środa, 20 lipca 2016

O Skale i o tym, który buduje chaos

Wczoraj, tuż po Wiadomościach, w publicznej telewizji, pokazał się Papież Franciszek i w związku ze zbliżającymi się Światowymi Dniami Młodzieży powiedział do nas parę słów. Co to były za słowa? Szczerze mówiąc, nie umiem ich ani powtórzyć, ani nawet streścić. To było normalne wystąpienie, w tym wypadku samego papieża, jednak wydaje mi się, że gdybyśmy na jego miejscu mieli któregoś z naszych biskupów, efekt byłby dokładnie ten sam. Zwykłe słowa zwykłego księdza.
Czy mnie to dziwi, czy nie daj Boże oburza? Czy ja może spodziewałem się jakichś fajerwerków? W żadnym wypadku. Przede wszystkim, ja od księży, biskupów, i jak najbardziej też papieży, gdy chodzi o ich wystąpienia przy okazji różnego rodzaju wydarzeń, nie oczekuję jakiś szczególnych popisów. To, że oni się pojawiają i po prostu są sobą, wystarczy mi w zupełności, i daję słowo, że to jest wszystko, na co ja liczę i czego się po nich spodziewam. Dla mnie Kościół jest przede wszystkim znakiem i oparciem, a w żadnym wypadku intelektualną rozrywką.
Jak wiemy, nieco ponad tydzień temu wydałem swoją córkę za mąż i podczas uroczystej mszy kazanie wygłosił zaprzyjaźniony ksiądz. Kazanie było piękne, powiedziałbym wręcz, że jedno z najpiękniejszych, jakie w życiu słyszałem. Podczas wesela rozmawialiśmy trochę i mówię do naszego kumpla księdza, że ładnie się przygotował i ja jestem mu z tego powodu zwyczajnie wdzięczny. Na co on, proszę sobie wyobrazić, odpowiada mi, że on się do niczego nie przygotowywał. On wygłosił kazanie dokładnie takie samo, jakie wygłasza od lat na wszystkich ślubach, bo to jest jego kazanie i on nie widzi powodu, by je zmieniać. Kościół bowiem nie jest po to, by wprowadzać chaos, lecz przeciwnie, budować coś, czego nikt nie będzie w stanie rozproszyć.
Do czego zmierzam? Otóż przedwczoraj, a więc jeszcze zanim w telewizji pojawił się Franciszek i wygłosił do nas swoje słowa, znany nam pewnie tu i ówdzie redaktor Dominik Zdort poinformował w „Rzeczpospolitej”, że z dobrze poinformowanych źródeł watykańskich otrzymał wiadomość, że papież Franciszek jednak nie przyjedzie do Polski, by w ten sposób zaprotestować przeciwko tak zwanemu „kryzysowi konstytucyjnemu” w Polsce. Mam nadzieję, że się dobrze rozumiemy. Wedle informacji, jaki Dominik Zdort uzyskał z „dobrze poinformowanych źródeł watykańskich”, papież Franciszek, by wesprzeć sędziego Rzeplińskiego w walce z reżimem Kaczyńskiego, nie weźmie udziału w Światowych Dniach Młodzieży. I to jest wszystko na poważnie.
Ktoś się zapyta, o co chodzi? Po ciężką cholerę w przededniu takiego wydarzenia, jak Światowe Dni Młodzieży, ja się zajmuję jakimś Zdortem i jego kłamstwami. Otóż tak naprawdę wcale nie chodzi o Zdorta i Franciszka. To wszystko, to jest część znacznie szerszego planu, który, moim zdaniem, ma na celu wprowadzenie takiego napięcia w społeczeństwie, które, gdy przyjdzie odpowiedni czas, doprowadzi do kompletnego rozprzężenia i doprowadzi do chaosu, który dziś wydaje się jedynym sposobem odzyskania władzy przez gangi. Tak zwana polityka informacyjna Systemu dziś sprowadza się wyłącznie do rozpuszczania plotek, z których każda zaczyna się od frazy: „Jak się dowiadujemy…”. I nie ma znaczenia, czy tu chodzi o odwołanie przyjazdu Franciszka do Polski, czy o ciężki spór między ministrami, a premier Szydło, czy wreszcie konflikt między Jarosławem Kaczyńskim, a prezydentem Dudą. Fraza „Jak się dowiadujemy…” to dziś jedyny klucz do ewentualnego przejęcia władzy. Chodzi o to, byśmy stracili wiarę. Niedoczekanie.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, no i oglądania rozmowy ze mną na youtubie:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz