środa, 6 listopada 2013

Don Paddington: Ks. Rzeźniewski i inni, czyli o rozłamanej i zrzuconej z ambony świecy (cz.2)

Prolog
Z „Allokucji” papieża Piusa IX, 23.12.1872.: Głęboka boleść Nasza na widok tylu Kościołowi wyrządzonych krzywd i niesprawiedliwości we Włoszech, nie pomału wzmaga się jeszcze, kiedy spojrzymy na prześladowanie, jakie i gdzieindziej Kościół święty, a zwłaszcza w nowem niemieckiem ponosi cesarstwie – gdzie nie skrycie tylko, ale otwarcie a podstępnie, z całą przemocą obalić go usiłują – i ludzie nie tylko, że niewyznający naszej wiary św., ale zgoła nieznający jej nawet, śmią przywłaszczać sobie prawo orzekania o dogmatach i władzy katolickiego Kościoła. Nadto w chwili, gdy najsrożej prześladują Kościół, głoszą jeszcze bezwstydnie, że żadnej nie wyrządzają Mu krzywdy, i do tego dodają jeszcze szyderstwo i potwarz – bo kiedy biskupi, kapłani i lud wierny dla uległości prawom i samowoli rządu nie chcą poświęcić praw Bożych i wyrzec się posłuszeństwa swego Kościołowi, ani sprzeniewierzyć się obowiązkom, jakie religia nakłada, to oni winę stworzonego przez siebie srogiego prześladowania Kościoła, katolikom przypisują. Daj Boże, aby władze świeckie, licznemi nauczone doświadczeniami, przekonały się w końcu, że wśród ich poddanych ci właśnie najgorliwiej oddają cesarzowi co jest cesarskiego, którzy z całą sumiennością usiłują oddawać Bogu co jest Boskiego.

Powybijano mu szyby w jego pomieszkaniu.
Przegląd Lwowski, 1.03.1873.: [Duchowieństwo wielkopolskie] licząc 8oo księży, w całości zupełnej – bo 9ciu niepodpisanych różnicy nie robi – dekanatami w gorących słowach, złożyło adresy u stóp J. O. księdza Prymasa, z zapewnieniem niezłomnej wierności wobec istniejących i grożących Kościołowi prześladowań ze strony rządu.

Kuryer Poznański, 22.12.1873.: Korespondencja z Borku: Znany ze swego niewzruszonego przywiązania do Kościoła św. wikariusz tutejszy ks. M. Kubeczak założył Towarzystwo młodzieży katolickiej pod wezwaniem św. Ludwika, w którem ta młodzież (…) odbiera nauki, zmierzające do jej uszlachetnienia i umoralnienia, a zarazem do wzbudzenia w niej przywiązania do wiary i obyczaju przodków. (…) [Ks. Kubeczak] pomimo słoty i zimna na czele wiernego sprawie narodowej ludu pospieszył na przedwyborcze zgromadzenie do Krotoszyna, by w tym ludzie zaniedbanym (…) obudzić zajęcie do spraw narodowych. (…) [Ks. Kubeczak] stoi na czele Spółki pożyczkowej i wszelkich dokłada starań, by uwolnić naszych mieszczan i nasz lud wiejski z rąk lichwiarzy! A wszystko to czyni z narażeniem własnej osoby w obec niesprzyjających stosunków.

Kuryer Poznański, 2.01.1874.: Przed niejakim czasem umieściliśmy w piśmie naszem list z Borku, w którym była wzmianka o ks. Kubeczaku, wikaryuszu miejscowym. Wzmianka ta nie miała nic ubliżającego dla ks. Kubeczaka, który jeśli chciał sprostować szczegóły listu, mógł to uczynić prosto i zwięźle. Ks. Kubeczak inaczej tę rzecz zrozumiał i chcąc skorzystać z okoliczności, aby się zalecić władzom świeckim, napisał do nas list, który nas bardzo zadziwił i gdyśmy tego listu zaraz nie umieścili, dał go wydrukować w Ostdeutsche Ztg. (…) Z przebiegu listu księdza Kubeczaka podnosimy jedynie, iż za największą swoją chlubę uważa kapłan ten, że go korespondent do Ostdeutsche Ztg. nazwał „staatsfreundlicher Ortsvicar”.

