poniedziałek, 2 lutego 2015

Nasi się biorą za pedałów, a zwycięstwo za progiem

Dziś krótko, bo przyszedł moment, kiedy autentycznie czuję, że brakuje mi sił. Oto tygodnik „W Sieci” na dzisiejszy poranek zapowiedział sensację. Okazuje się mianowicie, że posłanka Anna Grodzka tak naprawdę nie jest ani transwestytą, ani transseksualistą, ani nawet skromnym pedałem, lecz zwykłym facetem, który na tych swoich niby-ekstrawagancjach zbija polityczną karierę. Czy mnie wiadomość ta zdziwiła? Raczej nie. Że zaskoczyła, to i owszem, natomiast gdy chodzi o zdziwienie, to ja od pierwszego momentu, gdy ujrzałem tę niby Grodzką, nie mogłem się opędzić od pytania, jak to możliwe że ktoś, kto wkłada tyle pracy, pieniędzy i przede wszystkim determinacji, by stworzyć tego typu projekt, jest w stanie go aż tak spieprzyć. Ponieważ jednak na to pytanie odpowiedzi znaleźć nie potrafiłem, postanowiłem na tę tak zwaną „Annę Grodzką” machnąć ręką i tematem się nie zajmować. No i dziś mamy ten tekst w „W Sieci”, z którego wynika, że Grodzka to, jak mawiają nasze dzieci, normalny „fake”.
Ale nie to jest dziś moim problemem. Jak mówię, ten rozwój zdarzeń podejrzewałem od pewnego już czasu i tylko mogę się dziwić, jak to się dzieje, że owi profesjonaliści ze stajni Karnowskich potrzebowali aż tyle czasu, by przeprowadzić swoje śledztwo. To co mnie natomiast zainteresowało, to wypowiedź redaktora Łukasza „Pilota Boeinga” Warzechy, komentująca wspomniany tekst, zanim on jeszcze się zdążył ukazać. Zaczyna więc Warzecha swoją refleksję od historii posła, niejakiego Wacława Kapały, który wystartował do Sejmu z jakiegoś niezwykle katolicko-patriotycznego ugrupowania, do owego Sejmu się dostał, jednak już po chwili okazało się, że on się regularnie łajdaczy, zmusza swoje kochanki do aborcji, uzależniony jest od pornografii i w dodatku pisze teksty dla portalu racjonalista.pl. Ponieważ przeczytawszy te informację pomyślałem sobie, że warto by było tego Kapałę sprawdzić, czy on przypadkiem nie trafił do naszych, już chciałem go sobie wyguglać, kiedy rzuciłem okiem na to jedno jedyne zdanie, w którym Warzecha – zresztą w sposób dla 99 procent czytelników zupełnie nie do przejrzenia – wskazuje na fakt, że to jest wszystko taka ironia i żadnego Kapały nigdy nie było, i ze spuszczoną wstydliwie głową zacząłem studiować dalszą część refleksji Warzechy. I oto Warzecha zaczyna nagle – nagle, ponieważ naprawdę nie ma żadnego powodu, by łączyć przypadek „posłanki Grodzkiej” i „posła Kapały” z tym człowiekiem – zaczyna pisać o prezydencie Słupska Biedroniu, że niby ten Biedroń to jest taki drugi Kapała, a także taka druga Grodzka, o czym jak się okazuje już wcześniej poinformował nas redaktor Sakiewicz ze swoją jak najbardziej polską gazetą. Ponieważ informacja, jakoby Biedroń swój homoseksualizm traktował wyłącznie jako humbug pomagający mu w politycznej karierze, postanowiłem sprawę sprawdzić u źródeł i okazało się, że znów pudło. Biedroń nie udaje, i jest pedałem jak najbardziej, tyle tylko że delegowani przez Sakiewicza dziennikarze przeprowadzili pewną bardzo cwaną prowokację, w ramach której zarejestrowali się jako pedały na niemieckim portalu dla pedałów, zwabili tam chłopaka Biedronia… no i teraz wszyscy widzimy, z kim to się ten Biedroń zadaje! Ze zwykłą, panie, dziwką! I to jest ta sensacja. Prawicowe dziennikarstwo pozostaje na posterunku.
Jak już zapowiedziałem na początku, dzisiejsza notka będzie bardzo krótka. Inna sprawa, że ja już naprawdę nie bardzo mam co pisać. Powiem może tylko, że skoro to, z czym my, polski elektorat prawicowy, mamy do czynienia, zaczynając od tygodnika „W Sieci”, idąc dalej przez portal wpolityce.pl, z redaktorem Warzechą jako ich pierwszą gwiazdą, a kończąc na Samuelu Perejrze i jego antygejowskich akcjach w niemieckim Internecie, ma się sprowadzać do tropienia erotycznego życia seksualnych partnerów Anny Grodzkiej i Roberta Biedronia, z zapewnieniem, że to wszystko tak naprawdę się dzieje z myślą o Polsce, to ja uroczyście oświadczam, że tegoroczne wybory są dla mnie wyborami ostatnimi, a od przyszłego roku będę was wszystkich traktował, jak Kasię Nosowską z zespołem Hej.

Jak zawsze serdecznie polecam kupowanie mojej książki o siedmiokilogramowym liściu, która zawiera niemal sto najlepszych felietonów z początkowego okresu mojej tu działalności. To jest zaledwie 15 złotych plus przesyłka i jedno kliknięcie w obrazek tuż obok.

No i jeszcze jeden komunikat. Ponieważ nauczyciele w Katowicach mają ferie, od dziś do czwartku spędzam z panią Toyahową czas w samym centrum piekła, czyli w Pradze. Wprawdzie w środę moje dziecko umieści tu jeszcze jeden tekst, jednak w związku z brakiem dostępu do Internetu, proszę się nie gniewać, ale odpowiedzi na komentarze do czwartkowego wieczora nie będzie. Zachęcam również trolli wszystkich krajów do używania sobie, bo to naprawdę jedna z nielicznych okazji.

2 komentarze:

  1. Sz.P.Krzysztofie nie bardzo rozumiem co radosna twórczość pewnych panów ma wspólnego z Pańskim głosem oddawanym w wyborach. Nie głosuje Pan wszak jak sądzę na ową "twórczość".

    OdpowiedzUsuń
  2. @betacool
    Owszem, głosuję na nich. To oni będą rządzić. Już nie Lis z Żakowskim. Oni.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.