sobota, 12 listopada 2011

Rok 2011

Tak się to nam ułożyło, że ostatni spacer z psem najmłodszej Toyahówny, ma miejsce późnym wieczorem, i, naturalnie, do tej roboty zostałem wyznaczony ja. A zatem, każdego wieczora, w okolicach godziny 23, biorę psa, wychodzę z domu i udaję się na pobliski plac Andrzeja, gdzie z jednej strony mam nasz kościół, z drugiej nasze więzienie, a z trzeciej dworzec kolejowy. Lubię te wieczorne spacery, przede wszystkim z tego względu, że przez swoją powtarzalność, mają one w sobie coś z rytuału, a, jak powszechnie wiadomo, człowiek w pewnym wieku przywiązuje się do rytuałów, i to one własnie pozwalają mu wierzyć, że nigdy tak do końca nie umrze.
Podobnie więc i wczoraj, kiedy zobaczyłem, że nadeszła nasza pora, najpierw sobie założyłem buty, następnie psu kolczatkę, i wyszliśmy z domu. Kiedy wszedłem na plac, zobaczyłem – co akurat tu bardzo ważne, zobaczyłem, a nie usłyszałem – tłum nadchodzących od strony dworca ludzi, którzy, już na pierwszy rzut oka, wyglądali na tzw. kiboli. Było ich mnóstwo, może 50, a może nawet i znacznie więcej, szli niemal w całkowitym milczeniu, przeszli przez plac, zatrzymali się pod więzieniem i zaczęli skandować chyba jakieś imię, którego niestety nie zrozumiałem – jak się domyślam swojego kolegi, i jak się domyślam wyłącznie po to, by go w ten swój szczególny sposób pozdrowić. Kiedy już sobie powrzeszczeli, zawrócili na pięcie i ruszyli – znów w całkowitym spokoju i prawie w milczeniu – w stronę dworca.
Widok ten był tak surrealistyczny, że, powiem szczerze, do dziś nie potrafię się po nim pozbierać. Przez całe lata zostaliśmy przyzwyczajeni do tego, że kiedy widzimy bandę kiboli sunących przez miasto, możemy się spodziewać, że oni nie tylko będą drzeć mordy, ale również zaczepiać ludzi, którzy mieli pecha znaleźć się na trasie tego przemarszu, no a przed wszystkim przewracać kosze na śmieci, ławki i skakać po niefortunnie zaparkowanych w okolicy samochodach. A jeśli nagle pojawi się policja, to, naturalnie, zaczną tych policjantów obrzucać czym popadnie i co tylko znajdą pod ręką. Tymczasem, tłum, który przeszedł wczoraj w nocy przez plac Andrzeja, miał na uwadze tylko jedno: podejść pod więzienie, pozdrowić swojego kolegę i wrócić… ja wiem dokąd? Może na pociąg, który ich zawiezie gdzieś dalej. Do Bielska, do Żywca, czy diabli wiedzą, gdzie.
Pojawia się pytanie, skąd oni się tu nagle o tej porze, w tym kształcie, na tym moim placu Andrzeja wzięli? Nie wiem, ale najbardziej prawdopodobną odpowiedzią wydaje się być to, że oni akurat wracali z Marszu Niepodległości w Warszawie i wstąpili na chwilę do Katowic, by załatwić sprawę, która wydała im się, może nie tak ważna jak ta jakaś niepodległość, ale owszem – ważna.
Miałem dziś jedną lekcję. Człowiek, któremu uczę dzieci angielskiego, jest moim znajomym niemal wyłącznie, że tak powiem, służbowo. Oznacza to, że, jeśli sobie gawędzimy, to najczęściej albo o kwestiach rodzinnych, a więc o dzieciach i o tym, jak się te dzieci wychowuje, albo o tym, czy to ja mu jestem winien jakieś lekcje, czy może to on mi pieniądze. Normalnie. Czasem pojawi się tam coś jeszcze, natomiast już o takiej polityce, na przykład, mowy być nie może. Zresztą, jak sądzę, tego tematu