Czy Szwajcarzy wybiorą nam prezydenta?

Z prawdziwą satysfakcją, na ten piękny niedzielny dzień, chciałem przedstawić dziś kolejny swój felieton z „Warszawskiej Gazety”. Dziś o frankach, frankowczach i o tym, jak to nie ma tego złego, co by nie wyszło na dobre.

Mam znajomego, można wręcz powiedzieć, że kolegę i przyjaciela, który przez wiele lat, jeszcze zanim się poznaliśmy, był bardzo gorliwym członkiem grupy zwanej tu pogardliwie lemingami. Kolega jest człowiekiem zamożnym, pod względem zawodowym bardzo dobrze sytuowanym, a gdy chodzi o sytuację towarzyską, to od swoich znajomych – obok oczywiście podejścia do życia – różni go również i to, że dom ma już od dawna spłacony, i jedyne interesy, jakie dziś prowadzi z bankami, to te, które wynikają z systemu obowiązującego każdego z nas.
I oto jeszcze kilka lat temu, kolega mój poinformował mnie o tym, co dziś nagle stało się wiedza publiczną, że w Polsce jest jakieś 800 tysięcy osób, które zaciągnęły w bankach kredyty indeksowane w stosunku do franka szwajcarskiego, co sprawia, że właściwie już teraz większość z nich, wraz ze swoimi domami i z rodzinami, stanowi własność banków. Jak mówię, rozmowę tę prowadziliśmy kilka lat temu, gdy, owszem, było coraz gorzej, ale na to, co się dzieje dziś niemal na naszych oczach, musieliśmy jeszcze poczekać. Jednak już wtedy mój kolega – powtórzę to jeszcze raz z prawdziwą satysfakcją – swego czasu gorliwy leming, a dziś człowiek, który szczęśliwie się z tej matni wyrwał, mówił mi, że wszyscy ci ludzie, wśród których są jego dobrzy znajomi, w wielu wypadkach już zaczynają ze strachu popadać w alkoholizm i wszelkie inne -holizmy, a mimo to wciąż bardzo mocno popierają Platformę Obywatelską i równie mocno wierzą, że w momencie gdy PiS wróci do władzy, nastąpi katastrofa, w wyniku której oni będą musieli spłacać swoje kredyty jeszcze dłużej, niż grać będzie wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy.
No i powiedział mi mój kolega coś jeszcze. Moment, kiedy oni się przebudzą, nadejdzie, tyle że może jeszcze nie teraz. A kiedy się obudzą, to z krzykiem.
Jak już pewnie większość z nas wie, Szwajcaria uwolniła dotychczas bardzo twardo stojący kurs franka, co spowodowało, że znajomi mojego kolegi, jeśli w czasie gdyśmy sobie tak wesoło rozmawiali, mieli do spłacania powiedzmy 3 tysiące złotych miesięcznie, dziś już tych złotych mają dwa razy więcej, a domy, które sobie pobudowali, straciły na wartości znacznie bardziej niż o tę głupią połowę, co oczywiście doprowadziło do tego, że oni nie dość, że już nie mają nic, to jeszcze to co mieli, bank im doliczył do dotychczasowego długu.
Weszliśmy w rok wyborczy. Najpierw będziemy wybierać prezydenta, po paru miesiącach parlament, a ja wiem, że oni już wiedzą. Wiedzą, jak było, kto mówił prawdę, kto kłamał, komu oni uwierzyli, kogo nienawidzili, a kto ich najzwyczajniej w świecie wystawił do wiatru. Ale wiedzą też coś jeszcze, i wiedzą to na pewno. To mianowicie, gdzie mogą szukać ratunku. Wcale nie pewnego, wcale nawet nie obiecywanego, ale jedynego wyobrażalnego. I to akurat jest wiadomość bardzo dobra.

Przypominam tym, którzy nie wiedzą, albo akurat mają co innego na głowie, że w księgarni pod adresem www.coryllus.pl są do kupienia wszystkie moje książki, w tym w bardzo promocyjnej ofercie dwie pierwsze, podpisane jeszcze imieniem Toyah.

Komentarze

  1. Dzień dobry Panie Krzysztofie!

    Takie małe przypomnienie...

    Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość z niepokojem przyjmuje zalecenia Komisji Nadzoru Bankowego tzw. „Rekomendację S” wprowadzające ograniczenia w dostępności do kredytów walutowych, których głównym skutkiem będzie zmniejszenie możliwości nabywania przez obywateli (szczególnie przez młode osoby) własnych mieszkań.

    Klub Parlamentarny PiS podchodzi krytycznie do tego zalecenia z co najmniej kilku powodów:

    (...) walutowe kredyty mieszkaniowe były niewątpliwe czynnikiem sprzyjającym nabywaniu mieszkań po znacznie niższych kosztach Rekomendacja S przyjęta przez Komisję Nadzoru Bankowego będzie sprzyjała utrwaleniu ograniczenia dostępności do kredytów

    (...)

    Co więcej szeroka dostępność do kredytów walutowych przyczynia się do stałego wzrostu konkurencji pomiędzy bankami i spadku oprocentowania kredytów.

    (...)

    Wprowadzanie sztucznych ograniczeń tamujących naturalny rozwój rynku kredytów nie służy polskiej gospodarce, a już na pewno nie służy obywatelom.

    (...)

    4. Podstawowe uzasadnienie Komisji Nadzoru Bankowego „Rekomendacji S” powołujące się na ogromne ryzyko związane przede wszystkim z nagłymi spadkami wartości walut, możliwością znacznego podniesienia stóp procentowych przez zagraniczne banki centralne, a także na możliwy znaczny spadek wartości złotówki, nie znajduje potwierdzenia w danych makroekonomicznych. Oczywiście nie możemy nie dostrzegać tego ryzyka, ale jeśli weźmiemy pod uwagę ciągły wzrost gospodarczy naszego kraju, niską inflację i umacniającą się złotówkę, to obawy Komisji Nadzoru Bankowego nie znajdują potwierdzenia w faktach.


    Jak widać poglądy się zmieniają z czasem, ciekawe tylko czy ci ludzie, którzy mają w tym roku głosować, będą pamiętali, kto chciał, żeby te kredyty mogli spokojnie brać i żeby żaden nadzór bankowy kurka z tanimi kredytami nie zakręcał.

    Pozdrawiam,
    Student

    OdpowiedzUsuń
  2. @Student SGH
    Jeśli mamy sytuację taką, że w znacznej większości młodzi ludzie albo mogą mieszkać kątem przy rodzicach i czekać aż oni umrą, albo brać kredyty, to jest jasne, że trzeba robić wszystko, by tanie kredyty były powszechnie dostępne.
    Z zacytowanego przez Pana fragmentu mnie jednak zainteresował jego ostatni wątek:
    "Oczywiście nie możemy nie dostrzegać tego ryzyka, ale jeśli weźmiemy pod uwagę ciągły wzrost gospodarczy naszego kraju, niską inflację i umacniającą się złotówkę, to obawy Komisji Nadzoru Bankowego nie znajdują potwierdzenia w faktach".
    Czy mógłby mi Pan uprzejmie powiedzieć, kiedy to konkretnie ci pisowcy określali sytucję w kraju, jako tak bezpieczną?

    OdpowiedzUsuń
  3. @student SGH
    Już wiem. Lipiec 2006. Daleką drogę przeszliśmy od czasu, gdy Polska miodem i mlekiem płynęła, prawda? Ciekawe, czemu to Panu przeszkadzało.

    OdpowiedzUsuń
  4. Przedruk z osiejuk.salon24.pl

    Jestem zniesmaczony. Motyw tamtego komentarza jest z tej przyśpiewki o pragnieniu awansu:

    "w Poroninie na jedlinie
    wiszą gacie po Leninie.
    Kto chce w Polsce awansować
    musi gacie pocałować."

    Poza tym, jestem rozczarowany i co-nieco urażony, że młodziak pretensję do własnej inteligencji buduje braniem innych za idiotów. Powołuje tzw. "Rekomendację S" Komisji Nadzoru Bankowego z 2006r. Ta rekomendacja spotkała się z krytyką ze strony środowisk wówczas rządzącego PiS dlatego, że została (ta rekomendacja) odebrana jako ewidentny kij w szprychy pisowskiego projektu mieszkaniowego. Głównie dlatego, że Rekomendacje S nr 13 - 18 (2006r.) gwałtownie, a wyłącznie środkami typu biurokratycznego, obniżały zdolność przedstawiania bankom kredytowych zabezpieczeń pod hipoteki. To obiektywnie podcinało szanse rozwoju kredytowania nabywanych mieszkań.

    Nie muszę dodawać, iż te Rekomendacje S 2006r. w ogóle nie dotyczyły kredytów denominowanych (np. frankowych), ani ryzyk kursowych takich kredytów. Biorąc pod uwagę, że akurat to absolutnie nie deprecjacja wartości nieruchomości (ergo hipotek) spowodowała obecny kryzys frankowy, wskazywanie ówczesnej krytyki PiS dla tej rekomendacji jest co najmniej nadużyciem i to w oczywiście złej wierze przerzucenia odpowiedzialności byle jakimi środkami.

    Trzeba zaś mieć innych za idiotów, by między wierszami sugerować, iż w jakiejkolwiek sprawie, ówczesne, krytyczne stanowisko PiS mogło w jakimkolwiek stopniu skłonić ówczesne kręgi bankowe do poparcia programu PiS nie mówiąc o jakiejkolwiek spolegliwości względem takich stanowisk krytycznych. Gdyby tak było, PiS do dzisiaj rządziłby a Polska byłaby gospodarczo i społecznie w zdecydowanie lepszej sytuacji.

    PS. Na śp. prezesa S. Skrzypka i na śp. ministra P. Gosiewskiego zdolny jest w powyższym kontekście wskazać (choćby pośrednio) tylko ktoś doświadczony w szczaniu na znicze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Może ja dorzucę tu swoje trzy grosze bo pamiętam jak dziś ten rok 2007 w którym wzięliśmy z żoną kredyt we frankach. Mieszkaliśmy wtedy za granicą, musieliśmy wyjechać kilka lat wcześniej bo nie było dla nas pracy, tak bardzo nie było, że kompletne zero. W UK pracowaliśmy w zawodach, nie na zmywaku. No ale zawsze chcieliśmy mieszkać w Polsce i to był jedyny czas kiedy po odłożeniu niewielkiej sumy, mieliśmy też i umowy o pracę i zdolność kredytową. Ceny nieruchomości już wtedy poszybowały w górę ale nie było wyjścia. Ogólnie banki nie chciały nam, pracującym za granicą za dobre pieniądze, dawać kredytu na mieszkanie w PL, były tylko dwa takie chętne. Zrobiłem wtedy rozeznanie i frank miał najatrakcyjniejsze oprocentowanie, ratę kredytu. Wszyscy to doradzali, podpytałem przyjaciela pracującego w banku, potwierdził. Nasi rodzice nie potrafili nam nic ponad to doradzić. Jako człowiek młody i naiwny nie wiedziałem, że doradcy bankowi kłamią w żywe oczy a kredyt to coś czego trzeba unikać za wszelką cenę. Nie miałem pojęcia o bańkach finansowych, kryzysach, strzyżeniu owiec i współczesnym niewolnictwie.

    Dwie refleksje na temat Kaczyńskich – patrzyłem wtedy z dystansu 2000km na politykę w PL, wiedziałem np. to że Lech planował wprowadzić likwidację przymusu podwójnego opodatkowania dla ludzi pracujących za granicą – to była dla emigracji bardzo dobra wiadomość. Widziałem, że sprawy powolutku ruszają w dobrym kierunku, to było po prostu widać zza granicy bez większego wysiłku, czarny PR i opluwanie tam nie docierało. Druga refleksja – byłem zadziwiony, że moi brytyjscy znajomi wypowiadali się z pogardliwą i prześmiewczą manierą na temat „dyktatury bliźniaków w Polsce” – tzn ze czarny PR Kaczyńskich za granicą skierowany był do autochtonów a nie emigrantów z Polski.

    Potem zaczął się kryzys finansowy (koniec 2008r), w UK były dni kiedy na ulicę w naszej branży leciało od kilkudziestu do ponad setki ludzi dziennie (w jednym mieście gdzie żylismy), zamykali całe piętra biurowe. No i my straciliśmy prace. Utwierdziło to nas w przekonaniu, że to był jedyny czas kiedy mogliśmy kupić naszą szufladkę w bloku.
    Wróciliśmy do Polski, cudem po kilku miesiącach udało nam się znaleźć w miarę dobre prace, umożliwiające spłatę kredytu – ale oboje musieliśmy pracować, jedno robiło na kredyt a drugie na życie.
    W Polsce wtedy pod rządami Kaczyński Twins, rozkręcała się właśnie „kraina mlekiem i miodem płynąca”. Wszystko skończyło się w roku 2010. Potem trafiłem na książkę „Wojna o pieniądz”, Grzegorza Brauna, Coryllusa (jako jego ulubionego pisarza ;)) i Toyaha. Oczy mi się otwierają od jakiś 5 ostatnich lat, nie rozumiem wszystkich decyzji Lecha Kaczyńskiego ale wiem jedno, że gdyby nie 10.04.2010 to nasza sytuacja byłaby zupełnie inna. I napawa mnie przerażeniem stopień zaczadzenia ludzi produkujące wpisy jak ten powyżej (student).

    Nie kategoryzowałbym też ludzi okredytowanych frankiem, że to jakieś lemingi z PiSu albo mohery z PO. Kredyty brali ludzie (mówię o tych mi znanych), którzy jak my chcieli po prostu mieć swój kąt a pochodzili z niezamożnych rodzin (tatuś nie kupił nam mieszkania ani babcia nie zostawiła w spadku). Brakowało nam wiedzy w temacie a nikt tą wiedzą się nie dzielił.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah
    Jeśli dobrze rozumiem Pana pytanie, co mi przeszkadzało w czasach kiedy Polska mlekiem i miodem płynęła - ano to, że polityka gospodarcza prowadzona przez rząd PiS była procykliczna, a nie antycykliczna.

