środa, 23 grudnia 2015

Demokracja, czyli Dzień Sądu

Jak doniósł „Super Express”, a owym doniesieniom nikt poza Tomaszem Lisem, włącznie z samym zainteresowanym, nie zaprzeczył, człowiek nazwiskiem Kijowski, najnowsza po zniknięciu Adriana Zandberga, gwiazda naszej politycznej sceny, ma zasądzone alimenty, których nie płaci i jak na dziś, jego zobowiązania sięgają aż 80 tys. złotych. I to jest wiadomość wybitnie inspirująca. Bo oto najwyraźniej wypełnia się to, czego od pewnego czasu, a więc od wygranych przez Prawo i Sprawiedliwość wyborów, mogliśmy się spodziewać, a co sprowadza się do tego, że nikt z nich nie zna już ani dnia, ani godziny.
Oczywiście ów nieszczęsny Kijowski jest tu tylko nędznym przykładem tego, co znacznie większe i poważniejsze, niemniej jednak przykładem wyjątkowo adekwatnym. Oto mamy jakieś bezdyskusyjnego, już na pierwszy rzut oka, wariata, o którym jeszcze dwa tygodnie temu pies z kulawą nogą nie słyszał, a który w tempie wybitnie przyspieszonym zaczyna robić karierę, jako trybun ludowy, społecznik i polityczny lider, a kiedy wygląda na to, że on w swojej, czy to głupocie, czy to desperacji, uwierzył w swoją historyczną moc, okazuje się z dnia na dzień, że to jest ktoś, kto już za chwilę może iść siedzieć za niepłacenie alimentów, a zaległości sięgają takiej sumy, która sprawia, że mamy do czynienia z bankrutem. I nagle ten oto człowiek okazuje się polityczną sensacją, która będzie ciągnąć lud na barykady.
Telewizja TVN24 parę dni temu, zanim jeszcze kwestia tych alimentów wyszła na wierzch, nakręciła reportaż o Kijowskim utrzymany w kolorystyce i intelektualnym wymiarze dawnych przypinek z dzieciątkiem Gagarin. Pamiętamy, w czym rzecz. Była sobie oto skromna rodzina i miała syna, który od dziecka nie miał innej pasji, jak bezinteresownie pomagać ludziom. Ponieważ był bardzo mądry, grzeczny i śliczny, dziewczyny się za nim uganiały, ale on wolał samotnie nieść pomoc tym, których życie nie popieściło. Jako zdolny uczeń, dostał się bez problemu na studia, które ukończył z wynikiem celującym i natychmiast zdobył dobrze płatną pracę, ale ponieważ jego zadaniem było być wśród ludzi, porzucił drogę kariery i postanowił służyć innym. I tak dalej. Oglądałem ów reportaż i cały czas się zastanawiałem, co takiego za uszami ma to dziwadło? Jak wielkie on musi mieć zmartwienia, by dać się tak fatalnie odstrzelić? No i nagle okazuje się, że, owszem, zmartwienia są poważne, a ucieczka od nich praktycznie wykluczona. No i już po Kijowskim. Dziękujemy państwu bardzo.
Wczorajszy dzień w najnowszej politycznej historii będzie błyszczał blaskiem triumfu wyjątkowego. Oglądałem fragmenty posiedzenia Sejmu, gdzie Prawo i Sprawiedliwość uchwalała zmiany w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym, obserwowałem, z jednej strony, wściekłość, a z drugiej całkowitą impotencję wszelkiej opozycji, włącznie z tą medialną, i nagle sobie uświadomiłem, jak wielką siłę stanowi w demokracji autentyczna, niczym, jak tylko publicznym poparciem, nieograniczona władza. Miałem okazję widzieć to częściowo niedawno podczas swojego pobytu na Węgrzech, gdzie z jednej strony widziałem ów czarny sztandar wywieszony w iście kabaretowym proteście na budynku Parlamentu i ową kampanię billboardową, przepraszającą Europę za premiera Orbana, a z drugiej kraj zwykłych, spokojnie spędzających czas ludzi, żyjących swoim życiem i czerpiącym z tego życia wszelkie słodycze. I pomyślałem sobie, że ten stan można osiągnąć tylko wtedy, gdy uzyska się pewność niewzruszonej racji i wspierającej tę rację siły. Tylko wtedy.
No więc oglądałem wczoraj obrady naszego Sejmu i nagle pomyślałem sobie, że to jest właśnie owa demokracja, której nic nie zniszczy. No, owszem, można próbować przeprowadzić tak zwany zamach stanu, czy wojskowy pucz, no ale nie w demokracji, prawda? Demokracja takie ekscesy wyklucza z samej swojej zasady. A zatem, rządzi naród. I mamy to co mamy.
A przy tym mamy też niezależne jak jasna cholera media, takie jak Super Express, które nagle w ramach wypełniania swoich publicznych obowiązków informują o niezapłaconych alimentach Kijowskiego. A ja już tylko czekam na dalszy rozwój wypadków. Bardzo jestem ciekawy, kto jest następny w kolejce. Władysław Frasyniuk? Wspomniany Tomasz Lis? Marek Kondrat? Daniel Olbrychski? Krzysztof Materna? Kto pierwszy podskoczy tak, że trzeba będzie pokazać światu, czym są wolne media? Lista jest baaaaardzo długa, kontroluje ją panna Demokracja, a ja już nie mogę się doczekać.
PS. Już po napisaniu tego tekstu, Marcin Palade, taki spec od sondaży, podał na Twitterze informację, że pierwsi w kolejce są klienci warszawskiej firmy o nazwie Wersal Joanna, a Aleksandra Jakubowska, której przedstawiać nie trzeba, dodała, że o krok przed nimi, czeka owej firmy właścicielka. I tak to właśnie działa demokracja.

Przypominam, że moje książki są do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl, a jak ktoś mieszka w Warszawie, to jeszcze w paru księgarniach, których nazw nie pamiętam. Proszę pytać Coryllusa.

5 komentarzy:

  1. A nie obawia się Pan zaangażowania Sorosa?...

    OdpowiedzUsuń
  2. Kijowski i Zandberg to jakieś lumpiki wyłowione z odmętów szlamu prywiślańskich czerwonoskórych za którymi stoi bezpieka na usługach Prusaków i Moskali. I to oni się obawiają, że skończy się renta korupcyjna i przyjda rozliczenia, bo jak nie przyjdą to nic się nie zmieni.

    Panie Krzysztofie, rzadko oglądam tv ale wczoraj tej całej pyskówce sejmowej był jeden piękny moment. Zero słów, tylko wyraz twarzy jak Pis zaczął skandować złodzieje. Potem było milczenie i groza w oczach platfusów. Zaręczam Panu, że ich protektorzy są tacy sami, to nie są żadni twardziele, męty w garniturach lub mundurach.

    Z alimentami Kijowskiego to odwinęła się tylko delikatnie grupa od taśm u Sowy i jej protektorzy. Jeszcze miesiąc lub dwa, powoli wygasi się kody, lisy i inne popłuczyny.

    OdpowiedzUsuń
  3. @anonimowy
    Bez Sorosa, oni nie potrafiliby się nawet wysmarkać. Nie szkodzi. Damy radę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy wierzy Pan,że Soros jest mocniejszy od siłowników z USA.

    Soros reprezentował kiedyś interesy rodziny bankierskiej Bleichröder, czy obecnie jest dalej reprezentantem to nie wiem ale śmiem przypuszczać, że po cichu tak.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Jan Szpyt
    Myslę, że nie jest.

    OdpowiedzUsuń