W co zmienił się wosk, czyli jeszcze o zwycięstwie

Ponieważ po opublikowaniu wczorajszej notki, dostałem dość dużo próśb o przypomnienie swojego tekstu z listopada zeszłego roku, w którym zapowiedziałem zwycięstwo Andrzeja Dudy, ilustrując go słynnym już zdjęciem śpiącej pary prezydenckiej, z prawdziwą satysfakcją spełniam te oczekiwania. Jest jednak jeszcze jeden powód, i to powód kluczowy, dla którego tamten tekst dziś przypominam. Otóż wówczas moja dziurawa pamięć pomyliła kilka bardzo istotnych faktów, bez czego owe refleksje byłyby znacznie bardziej poruszające. A więc dziś wypada mi tamtą notkę odpowiednio naprawić. Zapraszam:

Prawo i Sprawiedliwość – a tak naprawdę, jak się należy domyślać, Jarosław Kaczyński – ogłosiło, że kandydatem zjednoczonej prawicy na prezydenta w przyszłorocznych wyborach będzie Andrzej Duda… no i, jak można było mieć pewność, podniósł się odpowiedni rwetes. Co za nim stoi? Jakie zmartwienia? Jakie dylematy? Otóż jeden i tylko jeden. Wedle powszechnej opinii bowiem Duda przeciwko Komorowskiemu nie ma szans. Kto inny może tak – on nie. Ja oczywiście wiem, co za tego typu reakcją stoi i do pewnego stopnia ją rozumiem, niemniej jednak chciałbym tu dorzucić swoje trzy grosze, a podejrzewam, że owe grosiki mogą niektórych z nas wybić z owego – dla mnie oczywistego – ogłupienia.
Ponieważ od roku już 2010, a więc czwarty już, jak by nie liczyć, rok, prezydentem RP jest Bronisław Komorowski, większość z nas uznała, że cokolwiek by o tym dziwnym człowieku nie mówić, to jest jednak ktoś. Zdrajca, zaprzaniec, ruski agent, głupek, mąż swojej żony – a mimo to, jednak ktoś, i to na tyle ktoś, że choćby wyniki badań opinii publicznej wskazują na to, że my Polacy Komorowskiego lubimy i szanujemy i że w całym kraju nie ma instytucji, której byśmy bardziej ufali, niż jemu i tej kobiecie. A ja to podejście uważam z jednej strony za w sposób oczywisty błędne, a z drugiej dowód tego, jak tak wielu z nas dało się najzwyczajniej w świecie otumanić. Otóż rzecz polega na tym, że Bronisław Komorowski, jeśli choć na krótką chwilę zapomnimy o naszych kompleksach, to jest ktoś absolutnie najgorszy. Komorowski, jeśli spojrzeć na niego bez owych kompleksów, wynikających przede wszystkim że świadomości, że, jak by nie patrzeć, to jest jednak prezydent, a poza tym prezydent, który wedle wszelkich danych jest przez nas szanowany i lubiany, pokaże nam się on, jako kompletne i absolutne dno. Jeśli spojrzymy na Komorowskiego bez tej okropnej iluzji, zobaczymy, że od niego lepszy jest każdy, i to nie mówię o każdym, choćby najgłupszym polityku Prawa i Sprawiedliwości, ale również o Sikorskim, Tusku, Halickim, Nowaku, Palikocie, ale też o takich tuzach polskiej polityki, jak Ryszard Kalisz, Włodzimierz Czarzasty, czy Leszek Miller. Oni wszyscy od Komorowskiego są lepsi pod każdym względem. I co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości. Tu nie ma ani żartów, ani przesady. Jako prezydent, w mniejszym stopniu od Bronisława Komorowskiego, kompromitowałby nas Włodzimierz Czarzasty.
Ktoś mi pewnie na to powie, że owszem, ja mogę sobie tak gadać, niemniej, to on akurat, a nie kto inny, cztery lata temu został prezydentem, i to on dziś, a nie kto inny, jest jakoś tam przez naród co najmniej tolerowany. Owszem, zgoda, tyle że ja bym bardzo chciał przypomnieć tym, którzy lubią rzeczy zapominać, jak to się stało, że to właśnie on został tym prezydentem. Zanim jeszcze doszło do katastrofy w Smoleńsku i zginął prezydent Kaczyński, trzeba się było przygotowywać do nowych wyborów. Prawo i Sprawiedliwość, jak wiemy, liczyło na drugą kadencję Lecha Kaczyńskiego, natomiast Platforma Obywatelska najpierw ogłosiła, że ich naturalny kandydat, a więc Donald Tusk z udziału w tej konkurencji rezygnuje, a następnie zorganizowała tak zwane „prawybory”, gdzie do walki stanęli Komorowski i Sikorski. Dla każdego w miarę przytomnego obserwatora pierwszą rzeczą bez dyskusji było to, że Lech wygra zarówno z jednym, jak i z drugim, ale też i to, że jeśli jego kontrkandydatem zostanie Komorowski, zwycięstwo to będzie przygniatające, niewykluczone, że już po pierwszej turze. No i nagle wyszło na to, że Sikorski tę rywalizację przegrał, a Platforma Obywatelska przeciwko znienawidzonemu prezydentowi wystawi Komorowskiego.
Od tamtego czasu pojawiło się wiele teorii na temat tego, dlaczego oni postanowili do tej walki – przypomnijmy, że walki o wyjątkowo dużym dla nich znaczeniu – delegować kogoś takiego, jak Komorowski. Prof. Zyta Gilowska na przykład zasugerowała swego czasu, że to jest zagadka, której my przez bardzo długi jeszcze czas, nie rozwiążemy. No ale ponieważ póki co porozmyślać chyba nam jeszcze wolno, w ramach tego rozmyślania proponuję odpowiedź z mojego punktu widzenia jedyną sensowną. Otóż dla Systemu jedynym prezydentem na nadchodzące już wkrótce dramatycznie nowe czasy był właśnie ktoś taki jak Komorowski, człowiek, który oczywiście bez odpowiedniej pomocy żadnych wyborów wygrać nie byłby w stanie, a z drugiej strony ktoś, kto, kiedy już tym prezydentem zostanie, będzie całkowicie posłuszny, wręcz bezwolny. Czy tu jeszcze może nie chodziło o ów symboliczny już tylko gest pokazania nam, ludziom, którzy już wkrótce mieli się pogrążyć w owym posmoleńskim bólu, że jesteśmy nikim – tego nie wiemy, ale oczywiście wszystko jest możliwe.
Nastał więc kwiecień, biedny Jarosław Kaczyński stanął do owej beznadziejnej, jak się okazało, walki, minęła aż nazbyt pamiętna kampania, został ów Bronisław Komorowski prezydentem i dziś mamy to co mamy. Z jednej strony, świadomość kompletnego upadku, a z drugiej ów lęk, że być może my tak naprawdę czegoś nie wiemy i możliwe, że to jednak jest ktoś naprawdę wybitny. Otóż nie. Jest faktem, którego żadne moce ziemskie, czy choćby i piekielne nie są w stanie podważyć, że prezydent Komorowski jest najgorszy w tym sensie, że każdy jest od niego lepszy. A już na pewno Andrzej Duda.
