poniedziałek, 21 listopada 2011

O fizyce i o czarach słów parę

Jarosław Kaczyński skierował do mnie list, więc wypadałoby na niego odpowiedzieć. Niestety, sytuacja jest taka, że ja nie bardzo mam do kogo tę moją ewentualną odpowiedź adresować. Z jednej bowiem strony, Prezes nie po to ten list pisał, żeby się dowiedzieć, jakie jest moje zdanie na różne tematy, ale by poinformować mnie jakie zdanie na owe tematy ma on, a z drugiej, ze względów zupełnie oczywistych, tej odpowiedzi on i tak by nie przeczytał. A więc, sytuacja, w której ja bym dziś siadł i zaczął ten wpis od słów ”Szanowny Panie Prezesie”, byłaby w wysokim stopniu żenująca.
Oczywiście, mógłbym też, z zachowaniem właściwej hierarchii, skierować te moje refleksje do kogoś stojącego niżej od Prezesa, a więc na przykład do posła Błaszczaka, lub do pani poseł Szczygło, lub ewentualnie – po starych partyjnych związkach – do samego pana posła Adama Lipińskiego, który do Porozumienia Centrum wstąpił zaledwie parę miesięcy przede mną, no ale, jak idzie o nich trzech, jestem przekonany, że tu jednak już zdecydowanie bardziej mógłbym liczyć na Prezesa. A więc może powinienem jeszcze bardziej spuścić z tonu i zaadresować tę moją odpowiedź do kogoś w rejonie, a więc powiedzmy do pani poseł Marii Nowak, która jest moim szefem tu na miejscu, lub któregoś z jej sekretarzy, no ale aż tak tępy, by zakładać, że skoro nie chce Lipiński, to zechce jakiś Damian, czy Dominik, to ja jednak nie jestem. Oczywiście, możliwości jest tyle – włączając w to list otwarty do Koleżanek i Kolegów z Prawa i Sprawiedliwości – że ja mógłbym tak jeszcze żartować przez kolejne parę stron, tyle że tu niestety żartów nie ma. Bo sprawa jest jak najbardziej poważna. A głównym problemem, jaki ona niesie, jest to, że dziś już w ogóle nie ma z kim gadać. Pozostaje tylko ten blog i ci, którzy go przychodzą czytać. A więc my. Pozostajemy już tylko my. A więc, to jest tylko do Was.
Dlaczego uważam, że nie ma z kim gadać? Z jednego bardzo prostego i bardzo podstawowego powodu. Otóż jestem szczerze przekonany, że, pomijając naturalnie Jarosława Kaczyńskiego, żadna z wyżej wymienionych osób – ale też cała masa tych, których tu wymieniać ani się nie dało, ani też by mi się nie chciało – nie zrozumiała by nawet słowa z tego, co ja tu opowiadam. A nawet gdyby któraś z nich miała choćby teoretyczną możliwość owego zrozumienia, nawet by nie spróbowała tego sprawdzić. Ale też nie ma z kim gadać, ponieważ moje zmartwienia i ich zmartwienia nie są w najmniejszym stopniu zmartwieniami podobnymi. Tak samo, jak nie są podobnymi moje i ich marzenia, czy moje i ich nadzieje. Problem polega na tym, że oni i ja znajdujemy się dziś w całkowicie odmiennych sytuacjach i w kompletnie innych miejscach, a to, że i oni i ja jesteśmy w taki czy inny sposób związani z Prawem i Sprawiedliwością, jest już przede wszystkim czystym przypadkiem, ale też i marnym detalem.
Po przegranych wyborach – wbrew pozorom, mnie osobiście wcale nie wzrusza to, że po raz szósty – kiedy to System zażądał od PiS-u natychmiastowej zmiany prezesa, Jarosław Kaczyński oświadczył, że on nie może zrezygnować, choćby przez wzgląd na tych ludzi, którzy co miesiąc przychodzą na Krakowskie Przedmieścia i krzyczą w jego kierunku słowa „Jarosławie ratuj!”. Ja osobiście, przez ten cały czas, jaki minął od Smoleńskiej Katastrofy, ani razu nie przyszedłem pod Pałac Prezydencki, by razem z innymi wykrzykiwać te słowa, jednak jeśli nie wsiadłem w ten pociąg i nie pojechałem do Warszawy, to wcale nie dlatego, że nie potrzebuję od Jarosława Kaczyńskiego żadnego ratunku. Wręcz przeciwnie. Ja tego ratunku od niego potrzebuję jak najbardziej, ale moje zmartwienie polega na tym, że dziś w Prawie i Sprawiedliwości – w jego władzach i w jego aparacie – zostaliśmy już tylko on i my, którzy uważają, że w ogóle jakikolwiek ratunek by się nam wszystkim przydał. Jestem głęboko pewien, że dziś wszyscy ci, którzy tworzą Prawo i Sprawiedliwość na poziomie centralnego, czy lokalnego przywództwa, są już tylko zwykłymi urzędnikami, którzy mają jakąś pracę do zrobienia, wykonują ją lepiej lub gorzej, i dbają tylko o to, by tej pracy nie stracić, a jeśli się da – by ona nie nakładała na nich zbyt wiele nowych obowiązków.
Przepraszam bardzo, ale mam bardzo poważne podejrzenie, że kiedy w niedzielę 9 października ukazały się pierwsze prognozy wyborcze, płakała moja córka i płakali oczywiście ci wszyscy, dla których Jarosław Kaczyński czuje się w obowiązku – wbrew wszystkiemu, wbrew wszystkiemu – trwać na posterunku. I znów przepraszam bardzo, ale mam bardzo poważne podejrzenie, że Tomasz Poręba nie płakał. Mam bardzo poważne podejrzenie, że Tomasz Poręba tamtej nocy spał bardzo spokojnie. Powiem więcej. Ja jestem bardzo mocno w podejrzeniach, że również posłowie Kurski i Ziobro spali spokojnie. I to jest dziś mój problem.
Jarosław Kaczyński wysłał do mnie list, w którym wyjaśnia, dlaczego Prawo i Sprawiedliwość przegrało wybory i co trzeba zrobić, by kolejne już jednak wygrało. Z tym co Prezes pisze, częściowo się zgadzam, a częściowo zgodzić się nie chcę. Uważam na przykład, że istotnie billboard z Palikotem był kompletnie idiotyczny, a na domiar złego, estetycznie wyjątkowo ohydny, ale też uważam, że fakt iż on jeszcze przez całe tygodnie po wyborach zaśmiecał moje miasto i kompromitował moją partię w oczach ludzi, jest czyjąś winą. Uważam, że faktycznie uwaga na temat Angeli Merkel załatwiła tę kampanię w sposób ostateczny, co więcej, nie mam najmniejszych wątpliwości, że wszyscy ci, którym w ogóle chciało się przeczytać książkę „Lider” i obejrzeć dołączony do niej film, a którzy dotychczas byli zafascynowani nie wielkością Jarosława Kaczyńskiego, lecz urodą i światłem galerii handlowych, nie zobaczyli żadnego lidera, ale staruszka, który nie dość, że wygląda, jakby dla niego życie się skończyło, to jeszcze to zupełnie otwarcie przyznaje. Mało tego. Ja jestem w stanie wymienić całe mnóstwo kolejnych powodów, dla których te wybory zostały przegrane, jak choćby to, że po niezwykle udanym dla nas, i dramatycznie złym dla Platformy, czwartku, wbrew zapowiedziom Prezesa, że jeszcze został jeden dzień, i że walczyć należy do końca, piątek został oddany w stu procentach. W stu procentach.
Jarosław Kaczyński w liście do mnie pisze, że to wszystko w dużej mierze przez Ziobrę i Kurskiego. Otóż z tym akurat się już nie zgadzam. To nie Ziobro i Kurski załatwili PiS-owi tę porażkę. Tę porażkę PiS-owi jak najbardziej załatwiły media – co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości – ale też tę porażkę PiS-owi załatwili ci, którzy wzięli na siebie obowiązek prowadzenia tej kampanii na poziomie centralnym. Tę porażkę PiS-owi załatwili ci, o których – co z tego, że nie bezpośrednio – Prezes wspomina, a więc ci, którzy wpadli na pomysł tego billboardu z Palikotem i ci, którzy przygotowali do druku książkę „Lider”, ale też ci, którzy wcześniej całą kampanię oparli na dwóch kompletnie pustych i bezbarwnych telewizyjnych spotach, ale też i ci – a mam bardzo poważne podejrzenie, że to są wciąż ci sami – którzy rok wcześniej, przy okazji wyborów samorządowych, przygotowaną przez Ewę Stankiewicz kampanię „Myśl samodzielnie” skazali na całkowity niebyt.
A zatem, z moim Prezesem zgadzam się i się nie zgadzam. To jednak, co moim zdaniem tu jest najważniejsze, to to, że to wszystko możnaby zakwalifikować jako zwykłe błędy, lub pospolite amatorstwo, które się przecież zdarza wszędzie, i to ostatnio niemal nagminnie, gdyby nie problem największy. Na tym zwycięstwie tak naprawdę zależało tylko Jarosławowi Kaczyńskiemu, mojej córce i tym wszystkim ludziom spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Tylko im. Cała reszta kombinowała wyłącznie, jak to będzie fatalnie, jeśli PiS wygra i trzeba się będzie wziąć do najbardziej morderczej pracy, która być może zagwarantuje im tylko to, że, jeśli coś nie daj Boże nie wyjdzie, to wszyscy skończą na politycznym wysypisku. I skończy się „Kawa na ławę”, „Kropka nad i”, „Śniadanie w Radio Zet, „Uważam Rze”, blogi w Salonie24, a przede wszystkim skończy się to piękne poczucie, że jest się zarówno twórcą, jak i bohaterem tych jakże ciekawych czasów.
Niedawno dowiedzieliśmy się, że kardynał Dziwisz skierował swojego sekretarza Rasia do pracy w charakterze proboszcza w Bazylice Mariackiej. Powszechna reakcja, o ile się nie mylę, była taka, że Dziwisz go w ten sposób wyróżnił za jego pełną oddania służbę krakowskiemu Kościołowi i Platformie Obywatelskiej. Pani Toyahowa jednak zasugerowała, że wcale nie koniecznie. Że jest bardzo prawdopodobne, że on księdza Rasia zrobił tym proboszczem, żeby ten wreszcie przestał się lansować na parkietach krakowskiej Kurii, ale wziął się do naprawdę ciężkiej pracy. Wczoraj był u nas z wizytą nasz bardzo bliski kolega, który posiada wszelkie dane, by się na tych sprawach znać lepiej od innych, i on, poproszony przez mnie o ocenę tego awansu, powiedział, że w sposób oczywisty, on miał na celu tylko jedno. Żeby ksiądz Raś sobie zarobił. Że praca w Kurii to tak naprawdę marny grosz. Natomiast Bazylika Mariacka – to coś zupełnie innego. A zatem, nie poszło ani o dyscyplinę, ani o zaszczyty, lecz zaledwie o pieniądze. Aż o pieniądze.
To nie jest tekst skierowany do prezesa Kaczyńskiego. Nie jest to tekst skierowany do Jacka Kurskiego i Adama Hofmana. Nie jest to nawet tekst, który miałby stanowić głos w dyskusji na temat tego, co dalej z PiS-em i Polską. To jest zwykły wpis na blogu, który ma na celu przede wszystkim wzruszyć, a oprócz tego dać nadzieję. A nadzieja jest jasna i jednoznaczna. Prawo i Sprawiedliwość wygra następne wybory, a Jarosław Kaczyński zostanie premierem. Nie dlatego, że Solidarna Polska odniesie sukces i pomoże PiS-owi stworzyć wielką koalicję, ale też nie dlatego, że Tomasz Poręba zacznie myśleć propaństwowo i tym razem poprowadzi wręcz modelową kampanię, która zachwyci większość społeczeństwa. Prawo i Sprawiedliwość wygra następne wybory dokładnie tak samo – dokładnie tak samo – jak przed rokiem na Węgrzech wygrał Orban, a wczoraj w Hiszpanii Rajoy. Bo nie będzie miało wyjścia. I my wygramy te wybory, bo to my akurat mamy tego jedynego przywódcę, który jest w stanie to zrobić, i zrobi to, choćby cały świat modlił się o to, by to zwycięstwo zatrzymać. Za tym bowiem stoi już tylko czysta fizyka.
A ja ze swojej strony namawiam do kupowania mojej książki, w której można znaleźć, wcale nie doraźne, ale najbardziej uniwersalne w przesłaniu teksty jeszcze sprzed Smoleńskiej Katastrofy, no ale też do wspierania tego bloga finansowo. Bez tej pomocy, nie dam rady. Dziękuję.

