wtorek, 9 czerwca 2009

O zmiennych kobietach, wielkiej polityce i blogrze Kovalskym

Przez większą część dnia zamartwiam się tym, co się w ubiegłą sobotę przydarzyło pani Cugier- Kotce. Martwię się samym zdarzeniem, ale również powszechnie widocznym lekceważeniem sprawy. Nie jestem w stanie pojąć, jak mogło dojść do tego, że w sytuacji oczywistego ataku na panią Kotkę – bez względu na to, czy poważnego, czy drobnego; czy opisanego przez panią Kotkę dokładnie, czy z naturalnym w takich sytuacjach podbarwieniem – większość komentatorów, z jednej i z drugiej strony politycznych podziałów, skupia się głównie na próbach udowodnienia, że relacja pani Kotki jest na tyle niekonsekwentna, na tyle niezrozumiała, a przez to na tyle podejrzana, że wręcz nie warta poważnego spojrzenia. Nie potrafię pojąć, jak to się stało, że w Polsce roku 2009 nie tylko najbardziej cyniczni politycy Platformy, ale również ludzie – wydawałoby się – zdecydowanie wrażliwi na oczywiste niebezpieczeństwa, postępują, jakby uznali, że od tego co się przecież mogło zdarzyć przed domem pani Kotki, z całą pewnością ważniejsze jest zachowanie zdrowego rozsądku, obiektywizmu i tzw. politycznej kultury.
Od pierwszej chwili, kiedy nazwisko i wizerunek pani Cugier-Kotki zaistniała w świadomości publicznej, nie ma dnia, żeby w ten czy inny sposób ta – według wszelkich cywilizacyjnych i kulturowych standardów – całkowicie przecież niewinna kobieta, nie była traktowana przez polityków, dziennikarzy i zwykłych publicznych komentatorów w sposób absolutnie nieludzki. Nie ma dnia, żeby pani Cugier-Kotka nie usłyszała, lub nie przeczytała o sobie rzeczy, których nawet podły człowiek nie ma szans na swój temat wysłuchiwać. Tylko dlatego, że odważyła się nieroztropnie – jak się teraz dowiaduje – wystąpić przeciwko sile, przeciwko której występować jest bardzo niebezpiecznie. Szczególnie kiedy się jest zwykłym obywatelem. I w tej sytuacji, okazuje się że zwykła ludzka wrażliwość została tak zaczadzona, że z tego szaleństwa nie potrafią się wyrwać ludzie, o których można było sądzić różnie, ale nie że są po prostu bez serca.
A tu jeszcze na dodatek czytam wiadomość, że podobno nic takiego się nie stało. Pani Kotka po prostu dostała klapsa w pupę i usłyszała parę niemiłych słów. A tu nagle widzę wpis na blogu pewnego absolwenta wydziału prawa poznańskiego uniwersytetu, zatytułowany elegancko "Cuger Kotka".
Myślę więc o tym i dziś rano i w południe i myślałem o tym, kiedy jechałem do pracy autobusem… i nagle sobie przypomniałem, ze przecież to nie pierwszy raz, jak pani Cugier-Kotka oberwała. Przecież ona już miała okazję poczuć smak polityki, kiedy u władzy był PiS, a ona kręciła wyborczy klip dla Donalda Tuska. Przecież wszyscy pamiętamy te nagonkę, jaką jej zorganizowaly wówczas środowiska PiS-owskie. Sprawdziłem i znalazłem pewien wpis w Salonie sprzed dwóch lat, podpisany przez blogera o nicku Kovalsky. I proszę. Oto co Kovalsky pisał dwa lata temu:
Uporządkujemy fakty: 1. W sobotę ok. 8-9 rano pani Anna Cugier-Kotka, aktorka występująca ostatnio w spotach Platformy Obywatelskiej, została zaatakowana na ulicy pod własnym domem. 2. O godzinie 14 policja odbiera telefoniczne zgłoszenie od pani Cugier-Kotki. Policjanci podobno udają się na miejsce zdarzenia i osobiście rozmawiają z aktorką. Kobieta, jak twierdzą policjanci, nie pojawia się jednak na komisariacie z wynikami obdukcji. Nie zgłasza też podobno również powiadomienia o przestępstwie. 3. W poniedziałek pani Cugier-Kotka wypowiada się dla TVN, lecz z jakiegoś powodu ani słowem nie wspomina o pobiciu. Mówi o różnych szykanach, jakie ją spotkały w ostatnim czasie, ale nie o fizycznym ataku. Na koniec z uśmiechem dodaje, że jej zdaniem już wkrótce wszystko w jej życiu znów będzie w porządku. 4. W poniedziałek wieczorem portal „Rzeczpospolitej” publikuje artykuł o pobiciu aktorki. Tekst zawiera m.in. wypowiedź Grzegorza Schetyny. Tymczasem Cugier-Kotka udziela dramatycznego wywiadu Radiu Lublin, a dziś rano – TVN24. Kobieta wydaje się być przestraszona i roztrzęsiona.
Jestem pierwszym, który mógłbym potraktować informacje o ataku na panią Cugier-Kotek jako nieprzyzwoity element piaru Platformy Obywatelskiej, by wykazać brutalne metody kampanii nienawiści rozpętanej przez polityków Platformy z wykorzystaniem związanej z ich obozem politycznym kobiety. Przykładów wściekłych i powielanych przez media brudnych zagrań Platformy jest aż nadto.
Przyznaje też, że w tej sprawie jest za dużo znaków zapytania. Trudno sobie wyobrazić w jaki sposób uśmiechnięta kobieta swobodnie wypowiadająca się dla TVN, już po kilkunastu godzinach, tej samej stacji w dramatyczny sposób opowiada o pobiciu – do którego miało dojść trzy dni wcześniej. Nie zmienia to jednak faktu, ze obóz obecnie rządzący nie może pozostawić bez wyjaśnienia zarzutów choćby nawet nie do końca wiarygodnych.
Rozumiem, że Platforma Obywatelska może czuć pokusę, by umieścić panią Cugier-Kotkę na sztandarach. Niestety jest też tak, że dopóki sprawa nie zostanie przez odpowiednie organy ostatecznie wyjaśniona, taki krok ze strony Platformy będzie przez społeczeństwo całkowicie zrozumiany. Bowiem jest możliwe, iż aktorka rzeczywiście została zaatakowana. I choć najwyraźniej sama nie czuła potrzeby, by nagłaśniać tę sprawę, my, jako partia dumnie nosząca nazwę Prawo i Sprawiedliwość, musimy zrobić wszystko, by sprawy nie wyciszać, ale ja dogłębnie wyjaśnić.
Coś się zmieniło dopiero w poniedziałek. Chciałbym wierzyć, iż na zmianę postawy kobiety nie wpłynął nikt z zewnątrz.Taki ktoś byłby bowiem albo prowokatorem, albo głupcem.
… I się obudziłem, bo to już mój przystanek I trzeba wysiadać. I trzeba iść uczyć. I zarabiać na wojnę z bankami. A sny? Wiadomo. Sny są głupie i zupełnie nieprawdopodobne. Miłego wieczoru wszystkim Państwu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.