poniedziałek, 4 listopada 2013

Dekalog na nowe, lepsze czasy

Mój kumpel Onyx2, w komentarzu zamieszczonym w Salonie24 pod jedną z ostatnich moich notek, poinformował mnie, że oto specjaliści od nowych trendów postanowili wyprodukować odświeżoną wersję części filmu Krzysztofa Kieslowskiego „Dekalog”, poświęconej szóstemu przykazaniu, odświeżoną do tego stopnia, że owa historia kończy się w sposób mniej przygnębiający. Nie wiem, jak to będzie wyglądało w praktyce, i, powiem szczerze, że za bardzo mnie to nie interesuje, natomiast jestem pewien, że producenci filmu znaleźli fantastyczny sposób, żeby to wszystko, co oni tam zaproponowali, widzowi się spodobało. Ponieważ doświadczenie uczy, że najtrudniejszy pierwszy krok, a w dodatku jeszcze historia powtarza się, jako własna karykatura, dla czystej zabawy, chciałbym zaproponować autorom nadchodzących zmian rozwiązania odnośnie pozostałych dziewięciu odcinków tego fantastycznego filmu. Przy okazji wyrażam nadzieję, że autorem poprawionego scenariusza nadal będzie Krzysztof Piesiewicz. Ze względów oczywistych. W końcu, któż to zrobi lepiej, niż on?
Odcinek pierwszy: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” – Okazuje się, że to dziecko jednak nie utopiło się, ale tak naprawdę w ogóle nie poszło się ślizgać po tym lodzie. Poza tym, obliczenia, jakie bohater wykonał okazały się poprawne, i lód na sadzawce był twardy jak pięść prezydenta Putina.
Odcinek drugi: „Nie będziesz brał imienia Pana Boga swego nadaremno” – Okazuje się, że Dorota wcale nie była w ciąży, tylko wszystko to, co oglądamy na ekranie, to był niedobry sen. Po latach Dorota urodziła zdrowe dziecko z probówki i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.
Odcinek trzeci: „Pamiętaj abyś dzień święty święcił” – Okazuje się, że wprawdzie Daniel Olbrychski zdradził swoją żonę, ale ona też wcześniej zdradziła jego, i oboje, po wyjaśnieniu sobie, jak to się czasami różnie w życiu układa, postanawiają zacząć chodzić do kościoła przynajmniej raz na miesiąc.
Odcinek czwarty: „Czcij ojca swego i matkę swoją” – Okazuje się, że jednak Janusz Gajos jest ojcem Biedrzyńskiej, tylko że ma jeszcze kilka innych dzieci z innymi kobietami, wszyscy się ze sobą zaprzyjaźniają i od tego czasu razem obchodzą Wigilię.
Odcinek piąty: „Nie zabijaj” – Wygląda na to, że jednak lina się urwała i Baka w ostatniej chwili uchodzi z życiem. Okazało się bowiem, że tak naprawdę nikt nikogo nie zabił, tylko tak się wydawało okolicznym wieśniakom.
Odcinek szósty: „Nie cudzołóż” – jest już gotowy, więc się nie będę wtrącał.
Odcinek siódmy: „Nie kradnij” – Okazuje się, że to wcale nie było dziecko Majki, tylko takiej jednej, a Wojtek to w porządku facet, wykształcony i nie pijący. Prawdziwi rodzice dziecka się jednak znajdują i wszystko się dobrze kończy. Co najważniejsze, wychodzi na to, że nikt niczego nie ukradł.
Odcinek ósmy: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu” – Pod sam koniec filmu okazuje się, że to dziecko wcale nie było żydowskie, i fakt, że Zofia nie udzieliła mu pomocy, nie miało żadnego znaczenia, bo Niemcy, jak się tylko zorientowali, że to nie jest Żydówka puścili, ją wolno. A więc, wychodzi na to, że to iż Zofia nie poświadczyła nieprawdy, było z jej strony aktem bez znaczenia.
Odcinek dziewiąty: „Nie pożądaj żony bliźniego swego” – Okazuje się, że przede wszystkim Roman nie był wcale impotentem, tylko był przepracowany, i tak mu się wydawało. Poza tym Hanka wcale nie pracowała w liniach lotniczych, tylko normalnie na poczcie, a w liniach lotniczych pracowała siostra Romana, tyle że jemu przez tę historię z impotencją wszystko się pomyliło.
Odcinek dziesiąty: „Ani żadnej rzeczy, która jego jest” – Przede wszystkim to wcale nie była nerka, a poza tym Artur i Jerzy w ogóle nie byli braćmi, tylko kumplami z wojska, ale przez pobyt na wojnie w Afganistanie wszystko im się pomieszało, i stąd całe nieporozumienie. W sumie, nikt niczego nie pożądał, najwyżej trochę, ale to było naprawdę bez znaczenia.
Wiem oczywiście, że moje propozycje mają bardzo małe szanse na to, by zostać wysłuchane, ale ponieważ zawsze leżało mi na sercu dobro polskiej kinematografii, podejmuję tę próbę. A nuż się uda. W każdym, razie, tak czy inaczej, wiem, że przed nami kolejna porcja wielkich wrażeń estetyczno-intelektualnych. Już nie mogę się doczekać.

