Ile kosztuje łóżko ze śniadaniem w Chobielinie?

Kiedy w swojej wczorajszej notce Coryllus zwrócił uwagę na fragment wypowiedzi Stanisława Janeckiego, w której ten zapewnia czytelników, że niezależne dziennikarstwo nie jest w żaden sposób uzależnione od bieżącej polityki, a kto uważa inaczej, ten kiep, od razu pomyślałem sobie o Łukaszu Warzesze. Kim jest Łukasz Warzecha wiemy wszyscy, i wszyscy też wiemy, że gdy chodzi o tak zwane „dziennikarstwo niepokorne”, a więc jeszcze bardziej niezależne, niż określają standardy, on akurat pełni rolę wręcz symbolu.
Parę dni temu Łukasz Warzecha zyskał pewien rozgłos przez swoje zaangażowanie na Twitterze i wymianę w jaką się wdał z żoną Radka Sikorskiego, Anne Applebaum. Poszło o to, że w ramach owej zabawy, gdzie wszyscy na okrągło gadają ze wszystkimi, Anne Applebaum napisała coś brzydkiego o Prawie i Sprawiedliwości – a co konkretnie, pozostaje oczywiście bez najmniejszego znaczenia – na co Warzecha w jednej chwili pojawił się na scenie i Applebaum przyłożył. No i pewnie nie byłoby o czym gadać, gdyby ona nie uznała za stosowne Warzechy nie lekceważyć i mu się nie odwinęła, przypominając, jak on jeszcze jakiś czas temu, a więc w pamiętnym roku 2007, spędził wiele kolejnych dni na majątku Sikorskich w Chobielinie, i gdzie zadawał szyku produkując tak zwany wywiad-rzekę z Sikorskim, ona go układała do snu, przynosiła mu do łóżka kawę, karmiła kiełbaskami i w ogóle dbała o to, by ten się tam czuł jak w domu, za co Warzecha nie zechciał jej na odchodne rzucić marnego słowa „dziękuję”. Warzecha jeszcze tylko zdążył stęknąć, że Applebaum niepotrzebnie miesza sprawy osobiste z polityką, i tak to sobie państwo porozmawiali.
I podczas gdy niektórzy mogą uważać, że nie ma sensu zajmować się awanturami między żoną Radka Sikorskiego, a jednym z prawicowych dziennikarzy, ja uważam, że owszem, sprawa jest warta naszej uwagi. I to po obu stronach owej bani z kisielem. Przede wszystkim robi wrażenie autentycznie wstrząsające informacja, że kiedy w roku 2007 Łukasz Warzecha, przeprowadzając swój wywiad-rzekę z Radkiem Sikorskim i tym samym biorąc udział w kampanii Platformy Obywatelskiej przeciwko PiS-owi, był człowiekiem do tej roboty w stu procentach wynajętym. I to, jak się dziś dowiadujemy, wynajętym do tego stopnia, że Sikorscy ugościli go na tę okazję w swoim domu, a pani Sikorska dzień w dzień zmieniała mu ręczniki, prała majtki i skarpetki, i podawała do stołu. Tu więc byśmy się mocno zbliżyli do kwestii związanych z zapewnieniami Janeckiego odnośnie niezależnego dziennikarstwa.
Jednak czymś niemal równie fascynującym jest format kulturowy, z jakim mamy okazję się zapoznać obserwując działania samego Warzechy. To akurat, że on Applebaum nie podziękował za gościnę, mnie nie dziwi. Ja już wcześniej słyszałem od osób, które miały wątpliwą przyjemność ocierać się z Warzechą łokciami, że jest to typ, który na przykład nie ma zwyczaju mówić dzień dobry i do widzenia wsiadając i wysiadając z windy. W tej sytuacji, musimy uznać za coś absolutnie normalnego, że kiedy on pomieszkiwał na majątku Sikorskich i pozwalał się obsługiwać, a jednocześnie pozostawał nieustannie w poczuciu wyjątkowości należnej jedynie dziennikarzom niezależnym, tym bardziej nawet mu do głowy nie przyszło, żeby za gościnę podziękować.
A zatem, to akurat nie dziwi. Jest czymś jednak absolutnie wstrząsającym, że mając chyba w końcu w pamięci te relacje sprzed w końcu nie tak wielu lat, ten dureń uznał za stosowne wyskakiwać z jakimiś złośliwościami w stosunku do osoby, która jest mu praktycznie znana jedynie z tego, że kiedyś, z czystej uprzejmości i zwykłej kindersztuby, przynosiła mu do łóżka kawę.
Proszę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Otóż z reakcji Applebaum wnoszę, że Warzecha i Sikorscy dziś już zaprzyjaźnieni nie są. Z tego co ona pisze, mogę wnioskować, że znajomość Warzecha – Applebaum to melodia przeszłości. A zatem chyba mogę też podejrzewać, że jeśli on dziś musi komentować w gruncie rzeczy pozbawione jakiegokolwiek znaczenia twitty Applebaum to znaczy, że on to robi dla zwykłego tak zwanego „lansu”. I to w dodatku beznadziejnie prowincjalnego.
No ale skupmy się na tej porannej kawie i owym twicie. Zastanówmy się mianowicie, jak on w ogóle w sytuacji, w jakiej się znajduje, ma czelność w ogóle odzywać do Applebaum w kwestiach politycznych i to w dodatku w formie charakterystycznej dla publicznej debaty? To jest mniej więcej ten typ bezczelności, na jaki ja bym sobie pozwolił, gdybym nagle oszalał i zaczął się odnajdywać na Facebooku z żoną mojego dobrego kumpla Lemminga, która od kilku dobrych lat – tak, tak – przy każdej nadarzającej się okazji gości mnie u siebie w domu, niemal kołysze mnie do snu, karmi wykwintnymi śniadaniami, i ją publicznie karcić za to, że się nie zgadza ze mną gdy idzie o politykę. A powinniśmy wziąć jeszcze przed uwagę, że ja akurat, ile razy się z nią żegnam, przepraszam ją za kłopot, oraz dziękuję za gościnę wielokrotnie i odpowiednio dobitnie.
No i jeszcze warto zauważyć, że moje relacje z Lemmingiem i jego żoną to nie są relacje służbowe, gdzie jednak pewien stopień wyższej elegancji jest wymagany.
A więc mamy tego Sikorskiego, tę Applebaum i kiedyś jeszcze ich partnera w interesach Łukasza Warzechę. Jeśli się temu wszystkiemu przyjrzeć, to można dojść do wniosku, że oni wszyscy sobie na swój los zasłużyli, jednak w jakiś dziwny sposób mam wrażenie, że Łukasz Warzecha tu akurat jest prawdziwą gwiazdą. A jeśli brać pod uwagę, że to osobnik tego typu będzie budował medialne wsparcie dla wielkiego dzieła odbudowy Rzeczypospolitej, obawiam się, że nie pozostaje nic innego jak tłuc ich po tych tępych łbach.

Tradycyjnie przypominam, że moją nową książkę pod tytułem „39 wypraw na dziewiąty krąg” można kupić w księgarni na stronie www.coryllus.pl.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?