środa, 9 listopada 2011

Kto się boi Ani Bałon?

Pisanie o czymś, na czym człowiek się kompletnie nie zna, a co więcej, nie ma o tym czymś najmniejszego pojęcia, niesie w sobie z jednej strony pewne ryzyko, a z drugiej jest bardzo przyjemne. Ryzyko jest oczywiste, no bo cóż dobrego może wyjść z takiej zabawy, poza osobistą satysfakcją autora, że jest taki wszechstronny i w tej wszechstronności taki elokwentny? Z drugiej strony, czyż to nie jest słodkie poczuć świadomość, że można naprawdę wszystko? Człowiek siedzi, stuka w klawiaturę i, jeśli tylko nie da po sobie poznać, że coś nie gra – jest duża szansa, że stosunkowo dużo osob uzna go za eksperta.
Ja akurat mam o tyle gorzej, że wszyscy tu doskonale wiedzą, na czym ja się mogę znać, a na czym już raczej nie. Co gorsza, wszyscy też wiedzą, kim ja jestem, a kim nie bardzo. Gdybym jeszcze przed laty, w nagłówku tego bloga, podał informację: „były policjant z wydziału antyterrorystycznego, właściciel prywatnej spółki audytorskiej, trener piłkarski, kapitan na statkach dalekomorskich, pilot Boeingów, ekspert IT”, to co innego. Bawić by się było można od rana do nocy. A tak? Dziś chcę napisać o Facebooku i przed mną tylko strach, że, kiedy już skończę, okaże się, że został tylko ten nastrój, a poza tym wszystko jest kompletnie nie tak, a ja się wygłupiłem. Co ja mówię – „o Facebooku”! Żeby tylko miało być o Facebooku, to mielibyśmy problem nieduży, ale jest tak, że ja chcę też pisać o programie pod nazwą „Top Model”. A tu już, jak wiemy, żartów nie ma.
No ale, skoro powiedziało się „a”, trzeba też powiedzieć „b”. Na początek jednak, zupełnie uczciwie chcę wszystkich zapewnić, że są rzeczy, które wiem na pewno. A wiem to stąd, że informacje te uzyskałem od mojego syna, który wprawdzie, jak idzie o „Top Model”, zorientowany jest o tyle tylko, że lepiej ode mnie, ale za to jest autentycznym ekspertem od Facebooka. Ktoś powie, że, skoro już podjąłem te konsultacje, mogłem przepytać moje córki, no ale one są w sprawę zaangażowane osobiście, więc istniałoby ryzyko manipulacji. A ja, jak wiemy, choć mogę się zgodzić na to, by okazać się durniem, to jednak już broń Boże durniem zmanipulowanym. A zatem coś tam wiem, i od razu chcę się tą swoją wiedzą podzielić.
Otóż jest w telewizji TVN bardzo popularny program pod nazwą „Top Model”, którego podstawowa idea polega na tym, że za stolikiem siedzą damsko-męscy eksperci, a przed stolikiem prezentują się najładniejsze i najzgrabniejsze dziewczyny z całej Polski, których marzeniem jest zostać modelką. I to jest tego programu wymiar podstawowy. Jeśli jednak sięgniemy głębiej, pomysł jest taki, że te dzieci już na samym początku swojej walki, muszą zrozumieć, że ten biznes to nie spacer z ukochanym brzegiem rzeki, ale to, co w „Paragrafie 22” pewien pułkownik określił słowami: „kolanem w brzuch z ziemi w zęby w nocy skrycie nożem z góry w dół na magazyn okrętu przez worki z piaskiem wobec przeważającej siły w ciemnościach bez słowa ostrzeżenia - za gardło”. Otóż to – za gardło. A zatem, popularność programu „Top Model” sprowadza się do tego, że tam można sobie popatrzeć, jak te młode dziewczęta trzęsą się z przerażenia, lub płaczą, a któryś z ekspertów je najpierw wyszydzi, żeby jej zrobić przykrość, lub złapie za biust, żeby już tak nie ryczała.
