poniedziałek, 6 stycznia 2014

Aby gender uratował małżeństwo Małgorzaty i Donalda Tusków

Kiedy moje dzieci były jeszcze bardzo małe, tu gdzie mieszkamy, zamiast banków, lombardów, punktów sprzedaży kebabów, czy tak zwanych „szmateksów”, były księgarnie, restauracje, piekarnie, i różnego rodzaju punkty świadczące tak zwane usługi, w tym bardzo sympatyczny, i oczywiście zaprzyjaźniony, sklep z zabawkami i w ogóle artykułami dla dzieci, pod nazwą „Ono”. Podczas jednej z wizyt w „Ono” trafiłem na pewną, robiącą wrażenie osoby niezwykle inteligentnej, kobietę, która uznała za stosowne podzielić się ze mną spostrzeżeniem, że kiedy ja próbuję przebierać między ciuchami dla chłopców i dziewczynek, popełniam bardzo poważny błąd, dlatego, że na początku tego czegoś stoi bardzo niebezpieczne przekonanie, że między jednymi a drugimi istnieje jakakolwiek różnica, która miałaby być przenoszona na poziom ofert sklepów dziecięcych. Jej akurat chodziło o kolory: różowy i niebieski, ale z całego owego wykładu zapamiętałem i to, że rzecz wcale nie ograniczała się do kolorów.
Ponieważ lubię sobie pogadać, a w tamtej konkretnej sytuacji miałem do powiedzenia znacznie więcej, niż to, by owa pani się ode mnie odpieprzyła, opowiedziałem jej parę świeżych stosunkowo jeszcze historii, dotyczących właśnie moich dzieci. Otóż tak się złożyło, że któregoś dnia szedłem sobie z moją córką po czymś, co w Katowicach nosi nazwę Osiedla Paderewskiego i nagle córka moja zauważyła ten straszny pomnik, który tam sobie stoi na samym środku tego placu przy samym wejściu. Spostrzegła ów pomnik i oczywiście spytała, co to takiego. Ja jej na to odpowiedziałem, że to jest pomnik, a ona mnie zapytała – do dziś pamiętam jej wypowiedź słowo w słowo –„Jak robi pomnik?” Właśnie tak: Jak robi pomnik?
Innym razem, po paru kolejnych latach, tym razem z moim synem, przechodziliśmy przez cmentarz na ulicy Francuskiej. No i tak się składa, że tam, blisko tego cmentarza znajduje się – a może się kiedyś znajdował, a dziś już nie, tego nie wiem – wysoki komin. I proszę sobie wyobrazić, że pierwsze pytanie, jaki mi zadał mój syn w kwestii wspomnianego komina, było dokładnie takie samo, jak pytanie córki sprzed lat, a mianowicie: „Co to?”
Odpowiedziałem, jak najbardziej zgodnie z prawdą, że to jest komin, tyle że tu akurat moje dziecko nie zapytało mnie, jak robi komin, ale – tak, tak, zgadli Państwo – „jak się na to włazi?”
Opowiedziałem te dwie anegdoty inteligentnej pani w sklepie z konfekcją dziecięcą, i poprosiłem ją, żeby – skoro ona jest taka mądra – mi wyjaśniła, jaki ja uczyniłem błąd, że doprowadziłem swoje dzieci do stanu takiego opętania, że jedno chce przedmioty zdobywać, a drugie chce poznawać ich naturę? Co ja w swoim podejściu do kwestii wychowania swoich dzieci spieprzyłem, że moja córka nie chce się wspinać po pomnikach, a mój syn ma w dupie informację dotyczącą odgłosów wydawanych przez kominy? Czy to, co się stało w naszym domu, jest wynikiem tego, że ja mojej córce, kiedy jeszcze była niemowlęciem, kupowałem różowe śpioszki, a synowi niebieskie? A może tu nie poszło o kolory, ale o sprawy daleko bardziej poważne, jak na przykład dobór zabawek, czy sam rodzaj ubioru? Czy to możliwe, że pierwszy mój i mojej żony błąd nie sprowadzał się do niewłaściwego wyboru kolorów ciuchów, ale samych ciuchów? Czy to możliwe, że ja miałem swojemu synowi, kiedy ten już podrósł na tyle, by móc sam sobie wybierać strój, dawać do wyboru spodnie i spódniczkę, i czekać aż on za mnie podejmie tę decyzję?
Zadałem tej pani te pytania, ale przyznam, że już dziś nie pamiętam, jak ona na nie zareagowała. Domyślam się jednak, że mnie nie przekonała, a najpewniej, uznając mnie za zacofanego durnia, się na mnie obraziła i oddaliła z godnością. Natomiast wiem niemal na pewno, że gdyby do tej rozmowy doszło dziś, po tych wszystkich latach, ona by mnie błyskawicznie postawiła do pionu? Jak? Dokładnie oczywiście nie wiem, bo jestem słabo zorientowany w bieżących genderowych teoriach, ale nie mam wątpliwości, że ona by już tam coś wymyśliła.
Dziś dotarła do nas informacja, że słynna i historycznie uznana brytyjska sieć handlowa „Marks & Spencer” podjęła decyzję, by system organizacji sprzedaży na stoiskach z odzieżą dziecięcą organizować w taki sposób, by ubrania dla chłopców i dziewczynek nie były rozdzielone, a poza tym, by użycie różowego koloru zostało ograniczone do niezbędnego minimum. I to, przyznaję, stanowi dla mnie news absolutnie pierwszej ważności. Trochę oczywiście ze względu na to, że poszło o tak zwanego popularnie Marksa i Spęsera, a więc coś, co trwa nieprzerwanie i z wielkim sukcesem od ponad stu już lat, a jednocześnie mimo to, że sprawa mnie akurat już kompletnie nie dotyczy. Moje dzieci są duże, syn jest mężczyzną, córki są kobietami, a w dodatku, o ile się dobrze orientuję, różowy kolor ani jednym, ani drugim do niczego nie jest potrzebny. Natomiast, owszem, sprawa mnie mocno zainteresowała, bo tu widać bardzo, bardzo dokładnie, jak oni walczą. I ta ich determinacja, żeby nasz świat unicestwić, musi robić wrażenie.
Donald Tusk, jak nas informuje portal tvn24, powiedział – swoją drogą, to bardzo ciekawe, że on wciąż jeszcze wydaje z siebie jakiekolwiek dźwięki – że to, co ja sobie myślę na temat tego całego „gender”, z jego, Tuska, perspektywy, jest „niemądre”, i że on dawno „większych głupstw” nie słyszał. Jak czytelnicy tego bloga wiedzą, tu od lat panuje zasada, znakomicie wyrażona kiedyś, w starych, dobrych czasach PRL-u, że „tu się psia nędza nikt nie oszczędza” przez Wojciecha Młynarskiego, a zatem ja nie widzę powodu, bym się miał oszczędzać dzisiaj, i pozwolę sobie zaapelować do premiera polskiego rządu, żeby przy okazji kolejnego kryzysu małżeńskiego, jaki musi niechybnie nastąpić między nim, a jego żoną Małgorzatą, on się przebrał w różową sukienkę i wciągnął do noska tak zwaną „ścieżkę”. Gdyby nie wiedział, jak to się dokładnie robi, niech się zwróci do eksperta Piesiewicza, a ten go z całą pewnością poinstruuje. Jak im to pomoże, pojęcia nie mam i mieć nie mogę, ale jestem pewien, że jakoś pomoże. Im na pewno.
A wtedy chętnie pociągnę dalej tę rozmowę.