i tak lepiej by było nie poruszać, choćby ze względu na fakt, że, jak się zdążyłem zorientować, u niego króluje „Gazeta Wyborcza” i okolice. I dziś, ledwo wszedłem, opowiedział mi on, że był wczoraj w Warszawie na Marszu Niepodległości, wrócił wieczorem i to co dziś przeczytał – a gdzież by indziej – w „Wyborczej” i obejrzał w TVN24, go zwyczajnie zszokowało. No i powtórzył mi właściwie dokładnie to samo, co wczoraj wieczorem we wspomnianym TVN-ie opowiadał Artur Zawisza. Marsz wyruszył tak jak miał wyruszyć, w wielotysięcznym tłumie szli zwykli ludzie z rodzinami, z dziećmi, młodzi, starzy, oczywiście było też dużo kiboli, jednak wszystko przebiegało w atmosferze spokojnej i radosnej, ludzie śpiewali pieśni, machali chorągwiami, wreszcie marsz się skończył i wszyscy rozeszli się do domów. Dopiero później, uczestnicy tej manifestacji dowiedzieli się, że gdzieś w centrum Warszawy bandy niemieckich anarchistów zaatakowały ludzi przebranych w historyczne stroje i ta akcja spowodowała jakieś większe rozruchy, w których już brali udział zwykli chuligani. No ale to, jak mówię, znał mój znajomy wyłącznie z relacji w „Gazecie” i w TVN24. Zwrócił mi on jeszcze uwagę na dwie bardziej konkretne kwestie. Pierwsza to taka, ze przez cały czas trwania marszu, on nie zauważył jednej pijanej osoby, jednej osoby agresywnej, nie usłyszał jednego okrzyku, który możnaby było potraktować jako prowokacyjny, czy w ogóle w jakiś sposób niestandardowy. Wokół panowało czyste, niczym nie zakłócone święto. Druga rzecz to taka, że „Gazeta Wyborcza”, choć bardzo dużo miejsca poświęciła na użalanie się nad tym co się wczoraj zdarzyło w Warszawie, ani jednym słowem nie wspomniała o zatrzymanych Niemcach. A wiedzieć nam trzeba, że niemal połowa z zatrzymanych bandytów, to właśnie oni.
A zatem, wszystko jest na swoim miejscu. Mój znajomy może i jest zszokowany. Może i dla niego dzisiejszy dzień stanowi jakiś przełom. Nie mam pojęcia. My jednak to wszystko wiemy od dawna i to wiemy tak dobrze, że możemy się już tylko dziwić, że wciąż na wieść o tym, że doszło do kolejnego kłamstwa, czy kolejnej prowokacji, jeszcze nie rzygamy. To co jednak sprawia wrażenie nowości, to fakt, że akurat ta wczorajsza prowokacja, najnowsza i prawdopodobnie zaledwie pierwsza z wielu kolejnych, w sposób oczywisty się nie udała, a mimo to – sądząc po reakcjach, nie tylko przecież zaangażowanych w nią bezpośrednio mediów i polityków, ale również wielu osób komentujących to co się wokół nas dzieje – odniosła pełny sukces. Z tego co opowiada mój znajomy, ale też z relacji osób znających sprawę, wczorajszy Marsz Niepodległości odniósł pełne zwycięstwo. Mimo tego, że brało w nim udział kilkadziesiąt tysięcy spontanicznie zgromadzonych osób, nie doszło w jego obrębie ani do aktów przemocy, ani do jakichkolwiek choćby minimalnych ekscesów. Wygląda na to, że obawy, formułowane parokrotnie wcześniej między innymi przez naszego kolegę Coryllusa, że ten marsz zostanie pochłonięty przez wielką prowokację Systemu, nie sprawdziły się. Wygląda na to, że jedyna poważna awantura rozegrała się tam gdzie była ona przygotowywana przez minione miesiące, i wyłącznie z udziałem jej organizatorów, a więc środowisk, które – paradoksalnie właśnie – dziś mogą tryumfować.
O czym to świadczy? Uważam, że o dwóch rzeczach. Pierwsza z nich to taka, że wkraczamy – i wspomniany wcześniej Coryllus to bardzo skutecznie przewidział – w okres serii bardzo ciężkich prowokacji. Że w tej chwili, kiedy System zachował władzę, a nadchodzące miesiące będą tak ciężkie, jak to jest ze wszystkich stron zapowiadane, jedyny sposób w jaki będzie on tę władzę zachować umiał, to przez utrzymywanie pewnej części społeczeństwa w stanie nieustannego wzburzenia, które to wzbudzenie będzie mógł następnie wykorzystać jako argument do wprowadzenia swego rodzaju stanu wyjątkowego. W ten sposób osiągnięty zostanie stan, w którym większość społeczeństwa będzie cierpliwie znosiła udręki kryzysu, licząc oczywiście na tę, wspominaną tu ją parokrotnie, nagrodę w postaci cotygodniowych odwiedzin w czystych, dobrze oświetlonych galeriach handlowych, a bardziej świadoma i wrażliwa mniejszość, będzie nieustannie pacyfikowana przy pomocy policyjnych pałek, lub – co bardziej prawdopodobne – najbardziej bezczelnej i agresywnej propagandy. Doprowadzi to, że wspominana mniejszość coraz bardziej będzie stygmatyzowana, jako ci, którzy stanowią jedyne, realne zagrożenie dla naszego codziennego spokoju i naszej cichutkiej i cierpliwej nadziei.
I to jest pierwsza zła wiadomość. Druga natomiast jest taka, że na ten scenariusz nikt z nas prawdopodobnie nie będzie już umiał nic poradzić. Bo nawet jeśli wobec tego co niechybnie nastąpi, zachowamy pełną wstrzemięźliwość i nie damy się wciągnąć w jakikolwiek ciemne operacje Systemu, to i tak wszystko się będzie toczyło zgodnie z planem. Doskonale to widać na przykładzie wydarzeń najnowszych. Jak już wcześniej starałem się pokazać, ale też przecież, jak wszyscy choćby średnio zorientowani obserwatorzy wiedzą, organizatorom wczorajszego marszu udało się zachować pełną niezależność wobec działań Systemu. Jednak, kiedy wsłuchamy się dochodzący dziś do nas szum oficjalnego przekazu, nie powinniśmy mieć wątpliwości, że nawet gdyby te 30 tys. osob biorących udział we wczorajszym święcie, roztropnie zostało w domu, a całość tej awantury miała miejsce tylko tam, gdzie została zorganizowana przez tych Niemców, ich polskich przyjaciół i zwołanych przez nich – świadomie, czy nieświadomie – miejscowi chuliganów, propagandowy efekt byłby dokładnie taki jaki jest dziś. A zatem pewien bardzo bliski mi człowiek i tak toczyłby pianę, że wczoraj Romaszewski ze stadionową żulownią spalił miasto, a Donald Tusk – którego chyba juz na stałe będę tu traktował wyłącznie jako symbol – też powiedziałby dokładnie to samo, co powiedział dzisiaj, a czego ze względu na swoją wrodzoną delikatność nie będę cytował.
Co więc nam pozostaje? Wygląda na to, że niewiele. Ja oczywiście nadal będę prowadził ten blog, licząc na to, że kogoś płynące z niego słowa wzruszą i że dzięki temu wzruszeniu jakoś przeżyję ten niełatwy czas. A my wszyscy? Nie wiem. Wygląda na to, że powinniśmy się modlić. I chyba bardziej niż kiedykolwiek, przede wszystkim za polski Kościół i naszych biskupów. Bo w tej chwili najprawdopodobniej wszystko jest w ich rękach. Chyba wciąż jeszcze tak. Bo kiedy ten czas minie, zostanie nam on. Tylko on. Taki jak tu. Dokładnie taki.