10 komentarzy:

  1. Mam takie same wrażenia. Człowiek chcąc się rozejrzeć patrzy w górę, albo w dal i stara się jeszcze przez lornetkę. A ta wprawdzie powiększa, ale wycina wąskie pole obserwacji. Im większe powiększenie, tym węższe pole.

    Możliwe nawet, że kreatorzy wizerunków z tego korzystają. Weźmy np. takiego premiera. Na ogół mało widać, co robi, więc ciekawscy ludzie biorą teleskop z taaaakim powiększeniem.

    I co widzą? HARATA W GAŁĘ!

    I to ma być wszystko???

    Tak: TO MA BYĆ WSZYSTKO!!!

    Nacieszcie się gamonie.

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    Też to podejrzewałam. Że to haratanie w gałę to jest zwykły przekręt.
    Kręcą nami jak chcą.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah & all

    No i właśnie skończyłem czytać list Jarosława. Faktycznie, lakonicznie jakby zbyt, streszcza ostatnie dni kampanii.
    Jednak, jest analiza, jest koncepcja, jest wizja. Jest Prezes przez naprawdę wielkie P.
    Ale, wybaczcie, zszokowało mnie co innego. Kurski naprawdę był w TVN Style???

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kozik
    Co się dziwisz? Trzeba walczyć.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    piszesz m.in. o tzw funkcjonariuszach partyjnych np. Błaszczak, Poręba czy Hofmann, w sumie wszyscy młodzi.

    A ja cały czas zastanawiam się nad Lipińskim, który w przy JK jest od początku PC.
    Zastanawiam się i zastanawiam.
    I cały czas to nazwisko nie daje mi spokoju.
    Nie wiem dlaczego.
    Ale nie dale mi spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  6. @raven59
    Szczerze powiem, że mnie też.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie rozumiem skąd ten powtarzany wszędzie refren: "SZÓSTA PORAŻKA".
    A ile wyborów wygrał PSL? Płaczą?
    Ani Kurski, ani Ziobro, ani Cyma nie są żadnym zastępstwem dla Kaczyńskiego, taki zastępca jeszcze się nie pojawił. Kiedy się zmaterializuje, to zobaczycie, J.K. sam mu odda władzę w PiS.
    Tych "trzech Budrysów" widzę wkrótce na poboczu, TEN elektorat nie promuje nieuczciwości i kombinowania, a z cudzych zasobów to raczej nic nie uszczkną, bo ich nienawidzą.

    OdpowiedzUsuń
  8. Toyahu, zrób "coś" byśmy mogli czytać Cię przez kanał RSS, plis

    mariusz z Ostródy

    OdpowiedzUsuń
  9. @Muni
    Jeśli mnie irytuje to nieustanne wspomniane o szóstej porażce, to nie przez to że PSL czy SLD stoją gorzej, ale przez to że owe porażki dotyczą zaledwie kilku lat. Gdyby w tym okresie było jeszcze pięć różnych wyborów, można byłoby mówić o 11 porażkach. I co z tego? To są zaledwie dwie kadencje. Jeśli ktoś przegrywa dwa kolejne wybory parlamentarne, trudno sobie wyobrazić, by inne akurat wygrywał. Zwłaszcza w systemie tak bardzo partyjnym.
    Sytuacja PSL-u tu w ogóle nie ma znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
  10. @xxxxxxx
    Bardzo chętnie. Powiedz mi tylko, jak mam to zrobić?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.