sobota, 31 stycznia 2015

Gdy Jezus zamieszkał na Watykanie

Miniony tydzień, tak się jakoś złożyło, upłynął nam w temacie Kościoła i Wiary. Nic też dziwnego, że i mój felieton, opublikowany w najnowszym wydaniu „Warszawskiej Gazety” powtarza to co już mieliśmy tu okazję parokrotnie powiedzieć. Mimo to, tradycyjnie bardzo proszę o rzucenie okiem i chwilę zadumy. Uważam, że warto.

Co do znajomości Pisma Świętego, jestem znacznie słabszy, niż by wypadało. To co jednak wiem nieprzerwanie od dzieciństwa, to to, że Swoją miłość Jezus kierował głównie do ludzi grzesznych, upadłych i odrzuconych. Już przy Jego narodzeniu, wieść o nim została zaniesiona najpierw do pasterzy, a więc – nie oszukujmy się – ludzi, którzy musieli mieć sporo za uszami. Podobnie zresztą było z Apostołami. Jak mówię, nie bardzo mam podstawy, by się tu wymądrzać, ale z tego co pamiętam, większość z nich, kiedy ruszali za Jezusem, nie była jakoś szczególnie duchowo mocna. No i wreszcie główna wiadomość z owych paru lat, kiedy On nauczał: Maria Magdalena nie była żadnym wyjątkiem.
Natomiast ja, owszem, dobrze wiem, że jeśli Jezus potrafił być naprawdę brutalny, to wobec ludzi wówczas najbardziej religijnych i, gdy chodzi o Pismo, najlepiej wykształconych. To ich systematycznie napominał, im groził wieczną karą, jeśli się nie opamiętają, a bywało, że zwyczajnie potępiał. To nie prości grzesznicy, ale owi ludzie bez skazy, byli pierwszym przedmiotem Jego gniewu.
Podobnie jak jestem mało kompetentny w słowach Pisma, tak samo dość kiepsko się orientuję w naukach papieża Franciszka. To co wiem jednak na pewno, wystarczy mi, by nie przegapić owego niezwykłego faktu, że jego nauczanie jest zwrócone głównie do ludzi grzesznych, upadłych i odrzuconych, a jego gniew własnością tych, którzy od lat pluskają się w aurze najczystszych.
A jedno wiem na pewno, i tu nie muszę ani mieć szczególnie dobrej pamięci, ani być kimś wybitnie oczytanym, ani na bieżąco z doniesieniami na temat tego, co się dzieje na linii Watykan - Lud Boży. Ja mianowicie widzę to, słyszę i czuję każdego dnia, jak wielką wściekłość we współczesnych uczonych w piśmie wywołuje owa papieska nauka. Przyjmuje Franciszek na audiencji grzesznego księdza, który stojąc wręcz nad grobem, pragnie jeszcze z nim – niejako rzutem na taśmę – porozmawiać, rozmawia z nim, a potem przytula, całuje w rękę i się z nim żegna, a faryzeusze wyją ze złości. Franciszek, zwracając się do owych faryzeuszy, by dzieląc się swoją wiarą z ludźmi grzesznymi i słabymi, czynili to tak, by nikogo do Jezusa nie zniechęcać, a ci się w tym momencie zaczynają jeżyć i wołają: „A może on by się zamiast nami, zajął pedałami?” Apeluje wreszcie papież do tych, co już nawet się nie budzą ze snu w Duchu Świętym, by nie odłączali się od tego jednego Kościoła, który jest nasz i tutaj, a oni marszczą brwi z niezadowolenia i pytają się jeden drugiego: „A ten czego znowu od nas chce?”
Ponieważ nawet jeśli on im odpowie, to i tak go nie zrozumieją, sam im wyjaśnię tę zagadkę: On od Was chce tego samego, czego chciał od Was Jezus. Ocalić Was przed Waszym grzechem. Nic więcej, nic mniej.

Zgodnie też z tradycją minionego tygodnia, przypominam, że kończymy sprzedaż mojej pierwszej książki „O siedmiokilogramowym liściu”. Schodzą już ostatnie egzemplarze, cena wciąż wynosi zaledwie 15 zł. plus opłata pocztowa, a dodruk póki co nie jest planowany. Zamówienia można składać klikając w okładkę tuż obok.

5 komentarzy:

  1. Wszystko jeszcze przed nami! Ostatnio odsłuchałam kazań o Adama Szustaka i dowiedziałam się, że jest grzechem ciężkim nieczytanie codziennie Pisma Świętego, a w ogóle, trzeba mieć je przeczytane 60 razy, aby kojarzyć fakty tam opisane i ich interpretację. Podaje on także jedną ze świetnych technik tego czytania - Lectio Divina. Oczywiście dziękuję Panu za serce jakie Pan ma dla Kościoła.

    OdpowiedzUsuń
  2. W swoim tekście poruszył Pan ważną sprawę. Jezus zbawił każdego człowieka! A głoszenie tej Dobrej Nowiny zaczął od najniższych warstw społecznych (Mt 11, 25).
    Jak Pan wspomniał, pracowników wybrał Jezus raczej mało religijnych (m.in. kilku rybaków, a nawet celnika, człowieka trudniącego się zajęciem szczególnie znienawidzonym przez Żydów, Mateusza). Już to wystarczyło, aby wzbudzić niezadowolenie wśród faryzeuszów i uczonych w Piśmie.
    Ostrą wypowiedź Jezusa na ich temat przytacza, wspomniany wyżej (były już) poborca podatkowy (Apostoł i Ewangelista) Mateusz (Mt 23, 1-36).
    W swojej postawie i nauczaniu papież Franciszek naśladuje Chrystusa. Nie ma się, więc co dziwić, że spotyka się przy tym z nienawiścią.
    Jezus przecież mówi: "Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: <>. Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać" (J 15,20).

    OdpowiedzUsuń
  3. @el
    Trochę dziwny ten Szustak, ale poza tym nie mam się do czego przyczepić.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Jacek Dydyński
    Dokładnie tak to widzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. @el
    Grzech ciężki? Może chodziło o księży, którzy brewiarza nie odmawiają?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.