sobota, 17 marca 2012

Z rewizytą na ósmym kręgu

Dziwny przyszedł na mnie czas. Stale chodzi mi po głowie kilka tematów, a co się za który zabiorę, to on mnie tak wciąga, że zamiast przejść do kolejnego, przyklejam się do tego, który leży na tapecie, i się zadręczam. Tak właśnie było z tymi bankami, dokładnie to samo porobiło się z Wałęsą i Blumsztajnem, no i wszystko wskazuje na to, że identyczna sytuacja pojawiła się wraz z Mistewiczem. A zaczęło się to tak, że w komentarzu pod poprzednim tekstem nasz kolega filozof grecki napisał, że nazywanie narracją tego kłamstwa, które nas zewsząd opanowało, jest „odrażające”, i pomyślałem sobie od razu, że ciekawe by w tej sytuacji było sprawdzić, czy to kultowe już „story” wymyślił Mistewicz, czy może on to znalazł w jakichś najczarniejszych kieszeniach nowoczesnej Europy i postanowił się mianować jego emisariuszem? Czy ten tak zwany „marketing narracyjny” to coś co zostało stworzone u nas w roku 2007 na użytek nowej władzy, czy może ktoś to tylko na tę okoliczność do Polski zaimportował?
Zacząłem więc od ruchu podstawowego, i najbardziej oczywistego, a więc wpisałem w googlu hasło „marketing narracyjny”, i wszystko co się pokazało, to był Eryk Mistewicz. I kiedy wydawało się, że już dalej nie trzeba szukać, bo najpewniej stało się tak, że Tusk wygłosił swoje pierwsze, historyczne dziś już expose, publiczność oniemiała, Mistewicz wykrzyknął: „Jakaż to piękna narracja!”, i tak się zaczęła nowa era, zobaczyłem w tym szeregu coś co się nazywa loristex.pl, a obok zapowiedź, że tam można sobie na temat owej narracji poczytać. Zrobiłem ten jeden krok, trafiłem na stronę zatytułowaną „Marketing” … i proszę posłuchać. Pisownia, jak to się przyjęło zaznaczać, jest oryginalna i to wbrew pozorom nie jest głos Lecha Wałęsy:
Jest wiele odmian marketingu, bo też czegoś innego potrzeba na tym rynku i czegoś innego na tym. Jedną z odmian jest marketing narracyjny czyli działania marketingowe z wykorzystaniem narracji, opowieści, co chyba każdemu jest bardzo dobrze znane. na przykład w telewizji, gdzie widzimy różne reklamy w nich się opowiada o danym produkcie i podczas tej opowieści narrator stara się dotrzeć do klienta, a także przekonać go do zakupu danego produktu, ten marketing potrafi być bardzo skuteczny, jeżeli oczywiście jest dobrze przemyślany i ma ręce i nogi jak to się mówi. Z pewnością jest to także marketing niezwykle popularny, bo mamy z nim często do czynienia, nie raz słyszymy opowieści o danym produkcie i usługach, a przez opowieść jesteśmy w pewien sposób namawiani do zakupu danej rzeczy. Dlatego jeżeli ktoś reklamuje swój produkt to warto zastosować także ten marketing, bo potrafi On przynieść wielu nowych klientów, a chyba każdej firmie są Oni potrzebni, dlatego też wielu ludzi stosuje właśnie taki marketing”.
I to wszystko na ten temat. O Mistewiczu ani słowa, natomiast znajdujące się tam menu prowadzi nas do informacji na temat innych typów marketingu, włącznie z tak cudacznymi, jak „marketing partyzancki”, czy „marketing wirusowy”. Gdzieś w samym jednak rogu strony z interesującym nas tekstem o marketingu narracyjnym uczepiony jest link oznaczony słowem „sail”, który z kolei prowadzi nas do strony o zagadkowej nazwie sailboatsandyachts.pl, a na niej, wbrew pozorom żadnych żaglówek, żadnych jachtów, lecz coś co robi wrażenie bloga użytkownika o nicku „topdrzwi”, i znów, wszystko jak w oryginale:
"Śnisz o swoim budynku? Pragniesz postawić dom? Zakupić jakąś inną nieruchomość? Myślisz, która forma pożyczki z pewnością będzie prawidłowa? Niestety, codzienny pośpiech nie umożliwia Tobie wypić w spokoju cherbaty, a co w tym miejscu wówczas powiadać o znalezieniu adekwatnej formy kredytu. Sądzisz, iż jest na 100% to etap długi a również wymyślny? Nic bardziej mylnego. Obecnie dzięki rozwoju trendów oraz zarówno badań naukowych możemy szybko i właśnie bardzo prosto odszukać rzetelną sobie ofertę. Już teraz nie musimy tracić czasu na własne spotkania w instytucji finansowej, możemy to wykonać albo przez internet, czy też skorzystać spośród możliwości asystentów pieniężnych, jacy przyjadą do twojego domku oraz zarówno przedstawią daną ofertę. Przez to kredyt mieszkaniowy nie będzie już dla Ciebie żadną trudnością. Na przestrzeni rozmówki z doradcą pieniężnym dostosujesz ratę kredytu do własnych ewentualności, zapoznasz się z nowymi ofertami instytucji finansowej, określisz maksymalny okres spłaty, itd. I wszystko to na przestrzeni kilkunastu minut. Prócz tego konsultant finansowy na pewno będzie towarzyszył Tobie stale, od momentu skompletowania formalności do czasu sfinalizowania porozumienia z instytucją finansową. Kredyt hipoteczny nie będzie, tak więc procesem długim oraz zarówno skomplikowanym, starczy dobra organizacja. Jednakże zanim zdecydujesz się na podpisanie umowy, to przemyśl to całość wnikliwie. Dlatego że kredyt mieszkaniowy to zobowiązania bankowe na wiele, wiele lat.
Dziś w nawiązaniu z istniejącą sytuacją finansową a również gospodarczą polski, mieszkancy, jeszcze częściej podejmują decyzję o braniu zadłużeń. Funduszy brakuje na nieomal wszystko i na opłatę bieżących rachunków, na kupno książek dla dzieci, na przeprowadzenie wyjazdu na wakacje, na nabycie mieszkanka czy też budowę domu. Pożyczki są, a zatem ostateczną pomocną dłonią. To dzięki temu jesteśmy w stanie umożliwić własnej rodzinie komfortowe i dobre życie, zrealizować plany własne a również dzieci, etc. Naturalnie także widzimy będą ów pożyczki nieodłączną częścią naszego życia. Idą z nami wszędzie. Ze względu z bieżącą sytuacją na aktualnym rynku domów obywatele, co raz częściej starają się o kredyt mieszkaniowy. Żaden z nas nie jest, albowiem realnie z własnej kieszeni, z prywatnych rezerw spieniężyć budowę budynku czy kupno mieszkania. O kredyt hipoteczny ewentualnie może starać się prawie każdy, któż osiąga scharakteryzowane uwarunkowania. Pierwszym priorytetowym warunkiem bywa zachowanie ciągłego przychodu oraz możliwości kredytowania. Bank musi mieć jakieś zapewnienie, gwarancje, że jesteśmy w stanie kiedyś płacić ten kredyt mieszkaniowy. Jest na 100% dodatkowo dużo pozostałych warunków, aczkolwiek owe dwa na pewno są najistotniejsze, bowiem to właśnie one otwierają nam drogę, umożliwiają podjąć kolejne kroki."
I kiedyśmy już to zmęczyli, zaglądamy do opisów pozostałych typów marketingu, i okazuje się nagle, że stamtąd też odchodzą linki, dziesiątki linków, we wszystkich możliwych kierunkach, a stamtąd linki następne i kolejne, i każdy z nich prowadzi wyłącznie do kolejnych informacji o kredytach, z których każda zachowuje tę samą poetykę i ten sam poziom języka, co wyżej:
"Pomyśl sobie o sytuacji. Wstajesz rankiem w swoim łóżku, zjadasz posiłek we własnej kuchni, bierzesz ranny prysznic w osobistej łazience. Mieszkanko zrealizowane jest faktycznie tak jak wolisz, właściwie z Twoim gustem i także wytycznymi. Nawet jedna osoba Ci nie marudzi, iż masz brudy w domu, ze tależe niepozmywane, że resztki nie są wyrzucone, że zużywasz zbyt wiele wody, energii elektrycznej, że masz opóźnienia w opłatach, i tak dalej. Zwyczajnie raj na ziemi. Daną sytuację mamy sposobność określić 1 słowem – swoje, a co najważniejsze osobiste mieszkanko. Sądzisz, że to wyłącznie śliczny sen, którego nie mamy sposobność wprowadzić w życie. Otóż nie, bowiem obecnie jesteś w stanie przerobić to wszystko w realność. Myślisz jakim sposobem może być to możliwe dlatego że na koncie osobistym nie masz stosownej ilości pieniędzy? W wykonaniu owego fajnego planu wspomoże Ci ze 100% pewnością kredyt hipoteczny. Jesteś w stanie go dostać praktycznie w każdym banku po pokazaniu stosownych papierów i właśnie załatwieniu wszelakich niezbędnych spraw. Aby starać się o kredyt mieszkaniowy powinnaś wykonać wyłącznie jeden warunek. Jaki? Powinniśmy mieć sztywny dochód, a zatem mieć zdolność pożyczkową. Dopiero dokonanie takiego warunku stwarza, że jesteś w stanie podjąć którekolwiek kroki połączone z staraniem się dokładnie o tego typu rodzaj kredytu. Poleca się osiągać własne marzenia".
Albo:
"Masz na pewno dość bytu z teściową, albo wielkich kwot, które płacisz za wynajem mieszkania. Jeśli faktycznie tak, to oznacza, że dojrzałeś obecnie do decyzji o swoim “kącie”. Na nieszczęście nie posiadasz odpowiednich funduszy majątkowych. Konieczny Tobie zastrzyk funduszy? Niestety znajomi czy też bliscy nie mają możliwość Tobie pożyczyć takowej sumy. Co więc uczynić? Jedynym zamysłem w takich wypadkach jest, a zatem kredyt mieszkaniowy. Kredyt mieszkaniowy to jednak właściwie ogromne zobowiązanie bankowe, można rzec, że na pewno jest to druga przysięga ślubu. Przebieg pożyczkowy jednak w pewnych sytuacjach znacząco łatwiej przebyć, aniżeli niejedną wspólną drogę bytu. Jak również już wspominałem na pewno jest to znacznie bardzo duże zobowiązanie bankowe, decyzja nie musi, w takim przypadku być podjęta za wcześnie? Przed tym, zanim skusisz się na kredyt hipoteczny, przemyśl to wszystko z uwagą. Zawsze porównaj określoną propozycję z ofertami innych instytucji bankowych. Dlatego że w współzależności od instytucji oferty tego typu produktów odróżniają się procentem, kosztami lub wielkością wkładu swojego, jaki należy wnieść. Czasem w niektórych instytucjach finansowych dosłownie nie trzeba wnosić wkładu własnego. Jeśli natomiast masz trudności z wyborem właściwego banku, nie masz pojęcia, jaka oferta musi być znacznie bardziej najkorzystniejsza dla Ciebie. To znak, że musisz korzystać w zakresie pomocy doradcy finansowego."
Ktoś powie, że to są jakieś niemieckie strony, których użyteczność i zasięg można porównać najwyżej do czegoś, co kiedyś funkcjonowało u nas jako Polonia TV i nadawało „Ojca Chrzestnego” z włoskim dubbingiem. Otóż chyba jednak niekoniecznie. Bo jeśli się przyjrzeć, każda z nich jest sponsorowana przez mainstream w zupełnie podstawowym znaczeniu. Bo oto stamtąd wiodą kolejne linki do bardzo już konkretnych, i już zdecydowanie bardziej zadbanych stron, gdzie znajdujemy konkretne oferty konkretnych banków. I tam nie ma dosłownie nic więcej. Tylko informacje o kredytach, a wszystkie ubrane dokładnie w ten sam typ narracji (właśnie narracji), co zaprezentowany wyżej. I