Czemu one płaczą? Jak znam życie, to nie wykluczam, że te łzy są zapisane w umowie. Żeby odnieść tam sukces i pozostać w programie – płakać trzeba. Inaczej istnieje niebezpieczeństwo, że publiczność się znudzi i przełączy się na Polsat. No ale też możliwe jest, że one płaczą, bo w ogóle panuje tam ogólny stres, a poza tym one się boją, że zostaną z programu wyeliminowane i już nigdy nie zostaną słynnymi modelkami. I oto, jak mówi mi mój syn, od pewnego czasu, w programie „Top Model” występuje dziecko o nazwisku Ania Bałon. I jest tak, że będąc w sposób oczywisty równie ładna i zgrabna, jak wszystkie pozostałe kandydatki – widziałem zdjęcie, więc wiem, co mówię – owa Ania robi podobno wrażenie, jakby była od nich znacznie głupsza, no i przede wszystkim znacznie mniej psychicznie opanowana. Efekt jest taki, że ona jest nieustannie przez jury poniżana, wciąż wygaduje jakieś bzdury, no i oczywiście nieustannie płacze. Czy ona się nadaje na modelkę? Nie mam pojęcia. Jak mówię, widziałem ją na zdjęciu i uważam, że wygląda prześlicznie. Z tego, co mówi mój syn, chyba jednak tą modelką nie zostanie, bo jest po prostu słaba, o czym jest zresztą nieustannie przez wszystkich informowana. Dlaczego zatem ona wciąż w tym programie się pojawia i czemu jeszcze nie została z niego zawrócona z powrotem do domu?
I tu się zaczyna prawdziwy dreszcz. Otóż stało się tak, że któregoś dnia, konkurs wymagał, by każda z jego uczestniczek przyniosła ze sobą album ze zdjęciami z sesji, które one miały sobie na którymś z wcześniejszych etapów zrobić. I wtedy to stało się też tak, że Ania Bałon zapomniała ten album ze sobą zabrać. Oczywiście natychmiast dowiedziała się, że tym samym pogrążyła się już ostatecznie, no i naturalnie zaczęła płakać. A płacząc, powiedziała coś takiego: „Jak ja bym chciała cofnąć czas i wziąć tę książkę”.
To tyle, co wiemy na temat samego programu. Ktoś się zapyta, skąd młody Toyah jest taki z tym obeznany. No więc, on to wszystko wie z Internetu, a dokładnie z Facebooka, bo jak już wspominałem, on, siedząc wciąż przed komputerem, programu „Top Model” – w odróżnieniu od swoich sióstr – nawet oglądać nie ma czasu. A skąd o programie „Top Model” wie Facebook? Otóż proszę sobie wyobrazić, że Facebook wie wszystko. Bo Facebook to cały świat i my wszyscy. Facebook to nasze umysły, nasze serca i nasze życie codzienne. Facebook to nasz ojciec, nasza matka, a głównie nasz starszy brat. Nasz „big brother”. Na czym dokładnie polega Facebook, i o co w nim chodzi – tego nie wiem. Próbowałem się parokrotnie tego od swoich dzieci dowiedzieć, ale nic z tego nie zrozumiałem i w końcu machnąłem ręką. Pozostaje mi więc tylko ta wiedza – moja wiedza osobista – że Facebook pomaga niektórym z nas tracić pracę. No ale, jeśli idzie o interesujący nas dziś temat, Facebook to miejsce, gdzie każdy może założyć i uruchomić tak zwaną „grupę”. Co to takiego ta „grupa”? Po raz pierwszy o niej usłyszałem, kiedy Henryka Krzywonos publicznie zbeształa Jarosława Kaczyńskiego i grupa jej wdzięcznych fanów założyła na Facebooku ową „grupę”, jej poświęconą, a po paru dniach media z zachwytem podały informację, że Henryka Krzywonos ma już jakieś 50 tysięcy fanów na Facebooku. Od tego czasu, informacje o kolejnych powstających „grupach” do mnie w ten czy inny sposób docierają, no i stąd na przykład wiem, ile osób uwielbia kpt. Wronę, lub nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego, ewentualnie cieszy się z czyjegoś nieszczęścia, lub martwi się czyimś sukcesem.
