środa, 13 lipca 2016

Łukasz Warzecha, czyli systemowa mizofobia

Przebojem wczorajszego dnia w Sieci była wypowiedź, jakiej nam udzieliła na swoim Facebooku Agata Młynarska, kiedyś córka popularnego piosenkarza Wojciecha Młynarskiego, a dziś gwiazda telewizji, oraz wydawanego przez sieć Rossmann magazynu „Skarb”. Gdyby ktoś coś przegapił, przypomnę. Otóż podczas letniego wypoczynku nad morzem, Agata Młynarska zawitała do Władysławowa i to, co zobaczyła, zrobiło na niej takie wrażenie, że siadła do komputera i wygłosiła następujące oświadczenie:
We Władysławowie jest totalny armagedon – zjechali wszyscy państwo Kiepscy z rodzinami i przyjaciółmi. Wszędzie gra muzyka, w każdej knajpie faceci w gastronomicznej ciąży opędzają się od swoich dzieci i umęczonych żon. Wiadomo, dobry browar to podstawa! Czy jest na to jakaś rada? Owszem. Przejażdżka rowerem wzdłuż Zatoki, no i joga na balkonie hotelu o zachodzie słońca”.
Ktoś się zapyta, skąd ten zgiełk. Czemu zwykła, dość prosta i w żaden sposób kontrowersyjna obserwacja wywołała aż taką reakcję. Otóż wbrew pozorom, sprawa jest znacznie bardziej interesująca, niż się wydaje. Przede wszystkim chodzi o Władysławowo. Ja oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że Agata Młynarska, udając się na wypoczynek, nie wybrała Władysławowa, lecz tylko przez Władysławowo przejeżdżała w drodze do Gdańska, czy Sopotu. Jednak zastanówmy się, proszę, co trzeba mieć w głowie, jakie doświadczenia, jaki stan zwykłej ludzkiej świadomości, by nie wiedzieć, czym jest owo Władysławowo? To ja, kiedy jeszcze w głębokim PRL-u jeździłem z moją wówczas jeszcze ukochaną nad morze, owo Władysławowo omijaliśmy maksymalnie szerokim łukiem i pędziliśmy do Chałup, Kuźnic, czy do Jastarni. Władysławowo to zawsze i wyłącznie było miejsce dla rodzin z małymi dziećmi, które jedyne czego potrzebują, to pojeździć na karuzeli i napić się oranżady, a biednym rodzicom pozostaje jedynie znaleźć tę jedną chwilę, kiedy można usiąść i napić się piwa, lub jakiegoś drinka. To jest Władysławowo, a więc miejsce, którego normalny, pragnący wypoczynku, człowiek unika.
Z tego co czytamy na Facebooku Agaty Młynarskiej, ona nie dość, że tam się postanowiła zatrzymać, to jeszcze odwiedziła „wszystkie” knajpy, licząc na to, że tam spotka swoich znajomych z Warszawy, dyskutujących o szansach KOD-u na najbliższe lata, a tam, okazało się – Kiepscy.
Jak można skomentować postępowanie Agaty Młynarskiej? Pierwsze co przychodzi do głowy, to uznać, że ona jest jeszcze jedną idiotką, taką jak cała reszta jej znajomych z telewizji, tyle że od nich głupsza. Oni bowiem ani do Władysławowa, ani nad Białe Jezioro pod Włodawą, ani w ogóle nigdzie, gdzie mogą spotkać zwykłych ludzi, nie zaglądają i dalej spokojnie żyją złudzeniami. Drugie rozwiązanie, to zwrócenie się bezpośrednio już do Młynarskiej z pytaniem, czy ona nie zauważyła ciężkiego spięcia między tym co wyprawia jej umysł, a tłem na którym ona, w tak bezczelny sposób, zbudowała swoją karierę, a więc takimi choćby piosenkami jej ojca, jak „W razie czego przypomnijcie sobie Zdzisia”, czy „Bynajmniej”. Można też ewentualnie uznać, że Agata Młynarska, podobnie jak jej były chłopak, Jarosław Kret, Daniel Olbrychski, czy Justyna Steczkowska, już od wielu lat nie są ludźmi, lecz klasycznymi alienami i to co oni mają w głowie, w ogóle nie powinno nas interesować. I ja, szczerze powiem, wybieram to ostatnie rozwiązanie. A zatem, o Młynarskiej koniec.
To natomiast, co jest warte uwagi, to reakcja na słowa Młynarskiej, jaką się popisał jak najbardziej „nasz” publicysta, Łukasz Warzecha. Otóż kiedy z każdej strony Agata Młynarska była obrzucana najbardziej okrutnym szyderstwem, pojawił się ów Warzecha i zakomunikował, że on się z Młynarska zgadza, z tą różnicą, że on pogardę do owej szczególnej, zgromadzonej na plażach i deptakach Władysławowa, części polskości czuł jeszcze wtedy, gdy to nie było modne. Właśnie tak: „Niestety, tu akurat Młynarska ma rację, a ja o tym pisałem, zanim to było modne”.
I to jest, moim zdaniem, temat – reakcja Łukasza Warzechy. Nie ta biedna, odmóżdżona przez los, jaki ją spotkał, istota, ale on, czołowy prawicowy publicysta i komentator, który wyskakuje jak te pajacyk z pudełka i ogłasza, że on głosił pogardę dla Polski wtedy, kiedy to jeszcze nie było modne. Ja na temat Łukasza Warzechy słyszałem już wcześniej różnego rodzaju, mniej lub bardziej, prywatnie formułowane informacje, i z nich zawsze wypływał obraz człowieka, który nigdy nie mówi dzień dobry, w obawie by mu się przy tym nie zachlapał sweterek. Przez lata też czytałem i słuchałem różnych wypowiedzi Warzechy, z których wynikało jednoznacznie, że jego poglądy ludzkość i świat nie różnią się w najmniejszym stopniu choćby od tych, parokrotnie, i jakże dobitnie, formułowanych przez Donalda Tuska i jego polityczne środowisko. A zatem, można by i nad jego tu obecnością machnąć ręką. Rzecz jednak w tym, że w momencie gdy on właśnie uznaje za stosowne zareagować na wystąpienie Agaty Młynarskiej tego typu laudacją, to tym samym ujawnia bardzo starannie dotychczas skrywaną część siebie, ale też, jak się obawiam, coś co najpewniej ukrywa większość reprezentowanego przez niego środowiska. Bo otóż jest bardzo duża szansa, że to wszystko stanowi zaledwie część wspólnej drabiny, której szczyt okupuje oczywiście Agata Młynarska, tuż pod nią siedzą przycupnięci wspomniana Justyna Steczkowska z Danielem Olbrychskim, trochę niżej Łukasz Warzecha, a zaraz pod nim jego koledzy choćby z redakcji „W Sieci”, czy „Do Rzeczy”, Karnowskich, czy Ziemkiewicza z tego towarzystwa nie wyłączając. A jedyne co ich wszystkich różni, to odwaga, z jaką jedni czy drudzy od czasu do czasu zapuszczają się w miejsca, gdzie można spotkać człowieka, i to nie daj Boże – Polaka.

Zapraszam wszystkich do księgarni państwa Maciejewskich pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować moje książki. Gorąco polecam.

3 komentarze:

  1. Można się dowiedzieć gdzie ten cały Warzecha to napisał

    OdpowiedzUsuń
  2. @kola kola juki
    Na Twitterze w odpowiedzi na wpis Młynarskiej.

    OdpowiedzUsuń