Przyznać muszę, że miałem parę razy w
tych dniach napisać coś o pandemii, jednak albo wpadał mi do głowy jakiś inny
nie cierpiący zwłoki temat, albo zwyczajnie, jak to czasem bywa, nie bardzo
wiedziałem jak się za sprawę zabrać i ostatecznie czas minął. A główny powód
owej mojej chętki był nie byle kto, bo sam poseł Dobromir Sośnierz, który
występując w telewizji stwierdził ni mniej ni więcej jak to, żeby jeśli on i
inni podobnie myślący nie chcą chodzić w maseczkach, pozwolić im na to, bo
nawet jeśli oni się od tego zarażą i umrą, to pozostanie to wyłącznie ich i
tylko ich problemem. Wypowiedź Sośnierza zrobiła na mnie wrażenie jednak nie
tyle ani na zawarty w niej oczywisty idiotyzm, ani nawet ze względu na ową
demonstrację tak charakterystycznego dla reprezentowanego przez niego
intelektualnego środowiska egoizmu, co przez fakt, że wśród innych obecnych w
studio nie znalazł się nikt, kto by Sośnierzowi na jedno czy drugie zwrócił
uwagę. Proszę sobie wyobrazić, że tam odbyła się poważna awantura, jednak nikt
nie zadał mu choćby pytania, czy kiedy on już będzie się dusił na śmierć, to
będzie komuś bardziej potrzebującemu zajmował respirator, czy może będzie
spokojnie pożerał kolejne dawki amantadyny. Pytań oczywiście mogło być więcej,
no ale ja myślałem przede wszystkim o tym jednym. Niestety ono nie padło, a
mnie po pewnym czasie i tak ochota by o tym pisać opuściła.
I oto, proszę sobie wyobrazić, temat
wrócił zupełnie niespodziewanie, kiedy Dobromir Sośnierz pojawił się ponownie,
w tym samym zresztą programie i w towarzystwie tego samego tematu – swoją
drogą, wygląda na to, że ktoś w telewizji uznał, że skoro sprawa jest aż tak poważna,
bez paru błaznów się nie obejdzie – i tym razem całe swoje wystąpienie
poświęcił wspomnianej amantadynie, która
jakże niesłusznie jest wypierana przez o wiele droższe i o wiele bardziej
podejrzane szczepionki. A ja, rozumiejąc że mam już odpowiedź na swoje pytanie
sprzed kilku dni, mogłem się skupić na występie innego uczestnika dyskusji,
nieznanej mi pani z warkoczem reprezentującej Platformę Obywatelską. I oto,
proszę sobie wyobrazić, że owa osoba z macicą, poinformowała że pandemiczna
sytuacja w Polsce jest nadzwyczaj poważna, bo dotychczas zmarło już „100
tysięcy osób”, a po paru minutach ową liczbę powtórzyła i – tak, tak – ani za
pierwszym razem, ani za drugim, ani już do końca programu, ani prowadzący
rozmowę dziennikarz, ani biorący w niej udział politycy, ani nawet wydawałoby
się najbardziej kompetentny w zaniżaniu wszelkich liczb poseł Sośnierz, nie
zwrócił owej posłance uwagi na to, że dotychczas w Polsce w wyniku koronawirusa
zmarło niewiele ponad 50 tysięcy osób. 100 tysięcy? 50 tysięcy? A co to za
różnica? A jakie to w ogóle ma znaczenie? A niechby tam było nawet pół miliona
zmarłych... albo 10 tysięcy – kogo to obchodzi?
Przypomniało mi to nieco ów pamiętny
występ głównego specjalisty telewizji TVP Info, nagrodzonego niedawno
prestiżową nagrodą dziennikarską za zasługi dla walki z wirusem, Adama Gizy,
kiedy to ów wybitny umysł – tu również dwukrotnie – poinformował, że wedle
nowych zaleceń w kościołach będzie się mogło gromadzić „zaledwie 15 osób na
metr kwadratowy”, to jednak co mnie ani nie rozbawiło, ani nawet nie
zezłościło, lecz zwyczajnie pozbawiło wszelkich złudzeń co do sensu obserwowania
tego wszystkiego, to właśnie fakt, że jak się właśnie okazuje, dla nich – a
mówiąc „dla nich”, mam na myśli ich wszystkich – nie tylko nie ma znaczenia,
czy w kościołach może się modlić jedna osoba na 15 metrów kwadratowych, czy 15
osób na jednym metrze kwadratowym, ale nawet to, czy w wyniku epidemii zmarło w
Polsce 100 tysięcy osób, czy może dwa razy więcej, czy ewentualnie dwa razy
mniej.
Na metr kwadratowy. Lub sześcienny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.