jeśli ktoś tam szuka przedstawionej wyżej egzotyki, to jest w dużym błędzie, bo czym dalej w głąb, tym trafiamy na świat nam jak najbardziej znany, a więc ING, Alior Bank, Expander, Citi Bank, BPH, PKO, Getin Bank, ale też wspomniane tu parę dni temu firmy nie będące bankami, i wszędzie tylko te kredyty, i cała kupa stron o nazwach typu „Rodzina na swoim”, czy „Kredyt na auto”. I choć tam jest już znacznie więcej kolorowych zdjęć i znacznie lepszy język, to narracja pozostaje dokładnie taka, jakby nam ją prezentował Eryk Mistewicz:
"W dzisiejszych czasach ciężko sobie wyobrazić życie bez samochodu, jednak nie każdego od razu stać na jego zakup. Tutaj z pomocą przychodzą nam kredyty samochodowe oferowane prawie przez każdy bank. Dzięki takiemu kredytowi możemy sobie pozwolić na spełnienie naszych marzeń, a dodatkowo taki kredyt jest niskooprocentowany w stosunku do pożyczki. Jak wspomniałem kredyty samochodowe oferowane są przez wiele banków, więc nasuwa się od razu pytanie: ‘Który kredyt na auto mam wybrać?’, odpowiedź wydaje się oczywista: ‘Możliwie najtańszy’. Jednak na koszty kredytu składa się wiele czynników, z których sobie nie zdajemy sprawy. Więcej szczegółów o wyborze kredytu w dziale ‘Który kredyt wybrać’. Zachęcam do lektury i życzę powodzenia w poszukiwaniu możliwie najtańszego kredytu, który umożliwi spełnienie Twoich marzeń, przynajmniej tych związanych z zakupem auta".
Spędziłem wczoraj na buszowaniu po tych kręgach kilka godzin i uderzyło mnie to, że tam nie ma żadnych nazwisk. Tylko ta narracja i ewentualnie linki do internetowych stron banków i firm kredytowych. I jak już wspomniałem, nie ma tam nawet nazwiska Eryka Mistewicza.
I oto jest wyjątek, którego przyznam, że kompletnie nie rozumiem, a który jednak przez swoją zagadkowość zrobił na mnie pewne zdarzenie. Na głównej stronie owego wyjściowego loristex.pl, na samym dole menu z tymi wszystkimi typami marketingu, jako osobny link pojawia się jednak imię i nazwisko: Mateusz Pazdan. Sprawdzam, kim jest ten Pazdan i okazuje się, że to pierwszy w Polsce handlarz odżywkami dla pakujących, prezes i właściciel czegoś, co się nazywa SFD, czyli – uwaga! uwaga! – Sportowe Forum Dyskusyjne, a co, jak się okazuje, ostatnio, dokładnie pod tą niezwykłą nazwą, weszło na giełdę… i powiem uczciwie, że po praz pierwszy od naprawdę dawna poczułem, że mnie to wszystko zwyczajnie przerosło. Na samym początku mamy tego Mistewicza, od niego wyruszam w tę podróż, niemal jak po kolejnych kręgach piekła, zaczynając od owego narracyjnego marketingu, przez te wszystkie kredyty, aż do tego Pazdana na samym końcu, i nagle przede mną otwiera się strona kanału TVNNBC, a tam rozmowa z Pazdanem o tym, jak to w ciągu minionego roku biznes tych odzywek się rozwinął .
Ktoś mnie może spytać, co ja sugeruję, do czego zmierzam? I na to, ja zupełnie uczciwie, bez jakiejkolwiek ironii, bez żadnych aluzji, przyznaję, że sam nie wiem. Nie wydaje mi się, bym był dziś w stanie zasugerować cokolwiek, z tej prostej przyczyny, że ja autentycznie nic z tego nie rozumiem. Zwłaszcza, że jeśli ruszyć dalej, jeszcze w głąb tego piekła, to możemy natrafić na stronę poświęconą sztukom walki – słowo najświętsze honoru, że nie kłamię – gdzie jakaś organizacja protestuje przeciwko szkalowaniu dobrego imienia zamordowanego w Smoleńsku Prezydenta. I proszę mi teraz powiedzieć – co ja mogę sugerować? No co?

Jeśli w ten piekny weekend udało mi się tym - przyznaję, że okropnie tajemniczym - tekstem kogoś pozytywnie zainspirować, będę zachwycony. Jednocześnie proszę o wsparcie tego bloga pod podanym obok numerem konta. No i przypominam naturalnie o książce. Dziękuję.

34 komentarze:

  1. To są prawdopodobnie jakieś nieudolne tłumaczenia jakichś tekstów reklamowych. Obecnosć tego Pazdana może być wytłumaczona jedynie istotą Internetu (zdaje się tę nazwę należy pisać z dużej litery?) czyli wielki misz-masz, gdzie można znaleźć wszystko i wszędzie.
    Masz rację Toyahu. To jest piekło, którego nie sposób pojąć ani sobie z nim poradzić.
    Jedyny sposób to go ignorować.
    A co do Mistewicza...
    Wiesz Toyahu, ten "Na Przełaj", w którym on pracował, to w latach siedemdziesiatych to było całkiem przyzwoite i uczciwe (jak na komunistyczne warunki oczywiście) pismo dla młodzieży szkolnej. Po stanie wojennym wyrzucono większość zespołu, przyszli nowi tacy jak Mistewicz i oni nadali mu ton.
    Jaruzelski zniszczył wszystko. Nie tylko gospodarkę. Dzięki niemu wypromowały się najgorsze intelektualne szumowiny.
    Czego mamy teraz owoce.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jan
    Oczywiście że to są tłumaczenia. I to bardzo nieudolne. Tyle że to nie likwiduje tych wszystkich pytań.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah

    Możliwe, że w takiej sytuacji nie jest potrzebne rozwiązanie zagadki, ale podsumowanie drogi.

    Na jej końcu otchłań.

    A takie przyjemne widoczki były po drodze ..., a imprezki udane jakie ...

    Szczęśliwej podróży Rodacy!

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan
    Cieszę się, że Ci się spodobało.

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah

    No pewnie, że spodobało się:

    1) najpierw Twoja dociekliwość wykrywcza. Brawo!

    2) no i te cymelia, które znalazłeś, a które ja nazwałbym: Idiotour Zaprasza

    -------------
    W demokracji ateńskiej uważano, że każdy rodzi się idiotą; wtedy, aż do względnie niedawna, określenie idiota było synonimem ignoranta, osoby niewykształconej, a nie - jak obecnie - synonimem głupoty, czy nawet rodzaju upośledzenia.

    Jak więc wspomniałem, pełnoprawni Ateńczycy rodzili się idiotami, lecz dzięki wykształceniu stawali się obywatelami.

    Celowość redukcji edukacyjnej w Polsce najwyraźniej polega na sprawdzeniu działania zasady w drugą stronę.

    Idiotour operatorzy czekają.

    OdpowiedzUsuń
  6. @orjan
    Dziś byłem na spotkaniu z Kaczyńskim. I on to w pewnym momencie powiedział - oczywiście znacznie łagodniej i bardziej elegancko - że idiotami się łatwiej rządzi. A ja się aż zdziwiłem, jak okropny to truizm.

    OdpowiedzUsuń
  7. Może ja powiem co z tego rozumiem.

    To wszystko co pan znalazł w związku z panem Mistewiczem to właśnie jest "marketing narracyjny" :)
    Ten facet po prostu coś wymyślił i tworzy rzeczywistość w której to "coś" istnieje.
    Bo bez istnienia nie ma "czegoś".
    Mistewicz napisał książkę o "czymś" i żeby ktoś tę książkę kupił to musi znaleźć jakiekolwiek informacje na temat tego o czym jest ta książka (no ja tak robię).
    I znajduje ...w google :)

    Sam pan zauważył że po wpisaniu hasła "marketing narracyjny" wyskakuje tylko Mistewicz i jego książka - sprawdziłem i tak jest :)