Znamy pewnie wszyscy telewizyjny serial „M jak miłość”. Otóż, jak się właśnie okazuje, jako że jedna z aktorek tam występujących znalazła sobie lepszą pracę, autorzy serialu postanowili, że postać przez nią graną, niejaką Hanię, trzeba będzie zabić w samochodowym wypadku. No i ją zabili. Z tego co mi opowiada mój syn, wynika, że śmierć owej Hani stała się w ostatnich dniach hitem Internetu, no a skoro Internetu – to i Facebooka. Każdy wykształcony inteligent z wielkiego miasta uważa za swój punkt honoru jakoś skomentować śmierć tej Hani i to skomentować tak, żeby wokół rozległ się tuman śmiechu. Oczywiście, niektórzy też płaczą, bo ta Hania była podobno bardzo miłą osobą, no ale generalnie chodzi o to, by sobie z tej śmierci robić jaja. Jaja, nie jaja – faktem jest, że sprawa Hani jest dziś internetowym przebojem na miarę powtórnego objęcia władzy przez Platformę Obywatelską. Obok jednak tej Hani, jak słyszę – no i oczywiście bohaterstwa kpt. Wrony – uwagę internautów zaprząta Ania Bałon i jej rzekoma głupota. „Grup” poświęconych Ani Bałon powstało już na Facebooku całe mnóstwo, i ich celem, w ogromnej większości, jest to dziecko zniszczyć tak, by ono w końcu uprzejmie zechciało popełnić samobójstwo. Wczoraj na przykład na „grupie” zatytułowanej „Chciałabym cofnąć czas i zabrać tę książkę” syn mój pokazał mi komentarz, w którym któryś z internautów przyznaje, że jak patrzy na tę Bałon, to popiera aborcję. Na ogół jednak tam jest znacznie mniej napastliwie. Przede wszystkim mamy więc całą kupę jej zdjęć, obok każdego z nich jakiś cytat, mający świadczyć o tępocie tej dziewczyny, a pod spodem komentarze w stylu „Co za idiotka!”.
„Grupa” o której mowa, ma już w tej chwili 27 tys. fanów. Czy to dużo? Nie wiem, ile ma kpt. Wrona. Wiem, że Krzywonos miała te 50 czy 60 tys, i to podobno było bardzo dużo. A więc, jak się wydaje, te 27 to całkiem dobry wynik. W końcu ta Ani to pewnie jakaś dziewczyna ze wsi, a nie bohaterska tramwajarka, czy pilot Boeinga. W każdym razie, z tego co mówi mi mój syn, ale też z tego co widzę i czuję, wynika, że to właśnie ta szczególna popularność Ani Bałon sprawia, że oni ją będą w tym programie trzymać tak długo, aż doprowadzą ją do wspomnianego już wcześniej samobójstwa, lub przynajmniej do utraty zdrowia. Wygląda bowiem na to, że dla wielu widzów sens oglądania tego programu w znacznym stopniu sprowadza się do obserwowania powolnego upadku tej dziewczyny. Obserwowania z czystym i wręcz onanistycznym zachwytem. Oczywiście nie umiem przewidzieć, jak to się skończy. Biorę oczywiście pod uwagę, że, zanim dojdzie do jakiegoś nieszczęścia, autorzy programu zajrzą do Facebooka, uznają, że zrobiło się nudno i tę Bałon wreszcie pogonią. a my już nigdy się nie dowiemy, co u niej słychać. Podobnie zresztą, jak się już pewnie nigdy nie dowiemy, co słychać u tego staruszka, którego Donald Tusk zaprosił na obiad. Bo co mu szkodzi? Ale może też stać się tak, że ponieważ ona wciąż będzie gwarantowała pewien sukces, im pozostanie tylko wymyślić sposób na to, by ten sukces nieco wzmocnić, i coś jej zrobią. Co? Nie wiem i powiem uczciwie, że nawet wolę się nad tym nie zastanawiać.
A co z Facebookiem? Podobno w zeszłą sobotę cały świat wstrzymał na chwilę oddech, bo poszła plotka, ze jacyś najwybitniejsi hakerzy wszechświata mają ów Facebook zaatakować i zniszczyć. Po co? Czyżby ci państwo byli wysłannikami Sił Światłości i realizowali nasze marzenia o świecie jasnym, czystym i uporządkowanym? Nie sądzę. Chodzi pewnie o zwykłych – tyle że bardziej niż przeciętni, zdolnych – hakerów, dla których dopieprzenie Facebookowi jest warte dokładnie tyle samo, co dopieprzenie Ani Bałon, wyrażenie solidarności z kpt. Wroną i zapalenie świeczki Hani, która się zabiła oglądając Cartoon Network (taki żart). A więc owszem – warte naprawdę nie byle jakiego fizycznego i intelektualnego wysiłku, no ale też nie na tyle, by brać do ręki karabin i walić w każdego, kto się nawinie. To na razie pozostaje wyłącznie ekscesem na rzecz bieżącej propagandy. A co pokaże przyszłość, to się dopiero zobaczy.
Tak czy inaczej, wygląda na to, że informacja o tych hakerach była zwykła plotką. Nie stało się nic.