34 komentarze:

  1. Toyahu Miły! A może zdarzy się cud?

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego nie przesadzajmy z tym "gandhizmem", czasem trzeba dać w mordę świni. Oni boją się TYLKO siły, więzienia i śmieszności.

    OdpowiedzUsuń
  3. @All - Ku pokrzepieniu strapionych umysłów i serc. Fragment wywiadu z Wojciechem Wenclem: - Bóg bardzo kocha Polskę. Dlatego nie pozwala nam upodobnić się do innych narodów europejskich. Wciąż z nami dialoguje, przeprowadza przez granicę śmierci, żeby odsłonić głębię wieczności i wyzwolić nas z lęku. Ta miłość jest trudna do wytłumaczenia, bo po wyjściu z komunizmu zasadniczo odwróciliśmy się od Stwórcy, postanowiliśmy żyć po swojemu, odrzucając przygotowaną dla nas historię. A jednak Bóg nieustannie widzi w nas potencjał, co wyjawił św. Faustynie Kowalskiej: "Polskę szczególnie umiłowałem, a jeżeli posłuszna będzie woli Mojej, wywyższę ją w potędze i świętości. Z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Moje".
    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20111112&typ=my&id=my03.txt

    OdpowiedzUsuń
  4. @kryska
    Obawiam się, że bez Kościoła nie damy rady.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Muni
    Czyli co proponujesz na początek? Konkretnie proszę.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah
    Witaj już prawie o północy.
    Byłem wczoraj na marszu i zrobiłem z niego relację słowno-fotograficzną.
    W zasadzie mój komentarz do Twojej notki to moje notki zamieszczone na NE i S24 (na obu identyczne choć oczywiście różniące się komentarzami innych i moimi.
    Robię to bardzo rzadko ale podlinkuję - wiem, ze wykazujesz wobec mnie nadzwyczajną cierpliwość w tym zakresie.
    Tu Wpis na NE
    i tu: Wpis na S24 .

    Wg mojej oceny wszystko zostało tak przygotowane i zorganizowane aby doprowadzić do burd na ulicach Warszawy a następnie odpowiednio to nagłośnić.
    Przekaz medialny prawie prawie się udał. Ale nie docenili roli jaką odegrali sami naoczni świadkowie, których tysiące przybyło również z całej Polski, oraz wszystkich tych którzy utrwalali to w formie wideo i zdjęć a następnie umieszczali te dowody w internecie.
    Przykład Twojego klienta może się rozszerzyć. Ja sam musiałem wykonać kilkanaście telefonów do różnych znajomych aby wskazać im źródła skąd powinni czerpać informację aby uzyskać prawdziwy obraz tego co się wydarzyło.
    Ale niezależnie od tego cel władzy i tak został osiągnięty, prawda nie dotrze do wszystkich. A u tych do których nie dotrze kłamstwo zasieje przekonanie, ze i tak nie warto się ruszać z domu bo niebezpiecznie. W domu głodno, chłodno ale bezpiecznie...
    Władza natomiast zdobywa doświadczenie jak na ćwiczeniach.
    Oni szykują się do o wiele większych zamieszek. Nawet większych niż na miarę Grecji, Anglii czy Włoch.
    Będzie się naprawdę działo gdy dmuchany budżet runie.

    Niestety nie mam optymistycznego nastroju.

    Pozdrawiam

    PS. W międzyczasie dzisiaj zmieniło się w jutro i komentarz puszczam (dzisiaj) czyli w niedzielę.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Zibik
    A Wencel to wszystko skądś wie, czy to tylko taki niby wiersz?

    OdpowiedzUsuń
  8. mały offtopic:

    http://ferfal.blogspot.com/2011/10/and-so-it-ends-for-argentina.html

    OdpowiedzUsuń
  9. @raven59
    Bardzo Ci dziękuję za te zdjęcia i relację. Bezcenne.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Rain
    Owszem - off topic. Ale za to jaki!

