wtorek, 19 lutego 2019

O tym jak Lech Wałęsa pokonał pana Pikusia


Po wielu naprawdę trudnych dniach, znów znalazłem się w posiadaniu laptopa, co szczególnie ważne tego samego, który mi towarzyszył przez minione blisko 10 lat. Tu muszę skierować specjalne podziękowanie do naszego człowieka w Kaliszu, który na mój dramatyczny apel zareagował niemal jako pierwszy i zadeklarował pomoc, wprawdzie  głównie techniczną, która jednak doprowadziła do tego, że dziś jestem właścicielem pięknego Sony Vaio, który wygląda i działa jak nowy, tyle że lepszy od wszystkiego co można kupić. Jednocześnie, jeszcze raz dziękuję wszystkim Czytelnikom za ich niezwykłą ofiarność, jak się okazuje znacznie przekraczającą potrzeby, i jeszcze raz zapewniam, że żaden grosz nie zostanie zmarnowany, choćby przy okazji najbliższych intencji mszalnych.
Dziś jednak przedstawiam mocno zaległy tekst, jaki ukazał się w ostatnim wydaniu „Warszawskiej Gazety”. I to na razie tyle. Właściwy komentarz nastąpi na końcu.




     Nie wiem tak naprawdę, jaki procent z dziś już ponad dwóch miliardów użytkowników serwisu społecznościowego znanego pod nazwą Facebook, stanowią czytelnicy „Warszawskiej Gazety”, gdyby jednak to akurat miejsce owo szaleństwo szczęśliwie ominęło, chciałbym podzielić się pewną refleksją, związaną z tu już z pewnością nie dającym o sobie zapomnieć Lechem Wałęsą, dla którego ów Facebook stanowi w pewnym sensie jedyny sposób kontaktu ze światem. Jako że sam staram się wykorzystywać Facebook choćby do  popularyzowania tych tu felietonów, nie umknęła też mojej uwadze owa, jak się za chwilę będziemy mogli przekonać, bardzo szczególna aktywność naszego pana Bolesława, w ostatnim zwłaszcza czasie wręcz histeryczna.
     W czym rzecz? Otóż jest tak, że Lech Wałęsa na Facebooku udziela się już od lat, jednak od czasu gdy praktycznie zrezygnował z prowadzenia swojej prywatnej strony, na której dzielił się z nami różnego rodzaju spostrzeżeniami na najróżniejsze tematy, choćby w takim stylu:
W trybie natychmiastowym oddaję do Prokuratury tą informacje i tych co publikują w tym Tych z Torunia .
To jest nie tylko Oczernianie kłamstwami ,ale też podważanie prawdy Historycznej i mojej roli od początku od skoku przez płot i dalej .
Żyją jeszcze świadkowie z obu stron konfliktu , należy to dokładnie że szczegółami wyjaśnić .
Pojawia się po raz KOLEJNY koncepcja jakoby dowieziono mnie na strajk motorówką .
Przysięgam na wszystkie świętości , że ja w tym nie uczestniczyłem ,Więc sobowtór .
Jeśli taki scenariusz był realizowany przez służby ,są dowody i świadkowie to BYŁ WYROK ŚMIERCI NA MNIE”.
     Tamto, jak widzimy, to był układ dowolny, dziś Wałęsa jest bardziej zdyscyplinowany, no a przede wszystkim stara się swoją aktywność kierować, nie tylko na swoją wielkość, jak to miało miejsce w przypadku informacji, że wraz z niejakim Baumgartnerem zamierza pobić rekord świata w długości skoku na trasie Kosmos – Ziemia, ale też na zewnątrz, i ostatnio wrzucił do Sieci, znalezioną oczywiście w tej samej Sieci, informację o tym, że św. Jan Paweł II, kiedy jeszcze nie był papieżem, lecz skromnym Karolem Wojtyłą, kolaborował z Gestapo. Informacja ta ukazała się w formie tak zwanego mema, jeszcze sprzed lat, gdzie widzimy młodego Wojtyłę, oraz rzekomy cytat, w którym ten jakoby zachęca Polaków, by kochali swoich niemieckich oprawców, oraz wałęsowego komentarza „Bożę, to niemożliwe”. Wprawdzie w pierwszej chwili nasz Bolesław się dość szybko zreflektował, że dał się nabrać i zaczął tłumaczyć, że on zaledwie przedstawił swoją socjologiczną analizę zjawiska pod nazwą „internetowy fejk”, po czym cały komentarz usunął, ponieważ jednak Internet ma to do siebie, że nie zapomina, my swoje wiemy i żyjemy bardzo poważnymi myślami.
      Mianowicie, powinniśmy wszyscy wypatrywać z uwagą tego co przyniesie dzień jutrzejszy. Może się bowiem okazać, że przed nami prawdziwy spektakl, z którym takie taśmy to zwyczajny Pan Pikuś.



