Andrzej Duda, czyli jak oddać sprawiedliwość pani od przyrody

Ponieważ zależało nam, by podczas spotkania z Andrzejem Dudą w siedzibie śląsko-dąbrowskiej Solidarności, znaleźć się jak najbliżej sceny i w ten sposób spokojnie i względnie komfortowo obejrzeć sobie kandydata, posłuchać tego, co nam powie, na miejscu byliśmy już godzinę przed czasem. Okazało się, że dużo za późno, bo kiedy przyszliśmy, nie dość, że wszystkie siedzące miejsca były już zajęte, to w ogóle sala była wypełniona niemal po brzegi. Ustawiliśmy się więc pod ścianą i właściwie od razu okazało się, że lepiej nie mogliśmy trafić, bo przede wszystkim to tamtędy przyszło Dudzie wchodzić do sali, a więc też przy okazji uścisnąć nam wszystkim dłonie i pozwolić sobie zrobić ładne zdjęcie, no a poza tym wyszło na to, że wszyscy ci, którzy przezornie przyszli jeszcze wcześniej, i tak nic nie widzieli, bo im całość zasłonił tłum reporterów z kamerami.
Przyszedł Duda i ani – tu informacja dla tych, którzy przez minione 10 lat bardzo starannie przedstawili swoją wizję dobrej prezydentury – nie wyglądał jak kartofel, ani nie miał 160 cm wzrostu, nie mamrotał, nie ciamkał, nie przysypiał, nie ciągnął za sobą budki z napisem „toi toi”, nie robił wrażenia człowieka pijanego, w dodatku wygłosił krótkie, mocne i bardzo treściwe wystąpienie, które wzbudziło jednoznaczny entuzjazm, i pojechał dalej, do Rybnika, Mikołowa i Jaworzna, by apelować do każdego, kogo spotka, o poparcie dla dobrej zmiany.
I stało się tak, że zaraz po tym, jak przyszliśmy, tuż obok nas stanęła kobieta, która, kiedy chodziłem do liceum, jako jeszcze bardzo młoda nauczycielka, uczyła mnie biologii, następnie została tam dyrektorką, prowadziła szkołę przez 13 lat, czyniąc z niej zdecydowanie najlepszym liceum ogólnokształcącym w mieście, a dziś już jest na emeryturze. Ponieważ mieliśmy tę godzinę czekania, spędziliśmy ją na wspomnieniach. I proszę sobie wyobrazić, że moja pani od przyrody opowiedziała mi, jak to w roku 2004 została członkiem Prawa i Sprawiedliwości, a następnie kandydatem w wyborach do Sejmu, i od tego czasu zaczęła być konsekwentnie i bez żadnej litości niszczona przez wszystkie możliwe instytucje Systemu. Opowiadała mi, jak w roku 2005 odbył się konkurs na dyrektora szkoły, który ona wygrała i który został natychmiast unieważniony przez prezydenta Uszoka, po zaskarżeniu decyzji, dyrektorka sprawę wygrała i jeszcze dwa lata popracowała w swojej szkole, jednak nieustanne kontrole, połączone z kampanią zastraszania, nienawiści, ośmieszania i szczucia, przy otwartym bojkocie ze strony bardziej zaangażowanej politycznie części grona nauczycielskiego, które wyczuło ów znany nam aż nazbyt dobrze swąd, doprowadziły do tego, że moja pani od biologii, dyrektorka mojego liceum, ostatecznie zrezygnowała z walki i w roku 2007 przeszła na wcześniejszą emeryturę. A wszystko tylko przez to, że – podkreślmy to może dziś szczególnie mocno – okazała się być „pisowskim bydłem”.
I wczoraj wpadliśmy na siebie po latach podczas spotkania z Andrzejem Dudą, na które oboje przyszliśmy, by go wesprzeć w jego staraniach na rzecz Ojczyzny.
Pora na refleksje. Otóż mamy Andrzeja Dudę, a naprzeciwko niego Bronisława Komorowskiego, o którym mój syn wczoraj powiedział, że gdyby on stawał do tych wyborów z pozycji zwykłego kandydata, a nie Prezydenta RP, przegrałby nawet z tym jakimś Tanajno. Komorowski jest bowiem tak jednoznacznie beznadziejny, że gdyby nie to nazwisko, te media i ta nienawiść do PiS-u, jego by tu od dawna nie było. Ale to jest tylko jedna strona tej opozycji. Otóż obok Komorowskiego, stoją tacy ludzie, jak Braun, Wilk, Kukiz, czy Kowalski, i każdy z nich ogłasza, że jeśli on zostanie prezydentem to albo Polska będzie wreszcie Polską, albo zostaną wprowadzone JOW-y, albo przestaną istnieć wielkie partie, albo odpowiedniego wymiaru nabiorą takie wartości, jak Kościół, Rodzina i Strzelnica, a my wszyscy będziemy mogli z uśmiechem na twarzy umrzeć, nie jako obywatele, ale jako poddani.
A ja mam wciąż w głowie historię, którą opowiedziała mi moja pani od przyrody, ale też i tę swoją, którą i ja jej opowiedziałem, jak to w pewnym momencie wyszły na jaw moje poglądy i z dnia na dzień straciłem pracę, i ku uciesze ludzi złych i gnuśnych musiałem przez całe lata żyć dzięki wsparciu przyjaciół. No i nie mogę też przestać myśleć o Andrzeju Dudzie, który wczoraj zrobił kolejny krok do wyrwania Polski z ich rąk. Przy kompletnej ciszy, przerywanej szyderczymi komentarzami, ze strony mediów, i owymi pełnymi troski dyskusjami tak zwanych „naszych” na temat tego, czy bardziej antysystemowy jest Kukiz, czy Braun.