    OdpowiedzUsuń
  11. Toyahu zapewne wiesz, że człowieka inteligencja, a tym bardziej poznana i zdobyta wiedza nie są tożsame z mądrością, ani tym, co słowami wyraża wybitny i natchniony poeta, prorok, autor, czy inny człowiek, a stanowi dzieło - owoc ludzkiego geniuszu, czy talentu.
    Ponadto również to wiesz, że istnieją dwa rodzaje myślenia tj. myślenie liczące i rozmyślanie kontemplacyjne. Każde jest na swój sposób uzasadnione, użyteczne i potrzebne.
    W dzisiejszych czasach z jednej strony z pasją wiele spraw i rzeczy bada się, planuje i analizuje. Taki wysiłek ludzkiej inteligencji i zaangażowanie woli są nieodzowne, także szczególnie przydatne w codziennych zmaganiach, kiedy liczymy się z już istniejącymi uwarunkowaniami i okolicznościami. Myślenie liczące przede wszystkim rozpatruje najbardziej obiecujące możliwości. Jednak człowiek zbyt pochłonięty tym, co doczesne i tymczasowe nie ma dostatecznej woli, ani wolnego czasu na rozmyślania - pogłębioną refleksję. Rezygnuje wówczas z modlitwy, adoracji, medytacji, także myślenia kontemplacyjnego, które skupia się na sprawach Bożych, czy metafizycznych, ponadczasowych, doniosłych i docieka sensu, jaki panuje nad wszystkim, co istnieje.
    Papież Benedykt XVI ostro skrytykował "dyktaturę relatywizmu" panującą nad światem. - Upokarza ona rozum, ponieważ głosi, że istota ludzka nie może niczego wiedzieć z całą pewnością, jeśli nie zostało to udowodnione przez naukę.
    Ps. Dobry wywiad, a nawet autorski tekst zwykle wiele ukazuje i mówi o człowieku, lecz nie znam osobiście W.Wencla, dlatego nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na Twoje pytanie.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Zibik
    Skoro tego nie wiesz, to informacja podana nam przez Wencla ma wartość niewielką. Ze słów skierowanych do Faustyny wynika, że Pan Bóg postawił nam pewien warunek. Z tego co widzimy wszyscy, ten warunek spełniony chyba jednak nie został. A więc wciąż pozostaje pytanie, czy kiedy Wencel informuje, że umowa nadal obowiązuje, to coś wie, czy tylko sobie tak gada?

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Wrócę jeszcze do moich refleksji z Marszu Niepodległości. W przeddzień uczestniczyłem również w Marszu Pamięci jak każdego 10 miesiąca. Po mszy w Katedrze wyrusza marsz. Ze Starego Miasta pod Pałac Namiestnikowski tam gdzie zapalane były znicze i stał Krzyż poświęcony poległym w Tragedii Smoleńskiej.
    Marsz rozpoczyna "Boże coś Polskę..."
    A potem przez całą drogę dwu-, trzytysięczny tłum razem z ks. Małkowskim odmawia Różaniec Św. (wspaniałe nagłośnienie).
    Po dotarciu pod Pałac krótka modlitwa
    Przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, przemówienie Anity Czerwińskiej z GP.
    I dokończenie różańca - tym razem, tak się złożyło, że - piąta dziesiątka.
    Pierwszy wychodzi Jarosław Kaczyński - wtedy masz możliwość zobaczyć go z bliska.
    Następnie tłum się spokojnie rozchodzi, ci którzy mają ochotę i czas pozostają, skupieniu przy powstałym krzyżu ze zniczy i trwają w modlitwie Apelu Jasnogórskiego.

    Po co ja piszę o tym Marszu Pamięci gdy miałem pisać o Marszu Niepodległości?
    Otóż dlatego, że w Marszu Niepodległości zabrakło mi tej modlitwy, większej obecności Boga wśród nas. On oczywiście tam był - "Gdzie dwóch lub trzech zgromadzonych w imię moje...".
    Byli pojedynczy kapłani, jedni odziani w sutanny, innych można było rozpoznać po koloratkach.
    Ale nie było księdza, który poprowadził by modlitwę ogólną, zaintonował by pieśń kościelną.
    Oczywiście miejscami śpiewano pieśni religijne i religijno patriotyczne, widziałem też grupy osób idąc trwające w nieustannej modlitwie i odmawiające różaniec.
    Ale nie było tego ze strony organizatorów.
    Mnie się marzyło aby pochód prowadził kardynał czy arcybiskup niosący Św. Sakrament w pełnym majestacie, by odmawiano modlitwy, śpiewano pieśni. A na zakończenie odśpiewano Hymn Narodowy i "Boże coś Polskę".
    Organizatorzy ciągle zapominają, że bez Boga nie wygramy.
    W myśl idiotycznej poprawności w Marszu Niepodległości, zapominają o konieczności odwołania się do Boga - opiekuna Polski, od z górą 1000 lat.
    Bez tego nigdy nie wygramy. Nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  14. A jeżli to była świadoma decyzja Metropolity? Tego się niedowiemy.

