sobota, 19 grudnia 2015

Michał Majewski i Matka Kurka na Archipelagach Odzyskanej Wolności

Minione parę tygodni na Twitterze, pomijając codzienne emocje i nowe odkrycia, pozwoliły mi trafić na zapomnianego już niemal kompletnie przeze mnie Matkę Kurkę, który, jak się okazuje, zadaje dziś tam szyku, jako niemal najwybitniejszy obok Ireny Szafrańskiej prawicowy komentator w Sieci. Pierwszy raz go tam wypatrzyłem, kiedy nasz kolega Kozik – o ile pamiętam, w reakcji na jakieś wyjątkowo bezczelne rozpychanie się – zwrócił się do niego z grzeczna prośbą, by ten zechciał przeprosić za swoją służbę dla niesławnej koalicji antykaczystowskiej, a ten mu odpisał krótko: „Wypad pajacu”.
Zajrzałem więc na profil Matki Kurki i ze zdziwieniem zauważyłem, że, tak na oko, połowa komentarzy, jakie ów dzielny mąż każdego dnia tam zamieszcza, ogranicza się do tych właśnie słów, niekiedy tylko przetykanych jakąś mocniejszą, mniej cenzuralną, obelgą. Dlaczego, ktoś mnie spyta, ze zdziwieniem. W końcu znam tego nieszczęśnika od lat, wiem świetnie, czego się się można po nim spodziewać, a więc owo „wypad pajacu” powinno pasować do całego kontekstu wręcz idealnie. Na ale właśnie, moim zdaniem, pasuje słabo, z tego prostego powodu, że Matka Kurka to nie jest byle kto. To nie jest jakiś szalony internauta, który od dziesięciu lat hejtuje kogo popadnie, a zaczepiony umie wyłącznie wydusić z siebie kolejny bluzg. Matka Kurka to od lat ewidentny prowokator, nie z dziwiłbym się, gdyby okazało się, że ściśle związany z kolejnymi służbami, który, jak sądzę, powinien dbać o to, by go traktowano serio.
Powiem może tak. Ja i blog, który prowadzę mniej więcej od tego czasu, gdy na scenie pojawił się Matka Kurka, mamy reputację dość szczególną. To znaczy, jest wiele osób, który nas szanują i pozostają wierni tej pracy w sposób dla mnie niekiedy wręcz kłopotliwy. Jest też jednak wielu, kto wie, czy nawet nie znacznie więcej, którzy uważają mnie za chama i zarozumiałego idiotę. Ja tę sytuację z pokorą akceptuję, staram się owe emocje zrozumieć, wiernie przy tym stojąc przy swoich oryginalnych założeniach, jednak w życiu by mi nie przyszło, by posunąć się do tego rodzaju, by ludziom, którzy mnie źle traktują niezmiennie pisać „Wypad pajacu”. Owszem, kilka razy na tym blogu, kiedy trafiłem na jakąś szczególnie chamską agresję, zwłaszcza skierowaną w stronę zmarłego w Smoleńsku prezydenta, odpowiadałem słynnym i symbolicznym już, ale też, moim zdaniem, adekwatnym cytatem: „Spieprzaj dziadu”. To jednak mamy coś zupełnie szczególnego. Przede wszystkim, z tego co wiem, Matka Kurka, jeśli jest zaczepiany, to głównie właśnie z tego powodu, że jego dzisiejsza wiarygodność jest obciążona owymi ponurymi zaszłościami, i wydawałoby się, że on powinien mieć to na uwadze. Przynajmniej po to, by szlifować tę swoją, prawda, że wybitnie oszukaną, ale jednak reputację. Można by się więc spodziewać, że on na wszelkie próby grzebania mu w papierach, będzie grzecznie odpowiadał, że tak, on się kiedyś bardzo mylił i dziś z tego powodu jest mu bardzo wstyd, ale stara się swoje winy odkupić, i takie tam. Co by mu szkodziło? No co? Tymczasem on się zachowuje, jakby był prostym internetowym wariatem, jakich tu na blogach mieliśmy okazję spotykać przez wszystkie te lata nie raz i nie dwa. A przecież nie jest. Jak już wspomniałem, wiele wskazuje na to, że Matka Kurka to człowiek służb z jakimś drobnym, dla nas całkowicie nieokreślonym, zadaniem, a zatem ktoś zwyczajnie lepszy.