Zachęcam bardzo wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili, do tego, by sobie kupili moją książkę. No i ewentualnie wspierali ten blog finansowo, pod podanym obok numerem konta. Dziękuję.

43 komentarze:

  1. Toyahu, ten Facebook i ta nasza "inteligencja", która bez reszty daje sobą manipulować - to jest niesamowite. System jest zawsze przed nami. Np. najpierw kreuje i pielęgnuje modę na cynizm (co zresztą nie jest trudne), a potem podsuwa pełno treści wprost przeznaczonej do wywołania morza cynicznych komentarzy. Ten cynizm to w sumie bardzo tania podpucha, która sprawia, że nasza "inteligencja" stała się ślepa na oczywisty fakt manipulowania nią. Dodatkowe podniecenie wywołane korzystaniem z gadżetów jeszcze bardziej usypia czujność (być może klikają w Facebooku z ledwie wpuszczonych na rynek wypasionych komórek z promocji operatora).

    Z Twojego tekstu usłyszałem o Ani Bajon. Swoją drogą mam nadzieję, że zapracuję sobie na tak dobry kontakt z dziećmi, jaki Ty posiadasz, i w przyszłości także będę znał ze źródła ciekawostki z "nowego wspaniałego świata". Przypadek Ani Bajon natychmiast przypomniał mi podobną historię celebrytki Joli Rutowicz. Polecam tekst na ten temat Figurski kontra Jola. Tekst jest całkowicie nieliteracki i trudny w czytaniu, ale za to stanowi coś w rodzaju anatomicznego badania pewnej akcji polegającej na manipulowaniu młodzieżą.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Toyah
    Jak widać ten znany nam tak dobrze mechanizm jest niezawodny w każdym przypadku. Czy chodzi o polityka, który nie chce udawać, że nie jest człowiekiem, czy o śliczną, naiwną dziewczynę, o jakiej w normalnym, nie telewizyjnym świecie, marzą chłopcy. Przejrzałam sobie temat A.B. w googlu. Najszczerszą nienawiść budzi jej delikatność i naiwność. "Jaki z niej dzieciak, ona jest taka pusta.. Jezu! jak ja jej nie lubię, a ma ponoć wygrać". Inni nazywają ją psycholką.
    Przypomnieli mi się "Władcy marionetek". I to, po czym piękna agentka rozpoznała kosmitę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam bliskiego przyjaciela od dziecka, który autentycznie zachorował na Facebooka. Zapisał się tam i utknął na dobre. Poza facebookiem nie widzi świata. Szczyci się, że ma tam już przeszło pięciuset przyjaciół. Właściwie powinienem użyć cudzysłowu, ale on jest przekonany, że są to prawdziwi przyjaciele. Zresztą za jego usilną namową (cóż się nie robi dla przyjaciół) ja też się tam zapisałem na tego facebooka. Nie miał z tego większych korzyści, bo ja przerażony tym, że raptem dostałem na pocztę e-mailową dziesiątki próśb bym jakichś ludzi zaakceptował do grona swoich przyjaciół, ludzi, których na oczy nie widziałem, nie znam (znalazł się wśród nich nie wiadomo skąd minister Zdrojewski - serio!) wypisałem się z tej zabawy i chyba nigdy tam nie wrócę.
    Ale mojemu przyjacielowi facebook zastąpił cały jego świat. On tam wymienia sie jakimiś spostrzeżeniami - np. że pogoda jest taka sobie, albo że na parapecie na oknie usiadł wróbelek. Tworzy jakieś galerie - np. most infuencial people in my life - a jakże, po angielsku! - gdzie na liście obok Michała Anioła, Boba Dylana, Beatlesów, Matki Boskiej i Jezusa Chrystusa, Woody Allena znalazła sie moja skromna osoba:)
    Znam go od dziecka i myślę sobie, że coś na stare lata go opętało. Nie wiem co to jest ale to czyste wariactwo i nie potrafię sobie tego wytłumaczyć.

    P.S. Jesteś Toyahu chyba najlepszym znanym mi kronikarzem i analitykiem popkultury.

    OdpowiedzUsuń
  4. @toyah
    Wlasciwie calkiem nie mam czasu pisac. Nie mam juz czasu prawie na nic. Ale tu musze, bo to mnie bardzo ujelo. Prawie mam lzy w oczach. To znaczy - jak przychodzi do glanowania slabszego i smiania sie z jego upadku, to ja sie robie zupelnie zdetonowany. Wzruszony tym slabszym i wsciekly na rechoczacych. Nie wiem kim jest ta dziewczyna i sie nie dowiem, programu nie ogladam, ale Twoj opis za wszystko mi wystarcza.
    Tu musze dodac, ze jakis miesiac temu ten sam Fejsbuk mial ucieche z klasowki czy testu jakiegos dziecka, ktore na pytanie jakie gazety u niego w domu sie czyta (swoja droga co to za pytanie po co, kogo to obchodzi?!) odpowiedzialo "Tesko, Real, Castorama" czy jakos tak. Och ilez bylo radosci i zdrowej pogardy dla tego dziecka, jego rodzicow, jego domu i w ogole calej tej pierdolonej polskiej wsiowej holoty za ktora mlodzi dobrze wyksztalceni z duzych osrodkow uwazaja cala reszte swoich rodakow.
    Wiec moi koledzy i kolezanki z Fejsa polewali sobie z tgo wszystkiego radosnie, a ja bez mala plakalem nad upokorzeniem tego (na szczescie anonimowego) dziecka. Moze jestem dziwny. Zapewne tak.
    Oczywiscie obie te historie to prawie nic przy tych CVkach z ktorych wysmiewano sie kiedys na gazecie. Ale o tym ze ludzka nikczemnosc potrafi byc bezdenna jak samo pieklo to akurat wszyscy dobrze wiemy.
    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  5. @filozof grecki
    Faktycznie ciężko się to czyta. Przyznam że nie bardzo wiem, o co chodzi. Jak wrócę do komputera, obejrzę te filmy. Może one coś powiedzą.
    Czy Ty wiesz, że Figurski urodził się w Moskwie?

