środa, 20 marca 2019

Gdzie pada cień na SS Mantola?


     Z radością i satysfakcją donoszę, że jeszcze pachnące drukarnią egzemplarze mojej najświeższej książki „Imperium, czyli gdzie pada cień na SS Mantola” dotarły pod chałupę Coryllusa i myślę, że już dziś, kogo najdzie ochota, będzie mógł sobie ją kupić. W pewnym sensie jest to kolejna odsłona mojej nieco wcześniejszej książki „Kto się boi angielskiego listonosza”, jednak tym razem starałem się, by ona – choć wciąż jak najbardziej poświęcona językowi – w znacznie mniejszym stopniu obejmowała kwestie techniczne i mogła się spodobać również tym, którzy języka nie mają ochoty się uczyć, a nawet go nie znają. Powiem więc, że ona może się okazać miłym prezentem dla tych, co języka nie znają i od lat czekają aż ktoś im pokaże, jak bardzo to nie ma żadnego znaczenia. To oni też, w co wierzę, chętnie sobie poczytają o Imperium właśnie jako takim.

      Jak mówię, książka nosi tytuł „Imperium, czyli gdzie pada cień na SS Mantola”, a oto jej dość charakterystyczny fragment:
      
      Jeszcze przed laty pewien mój dawny kolega, Anglik z urodzenia, przy jakiejś okazji poinformował mnie, że moje nazwisko, z jego punktu widzenia, brzmi bardzo zabawnie, bo gdyby on mnie nie znał, to by pomyślał, że jestem Irlandczykiem o nazwisku O’Sheough. Dziś po latach głowy nie dam, ale tak to chyba miało wyglądać: O’Sheough. Pomyślałem sobie wtedy, że, co by o nich nie mówić, Brytyjczycy to ludzie o zdolnościach językowych przekraczających wszystko to, co my Polacy potrafimy sobie wyobrazić. Chwilę potem jednak, kiedy już doszedłem do siebie, zdałem sobie sprawę z tego, że tak naprawdę ja to wszystko od dawna wiedziałem, tyle że traktując jako oczywistą oczywistość, nawet się nad tym nie zastanawiałem.
      Spójrzmy choćby na dość popularną wśród tych ostatnich żyjących jeszcze pasjonatów języka angielskiego zabawę, gdzie najpierw przedstawione zostają są trzy wyrazy, „enough”, „women”, oraz „action”, następnie z wytłuszczonych fragmentów utworzone słowo „ghoti” i w końcu postawiona zagadka, w jaki sposób, zachowując konsekwencję zapisu oraz wymowy, odczytamy owo świeżo powstałe słowo.
      Ta ryba to oczywiście tylko żart, niemniej żart, który nie pojawił się tak zupełnie out of the blue, ale wynika z czegoś, co jest od dawna bardzo zastałe i powszechnie uznawane za standard, a sprowadzające się do powtarzanej do znudzenia zasady, że w języku angielskim „inaczej się pisze, a inaczej mówi”. Ta sztuczka jest oczywiście przednia, jednak pisząc ten tekst wpadłem na coś co mnie wręcz zafascynowało. Otóż, jak się orientują piłkarscy kibice, trzecim bramkarzem angielskiej drużyny piłkarskiej Liverpool FC jest zawodnik o nazwisku Caoimhin Kelleher. Gdyby ktoś nie wiedział, ów Kelleher jest Irlandczykiem, a jego przedziwne imię czyta się mniej więcej tak samo jak imię głównego bohatera popularnego filmu „Kevin sam w domu”, które, jak się okazuje, tak naprawdę jest niczym innym jak uproszczoną anglojęzyczną wersją owego Caoimhina. Czemu tak? Bóg jeden wie, a ja tylko dla zwykłej zabawy poinformuję, że jeśli sięgniemy do źródeł, to dowiemy się, że ów Kevin oznacza „szlachetnego z urodzenia”.

Zarówno ta, jak i inne moje książki – i nie tylko moje – dostępne są, lub już za chwilę będą, w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl.




    


16 komentarzy:

  1. Gratuluję!
    Lecę pod chatę Coryllusa!

    OdpowiedzUsuń
  2. :-) Fajnie! Juz nie moge sie doczekac! Troche mi szkoda tych 'kwestii technicznych' ale mysle, ze i tak duzo sie doucze.
    PS czy dobrze sie domyslam, ze tytulowy problem wyjasni skad sie wzielo slowko 'posh'?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Jingle Bell
      Oczywiście. Cień wyjaśnia wszystko.

      Usuń
  3. @All
    Książka już jest w sprzedaży. Oto odpowiedni link:
    https://basnjakniedzwiedz.pl/produkt/imperium-czyli-gdzie-pada-cien-na-ss-mantola/

    OdpowiedzUsuń
  4. Będzie czytane, nie wiem kiedy, ale mam nadzieję, że jak najszybciej bo mam już dużo takich "pilnych" książek w kolejce, a nawet ten komentarz, z powodu braku czasu, piszę "na kolanie".

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobra wiadomość, na pewno kupię, bo chociaż uważam polskie książki o języku angielskim za nieporozumienie już w samym założeniu, to liczę na właśnie takie anegdoty. Pewnie nie mogę liczyć na dedykację?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @redpill
      Po cholerę Ci moja dedykacja, co?

      Usuń
    2. mam wsztstkie Twoje książki z dedykacją

      Usuń
    3. @redpill
      Kłamiesz jak pies. W życiu nie kupiłeś ode mnie książki.

      Usuń
    4. Jestes jednak chory, mam 3 twoje ksiazki, wszystkie z dedykacja, zdjecia ztobie i u mnie na blogu do zobaczenia beda

      Usuń
    5. @redpill
      No i oczywiście je wszystkie trzy kupiłeś, nie? Wyjąłeś pieniądze z kieszeni i je kupiłeś, prawda?

      Usuń
    6. Nie, jedną od Ciebie dostałem, dwie kupiłem, trzy z ośmiu, czyli wszystkie, dokładnie tak. Aha, sprawdziłem, dedykacje są w dwóch.

      Usuń
    7. W sumie to mogę odesłać, adres wciąż mam. Tę nową też odeślę, jak przeczytam.

      Usuń
    8. Te książki to Rock'n'Roll (trzy teksty znakomite, trzy straszne, reszta średnia), Listonosza, (całkiem, całkiem) i Marki, dolary, poddałem się bardzo szybciutko, więc nie wiem. Tej nowej też nie ruszyłem jeszcze. Nie mam kiedy. Reszta mnie nie interesuje, bo teksty z bloga znam, historie sławnych morderców już komentowałem, a książka na listach Zyty Gilowskiej, nie skomentuję, bo nie ma po co.

      Usuń
    9. @redpill
      Zamknij się już wreszcie, dobrze?
      Każdy Twój następny komentarz i tak wyrzucę.

      Usuń
  6. @redpill
    Rozumiem. Trzy z ośmiu, czyli wszystkie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.