I o Dudzie dziś chciałem pisać. Otóż biorąc pod uwagę, że Bronisław Komorowski jest prezydentem Systemu, a nie Polaków, prezydentem nie wybranym w powszechnych wyborach przez Naród, ale nominowanym przez System, w obliczu zbliżających się w przyszłym roku wyborów musimy pogodzić się z tym, że jeśli System uzna, że trzeba Komorowskiego zachować na tym stanowisku, on prezydentem będzie przez kolejne pięć lat. I nikt z nas nic w tej sprawie nie zrobi. Koniec. Kropka. I nie zmieni tego żadna, choćby najbardziej fantastyczna kontrkandydatura. Gdybyśmy nawet nagle spośród siebie wyłonili kogoś o przymiotach i talentach Ronalda Reagana i Margaret Thatcher i o twarzy George’a Clooney’a, jeśli życzenie Systemu będzie inne, on tych wyborów nie wygra. Wygra je Bronisław Komorowski.
I oto Prawo i Sprawiedliwość wystawia do tej walki Andrzeja Dudę i wszyscy wybuchają perlistym śmiechem. Przepraszam bardzo, ale z jakiego to powodu? W czyją to stronę ów śmiech jest skierowany? Czy naprawdę w stronę Dudy? A niby z jakiego powodu? Powiedzieliśmy już sobie, że, obiektywnie rzecz biorąc, od Komorowskiego lepszy jest każdy, a więc oczywiście też Duda. Tu jednak mamy coś więcej: Duda, obiektywnie rzecz biorąc, jest lepszy od wielu, wielu innych chętnych do tego, by kandydować w tych wyborach, a już na pewno od prof. Nowaka, który tu i ówdzie był aż nazbyt poważnie proponowany do tej roboty. Z tego co wiem, Duda wygląda nienajgorzej, jest bardzo elokwentny, inteligentny, jak się zdaje stosunkowo uczciwy, politycznie bardzo kompetentny, krótko mówiąc prezentuje się jako ktoś, przy kim wielu kandydatów w normalnej demokratycznej walce nie miałoby szans. A my tu mówimy o Bronisławie Komorowskim? Przepraszam bardzo, ale w jaki sposób Komorowski jest w stanie wygrać z Dudą, jeśli przyjmiemy, że te wybory, podobnie jak poprzedzająca je kampania, będą uczciwe? Ktoś powie, że nie będą. Ktoś powie, że propaganda Systemu Dudę rozbije w proch. No i zgoda. Ja to bardzo poważnie biorę pod uwagę, tyle, że kogo nie rozbije? Nowaka? A czemu niby Nowak byłby się jej w stanie oprzeć, skoro w lipcu roku 2010 oni pokazali, co są w stanie zrobić z samym Jarosławem Kaczyńskim?
Sprawa polega na tym, że przede wszystkim – podkreślam, z tego co o nim wiem – Duda jest dobry. Po prostu. To nie jest George Clooney, nie jest to też Ronald Reagan, czy Margaret Thatcher, ale jest dobry. Przede wszystkim jednak, jak już wcześniej się umówiliśmy, na Komorowskiego dobry jest każdy, tyle że nam nie jest potrzebny każdy, ale ktoś przynajmniej na te smutne czasy – adekwatny. Jeśli System uzna, że dość już tych oszustw, Duda wygra i to wygra być może w pierwszej turze. Jeśli nie, nie wygra ani Jarosław Kaczyński, ani nikt, kogo sobie wymyślimy. Jedno powinniśmy pamiętać: by nie dać się aż tak zaczarować. Trzymajmy się rzeczywistości. Spójrzmy na to zdjęcie i pamiętajmy – to nie oni są naszym przeciwnikiem. To są eksponaty z ruskiego gabinetu figur woskowych. Wystarczy, że temperatura wzrośnie choćby o jedną kreskę, oni się roztopią i nie zostanie z nich nawet kupka kupy. I to wcale nie dlatego, że wosk nie zamienia się w gówno.

