poniedziałek, 18 maja 2015

Do moich przyjaciół tchórzy

Gdyby ktoś mnie pytał, minione targi, w sensie handlu, zysku i takich tam, były dla mnie czymś absolutnie najgorszym. Miałem już parę razy okazję być na tym nieszczęsny stadionie i to za każdym razem było doświadczenie na granicy katastrofy, no ale tak jak przez te dwa dni, jeszcze nie się nie czułem. Pomijając parę naturalnie miłych spotkań, muszę powiedzieć, że gdyby nie pojawienie się już niemal pod sam koniec Janusza Pichlaka – jeśli ktoś jest zbyt młody, niech sobie sprawdzi – z małżonką, którzy najzwyczajniej w świecie kupili wszystkie moje książki, a przy okazji okazali się być ludźmi absolutnie czarującymi i inspirującymi, musiałbym potraktować ten stadion i te targi, jako największą swoją porażkę. A więc, o targach tyle. Wystarczy.
Ponieważ całą wczorajszą debatę przesiedziałem w największym sukcesie III RP, czyli w pociągu Pendolino, wszystko co na jej temat wiedziałem, to to, co do mnie pisali patriotycznie wzmożeni znajomi. Przytoczę może tylko dwa fragmenty. Pierwszy, dłuższy: „Andrzej Duda, niestety, nie jest samodzielnym duchem przywódczym, tak to widać. Mój niezachwiany kandydat to w duszy taki krakowski prymusik. Komor, przykro mi bardzo, choć kłamie i manipuluje, wypada dobrze”. Drugi, krótki i w punkt: „Duda poległ. Strasznie poległ”. No i wtedy zadzwoniła do mnie moja młodsza córka i powiedziała tylko tyle: Komorowski wypił całą wodę. Duda nawet tej szklanki nie tknął. I ja już wiedziałem. Potem zadzwonił syn i powiedział, że w ciągu godziny Dudzie na Facebooku przybyło tysiąc nowych „polubień”. Ja wiedziałem, ona wiedziała i mam wielką nadzieję, że wiedzą też ci ludzie, którzy dzień w dzień przychodzą na spotkania z Dudą i niosą go na fali swojego entuzjazmu i mają w nosie Salon24 z jego mądrościami.
Ale kiedy też słyszę te drżące tchórzem głosy, przypomina mi się film „Lot nad kukułczym gniazdem”, a konkretnie scena, kiedy to McMurphy wypluwa tabletkę, którą kazała mu połknąć siostra Ratched, a wszyscy ci biedacy aż się kurczą z przerażenia, że co to będzie, jak ona się dowie, co on zrobił; jak on się nieroztropnie sprzeciwił władzy. Otóż tu mamy sytuację niemal identyczną. Już wszyscy byliśmy tak pewni siebie, tacy zadowoleni, tacy przekonani o tym, że Komorowskiemu nie pomogą już ani pastylki, ani zastrzyki, ani nawet czary, bo przecież pojawił się ten nasz Duda i, jak w tamtym filmie McMurphy, pokazał nam tę wolność i obiecał, że wszystko za nas załatwi… i nagle Komorowski tupnął nogą – tupnął tak jak on, dokładnie tak jak on, ani troszkę zgrabniej i mocniej – a my natychmiast stajemy na baczność i meldujemy się gotowi służyć władzy. Co za smutek! Co za żal!
Bardzo przepraszam, ale dalej już ani słowa, bo jestem w takim nastroju, że jeszcze chwila, a powiem Wam, że zwyczajnie na tego Dudę nie zasłużyliście. Najpierw to powiem, a potem Wam to udowodnię.

Książki są tak jak dotychczas w księgarni na stronie www.coryllus.pl.


2 komentarze:

  1. Jest taki serial tv pt."Ranczo"
    w którym Czerepach wyuczył wójta
    Kozioła trzech uniwersalnych odpowiedzi na ewentualne pytania
    dziennikarzy.Komorowski w debacie
    dosłownie to skopiował.Więc mamy
    wybór wójt Kozioł(któremu Czerepach
    uciekł do Brukseli)czy amerykanka.
    Dla ludzi oglądających ten serial
    wybór jest prosty(a jest ich kilka
    milionów), tylko jak z tym dotrzeć
    do sztabu pana Dudy.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.