    OdpowiedzUsuń
  6. @Marylka
    Po czym? Bo akurat nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Jan
    Też kiedyś miałem konto na Facebooku. To znaczy, mam nadal, tyle że nieaktywne. Czy Ty wiesz o tym, że z Facebooka całkowicie się wyłączyć nie można?

    OdpowiedzUsuń
  8. @LEMMING
    Ależ to oczywiste, że jesteśmy inni. Jesteśmy alienami w świecie czystego rozumu.
    Nie ma się co oszukiwać. Już jest po nas.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Toyah
    Zacznij od przeczytania ostatniego akapitu. Sprawa tam przedstawiona jest o tyle ciekawa w kontekście dzisiejszego wpisu, że pokazuje iż schematy manipulowania nie zmieniają się. Podobne metody, grupa docelowa, kreatywne wykorzystanie nowych technik. A jednak system cały czas jest skuteczny, a my wciąż nieco bezradni. Chciałbym jakoś to zmienić!

    OdpowiedzUsuń
  10. To ciekawe z tą niemożliwością wyjścia z facebooka. Ja się formalnie nie wypisałem, ze względu na mojego przyjaciela, którego bardzo lubię i cenię, o którym tu dzisiaj pisałem, ale zablokowałem w poczcie e-mailowej wszystkie przesyłki z facebooka i tam praktycznie nie zaglądam.
    Niemożność wypisania się mogłaby być oskarżona do sądu. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ciekawe to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah
    Oj, nie umiem tego opowiedzieć. To trzeba zobaczyć. Chodzi o taką damską sztuczkę. Bardzo subtelne.
    A ten film to klasyka gatunku, wszystkie jego wątki zostały wykorzystane w dziesiątkach innych filmów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Pogrążyłeś mnie, Toyahu, totalnie.
    Przyznam się bez bicia- pierwszy raz usłyszałam o tej Ani...Strasznie mi głupio. Mało tego- nie mam konta na Facebooku. Na domiar złego dzisiaj, będąc na rehabilitacji wdałam sie w rozmowę ze swoja panią rehabilitantką(ładną, miłą i kompetentną w swym fachu)i wprawiłam to dziewczę w niezłą konsternację, gdy przyznałam jej, że nie oglądam "super" programu "Dzień dobry TVN". WIOCHA!!!! Jak na złość, moi synowie najprawdopodobniej nie wiedzą też kto to ta Ania- 14.latek woli 'rąbać "na gitarze, ew. jakiś tam "minecraft", a starszy....Zadzwonię zapytam go kto to AB. Przetestuję go.
    Tak czy siak na tym świecie są jednak różne światy. Ja zdecydowanie wolę ten mój, w którym czytam sobie np....Toyaha. Toyaha, który opowie mi o AB, czasami przekaże co u Moniki O. lub Lisa.
    Widzę jednak, że ten "mój" swiat jakby coraz bardziej się kurczył....

    OdpowiedzUsuń
  13. @filozof grecki
    No więc przeczytałem. I nie żałuje. Było warto. Będę miał o czym myśleć.
    Swoją droga, czy można się dziwić, że oni to osunęli z Internetu?

    OdpowiedzUsuń
  14. @Jan
    Myślę, że legalnie to musi być czyste. Jest tak, że Twoje konto jest zdezaktywowane, ale cała zawartość istnieje do końca świata. Wystarczy jedno kliknięcie i masz to wszystko z powrotem.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Marylka
    Jutro będę szedł z psem, to zadzwonię i mi opowiesz.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Eliza
    Pewnie że się kurczy. Jeszcze wszyscy zobaczymy, jak on się potrafi zmniejszyć.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah
    O, przepraszam, na razie to jednak oni są alienami.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Marylka
    Staram Ci się wierzyć wręcz histerycznie.