    OdpowiedzUsuń
  15. @raven59
    Pozostaje mi tylko powtórzyć. Jeśli Kościół się w to nie zaangażuje - jest już po nas.

    OdpowiedzUsuń
  16. @kryska
    Co jest jego świadomą decyzją? Nie bardzo wiem, o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Toyah - "Jeśli Kościół się w to nie zaangażuje - jest już po nas."

    Kościół zaangażuje się na tyle ile będzie mógł i na ile będzie mu to na rękę.
    Tak naprawdę zaangażują się poszczegółni księża tacy jak Ksiadz Małkowski, jak Isakowicz-Zalewski. Znajdzie się pewnie następca Księdza Popiełuszki. A hierarchia? Będzie lawirować, mówić ezopowym językiem, wydawać wieloznaczne oświadczenia.
    Ale od pracy tych zwykłych kapłanów zależy najwięcej. Czy zechcą się poświęcić, czy starczy im odwagi i determinaji.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Jan
    Przede wszystkim, uważam że niekonieczne. Ja sobie łatwo jestem w stanie wyobrazić zaangażowanie całego Episkopatu. Niechby nawet wyrażoną tym ich językiem. Ale jednak. To jest możliwe.
    No i jednak konieczne. Pojedynczy księża mogą sobie pisać w Tygodniku Powszechnym albo występować w TVN-ie. Nam jest potrzebne zaangażowanie Kościoła hierarchicznego. Co najmniej jak za komuny.

    OdpowiedzUsuń
  19. W miarę, jak nadciąga wojna, trzeba się stopniowo przepraszać ze sferą pojęć militarnych. Przyjmując więc optykę Clausewitz’a, wojna nie jest bezładem, lecz przedsięwzięciem celowym i zorganizowanym.

    Taktyka naciągania na pusty łeb kominiarki, musztra walenia w pusty bębenek, czy pustego walenia czego innego pustego, to może i ciekawe, ale jest mało informacyjne dla podstawowego pytania: co się dzieje? Z uniformów i musztry pojedynczych warriorów oraz z taktycznych dymów ich pododdziałów można więc domyślać się celów strategicznych. Służy tu zwłaszcza zwykłe doświadczenie życiowe, nabierane przy potrzebach takich jak 3D **/

    Logistyka walenia, też jest ciekawa, ale jeśli zawiera jakieś tajemnice, to i tak dość dokładnie wiadomo, kto, kogo okrada, żeby nakarmić postępowe pododdziały Calvery*/ oraz zaopatrzyć ich twierdze, jak te na drodze do i nawet na samym Nowym Świecie. Zresztą, wynikowy kryzys też nie bierze się przecież znikąd.

    Jednak dla prawdziwego zrozumienia, co się dzieje, kluczowe jest rozpoznanie teatrów operacyjnych. Te bowiem zdradzają strategię i cel wojny, jako narzędzia realizacji docelowej polityki. Zatem teatry operacyjne układają się w logiczną całość etapów:

    1) kultura,
    2) naród,
    3) państwo,
    4) człowiek

    Wpuszczenie Palikota do Sejmu jest symbolicznym złożeniem broni w etapie pierwszym, co otworzyło bitwy etapu drugiego. W etapie czwartym niewola osobista dołączy do już wdrażanej niewoli ekonomicznej.

    PS. Dla dzisiejszych fanów Nowego Światu mam wiadomość: Huxley się mylił, co do ekonomii. Nowego Wspaniałego Świata nie będzie! Jego obsługa wymaga bowiem organizacji znacznie kłopotliwszej i kosztów większych niż, dajmy na to, cmentarz.