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    Jedyne, czego żałuję z czasów komuny, to stare targowiska, na których naprawdę się targowało, a kupienie czegoś bez choćby symbolicznego targu, było nawet nieco obraźliwe dla handlarzy. No i tam można było posłuchać takich pięknych i wymyślnych narracji, a przy tym wzajemnego zagłuszania się i przekrzykiwania, zupełnie jak dziś w telewizji pomiędzy fragmentami każdego filmu. Współcześni handlarze w garniturkach, zwani pracownikami marketingu nic nowego nie stworzyli, tylko mają silniejsze nośniki przekazu. Ale sztuka jest wciąż ta sama. Jak od wieków liczy się siła głosu, odpowiednie gesty i narracja. Rzecz tylko w tym, że cały czar pryska, gdy sobie uświadomimy, że już nie jesteśmy stroną potencjalnej transakcji. Że już nawet nie mamy palców do obcięcia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dodam jeszcze że "marketing narracyjny" kojarzy mi się z NLP, a NLP z piramidą finansową.
    To są wydmuszki które działają (przynoszą zysk) tylko wtedy gdy znajdą się jelenie którzy wejdą w system.
    Swego czasu popularne były przewodniki jak prowadzić superdochodowy biznes.
    Po zakupie takiego przewodnika/instrukcji okazywało się że tym sposobem na zarobienie pieniędzy jest... drukowanie i sprzedaż takich przewodników :)
    I coś mi się zdaje że "marketing narracyjny" to jest coś w tym rodzaju.

    OdpowiedzUsuń
  10. Dobry wieczór!

    Wczoraj nie zdążyłem o tym Mistewiczu, więc dzisiaj podziale się moimi wspomnieniami.
    Pamietam "Na przelaj" z lat osiemdzisiatych i pamietam Mistewicza i Szczygla. Już wtedy były to jednostki odrazające, choć, muszę z być z Wami szczery, lubiłem czytać te różowe świństwo,
    Pisal o tym swego czasu Coryllus, z przyczyn technicznych nie mogę wkleić linka, polecam artykuł "Wole byc.... ubekiem" z 1.07.2011.
    Mistewicz woli być pełną kanalią i radośnie nam to obwieszcza.

    A co do dzisiejszych poszukiwań to nie można nie odnieść się do tytułu wpisu i nie zacytowac Kaczmarskiego:

    I pojąłem co chcą ze mną zrobić tu
    I za gardło porywa mnie strach!
    Koń mój zniknął a wy siedmiu kręgów tłum
    Macie w uszach i w oczach piach!
    Po mnie nikt nie wyciągnie okrutnych rąk
    Mnie nie będą katować i strzyc!
    Dla mnie mają tu jeszcze ósmy krąg!
    Ósmy krąg, w którym nie ma już nic.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Remo
    Pewnie że to jest ta narracja. Mnie się w ogóle zdaje, że jak idzie o reklamę, nie ma innej. Te wszystkie typy, które są tam opisywane, to jest zawsze to samo, a więc i te teksty to taki film dla idiotów, którym Mistewicz się tak zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Marylka
    Z tymi palcami, to poleciałaś jak burza. Ja wiem że to ja ten temat wyciągnąłem, ale aż ja się poczułem nieswojo.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Kozik
    Ciekawe z tym Kaczmarskim. Ja się z nim wyminąłem tak jak z tygodnikiem "Na przełaj". Jak on się stał popularny, to ja byłem już za stary, więc nawet nie wiedziałem, że on pisał takie poważne teksty.

    OdpowiedzUsuń
  14. To może będę tu częściej cytowal Kaczmarskiego.
    Ja sobie wyrzucam, że ciagle znam go za mało i za słabo i za mało go słucham.
    Najwiecej słuchałem go chyba właśnie w latach osiemdziesiątych, tak równoległe z czytaniem "Na przełaj" więc o Mistewiczu już wtedy zdanie miałem takie jakie mam i dziś.
    A kto, poza Coryllusem, pamięta ruch "Wolę być"? Na uczestników tego ruchu mówiono "wolębyćki"! Więc choćbym był wielkim fanem Mistewicza i oddychał twórczością Szczygla, to nijak nie mógłbym być "wolębyćkiem".
    A tak w ogóle, to jak oni wcale się nie zmienili prze tyle lat - i Mistewicz, i Szczygiel i Kwaśniewski i Urban i można by tak wymieniać długo długo...

    OdpowiedzUsuń
  15. @Kozik
    Jesteś tu tak rzadko, że może lepiej już temu Kaczmarskiemu daruj.
    A tak przy okazji, pamiętasz o umowie?

    OdpowiedzUsuń
  16. Cieszę się, że mój komentarz na coś się przydał. Szczególnie, że nie jestem utalentowanym komentatorem - na ogół chyba inni mają więcej ciekawego do powiedzenia. Co gorsza - choć staram się streszczać - komentarze wychodzą mi przydługie.