Postanowiłem wczoraj podarować Andrzejowi Dudzie swój pierwszy wybór felietonów zatytułowany „O siedmiokilogramowym liściu i inne historie”. Pomyślałem sobie, że może tamta relacja z oblężenia, które w ten czy inny sposób przeżywamy już dziesiąty rok, w tych naprawdę niełatwych dniach, paradoksalnie go wzmocni. Jeśli ktoś tej książki nie zna, albo zechce ją kupić komuś w prezencie, zapraszam na adres http://coryllus.pl/?wpsc-product=o-siedmiokilogramowym-lisciu-i-inne-historie. Już do wyczerpania nakładu cena zaledwie 15 zł. Polecam gorąco.

Komentarze

  1. Ja Ci powiem, że on na prawdę jest dobry ten Duda. Jest znacznie lepszy od Lecha Kaczyńskiego. Szkoda tylko, że to się w tej kampanii nie liczy.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Integrator
    Ja jednak mam nadzieję, że się liczy. Może nie tak, jak byśmy chcieli, ale na tyle, by to wygrać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak mieliśmy problem z Krzyżakami to szukaliśmy współpracy z poganami. Bez głosów "antysystemowców" wojny się nie wygra. Dziwne, że wraz z coryllusem tego nie dostrzegacie. Zamiast posyłać do pogan poselstwo z wielce kuszącą propozycją, Wy do pogan strzelacie. Czasami trzeba poszukać wspólnoty interesów nawet tam, gdzie z racji prawdy i wiary szukać, by nie należało. Poddaję pod rozwagę. Bo ta wojna jest do wygrania ale tylko ze sprzymierzonych poganami.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Małgorzata Lipska
    Rzecz w tym, że po pierwsze ja ich wcale nie uważam za antysystemowców, a po drugie, nie lubię ich. No może trochę Brauna. Trochę.

    OdpowiedzUsuń
  5. A dawni Polacy wręcz przepadali za Litwinami i Jagiełłą? A oddali mu i królewnę i koronę.
    Proszę policzyć poparcie po pierwsze turze i wskazać gdzie w takim razie szukać głosów brakujących do zwycięstwa w rundzie drugiej.
    Zostają jedynie poganie. Może zamienić się na chwilę w św. Wojciecha albo bardziej w Cyryla i Metodego (pamiętając o coryllusie).

    OdpowiedzUsuń
  6. @Małgorzata Lipska
    Mamy tylko Dudę. Reszta to prowokatorzy. Świadomi, lub nie.