    OdpowiedzUsuń
  19. @filozof grecki
    Sprawdziłem ten youtube. Ten film tam znów jest. Wszystko się zgadza. Wszyscy też są na swoim miejscu. Rutowicz jest jak Rutowicz, Figurski jak Figurski. Nowicki trochę zaskakuje. Ale niech będzie - on też jest sobą.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rozmawiałem kiedyś z moim zięciem i on mi powiedział tak: "Moi znajomi to naprawdę fajni i rozsądni ludzie, a jedyne co każe mi lekko w to wątpić, to obserwowanie tego, co oni wyprawiają na fejsbuku. Miałem więc do wyboru: zmienić o nich zdanie albo wypisać się z fejsbuka. Wybrałem to drugie".

    Mój zięć to mądry facet, uważam. Oczywiście nie powiedziałem mu tego, żeby mu się w głowie nie poprzewracało, ale on chyba i tak wie, co ja o nim myślę.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Mr.White
    I to jest też to, od czego w ogóle zaczęliśmy wczoraj z moim synem tę rozmowę. Że jego ukochani koledzy i koleżanki, w momencie jak znajdą się w Internecie, natychmiast stają się idiotami.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah

    Z tym usuwaniem i odzyskiwaniem konta na FB nie jest taka prosta i oczywista sprawa.

    Usunięcie wygląda tak, że trzeba zgłosić prośbę o usunięcie i po jej wysłaniu nie można się przez 14 dni logować, bo w przypadku zalogowania te 14 dni leci od nowa.

    Natomiast z przywróceniem jest chyba trudniej, bo z tego co czytałem, to trzeba wysyłać jakieś prośby z dołączonymi skanami dowodu osobistego, a i to ponoć nie jest pewna sprawa, że konto przywrócą. Na pewno nie wystarczy się ponownie zalogować, bo jako procedurę sprawdzającą czy nasze konto zostało usunięte polecają właśnie próbne logowanie po upływie tych 14 dni i jeżeli nie możemy się zalogować, to znaczy, że jest w porządku, czyli konto usunięte.

    Inną sprawą jest jakie dane z usuniętego konta nadal tam zostają i są do wyszukania przez zalogowanych użytkowników, bo w to, że dane są nadal w posiadaniu właścicielu FB nie wątpię.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Mr.White
    Akurat tego, że tam, w celu ostatecznego zlikwidowania konta, trzeba pisać podanie - nie wiedziałem.

    OdpowiedzUsuń
  24. @all
    Z tego, co tu czytam Facebook, poza wszystkim innym, jest potężnym narzędziem tresury ludzi, by od nadmiaru wolności w Internecie nie poprzewracało im się w głowach. A wolność jest szczególnie ważna w sferze idei i mentalności - tam się ona zaczyna (to tak jak z tym czyżykiem, który urodził się w klatce).

    A idea dotąd była taka, że na typowym portalu mogłem konto zakładać i kasować, choćby i 100 razy (komputer się nie męczy) albo też trzymać 20 kont jednocześnie. Właścicielom zazwyczaj chodzi o stworzenie pewnego popularnego wycinka w całej przestrzeni internetowej, a nie o dyscyplinowanie użytkowników, bo i po co? Widać, że Facebook, korzystając ze swojej miażdżącej popularności służy do zmiany tej podstawowej dotychczas idei.

    A swoją drogą, odnośnie tej skomplikowanej procedury przywracania: dlaczego komuś miałoby tak strasznie zależeć na przywróceniu konta na Facebooku. To tam nie można założyć sobie nowego?

    OdpowiedzUsuń
  25. @Toyah

    No, może nie aż tak, że podanie o usunięcie konta, ale nie ma tam czegoś takiego jak "usuń konto" do kliknięcia. Trzeba najpierw wpisać w google "jak usunąć konto na facebook" a potem postępować zgodnie ze znalezionymi wskazówkami: zalogować się pod innym adresem niż loguje się normalnie, wypełnić jakiś tam formularz no i potem przez 14 dni się nie logować.

    To tylko szczegóły techniczne serwisu, którego dni, moim zdaniem, są już policzone, a to nie za przyczyną zapowiadanego (lub nie) ataku hakerów, ale dlatego, że google uruchomiło swój portal społecznościowy (czy jak to tam się nazywa) pod nazwą Google Plus. Nie mam pojęcia o ile to jest lepsze, wygodniejsze, modniejsze i jeszcze tam jakieś, ale stawiałbym na Google, bo jeśli nawet w tej chwili G+ ma 20 razy mniej użytkowników niż FB, to potencjał finansowy obu tych firm różni się na korzyść Googla i to nie 20 a (strzelam, nie chce mi się googlać) 200 a może nawet 2000 razy.