    -------
    */ http://www.youtube.com/watch?v=DnUbqh47mGg&feature=related
    **/ Dezynfekcja, Dezynsekcja, Deratyzacja

    OdpowiedzUsuń
  20. @toyah

    Twoja nadzieja w zaangażowanie hierarchów po stronie polskości i patriotyzmu wynika z wiary w działanie Ducha Św., tej samej wiary, którą wyraża poeta Wojciech Wencel, tyle że on bardziej widzi działanie Ducha Św. bezpośrednio na naród.
    Przyznaję, ze myślenie Wencla jest mi znacznie bliższe, nie tylko dlatego, że wynika ono z całej polskiej tradycji literackiej i historiozoficznej, ale także z przesłania wyrażanego niejednokrotnie przez Jana Pawła II, częściowo też przez Rymkiewicza.
    W stosunku do naszego episkopatu to ja już nie mam żadnej nadziei, chyba że pojawi się w nim nowa, silna osobowość na miarę Papieża i Wyszyńskiego. Na razie światełka w tunelu nie widać, a nominacja Skworca na arcybiskupa katowickiego jest najlepszym świadectwem stanu, w jakim się znalazł polski Kościół.

    OdpowiedzUsuń
  21. @orjan
    Z całą pewnością sytuacja jest rewolucyjna. I to dokładnie na każdym poziomie. Chciałbym coś więcej na ten temat napisać, ale nie wiem, czy mi się uda.

    OdpowiedzUsuń
  22. @toyah

    W sieci szeroko znany jest ten film, w którym nieumudunrowany policjant wielokrotnie kopie w twarz mężczyznę już zupełnie bezradnego (czymkolwiek wcześniej ów się zajmował, albo nie zajmował).

    Policja w zasadzie przyznała się do swojego człowieka, więc nie ma pola do pomyłki we wnioskach następujących:

    1) Policja utrzymuje utajnione pododdziały szturmowe, których rzeczywistym celem jest terror. Dlatego są skrycie umundurowane (te kamizelki kieszonkowe) i skrycie uzbrojone (te pałki teleskopowe w kieszeniach).

    2) Do ustalenia jest, gdzie zakreślono dla nich granicę działania. Tam, gdzie dla plutonu specjalnego w Wujku, gdzieś bliżej, czy gdzieś dalej?

    Dotarcie do granicy tym się bowiem różni od jazdy po bandzie, że bandy się nie przekracza, lecz banda zmienia kierunek ruchu. Tutaj banda jest ruchoma.

    OdpowiedzUsuń
  23. @Marion
    Ależ ja do Wencla nic nie mam. Lubię go słuchać i czytać. Natomiast tu mnie tylko zainteresowało, skąd on wie, jakie Pan Bóg ma wobec nas, jako Polaków, plany.
    No i jeszcze Skworc. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że on będzie dobrym Metropolitą Katowickim, tak jak dobrym Metropolitą Warszawskim byłby Wielgus. Te ścieżki są znacznie bardziej kręte, niż chcielibyśmy sądzić.

    OdpowiedzUsuń
  24. @toyah

    Wencel wspomina o natchnieniu. Jeżeli odrzucimy narzucającą się współczesnemu "rozumnemu" światu myśl, że to tylko sztafaż poetycki i romantyczne brednie, to przekonanie poety wpisuje się świetnie w cały ciąg zdarzeń w Europie.
    Naprawdę warto poczytać wiersze Wencla, bo abstrahując od wszystkiego dają one nadzieję w tych parszywych czasach.

    OdpowiedzUsuń
  25. @Marion
    Jak ja mam Cię zapewniać, że ja znam i lubię wiersze Wencla?

    OdpowiedzUsuń
  26. @toyah

    Wydawało mi się, że w jednym komentarzu z niego drwisz. Ale pewnie było to zwykłe nieporozumienie, co przyjmuję z ulgą.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Toyah

    No to chyba jest już po nas. Poniższe linki nie dają złudzeń. Kościół się zaangażował ale najwyraźniej po drugiej stronie.
    A do tego jeszcze zaczyna się pompowanie "opozycyjności" palikota względem salonu i nawet stokrotka gotowa na chwile się poświęcić.
    Brr, zima idzie

    http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/biskup-skworc-by-agentem-ks-isakowicz-zaleski-oskarza-metropolite-katowickiego_212712.html

    http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/ks-isakowicz-za-biskupem-skworcem-ciagna-sie-niewy,1,4897175,wiadomosc.html

    http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/366433,list-ws-atakow-na-monike-olejnik-w-tygodniku-fakty-i-mity.html

