Gdy bycie durniem stało się grzechem wołającym o pomstę do nieba

Trwają katowickie targi książki i muszę przyznać, że jeśli dalej będzie tak jak było wczoraj, mamy szanse mieć prawdziwe wydarzenie. Jeśli dziś będzie tak jak było wczoraj, targi w Katowicach mogą się okazać targami najlepszymi. I nawet jeśli ma się to stać dzięki Muratorowi, który je w tym roku wyjątkowo skutecznie wyjął z rąk naszych słodkich nieudaczników, nie mam nic przeciwko temu. Powtarzam: nie mam nic przeciwko temu. Skoro nasi nie potrafią, niech interesu pilnują oni. Tymczasem przedstawiam najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety” z nadzieją, że skoro już tak pięknie wygraliśmy te wybory, nie będziemy psuć tego, co jest zwyczajnie dobre.

W następstwie spektakularnego zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, pojawiły się głosy, robiące przy tym wrażenie bardzo poważnych, że oto Polska stanęła wobec sytuacji absolutnie wyjątkowej, a w swojej wyjątkowości dramatycznie niebezpiecznej, gdzie po raz pierwszy w jej najnowszej historii całą władzę w państwie, od Sejmu przez Prezydenta po Senat, obejmie jedna partia. Czemu niebezpiecznej? A to z tej przyczyny, że tego typu monopol stanowi proste zagrożenie dla demokracji, którą wszyscy oczywiście kochamy i bez której nas nie ma.
Ktoś powie, że tego typu głosy stanowią bezczelność o wyjątkowej sile rażenia, zwłaszcza gdy dochodzą z politycznych środowisk, które przez minione osiem lat pokryły Polskę taką siecią politycznego terroru, wspieranego dodatkowo przez system sprawiedliwości, media oraz kulturę popularną, że ostatecznie doprowadziły to państwo do takiego poziomu zepsucia, że zmuszony był w końcu zainterweniować sam System i zakończyć tę hucpę.
Powie ktoś, że tego typu pretensję stanowią wyjątkową bezczelność, w sytuacji gdy zgłaszają ją osoby, które na samym początku tak zwanej „transformacji” żyły tym jedynie planem, który sprowadzał się do uczynienia z Polski państwa, na wzór Meksyku, gdzie władzę sprawować będzie jedna tylko partia, wybierana w wolnych wyborach przez zniewolone społeczeństwo konsumentów, a przez to partia wieczna i niezniszczalna.
Ktoś wreszcie powie, że aby się dziś krzywić na rzekomy monopol Prawa i Sprawiedliwości, trzeba być bezczelnym szczególnie, zwłaszcza gdy zobaczymy, w jaki sposób ci sami ludzie, przez minione lata, w sposób zorganizowany i starannie przemyślany, stworzyli układ, w którym nie ma dziś praktycznie sposobu, by zmienić polityczną mapę Polski w jej wymiarze lokalnym, gdzie choćby polska wieś jest zarządzana przez system często przestępczych powiązań, na których czele stoją ludzie bezkarni i niezniszczalni.
Z całą pewnością tego typu głosy usłyszymy i będziemy musieli je uszanować, jako całkowicie słuszne i uzasadnione. To jednak co tu stanowi problem największy, to fakt, że wspomniana bezczelność nie jest ani żartem, ani w istocie rzeczy hucpą. Tu nie ma ani powodu, by z niej szydzić, ani ją tym bardziej lekceważyć. Kiedy ona uznaje za stosowne oburzać się faktem, że w wyniku wolnych wyborów naród zdecydował, że Prezydent, Rząd, oraz Parlament będą reprezentowani przez tylko jedną polityczną ideę, a będzie to idea na tyle silna, że mogą jej ulec połączone siły systemowej propagandy, no a przede wszystkim nie będzie to idea, która już na samym początku została przedstawiona, jako obowiązująca na dziś i na zawsze, my musimy pamiętać, że za owym oburzeniem stoją żywioły doskonale świadome tego, że jeśli to stracą, to stracą wszystko.
A zatem i my wszyscy powinniśmy wiedzieć, o co toczy się gra i jak wielka odpowiedzialność w tej grze spoczywa właśnie na nas. Jeśli uznamy, że to jest zabawa, gdzie raz się jest tu, a raz tam, nie wyjdziemy z piekła.

Przypominam, że jeszcze dziś i jutro od godziny 10 do 18 czekamy z Coryllusem na czytelników w Centrum Kongresowym na stoisku numer 23. A jeśli ktoś ma za daleko, serdecznie zapraszam do księgarni pod adresem www.coryllus.pl.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?