Gazeta Toruńska, 6.01.1874.: Jest w mieście Borku w powiecie krotoszyńskim ksiądz wikaryusz nazwiskiem Michał Kubeczak, który na swoje wielkie zmartwienie dostał się w gazety. Rzecz poczęła się w Kuryerze Poznańskim, który w najlepszej myśli zamieścił nadesłaną mu korespondencyę z Borku 18 grudnia, a tem samem ogłosił, że ks. Kubeczak założył towarzystwo młodzieży katolickiej, pospieszył na zgromadzenie przedwyborcze do Krotoszyna i stoi na czele Spółki pożyczkowej. Wszystko to było zmyślone; jakiś figlarz zażartował sobie z Kuryera i to chwalił w ks. Kubeczaku, czego ten nietylko że nigdy nie zrobił, ale czego się jaknajmocniej wyrzeka jakoby przyczytywanej mu zbrodni. W te tropy bowiem pospieszył oburzony o takie okropne posądzenie go ks. Kubeczak z sprostowaniem do Kuryera, a gdy listu jego natychmiast nie umieszczono, uznał za stosowne odeprzeć „oszczerstwa” te w Ostdeutsche Ztg. (…) Ks. Michał Kubeczak powiada nam tedy, że nigdy nie założył towarzystwa młodzieży katolickiej, nigdy na czele Spółki nie stał, a nawet do żadnej nie należy, nareszcie nigdy się na żadne przedwyborcze zebranie nie udawał. Na tem było można poprzestać, a byłaby rzecz wyświecona i mystyfikator zawstydzony. (…) Mystyfikator [ów jednak] lubo sobie pozwolił niewczesnego żartu, według pojęć w naszem społeczeństwie utartych i w całym świecie za uczciwe i honorowe uchodzących, w niczem ks. Kubeczakowi nie ubliżył, oszczerstwa względem niego się nie dopuścił, gdyż mu haniebnych, złych, lub choćby tylko lekkomyślnych czynów nie przypisywał. Ks. Kubeczak poszedł przecież w uniesieniu dalej i raz się już puściwszy na odpowiedź w piśmie niemieckiem, trafiał widocznie w gust Ostdeutsche Ztg. prawiąc, że nigdy się w polskie sprawy wyborcze nie mięszał, że rządowi wierny od dziecka, że ta wierność jego chlubą, że go boli, iż pewne stronnictwo w złośliwem zapoznaniu swych obowiązków wobec państwa, odmawia ustawom posłuszeństwa, czego on się nigdy nie dopuści. W końcu donosi, że uczynił u prokuratoryi wniosek, o wytoczenie śledztwa przeciw autorowi artykułu. Śmiać się, czy płakać?...

Kuryer Poznański, 3.02.1874.: Stało się. To, cośmy przewidywali od dawna, czegośmy się od dwóch miesięcy ciągle obawiali, nastąpiło. Dziś rano o 4, uwięziony został nasz Najprzewielebniejszy Arcypasterz i wywieziony. (…) Nie pozwolono nikomu towarzyszyć dostojnemu więźniowi. (…) Zachowajmy wszyscy poważny chrześcijański spokój, jaki przystoi ludziom, którzy czują głęboko i chcą obowiązku swego święcie dopełnić. Oprócz tego słuchajmy gorliwie i statecznie prawej kościelnej władzy zastępczej.

Kuryer Poznański, 4.02.1874.: Wczoraj, po zamknięciu już Kuryera otrzymaliśmy z Ostrowa następujący telegram: „Dziś o trzeciej godzinie po południu przywiózł p. dyrektor policyi Staudy księdza Prymasa do tutejszego więzienia. Umieszczono go w celi zwyczajnej pod No 25.”

Gazeta Toruńska, 11.02.1874.: Z Poznania: Wczoraj odczytano w kościołach tutejszych Okólnik ks. Biskupa sufragana Janiszewskiego, donoszący wiernym o nieszczęściu, jakie spotkało obie archidyecezye nasze i oznajmujący im, że podczas uwięzienia naszego Arcypasterza rządy sprawować będą dwaj oficyałowie, zajmujący obecnie te posady, każdy we właściwej archidiecezji [Gniezno: ks. kanonik Wojciechowski; Poznań: ks. Biskup Janiszewski].