    OdpowiedzUsuń
  28. @Marion
    No i dobrze. Bo ja z Wencla nie drwię. Po prostu nie widzę sposobu, jak bym miał uwierzyć, że Pan Bóg nas Polaków sobie szczególnie umiłował. A już na pewno nie dziś, kiedy robimy z siebie takich bałwanów.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Elżbieta Borkowska
    Przepraszam Cię bardzo, ale tu akurat ten podział idzie kompletnie w poprzek. Ja do naszych biskupów nie mam pretensji o to, że za PRL-u kumplowali się z władzą. Bo taka jest ich natura. Oni siłą rzeczy są częścią establishmentu. Takiego czy innego. Ja do nich mam pretensje, że dziś zdradzili Krzyż i pozostawili ludzi samych sobie. Że porzucili swoje owce. O ile mi wiadomo, Skworc akurat jest dobrym pasterzem.
    A od księdza Zaleskiego wymagałbym znacznie więcej, niż od takiego Terlikowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Toyah

    Zgoda. Mi w sumie też raczej w przypadku metropolity Skworca chodzi o teraźniejszość i nieodległą przeszłość. Jak podaje ks. Isakowicz kilku duchownych diecezji tarnowskiej napisało list do kurii aby ta ustosunkowała się do serii tajemniczych "samobójstw" w obrębie diecezji. Otóż od sierpnia 2006 do lipca 2011 samobójstwo popełniło 6 kapłanów. Trochę to dziwne a gdy do tego poczytać trochę Sumlińskiego i skalę na jaką hierarchia przenika się z ludźmi służb, prosty człowiek przestaje wierzyć w różne przypadki i zbiegi okoliczności. Odnoszę po prostu przykre wrażenie, że różni wielcy RP betonują nam sufit w naszej ostatniej ostoi jaką niegdyś był Kościół.

    OdpowiedzUsuń
  31. Toyahu wg. mnie Pan Bóg nie tylko Polaków "szczególnie umiłował", dlatego pytam: - czy katolikowi albo Polakowi prawemu i dobrej woli trudno zaufać, także uwierzyć nie poecie W.Wenclowi, lecz Temu, który swoje stworzenia - istoty ludzkie pierwszy umiłował?......, albo Jego Synowi - Chrystusowi, który w słowach: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" - zawarł swoją przychylność, radykalne przebaczenie, a nawet znalazł ostatnie usprawiedliwienie wprawdzie nie tym, co "robią z siebie bałwanów", lecz tym, którzy z Niego szydzili, także drwili, a potem Go skazali i ukrzyżowali?.....

    OdpowiedzUsuń
  32. @Elżbieta Borkowska
    Przykro mi, ale nie znam sprawy. Natomiast bardzo stanowczo protestuję przeciwko takiej metodzie, która insynuuje współudział w tych samobójstwach bp. Skworca.

    OdpowiedzUsuń
  33. @toyah

    W ostatniej "Gazecie Polskiej" ks.Isakowicz-Zaleski opisał sprawę donosów bpa Skworca na Świtonia oraz serię samobójstw księży w diecezji tarnowskiej. Nie wspomniał nic o współudziale biskupa w tych samobójstwach, tylko o nieradzeniu sobie z prowadzeniem diecezji.
    Podobno w Tarnowie wszyscy odetchnęli, że biskup Skworc został awansowany do Katowic.

    Nie wiem, czy Twoje porównanie sprawy bpa Skorca i bpa Wielgusa jest uprawnione. Fakt, że wtedy daliśmy się rozegrać, ale przecież gdyby bp Wielgus tak nie mataczył, odbiór mógł być zupełnie inny.
    Kłamca, na dodatek w szatach biskupich, nigdy nie budzi sympatii ani zaufania.

    OdpowiedzUsuń
  34. @Marion
    Napisałem tu dwa teksty związane ze sprawą abp Stanisława Wielgusa. Gdybym miał dziś pisać o Skworcu, napisałbym właściwie to samo, zmieniając tylko nazwiska. Poza tym, nie jestem w stanie nic dodać.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.