piątek, 29 marca 2019

Lechu napada, czyli sztuczna inteligencja


W tym tygodniu nie będzie zwykłego felietonu z „Warszawskiej Gazety”, bo waga tematu spowodowała, że oryginalny tekst musiałem znacznie rozszerzyć i wyszło coś zupełnie innego. A zatem, zapraszam do czytania swoistej kompilacji, wraz z całkowicie nową puentą.       


      Narastało to już od dawna, zwiastuny ostatecznego krachu następowały jeden po drugim, no i stało się. Wydaje się że Lech Wałęsa ostatecznie wpadł w autentyczny obłęd, który, co ciekawe, okazał się tak spektakularny, że od słów zachwytu nie są w stanie powstrzymac się takie nawet, dotychczas wiernie stojące przy Prezydencie, medialne tuzy jak Radio Zet, Onet, czy Polsat. Ale nie każmy sobie dłużej czekać. Oto fragment wystąpienia Lecha Wałęsy na spotkaniu z sympatykami w Krośnie:
Jak nasi pradziadowie wymyślili rower i trochę techniki, to z tych różnych osad musieli zrobić kraje, i do XX w. to wytrzymało. A teraz technologia jest za duża i musimy powiększyć struktury, i gdzie je powiększyć? Musi być biuro jakieś, i to nazwaliśmy Unią Europejską. Są trzy rozwiązania. Trzeba się zwrócić do największych krajów Unii, Niemiec, Francji, Włoch. Macie się porozumieć i zrobić remont, albo powołujcie nową Unię bez Węgier, Polski i Rosji i umieszczacie przy wejściu dwie tablice. Na jednej z nich jest napisane: ‘Każdy może do nas wstąpić, ale otrzymuje dziesięć praw’. A obok jest druga tablica i tam jest dziesięć obowiązków. I tam będzie napisane, żeby się nie wygłupiać, jak Polska czy Węgry. Drugie rozwiązanie: dziś każda organizacja typu Unia powinna otworzyć mikrofony. Każdy z was mógłby zadzwonić do ministra do Unii. Każdy jeden minister wie, w jakich godzinach inny pracuje i ten minister do was powie tak: ‘Uwierzcie wreszcie, my was wszystkich kochamy. My w tej Unii chcemy dla was maksymalnie dobrze. Zadzwoń, podpowiedz nam. Ja wysłucham ciebie’. A drugi minister na to mówi: ‘Nie słuchaj ich, demagowgów, populistów’. No i gdzie pójdziesz? Gdzie będą porozumienia wszelkie? Na razie te biura są za duże. Ale dlaczego są za duże? Bo każdy kraj jeden drugiemu nie wierzy. Ale możemy też to zburzać. Już pięć razy chyba, czy cztery razy były takie cywilizacje jak nasza. Budowali piramidy. I dochodzili do tego momentu, co my. I ktoś podobny do Putina przycisnął guzik i rozpuścili nam krew i wszyscy zginęliśmy. Albo jest trzecia możliwość. Na innych galaktykach są trzy poziomy rozwoju intelektualnego. My jesteśmy najniżej. I wyższa cywilizacja przyjeżdza tymi, takimi czy innymi, i patrzy, co oni tu wyprawiają. Jak zagrozimy destabilizacją, atomem, tym Putinem, to oni nam przeszkodzą, przetną na pół, ziemia się zwinie, wszystkich nas zgniecie, przetrzymają nas pięć tysięcy lat, przyślą nam Adama i Ewę i będziemy budować znów do tego momentu, w którym dziś jesteśmy. Dziś różne rzeczy znajdują, wykopują w kamieniu, piramidy nawet, i nie ma odpowiedzi, skąd to się wzięło. Tak nie może być, musimy się dogadać. Pan Bóg dał nam tę Ziemię, a tu jedni żyją gdzie jest strasznie gorąco, kolor skóry zmieniony, a inni całe życie się nie rozbierają, bo tam jest za zimno. Tak nie może być”.
      Różne fragmenty tego wykładu są dziś powtarzane przez praktycznie wszystkie media – z wyłączniem oczywiście „Wyborczej” oraz TVN-u – za każdym razem w nieco zmiemnionej wersji, jak rozumiem, z tej przyczyny, że tok rozumowania Przewodniczącego jest mocno szarpany, a i samo nagranie wyjątkowo marne. I chyba po raz pierwszy od wielu, wielu lat zaniepokojenie jego stanem psychicznym stało się aż tak powszechne, a co jeszcze ciekawsze, tak mocne. A ja sobie myślę, że musimy być przygotowani na kolejne, i to kto wie, czy nie jeszcze bardziej spektakularne wystąpienia. Tempo bowiem, w jakim Lech Wałęsa, traci przytomność, jest naprawdę niepokojące, w tym sensie, że trudno sobie wyobrazić, by ci, dla których on stanowi jeszcze jakieś alibi byli w stanie dłużej znosić owe wybryki. Tego co czeka nas wszystkich w momencie gdy Lech Wałęsa przekroczy tak zwaną masę krytyczną, oni zwyczajnie mogą nie wytrzymać i będą musieli uznać, że z tym trzeba koniecznie coś zrobić i próbować Prezydenta jakoś powstrzymać. A przecież wszyscy Wałęsę znamy. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, by on zechciał kogokolwiek słuchać, szczególnie w sytuacji, jak mówię, krytycznej. Można interweniować na różne sposoby, ale on nie przestanie występować. Jeśli nie na Facebooku, to na publicznych spotkaniach; jeśli wyda się polecenie lokalnym fanclubom, by przestały mu te spotkania oragnizować, przygarną go jakieś bardziej niszowe redakcje, czy wydawnictwa, które dadzą mą możliwość publicznego prezentowania swoich przemyśleń. A powtarzam, przez to, że jego stan siłą rzeczy będzie coraz poważniejszy, również szaleństwo owych wystąpień będzie większe.
      I teraz przechodzę do sprawy naprawdę poważnej. Otóż wszyscy wiemy, jak tego typu problemy od lat rozwiązuje przemysł pop. Tam się nikt, przepraszam za wyrażenie, nigdy nie opieprzał. Tam nigdy nie było żadnych sentymentów. Piłka za każdym razem była krótka i bardzo dobrze mierzona. Pamiętamy, jak rozwiązano kwestię Briana Jonesa, Hendrixa, Morrisona, Joplin, czy już w bardziej współczesnych czasach, Kurta Cobeina, Michaela Jacksona, Amy Winehouse, czy – już z zupełnie innej beczki – prezydenta Gdańska, Adamowicza. W momencie gdy księgowość informowała, że zbliża się kryzys, a wraz z nim bardzo prawdopodobna konieczność zamknięcia interesu, interes, owszem, zamykano, tyle że w sposób kontrolowany na tyle, by jeszcze przynajmniej przez kilka lat czerpać z niego zyski. I jak pokazuje historia, bardzo skutecznie. Znacznie bardziej skutecznie, niż by to miało miejsce w przypadku jakiejkolwiek zwłoki.
      Otóż obawiam się, że może się zdarzyć, że kiedy Lech Wałęsa się już naprawdę rozbryka i nawet jego najwięksi sojusznicy, jak wspomniana „Wyborcza”, TVN, czy nawet portal NaTemat Tomasza Lisa, który właśnie niemal rzutem na taśmę postanowił bronić Wałęsy z pozycji naukowych , powołując się na badania radzieckiego naukowca, Kardaszewa, stracą do niego resztki cierpliwości, a wszystkie dostępne dowody zaczną nieubłaganie wskazywać na to, że dalsza jego aktywność przynosi bardzo poważne straty – i polityczne i finansowe – będą musieli zareagować bardzo szybko, na tyle szybko, by jeszcze dało się jakoś rozdmuchać tę legendę, urządzić odpowiednio spektakularną żałobę – no i stanie się nieszczęście.
      Ktoś powie, że to nie Wałęsa, ale ja oszalałem. No, może i tak. Mam nadzieję, że tak. W końcu on ma, cokolwiek by nie mówić, dopiero 75 lat, a to przecież naprawdę młody wiek. Mam więc wielką nadzieję, że to ja się mylę, a Lechu będzie walczył do późnej starości i dokończy swojego żywota siedząc przed laptopem, studiując nauki radzieckich astronomów i wrzucając na Facebooku kolejne meny.