Dla porównania spójrzmy na twitterowy profil innego gorliwego pracownika przemysłu pogardy Michała Majewskiego, który został dziś wysłany na odcinek prawicowej publicystyki internetowej. On robi swoje i ani mu w głowie, by kogokolwiek obrażać, czy w ogóle pokazywać się, jako pisowski wariat. On zna swoje zadanie i jeśli uzna, że ktoś mu próbuje w nim przeszkadzać, to go bez zbędnych demonstracji blokuje i z jednej strony ma święty spokój, a z drugiej opinię inteligentnego i w pełni zrównoważonego krytyka ośmioletnich rządów Platformy Obywatelskiej. Nie ma żadnego sposobu, by sobie wyobrazić, że Michał Majewski odezwie się do kogoś, kogo uważa za stojącego niżej od siebie, a co dopiero do jakiegoś internetowego „hejtera”.
Ktoś mi powie, że wystarczy się przez chwilę skoncentrować na sposobie, w jaki kariera Matki Kurki się rozwija, by natychmiast przestać kwestionować jego metodę. Najwidoczniej on świetnie wie, co robi i nie ma żadnego powodu, by cokolwiek zmieniać. Mając z jednej strony tę swoją niewątpliwą inteligencję i odpowiednio bezpośredni przekaz, a z drugiej to rewolucyjne chamstwo, które dla nas pozostaje tak egzotyczne, zdołał zebrać wokół siebie naprawdę pokaźną grupę oddanych fanów, którzy nie pozwolą, by mu z głowy spadł choć jeden włos. I ja oczywiście nie mam na to argumentu. W końcu wiem bardzo dobrze, jak wielu z nas niewiele trzeba, by się całym sercem zaangażować w oczywiste kłamstwo, tkwiąc w obłędnym przekonaniu, że oto nadszedł Zbawiciel. Pisałem tu niejednokrotnie o tym, w jaki sposób – i z jak znakomitym skutkiem – swoich czytelników traktują redaktorzy tygodnika „W Sieci”, wychodząc z założenia, że mają do czynienia z bandą idiotów, dla których wszystko czego potrzebują, to jest jedno proste zdanie i odpowiedni, ilustrujący je, obrazek. A więc wiem. To działa i to działa nieźle.
W przypadku, którym się dziś zajmujemy, chodzi jednak o coś znacznie więcej. Jeśli z jednej strony postawimy braci Karnowskich, Mazurka, Warzechę, Feusette, Skwiecińskiego, czy nawet Janeckiego, to przy wszystkich naszych wątpliwościach, niechętnie i ze złośliwą ironią, będziemy musieli przyznać, że oni są „nasi”, a więc ktoś, od kogo wymaga się mało, lub wręcz nic. Z Matką Kurką jest sytuacja zgoła inna. On w żaden sposób nigdy nie był, nie jest i nie może być „nasz”. By o Matce Kurce powiedzieć, że on jest „nasz” trzeba by było zatracić poczucie nie tylko przyzwoitości, ale w ogóle podstawowych kierunków. Nawet jeśli ja się mylę i Matka Kurka to od lat jedynie taki samotny żagiel, to czerwony, to biały, ale zawsze kompletnie osobny, to musimy się zgodzić, że w takim razie mamy do czynienia z przypadkiem psychiatrycznym, podobnie jak to się dzieje, gdy dowiadujemy się, że ktoś zupełnie bez powodu wybił szybę w sklepie, podpalił komuś samochód, wysłał komputerowego wirusa, czy złośliwie zaspoilerował film. A więc ze zwykłym psychopatą.
A zatem pozostają te dwie możliwości: prowokator, albo psychopata. W tej sytuacji, znów ktoś spyta, po cholerę o nim w ogóle rozmawiać? Otóż powód jest taki, że, jak wiele na to wskazuje, Prawo i Sprawiedliwość – i dziś szczególnie zależy mi na tym, by te dwa słowa zabrzmiały szczególnie mocno i poważnie – zmierza w stronę wieloletnich, niczym nie zagrożonych rządów, którym zaszkodzić może wyłącznie atak od wewnątrz. Niekiedy spowodowany zwykłą ludzką głupotą i gnuśnością, ale czasem jak najbardziej zorganizowany i starannie przemyślany. Z tego też względu uważam, że powinniśmy mieć oczy szeroko otwarte, a z tyłu głowy stałą myśl, że TenKtóryNiePrzepuszczaŻadnej okazji jest cierpliwy tak, jak to tylko on potrafi.
Gdyby ktoś z nowych czytelników nie pamiętał, jak to dawniej bywało, polecam mu oczywiście stare teksty Matki Kurki, które on z szyderczym uśmiechem trzyma na swoim blogu, ale też mój tekst sprzed lat: http://toyah1.blogspot.com/2009/08/matka-kurka-czyli-o-cnocie-kamstwa.html

Książki, jak zawsze, są do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

7 komentarzy:

  1. Co do Matki Kurki się nie wypowiadam nie znam ptaka.

    Co do Pis-u, który wreszcie zrozumiał, że w demokracji (także ludowej) trzeba ludzi kupować, bo tłuszcza myśli brzuchem i portfelem a nie roztrząsaniem idei. 500 zł na dziecko i wolna kwota 8000 zł to majstersztyk. Przy ograniczeniu biurokracji w gospodarce (o ile to możliwe w Pis-ie) w Polsce nikt nie jest w stanie wysadzić z siodła Pis-u.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Jan Szpyt
    By go poznać wystarczy 15 minut.
    Co do reszty, zgoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest pan w błędzie. Gdy był w klubie Ronina to właśnie tak mówił. Ze sie nawrócił i że przeprasza itd itp. Ja bym nie krytykował go za to tylko za slepe wielbienie JK

      Usuń
  3. @slabiak
    Tu akurat pretensji do niego mieć nie mogę. On z całą pewnością nie wielbi ślepo Jarosława kaczyńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię Pana czytać od dawna, wiem jakie są zaszłości u Matki Kurki ale w tym wypadku trafił Pan kulą w płot. Wielgucki mówił wielokrotnie, że wstydzi się swojej twórczości przed 2010 (na ile szczerze nie wnikam), nie usunał swoich tekstów z blogu, nie udaje urodzonego wczoraj. Jego sławne "wypad pajacu" (na Twitterze, nie na blogu) jest jedyną zdrową reakcją na zaczepki anonimowych trolli. Gdyby miał postepować wg Pana rad, nie miał by czasu na nic innego poza kopiuj-wklej "przepraszam, że kiedyś jechałem po Kaczorach". Widziałem, że jest Pan od niedawna na TT, proszę sobie wyobrazić swoją reakcję, gdyby co chwila miał Pan posty w stylu "a Toyah w 2009 roku przyjął nagrodę blogera roku od Sekielskiego".

    OdpowiedzUsuń
  5. @Sergiusz Przybiciak
    Ja się nie wstydzę tego, że przyjąłem nagrodę Onetu, a Wielguckiego tępię nie jako kogoś kto zmienił poglądy, ale jako człowieka służb.

    OdpowiedzUsuń
  6. ok, może i jest jak Pan pisze, mi chodziło tylko o specyfikę TT, zresztą sławetne wypad pajacu zdążyło już polecieć w stronę Kataryny, Wszołka i Warzechy, Pańskich ulubieńców również, eot, Wesołych Świąt:)

    OdpowiedzUsuń