Wszystkich jak zwykle zapraszam do księgarni Coryllusa pod adresem www.coryllus.pl i do kupowania moich książek. Tym razem śpiących smoków nie będzie, natomiast zamiast tego mam coś znacznie przyjemniejszego:


Komentarze

  1. No to pojawia się ważne pytanie. Czy system pozwolił Dudzie wygrać, czy też System przegrał po ciężkiej batalii i świetnej robocie Dudy i jego sztabu?

    OdpowiedzUsuń
  2. @betacool
    System pozwolił Dudzie wygrać, a Duda wygrał, bo był najlepszy i Duch Święty nas oświecił.

    OdpowiedzUsuń
  3. No a z innej lekcji to wiemy, że w tym miejscu to już nie ma miejsca na żarty.
    http://toyah1.blogspot.com/2015/04/ile-mozna-dostac-za-zarty-z-ducha.html

    OdpowiedzUsuń
  4. @betacool
    A ktoś sobie żartuje z Ducha Św?

    OdpowiedzUsuń
  5. Raczej nie ma w tym tej zagadki, jakiej dopatruje sie prof. Gilowska. System od czasu do czasu pokazuje zupełnie wyraźnie, że może zrobić wszystko z czegokolwiek i każdemu. Nie wiem czemu to zawsze musi być tak wyraźne pokazaywane, jak powiedzmy na filmie A. Zaprudera. Myśle, że to jest właśnie zagadką: czemu służyć ma ta ostentacja? Może System się zwyczajnie nudzi.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem, to się chyba powinno wkrótce okazać, a z dziejów wiemy, że znaki mogą być naprawdę dramatyczne. Idąc Pana tropem sięgnąłem do Biblii z komentarzami Naszego Papieża i zbadałem jak przypowieść o Ananiaszu skomentował Jan Paweł II. Przyznam, że poczułem pewien niedosyt. To były ledwie dwa słowa: "przykry epizod". Nawet tak wielkim władcom słowa czasami potrafi ich zabraknąć.

    Ja wiem, że w Tym dniu wiele osób (w tym parę mi naprawdę bliskich)zwróciło się z prośbą do Ducha. Mało tego, dostali to o co prosili. A Jego dary należy traktować z należytą powagą i przyjmować bezwarunkowo. To bardzo wielkie zobowiązania, a jak uczą dzieje nie wszyscy są im w stanie sprostać.

    OdpowiedzUsuń
  7. @momidor
    Tak. I to z czystych nudów jednym skinięciem palca zamordował prezydenta plus 95 innych osób.

    OdpowiedzUsuń
  8. @betacool
    A ja jestem niewdzięczny i stawiam warunki?
    Wiesz co? Zaczynasz mnie irytować. Weź to pod uwagę, bo stąd wylecisz.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj a 5 minut temu pochwaliłem Pana za szacunek dla nieco odmiennych poglądów.
    Nie pisałem o Panu. Pisałem o wielu osobach, w tym o osobach mi najbliższych.
    Pisałem o tym, że dla wielu z nich to może nie być łatwa próba. Ale zanim Pan wciśnie opcję "wylot"

    Dar Mądrości – by uznać, że Bóg jest miłością
    Dar Rozumu – by rozumieć prawdy wiary
    Dar Rady – by podejmować właściwe decyzje
    Dar Męstwa – by bronić wartości
    Dar Umiejętności – by dostrzegać Boga w świecie
    Dar Pobożności – by doskonalić relacje z Bogiem i ludźmi
    Dar Bojaźni Bożej – by być ufnym.

    Obrona wartości czasami kłóci się z doskonaleniem relacji z ludźmi.
    Zobaczymy co w Pana oczach okaże się ważniejsze.




    OdpowiedzUsuń
  10. @betacool
    Tu nie ma opcji "wylot". jedyne co mogę, to z panem nie rozmawiać. I powiem szczerze, że jestem temu już bardzo bliski. Bardzo jest bowiem frustrujące, gdy osoba do której sie mówi jest skupiona wyłącznie na swoich własnych starych jak świat refleksjach.

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah
    Nie piszę, że to się dzieje z nudów. Napisałem, że ostantacja jest niezrozumiała. To chyba jasne, że to nie jest to samo. By było jeszcze jaśniej: Pan Christophe de Margerie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?