O fascynującym życiu wśród kamer i aparatów fotograficznych

 

      Kolega zapytał mnie niedawno, co to takiego się stało, że w ostatnich miesiącach niemal całkowicie z publicznej przestrzeni zniknął Lech Wałęsa. A ja w tym momencie uświadomiłem sobie, że komuś kto informacje czerpie czy to z telewizji czy nawet z Internetu, z wyłączeniem Facebooka, faktycznie może się wydać, że Lech Wałęsa zupełnie niepostrzeżenie stał się melodią przeszłości. Wyjaśniłem więc mojemu kumplowi, że gdyby on miał konto na Facebooku i korzystał z niego jak pan Zuckerberg przykazał, to by wiedział, że jest wręcz odwrotnie: Lech Wałęsa jest dziś w wyjątkowej formie i nie ma dnia, by on nie dał o sobie znać na Facebooku właśnie. Każdy kto tam bywa i, podobnie jak ja, zdecydował się śledzić codzienne losy pana Bolesława, wie że on dziś swój czas dzieli pomiędzy siedzenie na Youtubie i oglądanie co raz to nowszych i co raz bardziej sensacyjnych filmów o kosmitach, oraz przyjmowanie u siebie w Gdańsku osób chętnych do tego, by – jak rozumiem, za jakąś tam opłatą – zapozować do zdjęcia z Bohaterem Naszej Wolności, a on wówczas każde z nich wrzuci na swój profil na Facebooku i pokaże, jak to on spędza jesień swojego życia wśród ludzi, dla których już na zawsze postanie nikim innyym jak „tym” Lechem.

        A zatem, co osobiście mogę potwierdzić przez własne doświadczenie, Lech Wałęsa pokazuje się publicznie wręcz wielokrotnie w ciągu dnia i to zawsze w pełnej glorii i chwale. W tych demonstracjach jest jednak coś, co mnie bardzo mocno zastanawia. Ale zanim przejdę do rzeczy, pozwolę sobie na małą dygresję. Otóż na wspomnianym Facebooku bardzo często pojawiają się niezwykle interesujące filmiki, na których jesteśmy świadkami absolutnie wyjątkowych i zaskakujących sytuacji, których bohaterowie z jednej strony rzekomo w ogóle nie mają pojęcia, że są nagrywani, a z drugiej kamera znajduje się tuż przed ich oczami i nie ma najmniejszej wątpliwości, że oni doskonale muszą wiedzieć, że biorą udział w zwykłej inscenizacji. Mimo to, wielu z nas z zachwytem ogląda te nadzwyczajne wręcz przypadki i ani przez chwilę nie przejdzie nam przez myśl, że tam, oprócz tego co widzimy, musi być jeszcze ktoś z kamerą. A z mojego punktu widzenia odpowiedź jest dość prosta i w pewnym sensie bardzo smutna: otóż wielu z nas dziś nawet nie bierze pod uwagę takiej możliwości, że to co widzi na ekranie komputera, czy telewizora, a niekiedy wrecz na żywo, to inscenizacja właśnie i nic ponad to. W końcu, skoro widać jak na dłoni, to znaczy że to prawda.

        I teraz pozwolę sobie wrócić do Lecha Wałęsy i tych wszystkich fotek, które on wrzuca do Internetu, by pokazać nam, jak go ludzie kochają. Otóż mim zdaniem – niech mnie ktoś poprawi, jeśli się mylę – gdybym ja spotkał gdzieś na świecie Lecha Wałęsę i zapragnął mieć z nim zdjęcie, to bym go bardzo grzecznie poprosił, by zechciał mmnie przytulić, strzeliłbym sobie to selfie i  zaprezentował je na Facebooku, czy Twitterze, by moi znajomi spalili się z zazdrości. Nie widzę natomiast takiej możliwosci, by owo zdjęcie pojawiło się na profilu Wałesy na Facebooku. No bo jak? Tymczasem dziś – wspominałem już że ja aktywność Lecha Wałęsy na Facebooku śledzę od rana do wieczora każdego dnia – widzę praktycznie co godzinę, jak przebywajacy aktualnie na wypasionym wypoczynku w Arłamowie, były nasz prezydent wrzuca tam zdjęcia z osobami, które zdarzyło mu się tam spotkać. Zdjęć tych jest całe mnóstwo, nie zdziwiłbym się gdyby się okazało, że dziś już grubo ponad sto, a ja się zastanawiam już tylko, kto komu zaproponował jedno czy drugie ujęcie. Gdyby to oni byli inicjatorami owych sesji i z ich aparatu owe zdjęcia pochodziły, to nie wyobrażam sobie, by każde z nich w jednej chwili lądowało na wałęsowym profilu na Facebooku. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to to, że on – a niewykluczone że przy okazji i jego asystent z telefonem, który tam z nim na stałe siedzi w tym basenie – zaczepia ludzi i prosi by oni zechcieli  zapozować z PRAWDZIWYM Lechem Wałęsą. Oni naturalnie nie mają pojęcia, co to za dziwadło, ale się oczywiście zgadzają, bo co to im szkodzi, a on to wszystko natychmiast umieszcza na swoim profilu, z sugestią, że tak go właśnie, gdziekolwiek się pojawi, otaczają fani.

        Ja oczywiście wiem, że to co się dzieje aktualnie z Lechem Wałęsą nie jest kwestią szczególnie pociągającą, podobnie jak nie jest w ogóle ciekawy poziom szalenstwa, jaki go jakiś już czas temu opanował. Ja jednak dziś tak naprawdę nie o tym, lecz o nas. Myślę sobie mianowicie, że to jest wręcz nieprawdopodobne jak wielu z nas, patrząc na to co nam się pokazuje, nie chce sobie zadać trudu, by zapytać o tę kamerę. Kto ją tam ustawił, kto ją trzyma w ręku i po co ona nam pokazuje to co nam pokazuje.

       Zachęcam do refleksji.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?