Orędownik, 2.04.1974.: Ks. Prob. Hübner z Książa umarł nagle w Gostyniu. Pojechał tam odwiedzić brata swego ks. Filipina, Marcina. Przybył na miejsce o godzinie 9 wieczorem, w godzinę później przestał żyć. Ciało sprowadzono na żądanie parafian do Książa.

Kuryer Poznański, 20.04.1874.: Księdza oficyała i kanonika Wojciechowskiego, zastępcę Najprzewielebniejszego księdza Prymasa w archidyecezyi gnieźnieńskiej, odstawił dnia 17 b.m. o godzinie 5 z południa urzędnik więzienny z Gniezna inspektorowi więzienia powiatowego w Bydgoszczy, w którem czcigodny prałat odsiedzieć ma karę czteromiesięcznego więzienia. (…) W miejsce księdza Wojciechowskiego wstąpił w urzędowanie oficyała jeneralnego dla archidyecezyi gnieźnieńskiej, stosownie do dawniejszego rozporządzenia (…), ksiądz kanonik licencyat Korytkowski.

Gazeta Toruńska, 15.07.1874.: [Podajemy fakt], o którym milczelibyśmy zupełnie, gdybyśmy nie przewidywali, że fakt taki i podobne jemu objawy wyzyskane będą przez prasę niemiecką, a może i nie przez samą prasę tylko, jako argumenty za słusznością rządu berlińskiego w walce z Kościołem. Otóż znany nam już ks. Kubeczak z Borku występuje w niemieckich pismach poznańskich z oświadczeniem, że jest Niemiec, a mimo że się czuje dobrym księdzem katolickim, uznaje przecież pruskie ustawy majowe. Gdyby kogoś brać miała pokusa wywodzenia czegoś z podobnych oświadczeń, niech zważy, że wyjątki są w każdej społeczności; a co się tyczy szczegółowo ks. Kubeczaka, niech jego świadomość jako dobrego księdza katolickiego, położy na równi z jego świadomością jako Niemca.

Kuryer Poznański, 18.07.1874.: Ks. Kubeczak, bez wszelkiego sromu, że ani jedna żyłka mu nie zadrgnie, oświadcza: „Moją narodowością i moją mową jest narodowość i mowa niemiecka.” To śmie pisać człowiek, który się urodził z polskich rodziców, Polakiem w polskim domu wychował, w polskiem społeczeństwie wzrósł i wykształcił. Co powiedzą na to rodzice tego nieszczęśliwca – prości wieśniacy, żyjący dotychczas we wsi Baszkowie? Dochrapał się z wielkimi ich zachodami i za staraniem gorliwych księży synal ich chleba, a teraz się sromotnie wypiera swej chaty i kołyski wieśniaczej, wmawia w rodziców, że nie tylko on sam, ale i oni są Niemcami, że i ich mową jest mowa niemiecka, boć przecie jacy rodzice, taki i syn. (…) Po takiem oświadczeniu, które tylko po spoliczkowaniu prawdy nastąpić mogło, ks. Kubeczak daje sobie sam świadectwo, że jest „dobrym”, „prawdziwym”, „katolickim” kapłanem (guter, wahrer, katholischer Christ und Priester). Gdyby to inni tak świadczyli o ks. Kubeczaku, toby takie świadectwo coś znaczyło, (…) ale własne a tak pochlebne świadectwo, któremu zresztą liczne fakta z życia jego straszliwy kłam zadają – to szczyt zarozumiałości, pyszałstwa i całkiem przewrotnego sumienia.
Ks. Kubeczak dalej zaręcza o swej wierności dla Kościoła, ale o również takiej samej wierności dla państwa. A jeżeli to państwo, spytamy się, bije na Kościół – po którejże stronie będziesz? Ks. Kubeczak na to pytanie odpowie bez zachłyśnięcia: że „państwo zgoła nie myśli o uszczupleniu lub uszkodzeniu prawdziwych interesów zbawienia i wiary katolickiego Kościoła.” To jest jego „silnem przekonaniem”, powiada wikariusz z Borku.

