sobota, 15 lutego 2014

Gdy w karkówce trafiła się kość

Ponieważ sprawy w ogóle nie śledziłem, a wszystko co na ten temat wiem, to zaledwie z całkowicie wręcz przypadkowych przekazów, biorę pod uwagę, że moje oceny są głupie i niesprawiedliwie, ale, o ile się nie mylę, zaczęło się wszystko od tego, że Kuba Wojewódzki zadzwonił do redakcji „Super Expressu”, powiedział, że się nazywa Trynkiewicz, i zaproponował redakcji kupno swoich pamiętników. Redakcja na tę propozycję zareagowała wręcz entuzjastycznie i zapewniła Wojewódzkiego-Trynkiewicza, że za wspomnienia kogoś tak wybitnego i fascynującego, jak on, oni są w stanie zapłacić każdą sumę.
Wojewódzki rozmowę nagrał, wyemitował w swojej radiowej audycji, i – gdyby któryś z tych durniów, którzy go lubią słuchać, nie rozumiał, co się stało – postępowanie redakcji „Super Expressu” nazwał po imieniu, czyli, jak to on, zaczął rżeć. W tym momencie, czującco się święci, „Super Express” dostał cholery i ogłosił, że Wojewódzki to hiena, która żeruje na trupach chłopców 25 lat temu zgwałconych i brutalnie zamordowanych przez Trynkiewicza, a jakby tego było mało, skontaktował się nawet z rodzicami tych biednych dzieci, żeby i oni powiedzieli, co to za kanalia ten Wojewódzki.
To że Wojewódzki jest jedną z najbardziej odrażających postaci, na jakie można się napatoczyć w naszej publicznej przestrzeni, jest dla mnie kwestią poza wszelką dyskusją. Niekiedy wręcz mam wrażenie, że on na całej tej dziwnej galerii robi wrażenie postaci szczególnie odrażającej; bardziej nawet niż jego nowy kumpel Lizut, czy poseł Grodzka… co ja mówię, poseł Grodzka? On jest równie odrażający jak redaktor naczelny „Super Expressu”, Sławomir Jastrzębowski.
Dziś, kiedy obaj panowie wzięli się za swoje twarze, zastanawia mnie już nawet nie to, kto z tego pojedynku wyjdzie bardziej potłuczony, ale czy jest taka szansa, że oni obaj w pewnym momencie udławią się własnym złem i resztę życia spędzą w stanie wegetatywnym. Ale jest jeszcze coś. Otóż na jak najbardziej „naszym” portalu wpolityce.pl znalazłem tekst, broniący Jastrzębowskiego przed Wojewódzkim. Popatrzmy na to, jak w tym czarnym starciu odnaleźli się prawicowi publicyści:
Prymitywna prowokacja Jakuba Władysława Wojewódzkiego, który w skandaliczny sposób kpił z ofiar Mariusza Trynkiewicza, przyniosła szereg komentarzy. Na łamach ‘Super Expressu’ zachowanie 50-letniego śmieszka oceniają publicyści i działacze społeczni. Najostrzej postawę Wojewódzkiego ocenił Rafał Ziemkiewicz:
‘Z jednej strony stara się przekraczać granice i być politycznie niepoprawny, a z drugiej występuje jako jeden z najbardziej lizusowskich przydupasów władzy, który wpełza jej między pośladki i stamtąd rzuca obrzydliwe, ale utrzymane w poważnym tonie kazania. Albo chce się być poważnym człowiekiem, który wypowiada się o polityce i namawia młodzież, jak ma głosować, albo być wygłupiaczem, który robi sobie jaja ze wszystkiego i jest na kontrze do całego świata.[…]. Nie ma bowiem nic bardziej obrzydliwego niż kontestator na usługach wpływowej koterii’”.
I to, uważam, niezależnie już od tego, co ja sądzę zarówno o portalu wpolityce.pl, jak i o samym Ziemkiewiczu, jest coś, co każe nam się jeszcze raz zastanowić nad tym, co się dzieje w tych łbach. Oto Wojewódzki – po raz pierwszy w swoim parszywym życiu – zrobił coś pożytecznego, a mianowicie na nędzny ułamek chwili obnażył całą ową podłość, w jakiej zanurzone jest polskie dziennikarstwo, wystawiając przy okazji, owego Jastrzębowskiego na wieczne pośmiewisko, a nasi bojownicy o wolną Polskę, wpadają w stan takiej histerii, że na to co się stało, nie są w stanie zareagować inaczej, jak tylko nabijając się z tego, że Wojewódzkiemu jego ubeccy rodzice dali na imię Władek, no i oczywiście z tego, że on ma 50 lat, a jego zawodowy image każe mu pozować na nastolatka, tak jakby dopiero trzeba było być dziennikarzem tygodnika „W Sieci”, żeby chodzić w czapeczce z pomponem i się podpisywać „Arek”?
Swoją drogą, bardzo bym chciał wiedzieć, co mają za paznokciami nasi prawicowi Ninja, że tak nieprzytomnie bronią czegoś, czego się bronić nie da, ale za to daje owo poczucie wspólnoty losów?
No i jest jeszcze ten Ziemkiewicz. Przychodzi do niego jakiś cuchnący handlem cyngiel „Super Expressu”, wyciąga go na rozmowę, której jedynym celem jest ratowanie stada hien przed wstydem i hańbą, a ten przybiega na pierwszy gwizdek i bredzi coś na temat „wpływowych koterii, oraz „włażenia między pośladki władzy”.
W tej sytuacji, ja jemu też mam coś do powiedzienia. Otóż kiedy przyjdzie wiosna i Roman Giertych z Ryszardem Kaliszem urządzą imprezę, na którą, jako sprawdzonego kompana, zaproszą Ziemkiewicza, w momencie kiedy on zacznie żreć tę karkówkę, ja ze słodkim dreszczem na plecach cały zamienię się w słuch.

Jak zwykle, serdecznie proszę o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta, czy to przez kupowanie książek, których okładki są tu bardzo starannie zaprezentowane, czy przez pomoc pieniężną na podany obok numer konta. W tej chwili akurat jest tak, że poza tym, nie mamy niemal już nic. Dziękuję.

2 komentarze:

  1. @Toyah

    Rzeczywiście, całkiem niezła ta prowokacja Wojewódzkiego. Stare przysłowie mówi o tym, ze gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Ale reakcja "naszych"... No to tylko jakby ktoś jeszcze miał jakieś wątpliwości, to niech już ich nie ma. W jakiej to było piosence: "czy to jest głupota czy już zdrada?"?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    Nie znam. Obstawiam Budkę Suflera.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.