    OdpowiedzUsuń
  7. No to muszę zmodyfikować pytanie. Co będzie Pan w stanie wybaczyć Dudzie w misji bratania się z elektoratem prowokatorów, czego nie jest Pan w stanie wybaczyć sobie?
    W drugiej turze będzie niestety inny zestaw niż typowany w dzisiejszym poście. Oprócz staruszków trzeba pamiętać o milionach funkcjonariuszy i beneficjentów (tych co zajęli miejsce pani od przyrody).

    OdpowiedzUsuń
  8. @betacool
    Pierwszego akapitu niestety nie rozumiem. Co do drugiego - się zobaczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. W drugiej turze Duda będzie MUSIAŁ być dużo mniej pryncypialny niż Pańska ocena Kukiza. Będzie się musiał odwoływać do "nowszej twórczości" Kukiza. Załóżmy, że do paru tekstów z płyty "Siła i honor" - tak,tak takie coś również Kukiz nagrał. Myślę, że jeśli tych cieplejszych gestów nie wykona to zwyczajnie przegra (to najpewniej pokaże nam arytmetyka poznana po pierwszej turze). Te cieplejsze gesty mogą mieć źródło w rzeczywistym przekonaniu, że Kukiz to antysystemowiec lub wypływać z czystego wyrachowania albo z mieszanki jednego z drugim. I przekonanie o autentyczności Kukiza i polityczne wyrachowanie są dla Pana intelektualno - moralnym błotkiem. Nie pomylę się chyba, że zanurzenia się w tym błotku, Pan by sobie nie wybaczył. Wybaczy Pan Dudzie?

    OdpowiedzUsuń
  10. @betacool
    Ja nie jestem politykiem, ale komentatorem polityki. Jeśli Kukiza nie lubię, nie mam żadnego powodu, by się z tym kryć.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja to doskonale rozumiem ale w przełomowych momentach mogą decydować także słowa komentatorów.
    Ujmę to tak pod oblężoną od lat twierdzą stoi z wojskami a nawet służbami wojsk król uzurpator. Na horyzoncie pojawiają się dość liczne oddziały wiedzione przez gościa o pseudonimie artystycznym "Babinicz". A dowódca w twierdzy może napisać list do owego "Babinicza". On go bardzo bardzo nie lubi ale zdaje sobie sprawę, że od tego listu zależą i losy wojny i twierdzy i wszystkich, którzy w niej są. Czy napisze jak nie przymierzając dziś coryllus zaczynając ów list od słów: Imć zaleczony ciężki alkoholiku, muzykancie z remizy..

    OdpowiedzUsuń
  12. Zagadka:
    Jak na bardzo podobny podobny do powyższego post zareagował Piotr Wielgucki?

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozwiązanie zagadki

    betacool,

    Musiałeś popisać się wyjątkową głupotą na Kontrowersje.net i dlatego
    Twoje konto zostało usunięte.
    Jeśli miałeś słabszy dzień możesz
    założyć nowe konto i zachowywać się inteligentnie. Jeśli to Twój
    stały poziom i możliwości, nie masz szans przetrwać jako czynny
    Użytkownik, stój z boku, czytaj i ucz się wytrwale, po jakimś czasie
    ryzykuj kolejny komentarz.

    Administracja Portalu Kontrowersje.net

    OdpowiedzUsuń
  14. @betacool
    A po cholerę Ci tam to konto?

    OdpowiedzUsuń
  15. Bo znam wielu ludzi, którzy zagłosowali na Kukiza. I tych wielu ludzi wokół mnie teraz będę przekonywał, żeby nie głosowali na Bronka. Ta misja wcale taka łatwa nie będzie i będę musiał czynić ją bez podpierania się tekstem pańskim, coryllusa i matki. Nie oceniając ich jakości treść jest ta sama - zero miłosierdzia dla Kukiza i jego marsjańskiej armii.

    Mam nadzieję, że za dwa tygodnie znowu nie spotkamy się w oblężonej twierdzy.

    OdpowiedzUsuń
  16. @betacool
    Ale to nie była odpowiedź na moje pytanie, prawda?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?