    Przechodząc do tematu, postaram się jak najkrócej napisać jak ta sprawa wygląda z mojego punktu widzenia. Przede wszystkim - dobrym pomysłem jest sprawdzanie takich tropów jak Mistewicz i jego pseudonauka. Skromnymi siłami staramy się w ten sposób zaglądać za kulisy eksperymentu, któremu jesteśmy poddawani (jak w "Truman Show"). Chyba Polska nie jest tu wyjątkiem, ale chyba akurat nad nami pracują szczególnie intensywnie. Pouczające jest też przyglądanie się, kto trzyma z takim Mistewiczem i jak bezkrytycznie łyka tę jego pseudonaukę (choćby przez samo to, że traktuje go poważnie).

    Co do wymienionej strony (dobrze, że nie poprzez aktywny link) - wygląda ona na typową działalność SEO - myślę, że można przyjąć takie założenie. W skrócie chodzi tu o tworzenie sieci stron powiązanych linkami, które służą nie tyle do ich czytania, co do oszukiwania algorytmów wyszukiwarki Google, a w efekcie do pozycjonowania stron klientów w wynikach Google jak najwyżej. Jest to temat-rzeka. Mieści się w tym wyjaśnienie językowej nieporadności - algorytmy wyszukiwarki Google jej nie zauważają, teksty są więc "produkowane" półautomatycznie najtańszymi metodami. Niezależnie od tego, co myślimy o Google, uczciwość metod SEO jest przynajmniej dyskusyjna.

    Pytanie - skąd tutaj marketing narracyjny? Przypuszczam, że w tym przypadku jest to element wtórny w stosunku do Mistewicza. Mistewicz wymyślił tę pseudonaukę, a operator SEO - nie zastanawiając się głębiej nad sensem tego - wpisał seryjnie to co uważał za "rodzaje marketingu" i wrzucił te osobliwe teksty jako treść serwisu.

    Mamy więc stronę SEO, a większość linków, które tam się pojawiają to linki innych stron SEO lub klientów firmy zajmującej się SEO (na końcu łańcucha zawsze znajdują się klienci). W tym przypadku są to instytucje finansowe (ciekawostka - także firma windykacyjna Drabik Inkaso - jaka rozczulająca nazwa, hasło: "Żadna windykacja nie jest dla nas problemem!"), a także ten pan Pazdan. To ciekawe, że on w ten sposób promuje swoją osobę, że płaci za zwiększenie popularności filmiku, na którym produkuje się w tv.

    Od konfliktu między organizacjami Pazdana i Murata trzymałbym się z daleka. Jakoś nie wierzę w dobre intencje tej obrony dobrego imienia naszego Prezydenta. Chciałbym na koniec dodać - może nie jestem znawcą - ale nie polecam Karate Tsunami, natomiast zdecydowanie polecam Karate Kyokushin - tutaj trening to świetna szkoła charakteru, ale warto nawet tylko zainteresować się poziomem umiejętności, do którego dochodzą mistrzowie - to jest fascynujące.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah

    Ogrom pracy, który wykonałeś ma tylko jeden, prozaiczny cel - przekonać wszystkich, że nie ma pełnego zniewolenia, tfu... wróć, pełnej wolności, jeżeli nie będziesz miał kredytów.
    Podkreśliłbym tu bardzo mocno tą dążność do ubezwłasnowolniania ludzi przez przekonywanie i zmuszanie nawet do posiadania kredytu.
    Tylko wówczas jest się pełnowartościowym... niewolnikiem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Toyahu, szkoda, że nie słuchałeś Kaczmarskiego. To - moim zdaniem - obok Herberta, najwybitniejszy polski poeta XX wieku.
    Przyznaję, że mam na jego punkcie kręćka. Słucham go często, znam jego wiersze niemalże na pamięć, a wciąż coś nowego odkrywam, jakieś myśli, skojarzenia.
    Po prostu warto ich twórczość (bo przecież tworzyli razem z Przemysławem Gintrowskim) poznać. To na prawdę mądra, chwilami wielka poezja.

    OdpowiedzUsuń
  19. @Marylka

    Znalazłaś pouczające odniesienie historyczno-społeczne. Szczególnie dla zadumy nad dynamiką stosunków, które nie tak dawno, m.in. w okolicach Różyckiego, nazywano, zdaje się: nawijaniem makaronu na uszy.

    Wystarczyła przeprowadzka z Gnojnej na Wiejską i już mamy marketing narracyjny.

    A co się stało z określeniem: sprzedawać Kolumnę Zygmunta?

    Czy nie czas na odkurzenie określenia i tego co on trzyma?

    OdpowiedzUsuń
  20. @filozof grecki

    Twoje spostrzeżenia dotyczące pozycjonowania w guglu świadczą o poszerzaniu stosowania metody nawijki na świat nie tylko zawartości, lecz już porządku wirtualnego; zawartość swoje dostała już wcześniej.


    PS.: Niektóre oferty windykacyjne piszą się: inkaSSo. Bardziej światowo.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  21. @filozof grecki
    Widzę, że się też w ten syf wciągnąłeś. W tej sytuacji, rzuć jeszcze okiem na coś takiego: www.linki-sponsorowane.org.pl

    OdpowiedzUsuń
  22. @toyah
    Tak, zazwyczaj staram się zorientować, o czym piszę (choć były tu wyjątki).

    A tutaj kolejne SEO. Zawartość ma charakterystyczną formę tekstu generowanego automatycznie. Niekoniecznie jest to automatyczne tłumaczenie! - chodzi o to, że z punktu widzenie algorytmów Google wartościowy jest content unikalny.

    Właśnie uświadomiłem sobie, że w ostatnim czasie już kilka razy przypadkowo trafiłem na strony SEO związane z kredytami. Jest więc w branży rzeczywiście jakaś ekspansja - no i konkurencja. Z definicji pierwsza dziesiątka wyników Google jest tylko jedna i widać, że każda z tych finansowych instytucji jest zdeterminowana, by wejść tam, wypychając innych. Szczególnie groźnie to wygląda, jeśli równolegle zapoznamy się ze stroną tego Drab ika.

    Moim zdaniem zrozumienie tego jest możliwe tylko w połączeniu ze zrozumieniem mechanizmu ekspansji kredytowej i tworzenia pieniądza "z niczego" przez banki. Wyraźnie dochodzimy do ostatniej fazy wykładniczego wzrostu kredytu - zarówno w skali lokalnej jak i globalnej. Skutki mogą być bardzo nieprzyjemne. Powiedziałbym, że przydałaby się rewolucja, ale przecież o rewolucjach już coś niecoś wiemy. Czuję się wobec tego trochę bezradny.

    OdpowiedzUsuń
  23. @jazgdyni
    Bardzo celnie. Właśnie tak to wygląda. Nie masz kredytów - jesteś wolny. To jest proste. Najprostsze.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Jan
    Pewnie szkoda. ALe jak mówię. To już nie były moje czasy. Poza tym, kiedy on się stał elementem mainstreamu, to ja już byłem okropnie zaangażowany, więc też mi bylo trudniej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jeśli marketing narracjny to takie prawie NLP, to ja tu widzę jeszcze jedno połączenie ze wschodnimi sztukami walki. Kręgi piekła nie tylko w przenośni.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Iza
    I pomyśleć tylko, do jak ciekawych refleksji można dojść, wychodząc od jednego bałwana.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Toyah

    Toyahu, pomyśl o czymś ciekawym.
    Ja już jestem w domu i zacząłem być aktywny. Ostatnio pisałem o klimacie gnuśności.
    Odezwę się szybko.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Toyah
    Mnie się włosy zjeżyły na głowie, to czemu Ty miałbyś mieć lepiej?

    OdpowiedzUsuń
  29. @orjan
    Genialne. Założę się, że on to słyszał na bazarze, jak pomagał tacie, a potem wystarczyło przetłumaczyć na angielski.

    OdpowiedzUsuń
  30. @jazgdyni
    Już pomyślałem.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Marylka
    Naprawdę? Szkoda że tego nie wiedziałem.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Marylka
    Nie widziałem. "Wiedziałem" jest bez sensu. Miało być "nie widziałem". Jak Ci się włosy jeżą.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.