    I dopiero ten Google+ to będzie ciekawe. Facebook wie o użytkowniku tylko tyle, że podoba mu się ("lubi to" - co za kretyn to tłumaczył?!) to czy tamto, że ma jakichś tam znajomych (moi znajomi świadczą o mnie) i co tam jeszcze użytkownik zechciał podać - datę urodzenia, miejsce zamieszkania, wykształcenie. A co będzie wiedział google? Praktycznie wszystko, czyli to co wie do tej pory i trochę więcej, bo jeśli mamy pocztę @google.com, piszemy lub komentujemy na blogspot.com, obserwujemy blogi przez google reader, wyszukujemy informacji przez google.com... to czego chcieć więcej? Wyciągu z konta bankowego? Może i google-bank zrobią w kolejnym kroku.

    Powyższe to już zupełnie inna sprawa, no ale żebym ja tak całkiem na temat pisał, to chyba się nikt nie spodziewa, mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  26. @filozof grecki

    Po co komu przywrócenie konta? A bo na przykład na FB można grać w różne gry no i mieć jakieś tam w tych grach osiągnięcia. Potem kasujemy konto, mija 14 dni i po ptakach, a tu nas nachodzi chęć pochwalenia się swoimi wynikami w grach, albo kontynuowanie, albo kto wie co jeszcze (ja nie wiem, bo w życiu nie grałem w żadne komputerowe gry, no chyba że ułożenie pasjansa też się liczy) i wtedy trzeba słać prośby o przywrócenie konta ze skanem dowodu.

    A z zakładaniem znów jest tak, że oczywiście można sobie założyć tyle kont na FB ile mamy do dyspozycji adresów mailowych i fantazji do wymyślania imion i nazwisk, ale pełną funkcjonalność konta (cokolwiek to znaczy) uzyskuje się dopiero po podaniu numeru telefonu komórkowego, na który przychodzi SMS z hasłem czy czymś takim, więc kont możemy mieć tyle, ile mamy telefonów komórkowych.

    Com napisał napisałem, a wszystko to wiem z tego, com kiedyś o tym FB wyczytał.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Mr.White
    Dzięki, to mi trochę rozjaśniło sprawę.

    Oczywiście w 100% zgadzam się, że problem z "wiedzą" Google'a jest poważny. A mimo wszystko z dwojga złego wolę Google'a od Facebooka.

    Smutne jest to, że internet nadal zapewnia dość duży margines wolności, ale w swojej masie ludzie zupełnie o tym zapominają i z tego nie korzystają. Technika pozwala na to, by konta pocztowe trzymać na rozproszonych serwerach a nie na kilku molochach. Z większości popularnych usług można korzystać anonimowo. Nawet adres IP można przy odrobinie wysiłku zataić.

    Ludzie tymczasem z dziecinną naiwnością podają w portalach prawdziwe dane osobowe, zdjęcia i logują się z telefonów komórkowych (geolokalizacja!).

    OdpowiedzUsuń
  28. ERRATA
    Młody Toyah kazał mi poprawić liczby. W sumie to bez znaczenia, ale dla porządku poprawiłem.

    OdpowiedzUsuń
  29. @filozof grecki
    Myślę, że wielu przywraca te konta, bo chcą odzyskać te tysiące przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Toyah i Wspólnicy ;-)))
    Z zainteresowaniem przeczytałem wpis i komentarze. Niestety na temat FB napisać mogę niewiele - nie mam tam konta, nie miałem i nie zamierzam mieć, nawet na podstawie fikcyjnych danych.
    Po doświadczeniach z Naszą Klasą nabrałem b. dużego dystansu do tego typu przedsięwzięć stanowiących doskonałe narzędzie w rękach n.p. służb wywiadowczych.
    Naiwność ludzka oddających swoje dane nieznanym ludziom/organizacjom przekracza wszelkie granice. My tu w większości mamy swoje lata i z reguły przyzwyczajeni jesteśmy do ochrony naszej "intymności". Ale młodzi ? Oni nawet w swej głupocie nie biorą pod uwagę tego, że byle kadrowiec przy przyjmowaniu do pracy loguje się na FB i zapoznaje się z "dossier" kandydata, itd.

    O tym jak potrafi zaszkodzić utrata intymności czy może bardziej anonimowości i wykorzystania tego w realu świadczy dobitnie przypadek naszego gospodarza.