Nie wiem, czy ta moja obserwacja jest w jakikolwiek sposób wyjątkowa, czy może ktoś jeszcze zwrócił na to uwagę, ale mam wrażenie, że to co się aktualnie dzieje z Lechem Wałęsą przekracza nasze najbardziej śmiałe przewidywania. Felietony dla „Warszawskiej Gazety” piszę już od kilku dobrych lat i – na co miałem okazję się niejednokrotnie skarżyć – cykl wydawniczy owego tygodnika sprawia, że kiedy nadchodzi piątek, sobota, czy niedziela i moje wtorkowe refleksje mogą wreszcie trafić do Czytelnika, bardzo często one są już mocno czerstwe, czy wręcz nieaktualne. Wydaje mi się jednak, że to, co się nam przytrafiło dzięki szaleństwu naszego pana Bolesława, jest wydarzeniem całkowicie bezprecedensowym. Od minionego wtorku, czyli przez zaledwie tydzień, bowiem jego ogarnęło wzmożenie, któremu można by poświęcić nie jeden, nie trzy, ale nawet siedem osobnych felietonów. Kiedy obserwuję to co on wyprawia na swoim facebookowym profilu, mam nieodparte wrażenie, że tam się faktycznie dzieją rzeczy, których nie można już potraktować prostym żartem, czy złośliwością, ale już tylko poważną polityczną diagnozą.
     Otóż jestem niemal pewny, że spektakl, o którym wspomniałem na zakończenie swojego felietonu, jest bardziej realny niż kiedykolwiek wcześniej. To że Lech Wałęsa odstawi nam numer, który całą scenę polityczną postawi na głowie i z tej awantury najbardziej oczywiście poobijani wyjdą ci wszyscy, którzy to nazwisko przez ostatnich kilka lat traktowali jako autoryzację swojej podłości, jest dziś bardziej niż pewne. Oczywiście, może się zdarzyć, że w tym dziwnym towarzystwie znajdzie się ktoś, kto temu nieszczęśnikowi odbierze komputer i wrzuci go do jakiegoś pokoju bez klamek, ale to przyniesie tylko chwilowy efekt. Już bowiem na drugi dzień pojawi się w głównych mediach pytanie „gdzie jest Lechu”, a za tym pytaniem na ulice wylegną rozhisteryzowani zwolennicy Pana Przewodniczącego i wtedy trzeba będzie wreszcie wszystko oficjalnie ogłosić.
      Niech więc oni się tylko modlą – jeśli jeszcze potrafią – żeby to się nie stało przed wiosennymi wyborami do europarlamentu.


4 komentarze:

  1. Zacząłem obserwować profil Pana Wałęsy i nawet coś mu tam pisać, doradziłem aby się zastanowił z tymi pozwami sądowymi bo może być tak, że zaczną grzebać w papierach i wtedy?
    Trwało to ze dwa dni i teraz nie mogę nawet obserwować tego profilu.
    To było po tym jak na memie z Piotrem Dudą jako zomowcem znalazłem też Tuska i samego Wałęsę. (za to też Wałęsa przepraszał)
    Jakiś administrator mnie zablokował bo nie sądzę aby sam Wałęsa potrafił takie rzeczy robić.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ale jest jeszcze Orkiestra Świątecznej Pomocy i chyba zwolni się stanowisko jej wodzireja. Pan Lechu ma jeszcze szansę. I tak nic konkretnego nie robiłby, bo nic konkretnego do roboty by mu tam nie dali ... chyba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szanowni Państwo dajcie mu pisać! Kogo by stać na taki folklor, kto wymyśliłby takie kwiatki, jak: "Plusy ujemne", "Jestem Za a nawet Przeciw". On jest jakimś rodzajem absurdu, którego nie da się przemienić w normalność. Nie wiem czy ta "normalność" byłaby społecznie korzystna, czy nie byłaby straszna...

    OdpowiedzUsuń
  4. @prozetpil

    To rzeczywiście jest pewnego rodzaju folklor, który może mieć nawet (i miewał także dla mnie!) pewien sympatyczny urok.

    Jednak, tfu, na psa urok! Folklor nie może być popierany, gdy działa na szkodę. Dlatego, że czynność i fakt szkody ulegają wtedy rozmyciu i zbagatelizowaniu.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.