Niezmiennie przypominam, że w księgarni Coryllusa jest do kupienia moja najnowsza książka. Serdecznie polecam: https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/



8 komentarzy:

  1. Prawie brakuje slow zeby to co wyrabia Walesa skomentowac. Ogranicze sie tylko do podejrzenia, ze poniewaz na zdjeciu Walesa ma normalny krawat zamiast OTUA ,jest to jakies stare a wiec 'lagodne' zdjecie.

    (pisze ten komentarz glownie dlatego, ze wlasnie dotarla do mnie SS Mantola ;-) i po pierwszym przejrzeniu i przeczytaniu kilku paragrafow chce powiedziec, ze jest swietna. Gratuluje i dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  2. Wałęsa podąża śladami Millera. Jeden i drugi teoretycznie wiedzą jak kończy prawdziwy mężczyzna. Ale żaden z nich nigdy nie pogodził się ze swoim żałosnym końcem. O ile pan Leszek zechciał publicznie poudawać swój nieutulony żal, to pan Lech nawet tego nie próbował. Obydwaj są siebie warci. Przypomnę bardzo przykre zdarzenie sprzed ok. 2 lat. Córka jednego z niemieckich wysoko postawionych urzędników unijnych, 19-letnia dziewczyna, została brutalnie zgwałcona i zamordowana przez uchodźcę z ośrodka, w którym sobie wolontariuszowała, zapewne za namową i przyzwoleniem kochającej rodziny. Po jej śmierci rodzice wystosowali taki apel:

    https://www.fakt.pl/wydarzenia/swiat/maria-ladenburger-zaskakujaca-prosba-rodzicow-zamordowanej-studenki/3pjy6vz

    Obydwaj panowie Lechowie kojarzą mi się z ojcem tej biednej Marii. Ideologia uber alles.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jola Plucińska
      Spokojna głowa. Miller jest kuty na cztery nogi. On dobrze wie, że trzymanie się Schetyny daje mu jedyną szansę na w miarę spokojną starość.

      Usuń
  3. Toyahu, ja przypomnę tylko takiego gagatka z Salonu24 - Mikołaja Sobczaka z Gdańska. Jeżeli to jest jeden z ważnych elementów intelektualnego zaplecza Lecha Wałęsy, to nie dziwie się, że to idzie w kierunku galaktycznym. Kto Lechowi Wałęsie będzie człowiekiem, który powie Lechu przystopuj. Jedyne kumate dziecko, to myśli tylko jak na nazwisku Ojca zrobić karierę. A Pani Danuta stoi z boku i tylko wszystkiemu się przygląda...

    OdpowiedzUsuń
  4. @Grudeq
    Ty wiesz, że ja go nie kojarzę? Może to starość, ale mam wrażenie, że to nazwisko widzę po raz pierwszy w życiu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja go pamiętam. On chyba jakoś w tym samym czasie co Pomaska się pojawił?

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeśli to zdjęcie jest niedawne, to jeszcze nie ma się czym martwić. Jeszcze pociągnie. Poważniej mówiąc to jednak zawsze jest przykro widzieć zaniedbanych staruszków.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.