    Przepraszam, że nie za bardzo na temat. Przypadek tej nieszczęsnej dziewczynki (jak i wielu innych przypadków nam mniej czy więcej znanych) to efekt braku sprawowania kontroli rodziców nad ich dziećmi.
    Wtedy gdy rodzice oglądają kolejny odcinek serialu czy TzG ich dzieci buszują w internecie.
    W USA modne są konkursy piękności malutkich dziewczynek - to znowu przykład chęci zaspokojenia chorych ambicji rodziców.
    Rodzaj ludzki zmierza ku zagładzie - zidiocenie szerzy się w zastraszającym tempie...

    OdpowiedzUsuń
  31. @Mr.White
    Ja nie wymagam od Ciebie, żebyś pisał na temat. Ty akurat możesz pisać co chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  32. @raven59
    Ty wiesz, że oni jej zrobili rozbieraną sesję? Normalnie. Rozebrali ją i pokazali nagusieńką w telewizorze. Efekt tego jest taki, że jak piszesz w googlu 'Ania Bałon', to na pierwszych miejscach zobaczysz wyłącznie najbardziej okrutne szyderstwa.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Toyah
    Powiem Ci, że nawet nie szukałem w internecie nic na jej temat, po prostu jest całkowicie poza mną. Nie na mówisz mnie na przeszukiwanie netu by to zobaczyć.
    Jak rozumiem ma skończone 18 lat - ponieważ producenci programu popełnili by przestępstwo.
    Oto do czego prowadzi pobudzanie potrzeb zdobycia wątpliwej sławy lub po prostu bieda...

    Internet jest okrutny, każdy szydzący-diota, pod naiwnym pozorem anonimowości, może sobie pozwolić teoretycznie na wszystko.
    Wielu z takich gdybyś spotkał na ulicy nawet byś nie zauważył ponieważ w "realu" nie mają odwagi trzymać głowy prosto i patrzeć w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  34. @raven59
    Spokojna głowa. Oni noszą głowę wysoko. I patrzą ci prosto w oczy.
    A co do reszty, ja Cię do niczego nie namawiam, poza tym, byś tu był i czytał te teksty.

    OdpowiedzUsuń
  35. @all
    A może to my jesteśmy naiwni, żałując tej Bałon? Nie wiedziałem jej w akcji, ale może jest tak, że po tym show ona jest już planowana na kolejną celebrytkę z szeregu Doda-Mandaryna-Jola Rutowicz itp., specjaliści od popkultury znowu będą realizować jakieś swoje interesy, a i jej oraz jej rodzinie coś skapnie za poniesione trudy...

    OdpowiedzUsuń
  36. @Toyah
    Z tym namawianiem oczywiście żartowałem :-)))

    Jednak trudno się komentuje gdy się czegoś nie zobaczy....

    OdpowiedzUsuń
  37. @filozof grecki
    To jest w ogóle nieważne. Problem jest jeden: Po co to wszystko?

    OdpowiedzUsuń
  38. @Toyah
    Żeby utrzymywać widzów w formie i szykować ich do jeszcze mocniejszej wspólnej zabawy.
    Przepraszam, ale znów tamten film. Tam się okazuje, że jak w mózgi ludzi wczepiają się ci obcy, to oni się uzależniają jak od narkotyku. Bo obcy są jedną istotą i dają ludziom rozkosz identycznego myślenia i odczuwania.

    OdpowiedzUsuń
  39. A ja TV wcale nie oglądam i mam o tyle spokój - na facebooku konto mam w razie gdyby ktoś ze starych zapomnianych znajomych mnie szukał i tyle. Innym także to polecam - szkoda nerw na oglądanie ogłupiaczy.

    OdpowiedzUsuń
  40. @VideoBlog Niezgody
    Nie gniewaj się, ale Twój komentarz jest kompletnie obok tematu. To jest trochę tak jakby ktoś napisał tekst o tym, że na ulicach jest pełno chamstwa i przemocy, a ja bym się pochwalił, że ja osobiście staram się z domu nie wychodzić, a poza tym zawsze mam ze sobą gaz.
    Powiedz mi, kogo to obchodzi?

    OdpowiedzUsuń
  41. Chodzi o to że nie warto wylewać żalów, ale poszukać konstruktywnych rozwiązań - ponieważ nie wierze w sanację TV jedynym rozwiązaniem jest bojkot.

    OdpowiedzUsuń
  42. @VideoBlog Niezgody
    Skoro tak, to nie masz tu na co liczyć. Ten blog to niemal wyłącznie wylewanie żalów. Jeśli liczysz za konstruktywne rozwiązania - to nie tu.

    OdpowiedzUsuń
  43. postaram się to przeboleć ;-)
    Mimo wszystko nie często spotkać można uczciwego bloga z uczciwymi komentatorami.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.