Proszę uprzejmie o wspieranie tego bloga pod podanym obok numerem konta. Bez Państwa pomocy, jesteśmy skończeni. Dziękuję.

7 komentarzy:

  1. Jak dobrze, że czuwasz na stanowisku, ta niezwykle ważna informacja o zmianach „Marks & Spencer” mogłaby zostać niezauważona. Przy okazji, choć tego nie sprawdzałem, a wiem na zasadzie ciekawostek i humoresek, co w mniemaniu mediów czasem między informacjami się podają, że pewna para, a może nawet małżeństwo podało do sądu firmę Lego, za to, że nie robią klocków dla dziewczynek (czy też ściślej, że takiego dużego wyboru nie ma jak dla chłopców). Nie wiem ile w tym wszystkim prawdy, ale sama informacja jest dla mnie dość ciekawa, tylko nie wiem jak ją udźwignąć. Bo z jednej strony wiej tam optymizmem, a z drugiej to wszystko jest absurdalne i głupie.

    OdpowiedzUsuń
  2. A po solidnej ścieżce życzymy udanej zabawy z wesołym finałem, takim jak tu: http://www.youtube.com/watch?v=4ORBNP4oto4

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście, Tusk stał się jakiś słabo słyszalny. Ja już nawet nie wiem, jaki jest skład jego rządu i ile rekonstrukcji było ostatnio lub też nastąpi niebawem. Podobno ministrem finansów jest niejaki Szczurek.

    Z tej wypowiedzi wynika, że Tusk jednak nadal stara się dokładnie wcelować w gusta większości. Nieszczęście polega na tym, że 70-90% większość w większości krajów jest z zasady przeciwna tej agresji spod znaku gender, ale nie wiedzą do końca, co to jest, i faktycznie traktują to jako jakieś głupstwa nie warte zawracania sobie głowy. Brakuje stanowczego sprzeciwu, panuje stan jakiegoś uśpienia.

    OdpowiedzUsuń
  4. @filozof grecki
    No wiesz, to akurat, że ten Szczurek został ministrem, to jedyna decyzja z punktu widzenia celowa i sensowna. Pisałem o nim trochę.

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah
    No i wydało się, że mam zaległości! Ale przeczytałem już o panu Szczurku i jego bracie. Nie pasuje do Tuska i tego towarzystwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mój kolega, zna się na finansach i ekonomii napisał tak: Szczurek był głównym ekonomistą w banku, to stanowisku czysto pijarowskie, główny nie ma realnego wpływu na nic, pijarowiec zostaje szefem resortu finansów - to albo wszyscy menedżerowie już odmówili Tuskowi albo w ogóle ich nawet nie pytał. Rostowski był menedżerem, więc raczej to pierwsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Jerzy Sosnowski Watch

    O sprawie sądowej przeciw LEGO nie wiem ale w ubiegłym roku firma LEGO wypuściła zestawy klocków dedykowane dla dziewczynek. :)

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.