Kuryer Poznański, 24.07.1874.: Ks. Oficyał Korytkowski w Gnieźnie nie tylko skazany został za „nieprawne” pełnienie obowiązków Oficyała na dziewięć miesięcy więzienia, lecz równocześnie otrzymał od pana naczelnego prezesa (…) nakaz opuszczenia w przeciągu dwudziestu i czterech godzin prowincyi Poznańskiej, Szląskiej, Zachodnich i Wschodnich Prus, oraz obwodu rejencyjnego frankfurtskiego.

Kuryer Poznański, 27.07.1874.: W tej chwili ks. Biskup Janiszewski został aresztowany i, nie wiadomo gdzie, wywieziony pod eskortą policyjną, celem odsiedzenia 15miesięcznego więzienia.

Orędownik, 13.08.1874.: Pan Kennemann z Klenki pod Nowemmiastem ogłasza w pismach niemieckich, że jako patron kościoła w Książu ma do dania probostwo przynoszące 1600 tal. dla zgłaszających się księży! Może się zgłosi ks. Hyacenty z Szwajcaryi albo ten proboszcz szwajcarski, co to z panną uciekł.

Orędownik, 18.08.1874.: Rządowi po uwięzieniu a nawet złożeniu z urzędu Najprzew. naszego Arcypasterza, po uwiezieniu jego zastępców w obu dyecezyach, zależy obecnie na tem, ażeby się dowiedzieć, kto jest zastępcą ks. Arcybiskupa i kto rządzi dyecezyami. Interesami majątku rządzą wprawdzie pp. Massenbach i Nollau, wszakże są jeszcze rządy czysto duchowne, to jest odnoszące się do czysto religijnych spraw, jak np. do dyspens przy małżeństwach, do rozgrzeszeń w wypadkach zastrzeżonych i do ogólnych rozporządzeń dotyczących duchowieństwa całego. Kto dziś tę władzę w obu archidyecezyach posiada, ten jest mimo praw majowych władzą w Kościele, a tego rząd znieść nie może, bo według nowych praw po złożeniu z urzędu ks. Arcybiskupa prawnie nie ma władzy.
W Gnieźnie szukano tego zwierzchnika w ten sposób (…), że wzięto na spytki ks. dziekana Tomaszewskiego, i gdy niczego zeznać nie chciał, wsadzono go nawet na kilka godzin do kozy. [Dość powiedzieć, że] dojść nie mogli, kto jest dziś oficyałem. Podobnie jest i w Poznaniu, gdzie też nikt nie wie, kto jest oficyałem. Uśmiechają się nawet Niemcom widoki, że tego nigdy nie dojdą i będą się musieli biedzić z tajną władzą. Na domysłach oczywiście nie zabraknie. Jedni będą wskazywali na tego, a drudzy na tego, ale jakże komu dowieść, że jest oficyałem? Bo przypuścić można, że w dzisiejszym czasie nie będą wydawane żadne pisma i żadne dokumenta. Dowód więc dałby się tylko w ten sposób postawić, gdyby jaki ksiądz udał się w jakiej sprawie kościelnej do tajnego oficyała, odebrał od niego rozporządzenia i potem poszedł do Naczelnego Prezesa i kazał spisać z siebie protokół, że z tym a z tym księdzem jako z oficyałem miał do czynienia. Byłaby to nikczemna zdrada, którąby się i cyganie brzydzili, zdrada, któraby na wieki hańbą okryła odstępcę. Zresztą po schwyceniu jednego oficyała, będzie już nowy znowu tajny i tak ciągle, że rząd nie będzie sobie mógł dać rady.
Takie to czasy nastały skutkiem praw majowych: rząd samochcąc stworzył sobie jakichś nieprzyjaciół z stanu, który był zawsze podporą tronów.

Kuryer Poznański, 19.08.1874.: „Tajny Oficyał”. Pod tym tytułem zamieszcza Ostdeutsche Ztg. następującą uwagę: „Już w piątek wskazał Kuryer Poznański na to, że obie archidyecezye rządzone być mają przez tajnego oficyała, a Orędownik potwierdza to w wczorajszym numerze z tem nadmienieniem, że rządowi trudnemby było schwytać owego podziemnego oficyała, który zresztą rozkazy swe jedynie ustnie wydaje. (…) Wątpimy, czy rząd nasz wda się w to polowanie na oficyałów. Wystarczy, zdaniem naszem, duchownych, którzy wypełniają rozkazy tajnego rządu kościelnego, po prostu o ile możności z prowincyi wydalić.”

