środa, 20 kwietnia 2016

Zyta Gilowska, czyli żegnaj Kapitanie

Dziś znacznie spóźniony, bo aż z zeszłego tygodnia, mój felieton do „Warszawskiej Gazety”, poświęcony zmarłej i pochowanej już Zycie Gilowskiej. Mam jednak nadzieję, że pomoże on nam jeszcze raz, po tych wszystkich dniach, poczuć potęgę tej straty, no i pożegnać Ją raz jeszcze.

Pogrzeb Zyty Gilowskiej, choć był wydarzeniem w najnowszej historii Polski czymś zupełnie wyjątkowym i przez udział w nim najwyższych przedstawicieli państwa rangę tę w pełni potwierdził, przez ściśle określoną część mediów został zlekceważony, by nie powiedzieć – zbojkotowany. Kiedy w świdnickim kościele przemawiał najpierw prezydent Duda, a zaraz zanim niezwykle poruszającą mowę wygłosił Jarosław Kaczyński, telewizja TVN24 zajmowała się końmi Shirley Watts i opiniami o Polsce krążącymi wśród niemieckich dziennikarzy, a w wieczornym podsumowaniu dnia sprawie pożegnania prof. Gilowskiej poświęciła zaledwie migawkę. Wcześniej jeszcze, odkrywając swoje intencje tak, że bardziej chyba trudno sobie wyobrazić, zaprezentowała specjalnie przygotowane na tę okoliczność wspomnienie, którego znaczną część wypełniła kwestia dawno już rozstrzygniętych, a dotyczących Gilowskiej, wątpliwości lustracyjnych, a więc uciekając się do argumentów dla tego akurat towarzystwa dość obcych.
Przyznać muszę, że tego typu postepowanie było dla mnie pewnym szokiem. Oczywiście ja sam, znając Zytę Gilowską osobiście, utrzymując z nią przez kilka ostatnich lat dość bliski kontakt, doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, jakiego formatu człowiekiem ona jest, a dziś już ze smutkiem stwierdzam, że była. Miałem jednak też przy tym świadomość, że w tak zwanej przestrzeni publicznej, czy bardziej precyzyjnie mówiąc, systemowej propagandzie, funkcjonowała ona jako ktoś, kto choć wprawdzie się stoczył, to jednak wciąż należał do tej rzekomo lepszej strony polskiej sceny. Ów atak więc mnie, owszem, zaskoczył, a mimo to w pewien sposób moralnie umocnił, gdyż dzięki niemu zrozumiałem, że oni przez te wszystkie lata musieli o prof. Gilowskiej myśleć dokładnie tak, jak ja sobie mógłbym tylko wymarzyć, a więc z czystą i zimna nienawiścią. Kiedy zobaczyłem, jak oni ja potraktowali, kiedy już odeszła, doszedłem do przekonania, że to naprawdę musiał być ktoś nie byle jaki, by u tej bandy satanistów wzbudzić taką wściekłość.
Gdy chodzi o Zytę Gilowską, w wielu środowiskach przez wiele lat utrzymywało się wybitnie mylne przekonanie, że oto wśród nas pojawiła się osoba ideologicznie kompletnie obca, którą, jeśli powinniśmy szanować, to tylko przez jakiś nie do końca zdefiniowany kompleks Jarosława Kaczyńskiego, wobec którego pozostajemy bezradni. Dziś, kiedy już odeszła do Pana, nawet gdybym nie wiedział tego co wiem, wiedziałbym, że sposób, w jaki ona została potraktowana przez System, daje nam potwierdzenie jej najwyższych kwalifikacji. Ale ja swoją wiedzę mam. A jest to, jak już wspomniałem wiedza pochodząca z samej głębi naszej osobistej znajomości. Myślę, że znakomitym argumentem na ten czas po, będzie fragment z listu, który od niej otrzymałem, kiedy, choć bardzo słaba, jeszcze żyła. Proszę wsłuchajmy się w te słowa i zrozummy wreszcie, kogo Polska straciła:
Trzeba zwrócić się do Opatrzności, pamiętać o Przodkach i łapać dystans. W takich przypadkach cytuję sobie świętego Augustyna – ‘Ziemia jest naszym okrętem, nie siedzibą’. Zresztą, ‘Wszystkie włosy na naszej głowie są policzone’. To fakt”.

Wszystkich zapraszam do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie jak zawsze są do nabycia moje książki. Polecam serdecznie i szczerze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz