejszą satysfakcję), a z tego co widzę, zejście trwa. Mam wrażenie, że SGH to już tylko dobra marka, za parę lat nawet marka nie pomoże...

    OdpowiedzUsuń
  2. @Toyah
    Idę obejrzeć "Taksówkarza". Po niektórych Twoich wpisach jest jak znalazł.

    OdpowiedzUsuń
  3. @student SGH
    Strasznie się cieszę, że Pan jest. I więcej nie powiem, bo mi głos odebrało.
    Będę na targach ksiązki historycznej w Warszawie pod koniec listopada. Niechże Pan się pokaże. To będzie sobota i niedziela. Informacje na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  4. @zawiślak
    To jest must watching. Ksiądz Krakowiak napisał bardzo dobry wstęp do mojej książki o paleniu licha, właśnie w nawiązaniu do Taksówkarza.

    OdpowiedzUsuń
  5. @student SGH

    Miło Cię ponownie spotkać. Odezwij się czasem także na osiejuk.salon24.pl


    PS. To nie kryzys akurat tej Szkoły Głównej ale, obawiam się, kryzys bieżącej szkoły ekonomii.

    W skrócie: zyski potrafi zaksięgować aż tak skutecznie, że kończy rozwój gospodarki rynkowej. Rynek jest bowiem tylko wtedy, gdy wszyscy robią interesy ze wszystkimi, a nie nieliczni na wszystkich.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah
    Szkoda, że Panu głos odebrało, chętnie bym dłuższą odpowiedź przeczytał.

    Nie mogę Panu obiecać, ani nawet zadeklarować, że się na te targi postaram wpaść, ale będę śledził blog (nadal), jeśli znajdę czas (a z tym kiepsko), zajrzę, jeśli nie, to zapewne nie będzie ostatnia okazja. Poza tym zanim bym się tam pofatygował, wypadałoby chociaż jedną z Pana książek przeczytać, a przyznaję bez bicia, że tego nie zrobiłem, chociaż jedną z nich w ręce miałem (nasz wspólny Znajomy ją akurat czytał).

    @orjan
    To jest kryzys systemu, zarówno kryzys bieżącej szkoły ekonomii (widziany z perspektywy bankowca) jak i kryzys SGH wpisują się w niego...

    OdpowiedzUsuń
  7. @Student SGH
    Będzie jak będzie. W każdym razie, ja tam będę za tydzień w sobotę i w niedzielę.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.