Kuryer Poznański, 21.08.1874.: Znany ksiądz Kubeczak, wikaryusz w Borku, starał się i otrzymał, jak donoszą do Posener Ztg., od p. Kennemanna prezentę na probostwo w Książu. Korespondent do pomienionej gazety wyraża z tego swe zadowolnienie, raz że tak „lojalny” ksiądz polepszy sobie byt, po drugie, że raz przecie opuści Borek, gdzie mu ciągle wyrządzają jakieś psoty. I tak niedawno powybijano mu podobno szyby w jego pomieszkaniu, tak że burmistrz tamtejszy widział się zmuszonym postawić przed jego domem straż. Czy ksiądz Kubeczak jest zdecydowany objąć zarząd probostwa bez zatwierdzenia go przez władzę kościelną, o tem korespondent do Posener Ztg nic nie wspomina.

Gazeta Toruńska, 21.08.1874.: Piszą z Trzemeszna, (…) [że] ks. dziekan Tomaszewski, po raz drugi zawezwany na termin, aby świadczył kto jest obecnie następcą ks. Korytkowskiego [tj. tajnym oficyałem], odmówił znowu zdania świadectwa i dla tego skazano na karę dwudziestu pięciu tal.

Z odezwy ks. Kubeczaka do duchowieństawa, ogłoszonej w „Ostdeutsche Ztg.”:
Odezwa otwarta do moich Braci w urzędzie!
(…) Powstaje ruch pomiędzy duchownymi na prowicyi; duch opozycyi przeciwko upornemu postepowaniu służalców Rzymu (Römlinge) zdaje się budzić. Z najserdeczniejszą radością witam odbyte już zgromadzenia czcigodnego duchowieństwa w powiatach kościańskim, wągrowieckim i pleszewskim i piszę się na postawione przez nie nader ważne kwestye, wołając głośno i z całej piersi: Tak! na czasie jest, moi drodzy Bracia! uznać prawa państwowe bez wszelkiej chwiejności, poddać się bez zastrzeżenia prawom majowym! (…) Niestety! żałować należy, że tak wielu dobrych i uczonych braci pozwoliło owładnąć i kierować się przez ów bezbożny (verruchter) ultramontanizm, że w skutek tego wierni księża, którzy w winnicy Pańskiej podług Jego rozporządzeń prawdziwie dobrze i sumiennie pracują, obecnie z powodu ich winnego i chętnego posłuszeństwa prawom państwowym, są wyśmiewani i wyszydzani. Tak, gdyby nasi księża Biskupi byli poważną, w skutki brzemienną sprawę Kościoła gruntowniej, bliżej i dojrzalej rozważyli i zbadali, a następnie z rządem porozumieć się chcieli, natenczasby prawa z maja nie były potrzebne, natenczasby Kościół nasz jak dawniej zażywał najpiękniejszego pokoju. Lecz oni myśleli i wierzyli wraz z równousposobionem, ślepo im posłusznem niższem duchowieństwem, że szydząc otwarcie i stawiając zacięty opór prawom państwowym, rzucą pomiędzy wierny lud niebezpieczną zapaloną pochodnią i utrzymają się przy wysoko pieniącym się sterze niedostępnej żądzy panowania. (…) Lud [zachowuje się] bardzo spokojnie, widząc dobrze, że rząd, który się o jego dobro stara i troszczy, nie narusza jego wiary, jego Kościoła, jego świętości. To pochwały godne zachowanie się jest dowodem zdrowego jego rozumu i poglądu na stosunki obecne. Czcigodni Bracia! nie pozwólmy się przez niego pod tym względem zawstydzić, my, którzy mamy być jego jasnem światłem i zdrową solą! A zatem wołam dziś jak zawsze, najniższy pomiędzy Wami, z wysokości mojej Boreckiej stolicy: „Nunc est tempus acceptabile, fratres.” Teraz jest na czasie, Bracia, ażebyśmy powstali z naszych posad, zgromadzili się, obradowali i postanowili stałą uchwałę pod względem tego, co nam czynić należy i co nam i ludowi Chrystusa ku prawdziwemu dobru i zbawieniu posłużyć może. (…) Liczba nasza – przyjaznego państwu duchowieństwa – nie jest małą i nie należy jej lekceważyć. Piła, Gniezno, Poznań, Borek, Kościan, Wschowa, Obra, Bledzew posiadają swych wiernych państwu. (…) Cieszyłbym się jednakże niezmiernie, gdyby całe katolickie duchowieństwo w Prusach przejąć się chciało tym samym duchem pokoju i miłością do Chrystusa i przyjąć i zachować w obec rządu tę samą postawę i wierność. Przez to wymownie udowodniłoby, że (…) i w Prusach obowięzuje nas wszystkich ta sama zasada Zbawiciela: „Oddajcie cesarzowi, co cesarskiego, a Bogu, co boskiego.”
Przy najserdeczniejszem pozdrowieniu
Wasz wierny brat w urzędzie
Kubeczak, wikariusz.
Borek, 23 sierpnia 1874.

