sobota, 27 listopada 2021

Czy prezes Stypułkowski może zostać ministrem sprawiedliwości w przyszłym rządzie Pawła Grasia?

 

      Myślę że każdy z nas wie o tym, że wśród wielu różnych bankowych instytucji operujących na naszym terenie jest też bank o wdzięcznej nazwie mBank, a wie to choćby i stąd, że jego nazwa każdej zimy pojawia się na ekranach naszych telewizorów przy okazji dorocznego cyrku pod nazwą Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jako jeden z owego wydarzenia głównych sponsorów. Przy tym jednak z całą pewnością mniej znanym faktem jest to, że od roku 2010 prezesem tego czegoś jest człowiek nazwiskiem Cezary Stupułkowski, wcześniej prezes PZU, a jeszcze wcześniej Banku Handlowego przekształconego następnie w Citi Handlowy. Wedle powszechnie dostępnych danych, Cezary Stypułkowski, jako prezes mBanku, w roku 2019, z tytułu pełnionej funkcji, zarobił 4,7 mln zł., a w kolejnym, jak wiemy, kryzysowym roku 2020, ponad 5 mln, stając się tym samym najlepiej zarabiającym prezesem banku w Polsce.

       Ktoś zapyta, co ja mam do Cezarego Stpułkowskiego, bo z całą pewnością nie to, że on rok w rok zgarnia takie pieniądze; w końcu pierwszy lepszy piłkarz angielskiej Premier League bije go na głowę, a z pewnością jest od niego znacznie mniej inteligentny. Wcale też nie chodzi mi o to, że jak się mogliśmy od początku wszyscy domyślać, a o czym w swoich dokumentach informuje IPN, ów Stypułkowski swego czasu był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa; w końcu lepsi od niego do owej wesołej gromadki dołączyli, by wspomnieć choćby paru byłych prezydentów RP. Rzecz polega na czym innym, ale do tego by ją odpowiednio naświetlić muszę się odwołać do Onetu i tego, co jeszcze w czasach, gdy wprawdzie Polską rządziła już koalicja Prawa i Sprawiedliwości, Ligi Polskich Rodzin oraz Samoobrony, ale w głowach niektórych wciąż głównym obiektem systemowego ataku było prowadzone przez Leszka Millera, a przegniłe do szpiku kości korupcją SLD, ów Onet zechciał podać jako jedną ze swoich codziennych wiadomości. Proszę teraz na pewien czas o mnie zapomnieć i wczytać się w tamten tekst. Mamy rok 2006:

Do tragedii doszło 11 listopada 2002 r. na drodze do Gdańska w pobliżu miejscowości Powierż, przy skrzyżowaniu z drogą lokalną Wiłunie - Powierż - Bartki. Dopuszczalna szybkość w tym miejscu wynosiła 90 km/godz. Informowały o tym czytelne oznakowania. Tymczasem mimo panujących już ciemności (minęła godz. 16) i wilgotnej jezdni, volvo pędziło z prędkością 144-156 km/godz. A może nawet większą, jak oceniają biegli. Kierowcą był ówczesny prezes CitiBanku  (dawniej Bank Handlowy) Cezary Stypułkowski. Samochód, podrasowane volvo S80, był autem służbowym. Zwykle prowadził je Sylwester Osiński, kierowca zatrudniony w CitiBanku. Jednak tym razem prezes nie skorzystał z jego usług -  nie jechał sam, lecz w towarzystwie Agaty K., dziennikarki telewizyjnej. Według informatorów 'GP' Stypułkowski mógł być pod wpływem alkoholu.

Pechowo z drogi lokalnej wyjechał fiat 126p. Znajdowało się w nim trzech nastolatków: Radosław Sobotko, który prowadził,  Radys i Szczepański. Fiat zatrzymał się, aby przepuścić samochody jadące bliższym pasem w kierunku Gdańska - droga lokalna jest drogą podporządkowaną. Potem przyspieszył i próbował włączyć się do ruchu. Był bez szans - miał na to tylko 3 sekundy.  Z dokumentów wynika, że zderzenie na skutek dużego przekroczenia prędkości przez prowadzącego volvo było nie do uniknięcia. Rozpędzone auto uderzyło przednią lewą częścią swojej karoserii w tylną prawą część karoserii malucha, który skręcał w lewo przy minimalnej prędkości. Prędkość volvo w połączeniu z imponującą masą spowodowała przerażające skutki: zupełną deformację nadwozia fiata 126p, wyrwanie kilkusetkilogramowej bryły metalu składającej się z fragmentu karoserii i silnika, odrzucenie ich  kilkadziesiąt metrów dalej, a także  duże uszkodzenie przydrożnej bariery ochronnej. Kierowca fiata 126 p i jeden z pasażerów zginęli na miejscu, drugi pasażer zmarł po kilkunastu dniach w szpitalu. Cezary Stypułkowski odniósł tylko nieznaczne obrażenia.

Sprawę prowadziła prokuratura w Nidzicy. Dotarliśmy do dokumentów tego śledztwa. Policjanci z drogówki oraz ich biegły rzetelnie wywiązali się ze swoich obowiązków. Opinia techniczna dowodzi ponad wszelka wątpliwość, że Stypułkowski przekroczył dozwoloną prędkość i nie zachował odpowiedniej ostrożności zbliżając się do skrzyżowania.  Mimo to śledztwo skierowano w stronę uniewinnienia byłego prezesa PZU. Brała w tym udział nie tylko miejscowa prokuratura, ale i pracownicy CityBanku. Jak wynika z zebranych przez nas informacji, na miejsce wypadku został przywieziony kierowca Sylwester Osiński. W Nidzicy krążyła wieść, że to on został początkowo wpisany do protokołu zdarzenia jako kierowca prowadzący służbowe volvo. Dziś trudno to sprawdzić. W każdym razie chodziło o to, że był trzeźwy. Stypułkowskiemu krwi nie pobrano. Jak powiedział dziennikarzowi 'Wprost'  wiosną br. prokurator Marek Borowiecki z prokuratury rejonowej w Nidzicy,  nie było takiej potrzeby, bo dmuchanie w alkomat wykazało zero alkoholu. Decyzję o odstąpieniu od badania krwi podjął sam Borowiecki (test alkomatowy jest znacznie mniej wiarygodny od badania próbki krwi). Pierwsze zeznania Stypułkowski złożył dopiero 15 listopada 2002 r., następne - 14 lutego 2003 r. Twierdzi w nich, że jechał ‘w granicach dozwolonej szybkości’. Daje też wyraz swojemu ‘zaskoczeniu’, gdy ujrzał w bardzo bliskiej odległości fiata. Zeznania są bardzo zręczne, mają na celu stworzenie przekonania, że całą winę za kolizję ponosi kierowca malucha. Prokurator dał wiarę słowom byłego prezesa - uznał, że Stypułkowski jechał z dozwoloną szybkością, a kierowca fiata 126p spowodował wypadek, naruszając przepisy drogowe. Rzekomo miał także wjechać na drogę bez włączonych świateł, choć zeznania świadków i pierwsza ekspertyza sporządzona na wniosek policji stwierdzały, że maluch był oświetlony i dobrze widoczny. Taki sam jest sens ekspertyzy, zamówionej przez komendę powiatową w Nidzicy, otrzymanej 28 lutego 2003 r. W efekcie prokuratura w Nidzicy uznała winę zabitego kierowcy fiata. Rodziny ofiar nie otrzymały żadnego zadośćuczynienia. Śledztwo postanowieniem prokuratury w Nidzicy umorzono w kwietniu 2003 r.

O wypadku milczały media, choć początkowo był dosyć głośny, a na miejsce zdarzenia przybyli nawet dziennikarze z centralnej  prasy i telewizji. Mimo to Stypułkowski musiał odejść ze stanowiska prezesa CitiBanku. W jego oficjalnym CV  podaje się, że był to skutek konfliktu z amerykańskim właścicielem. Jeden z wysokich funkcjonariuszy tego banku twierdzi jednak, że Amerykanie nie chcieli jako prezesa człowieka, który spowodował śmierć trzech osób. Tym bardziej, że podejrzewali winę sprawczą Stypułkowskiego.  Na początku 2003 r. został odwołany i odszedł z CitiBanku.

Niemal natychmiast po umorzeniu śledztwa otrzymał fotel prezesa PZU, który jak na zamówienie został zwolniony.

Kierowany przez niego największy polski ubezpieczyciel zorganizował szeroko reklamowaną akcję ‘Stop wariatom na drodze’, skierowaną na zwiększenie bezpieczeństwa na drogach.

Wokół tragedii w Powierży zapadło milczenie na prawie dwa lata, mimo że rodziny ofiar upominały się o sprawiedliwość. Choć w wywiadzie, jakiego 14 maja br. udzielił międzynarodowemu miesięcznikowi ‘Forbes’,  Stypułkowski wspomina zdawkowo, że podobno już w 2004 r.  jakieś ‘osoby jeździły do rodzin ofiar i namawiały je do złożenia zażalenia na postanowienie prokuratury’. Sam były prezes w pierwszą rocznicę śmierci trzech nastolatków wysłał ich rodzinom listy. Podkreślał w nich, że w sumieniu czuje się niewinny oraz… przekazywał wyrazy współczucia.

Jednak po zmianie ekipy rządzącej do ministra sprawiedliwości wpłynęła skarga rodzin na umorzenie śledztwa przez prokuraturę w Nidzicy. Czynności sprawdzające podjęła prokuratura okręgowa w Białymstoku. Niebawem ma zapaść decyzja o wznowieniu śledztwa i sądzę, że będzie pozytywna. Redakcja GP jest w posiadaniu opinii  sporządzonej przez biegłego na zlecenie tej prokuratury. Ustalił on ponad wszelką wątpliwość, że sprawcą potrójnego śmiertelnego wypadku był kierowca volvo S80. To sprawstwo jest zagrożone karą więzienia do lat ośmiu”.

       Co tam było dalej, tego nie wiem, ale mogę się domyślać, że dalej już nie było nic i to samo nic mamy dziś. Niedawno cała Polska żyła szaleńczą jazdą przez którąś z polskich wsi Donalda Tuska. Jemu akurat nikt nie wyszedł na drogę, a przecież mógł, bo czemu nie. Ma szczęście cwaniaczek, bo sytuacja jest taka, że w przeciwnym wypadku prezesem wielkiego banku już by nie został. Dziś już nie. I to jest powód, dla którego stoję tu gdzie stoję od lat.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.

Czekając na pierwszą polską romantyczną komedię o aborcji?

         Parę dni temu w rozmowie ze znajomym pojawiła się nagle kwestia – już nie pamiętam jaki był kontekst owego wspomnienia – pewnej bar...