Zachęcam oczywiście do kupowania książki o zespołach, która jest do nabycia i u Gabriela w księgarni, i – jeśli ktoś ma ochotę na autograf – u mnie osobiście. Proszę też o stałe wspieranie tego bloga pod podanym numerem konta. Przy okazji również informuję, że przed nami parę spotkań oko w oko. 29 listopada będę w Warszawie na targach książki, 7 grudnia mam spotkanie autorskie w księgarni „Latarnik” w Częstochowie, już następnego dnia jadę na targi do Wrocławia, a parę dni później z Gabrielem będziemy się produkować w Katowicach u Franciszkanów. Oczywiście o każdym ze spotkań będę na bieżąco przypominał.

4 komentarze:

  1. Zygmunt Kałużyński nie lubił filmów Kieślowskiego. Za przekombinowanie scenariuszy winił Piesiewicza widząc w nich adwokackie przyzwyczajanie do mataczenia.
    Brzydko też mówił o Zanussim, że jakoby opowiada nie prawdy a "prawdulki".
    Miał sporo racji jak widać. Szkoda że już nie żyje.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Chlor
    Owszem. On miał sporo racji, tyle że mieć rację, jak idzie o tamte filmy nie było jakimś szczególnym osiągnięciem. Wystarczyło nie należeć do tego towarzystwa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kieślowski robił świetne filmy dokumentalne, później coś mu odbiło i wziął się za fabularne. Zaczął okropnym filmem "Blizna" traktującym o szczerym komuniście, dyrektorze fabryki. Pod koniec robił tylko to co było modne w Paryżu.
    Ale jednak ten krótki film o wieszaniu to było nie byle co. Waliło po oczach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakoś tak wyszło, że "kino moralnego niepokoju" przeszło mi bokiem. Zbytnio się nie zagłębiłem. Kilka filmów mi się jakoś podobało, np. Podwójne życie Weroniki" za muzykę i sceny "Ameliowe". Z Trzech Kolorów tylko Biały, a tego Dekalogu to chyba całego nie obejrzałem. Co do Twoich zmian, to jak oni zaczną cyfryzować (made in Boni) resztę to będziesz się miał z pyszna. Dołożą do tego otoczkę gender style i voila pajechali. Z drugiej strony to ciekawe czy tam już jest taka niemoc twórcza że muszą odgrzewać kotlety, czy na szybko chcą łatwy szmalec przyciąć wiedząc, że ich publisia jest już tak zdemilitaryzowana, że weźmie wszystko i poprosi o dokładkę?
    Wracając do Twojej ostatniej książki to czy ja tam dobrze widzę łapę tegoktóry... z obróżką dla chłopaka? Bo dziewczę już złowione i to w stereo.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.