Kuryer Poznański, 25.08.1874.: Ks. Kubeczak uznaje i pochwala tych księży (…), którzy agitują przeciw prawowitej władzy kościelnej! Zaiste, ta pochwała publiczna w piśmie publicznem niemieckim ze strony tego człowieka, zdolną jest nawet ślepym otworzyć oczy!...

Orędownik, 27.08.1874.: Ks. Kubeczak zamieścił odezwę w „Ostojczerce”, ażeby wszyscy księża odpadli od Rzymu i uznali prawa majowe.

Wiarus, 27.08.1874.: Ks. Kubeczak, jeden z licznych już u nas księży niemieckich, (bo się sam w pismach niemieckich polskości wyparł) ogłosił znów w Ostd. Ztg. odezwę do współkapłanów, w której ich wzywa do wierności dla rządu. Jak Orędownik donosi, ks. Kubeczak nie otrzymał prezenty, spodziewanej od p. Kennemanna z Klenki.

Gazeta Toruńska, 27.08.1874.: Jeszcze ks. Kubeczak. Pod tytułem: „Otwarte wezwanie do moich konfratrów” ogłasza znany wikaryusz ks. Kubeczak z Borku w Ostdeutsche Ztg. pismo, w którem dając wyraz radości swojej z zebrań duchowieństwa jakie odbyć się miały w kościańskim, wągrowieckim i pleszewskim powiecie celem uznania i poddania się ustawom majowym, wylicza pokrewnych mu duchem duchownych z Piły, Gniezna, Poznania, Borku, Kościana, Wschowy, Obry, Pleszewa i innych i wyraża nadzieję, że choć liczba ta tymczasowo szczupła, nadejdzie jednak czas, gdzie się znajdzie liczba znaczniejsza i wystarczająca, by zadość uczynić potrzebom duchowym parafian.

Kuryer Poznański, 28.08.1874.: Ks. Kubeczak, dotychczasowy wikariusz w Borku, zamianowanym został niby proboszczem w Książu przez patrona p. Kenemanna z Klenki. Dziś odebrał ks. dziekan Rzeźniewski od patrona zawiadomienie o niminacyi z tą dziwną prośbą, aby wyznaczył dzień do wprowadzenia w urząd nominata.

Orędownik, 1.09.1874.: A więc jednak zwyciężył ks. Kubeczak i dokazał swego (…)! [Potwierdzamy jednak] zarazem z najautentyczniejszego źródła, że p. Kennemann ofiarował prezentę na probostwo w Książu księdzu M. z K., który kategoryczną dał odpowiedź: że jakkolwiek probostwo, które obecnie zajmuje mało tylko jest donośnem, jednak mu wystarczy, o większe starać się nie myśli. Dopiero odebrawszy odpowiedź odmowną od ks. M., zdecydował się prawdopodobnie p. Kennemann na korzyść ks. Kubeczaka. Innych aspirantów na Książ nie było.
Życzymy ks. Kubeczakowi szczęśliwej podróży do Książa, w tej nadziei, że tam uniknie podobnych nieprzyjemności, których często zbyt dotkliwie i dobitnie doznawać musiał od swych niewdzięcznych parafian w Borku. My ks. Kubeczakowi nie zazdrościmy tego malutkiego tryumfu, że przynajmniej ludzie nie naszego narodu i wiary umieją zrozumieć i ocenić jego zasługi.