    @orjan
    Na tym blogu Pana Krzysztofa na awans nie mam co liczyć. Jakbym napisał to na jakimś forum gazeta.pl albo tvn24 to pewnie tak, ale to by za proste było, a tutaj przynajmniej mogę liczyć na ostrą ripostę.

    Czy pisowski projekt mieszkaniowy miał polegał na tym, żeby w ciągu 2 lat rządów PiS ceny mieszkań wzrosły średnio o 80%? Nie chcę przez to powiedzieć, że to wina PiS, że nieruchomości tak zdrożały w latach 2005 - 2007. To nie żadna sztuka doprowadzić to wzrostu taniego kredytu, którego nieuniknionym skutkiem ubocznym będzie wzrost cen mieszkań - to właśnie wpycha ludzi w zadłużanie się na całe życie. Jesli porównujemy 2 sytuacje: (1) mieszkanie kosztuje 300.000 zł i można je sfinansować w 100% kredytem i (2) mieszkanie kosztuje 150.000 zł, ale wymagany jest 20% wkład własny, moim zdaniem lepsza jest sytuacja nr (2). Dla zwykłych ludzi lepiej i bezpieczniej będzie pomęczyć się 2 - 3 lata, uzbierać 30.000 zł wkładu własnego, a potem zaciągać kredyt na 120.000 zł, a nie na 300.000 zł. Tę lekcję zresztą już odrabiamy, a do progu 20% wkładu własnego dojdziemy już za 2 lata. Po prostu nie każdy powinien brać kredyt i jak dziś wielu zauważa, wielu z tych ludzi, którzy są w tak ciężkiej sytuacji tego kredytu prawie dekadę temu dostać nie powinno.

    PS. śp. prezes S. Skrzypek nie pojawia się w jakimkolwiek komentarzu, zwłaszcza, że mowa jest o oświadczeniu z lipca 2006 roku, a Pan Skrzypdek został powołany na prezesa NBP w styczniu 2007 i wkrótce rozpoczął politykę podnoszenia stóp procentowych, nieuninknioną w tamtym momencie. Śp. Pan Gosiewski był natomiast w tym czasie przewodniczącym klubu parlamentarnego PiS, odniesienie jest do stanowiska partii politycznej, a nie poglądów Pana Gosiewskiego, a tym bardziej samego Pana Gosiewskiego

    OdpowiedzUsuń
  7. @Janosik
    Bardzo cenne świadectwo. Dziękuję za nie.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Student SGH
    Procykliczna? Rozumiem. A teraz, jak się domyslam, mamy antycykliczną? Czy może też procykliczną, tyle że nadeszły odpowiednie dla niej czasy?
    To już niech Pan lepiej opowie, co tam u Pana? Wciąż z tarczą?

    OdpowiedzUsuń
  9. @Janosik
    Ja również dziękuję za tę opowieść. Podsumowania medialne i obserwacje akurat wskazują, że większość tych ludzi, którzy są zapakowani w te nieszczęsne kredyty w CHF to jednak tzw. lemingi z PO.
    Kto jeszcze w połowie września 2014 by pomyślał, że cena ropy spadnie w 4 miesiące o 50%? Morał taki: "expect the unexpected".

    @toyah
    Teraz - mamy politykę gaszenia pożarów, niespójną, krótkowzroczną. Gdybym musiał powiedzieć, to bliżej temu miotaniu się rządu do polityki antycyklicznej, ale to wynika bardziej z konieczności równoważenia budżetu (co jest akurat godne pochwały), a nie z jakiegoś planu, czy wizji.

    U mnie - raz z górki, raz pod górkę. Ostatnie miesiące trochę częściej pod górkę, ale ogólnie nie narzekam, nie mam prawa, wiedzie mi się lepiej niż ponad 90% moich rówieśników. I na to jak mi się wiedzie żadna Kopacz i żaden Kaczyński nadal wpływu nie mają... Na ostatnich wyborach (samorządowych) celowo oddałem nieważny głos (nawet po skreśleniu wielu kandydatów dopisałem to na karice do głosowania), w kolejnych wyborach nie wykluczam, że zrobię tak samo.

    A Panu niech się wiedzie jak najlepiej. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. @Student SGH
    Dobrze wiedzieć, że Pan ciągnie do przodu. Ja szczerze powiedziawszy też. Może ciężar mam na plecach trochę większy, ale też nie narzekam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?