Dziękuję za skupienie. Jutro część trzecia.

9 komentarzy:

  1. No zobacz, Toyahu, były takie czasy w których gazety nie pisały o Maybachach i pedofilii...

    Wracam do komentowania, cóż poradzić...

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    To bardzo dobrze. Dziękuję za to i za to.

    OdpowiedzUsuń
  3. I o to dowiadujemy się spraw kubek w Kubeczek podobnych do spraw bieżących. Jest to godne uwagi, bo - zwłaszcza w młodszym pokoleniu - za oczywisty uchodzi pogląd, że wszystko co następuje dzieje się po raz pierwszy.

    Tymczasem, jak mówił mądry Ben Akiba, wszystko już było. Pozostaje zauważyć te precedensy, a zwłaszcza ich styl, nieosiągany w dzisiejszych sprymitywizowanych czasach.

    To, co przydarzyło się wikariuszowi Kubeczkowi dzisiaj nazywamy „wkręceniem”. Ale ten styl! Coś pięknego! Wkręcić zaprzańca, aby swoje zaprzaństwo publicznie wystawił w swojej obronie!

    To był poziom dzisiaj w mediach niespotykany, choć zaprzańców mnóstwo, a i w Kościele trafiają się. Tych dzisiaj spotyka raczej promocja medialna o stylu sobie (współcześnie) właściwym. Ale to nie kiepski styl przesądza o fiasku takich promocji, lecz twarda oczywistość, że z byle kogo orzeł nie wyrośnie.

    Dla porządku: powyższe jak najbardziej rozciąga się na zaprzańców świeckich w zamian za urzędy i związane frukty.

    -------------
    PS: „spoliczkowanie prawdy” – zachwycające określenie (choć smutne)

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan

    Policzkowanie prawdy kończy się przeważnie takim końcem, jakim skończył Kubeczak (patrz: cz.3 i 4). Tyle tylko, że przy okazji owego policzkowania i - będącego tegoż skutkiem - zsuwania się ku otchłani, mnóstwo niewinnych ludzi straszliwie cierpi i właśnie o nich jest ta opowieść.

    A propos wkręcania: w sensie czysto praktycznym, służyło ono zdobyciu narzędzi wewnątrz Kościoła, by przy pomocy tychże narzędzi przetrącić Kościołowi kręgosłup. Oczywiście, trzeba się było wpierw wnikliwie przyjrzeć, kto się nadaje do wypełnienia takiej funkcji. I tutaj pojawia się postać p. Kennemanna. Obecność tego pana w dużej mierze wyjaśnia, gdzie biły źródła ówczesnej pruskiej polityki, oraz po co w ogóle Prusakom był potrzebny ten cały Kulturkampf. Bo faktycznie: po cóż było Bismarckowi przętrącać Kościołowi kręgosłup i wskutek tego mieć przeciwko sobie nie tylko Poznańskie, Pomorze, Warmię czy Śląsk, ale także landy niemieckie z Bawarią na czele? Po cóż było montować "walkę kulturną" i tworzyć sobie "nieprzyjaciół z stanu, który był zawsze podporą tronów"? W imię przytarcia uszu papieżowi, który ogłosił, że w sprawach wiary i moralnosci jest nieomylny? Dobre sobie! Takie tłumaczenie było dobre dla pobożnych protestantów, czy ówczesnych, zachłyśniętych liberalizmem i nacjonalizmem lemmingów, ale nie mogło ono wpływać na decyzje podejmowane przez tego rodzaju chłodny łeb, który wyrastał z karku Bismarcka.
    W takim razie o co chodziło? Obecność p. Kennemanna wskazuje, że chodziło o (że pojadę coryllusem) zmianę struktury własności na ziemiach zagrabionych, bądź w ten czy inny sposób przyłączonych do Prus. Kościół stał na straży owej własności i dlatego musiał być podporządkowany państwu. Do pewnego momentu owa dążność Bismarcka była kryta za zasłoną jakichś religijnych, czy nacjonalistycznych idei (stąd Kulturkampf) ale już od lat 90-tych XIX w., a mówiąc ściśle od momentu powstania tzw. "Hakaty", stała się ona całkowicie jawną.
    Kennemann był jednym z trzech założycieli "Hakaty" i jej ideowym przywódcą.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Don Paddington
    Głupio to wygląda, przyznaję, że tych komentarzy praktycznie nie ma, a biorąc pod uwagę temat, można powiedzieć, ze nie ma ich w ogóle. Zapewniam jednak, że tekst Księdza jest czytany. Wczoraj mieliśmy prawie 1300 odsłon, dziś, w tej chwili, jest ich już niemal 600.
    Chciałem to co się dzieje nazwać gnuśnością, ale niech będzie, że to jest gnuśność błogosławiona. Cokolwiek by to miało znaczyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah

    Część 3 ich rozgrzeje. Mam nadzieję...

    OdpowiedzUsuń
  7. @Don Paddington

    Dość płaskie jest przywoływanie starego: "gdy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze".

    Taka jest jednak geneza protestantyzmu i ja tu ufam opinii F.Konecznego o rabunku jako motywie - jeśli nie samej idei religijnej, to jej wsparcia i wprowadzenia w czyn. To samo z sekularyzacją i wszelkimi późniejszymi poczynaniami na terenie pod wpływem Prus.

    Mogę zaryzykować twierdzenie (przypuszczam, że kancl. Adenauer zgodziłby się), że od kierunku pruskiego wieje w Niemczech szczególnego rodzaju imperializm polegający na rośnięciu w siłę przez ograbianie całego otoczenia. Niekoniecznie siłą i niekoniecznie (choć historycznie zbyt często) w sposób policzkujący 10 przykazań. Chodzi o takie podejście, w istocie ekstensywne, że nikt dookoła nie jest uprawniony do równego poszukiwania szczęścia, czy powodzenia. Jest więc jakiś limes za którym ma być obsługa, a nie współpraca, a co dopiero konkurencja.

    Powstaje wysysanie o cechach instytucjonalnej grabieży obejmującej przedmiotowo dosłownie wszystko, co może mieć znaczenie dla rozwoju. W przypadku opisywanym przez Księdza chodziło - jak uważam - o wyssanie struktur organizacyjnych Kościoła, aby nie integrowały i nie stymulowały świeckiej samoorganizacji społeczeństw. Używam tu liczby mnogiej, bo - pomijając różnice w nasileniu, gdy dochodził zbieg innych interesów, np. antypolskich - w polityce tej chodziło i chodzi o wszelkie społeczności, by po bizantyńsku zlikwidować źródła ich niezależności i podmiotowości.

    Przedmiotowa głębokość takiej polityki najbardziej mnie uderza w takich przypadkach, jak ten gdy przedmiotem rabunku były biblioteki. Chodzi mi o sekularyzację (czyli rabunek) księgozbiorów klasztornych na Śląsku w celu utworzenia Śląskiej Biblioteki Centralnej (1810-1815).
    Cóż mogło państwu szkodzić, gdy książki wiekami gromadzone leżały w klasztornych bibliotekach?

    Ale nawet myśl, nawet pamięć musi być pod centralną kontrolą. Upaństwowiona.




    OdpowiedzUsuń
  8. @orjan

    Bo tak naprawdę nie o pieniądze chodziło, lecz o władzę, a mówiąc ściśle: o całkowitą dominację nad wszystkimi i nad wszystkim. Czy pragnienie takiej dominacji było skutkiem głęboko zakorzenionego w pruskiej duszy protestantyzmu, czy też ujawnił się tutaj (idąc za Konecznym) niemiecki bizantynizm, tego nie wiem. Tak czy inaczej próba z Kulturkampfem nie powiodła się, co nie oznacza, że tacy, bądź inni panowie przestali o totalnej dominacji marzyć.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Don Paddington

    Nie tylko nie przestali marzyć, ale ciągle w to grają. Ten element polityki jest stały. Raz tak, raz inaczej, raz tym narzędziem, potem tamtym, raz tu, potem tam, ale mianownik jest ciągle ten sam: koncentracja środków w celu dominacji i dominacja w celu koncentracji.

    Raz się uda, raz nie uda, czasem nawet odbiorą po łapkach, ale można uogólnić tę teorię futbolową: gra X drużyn, ale na końcu puchar i tak im przypada.



    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.